Dla zapracowanych: Jedna prosta zmiana wzmacniająca dobry kontakt z dziećmi, czyli efekt motyla w relacjach

Łukasz Dąbrówka
Łukasz Dąbrówka
29 lutego 2016
Fot. Pixabay / froot /
 

Wystarczy zmiana jednej zasady, jednego nawyku, aby osiągnąć dużą poprawę i zmianę. Prosto ale nie prościej. Dobre zasady budują.

Zabiegane mamy, zapracowani tatusiowie, dziadkowie aktywnie korzystający z uroków życia lub wciąż z różnymi obowiązkami, a dzieci…. Właśnie, one w tym wszystkim, gdzieś pomiędzy tabletem, szkołą, zajęciami dodatkowymi…. potrzebują kontaktu z nami. Rozmowa, czytanie bajek, wspólna zabawa w zależności od Naszego rodzicielskiego zdeterminowania i uświadomienia, ma miejsce w większym, czy mniejszym stopniu? Część z Nas rodziców wybiera drogę freelancera, kobiety są niedościgłymi menedżerkami życia rodzinnego i zawodowego, wykorzystują potencjał jaki oferuje rynek i pracują w domu. Wielu ojców podobnie.

Jednak rzeczywistość bycia online, pod telefonem, nawyki pracy powodują, że relacje z naszymi pociechami, bywają zamrożone.
Jak często nasze dzieci słyszą – nie teraz, nie przeszkadzaj, skończę rozmowę to do ciebie podejdę.
Jak często irytujemy się gdy w czasie ważnej rozmowy telefonicznej dziecko  koniecznie chce nam pokazać swój zaczarowany obrazek, nową figurkę, lub po prostu się przytulić?

Jak często towarzyszy nam poczucie winy, że zbyt mało uwagi poświęcamy dzieciom  wypełniając swój czas WAŻNYMI sprawami zawodowymi?

Dzieci są wspaniałe w swojej ekspresji i o czym często zapominamy potrzebują bliskości – po prostu – teraz, tu, w tym momencie. Potrzebują tego by czuć, że są ważne!

A my uwięzieni pomiędzy światami pracując w domu: umysł mamy w pracy, w firmie, u klienta ciało w domu, nie doceniamy istotności tej potrzeby małego człowieka.
Czy można temu jakoś zaradzić?

Pracując jako coach, trener, menedżer projektów czyli tzw. przedsiębiorczy freelancer od lat korzystam z uroków pracy w domu (oczywiście poza tymi dniami gdy pracuję gdzieś w Polsce z klientem, gdzieś  w jego firmie lub na konferencji).

Czując potrzebę pogodzenia rytmu pracy i potrzeb dzieci wprowadziłem prostą zasadę.

Nieważne jak bardzo jestem zajęty przy komputerze, w trakcie rozmowy telefonicznej, pisania artykułu, materiałów czy raportów – moje dzieci wiedzą, że mogą ZAWSZE, w każdej chwili podejść do mnie i się przytulić. Bezwarunkowo. Jest tylko jedna umowa, gdy rozmawiam przez telefon i nie mogę skończyć rozmowy (a zdarza się tak czasami), wtedy przytulamy się cicho w jej trakcie, kiedy kończę rozmawiać pierwsze kroki kieruję do dziecka, aby aktywnie poświęcić mu czas, te 5-10 minut, o którym wiemy wszyscy dobrze, że nie zawali naszych działań.

Po wprowadzeniu tej zasady zaobserwowałem kilka ciekawostek.

Po pierwsze – częstotliwość przytulania i podejścia do mnie bywa zaskakująca różna, czasami są dni, że jest  raz czy dwa a czasami po kilka i więcej.

Po drugie – w dużej mierze znikła komunikacja między rodzicami a dziećmi typu “nie mam czasu dla Ciebie teraz” oraz “poczekaj”.

Po trzecie – mina naszej 4 letniej córki, błogiego uśmiechu, gdy podchodzi i przytula się do nogi, gdy stoję i rozmawiam prowadząc jakieś tam negocjacje, jest bezcenna.

Po czwarte – emocje i kontakt oraz jego systematyczność – jest przykładem dobrej systemowej zmiany – po prostu jest regularny, naturalny, oparty na potrzebach i szanujący wzajemne granice

Po piąte – uczy uwagi oraz empatii. Jako rodzica wyrywa to  z  “transu pracy”. Za to dziecko “szczególnie to kilkuletnie” uczy się z jednej strony bliskości oraz  rozumienia, że nie zawsze można mieć coś w momencie, gdy potrzebuje.

Ostatnio kolejna osoba, tym razem moja przyjaciółka, wzięta dziennikarka, pracująca w domu właśnie, w rytmie znanym freelancerom oraz tym pracującym w home office’ie podpatrzyła tą zasadę i  z powodzeniem ją wdraża w relacjach ze swoimi córkami. Największym zaskoczeniem z pierwszych dni było u niej zmniejszenie poczucia winy, że nie zwraca uwagi na dzieci, gdy jest pochłonięta pracą oraz zaskoczenie, że ten kontakt nie zawsze musi być taki pełny tzw. 100% uwagi i czasu.

Bardzo często w naszych związkach zapominamy o tym, że drobne gesty, dotyk, przytulenie są tymi niewerbalnymi sygnałami, które są równie ważne a często ważniejsze niż słowa czy materialne prezenty czy przyjemności.

Zmiana jednej prostej zasady w naszym wzajemnym kontakcie może wprowadzać niczym efekt motyla duże efekty w naszych relacjach z naszymi bliskimi, z naszymi dziećmi.

“Zawsze mam czas na krótkie przytulenie Cię” – tylko tyle i aż tyle.


Zmiana czy zmiana – proces czy uderzenie pioruna?

Łukasz Dąbrówka
Łukasz Dąbrówka
22 marca 2016
Fot. Pexels / Unsplash /
 

W salach szkoleń, gabinetach, pokojach, domach. Czytamy, uczymy się, rozmawiamy, pracujemy nad sobą oraz nad …. W gonitwie za lepszą wersją siebie, wspanialszą “ja”, dążymy do zmiany. Zmiany natychmiastowej, takiej na Już, Teraz, Natychmiast. No, a jak się nie da na już to jak najszybciej. Szkolenie w firmie –  2 dniowe to luksus, przeżytek. Po co 2 dni jak można 1 dzień. Coaching 3 spotkania po godzinie i ma być efekt. Psychoterapia – gdzieżby tam tygodniami czy miesiącami a nie wyobrażalnie latami. W takim razie jak to jest, że dążąc do zmian – szybkich zmian – tych zmian nie dostrzegamy, nie osiągamy.

Czym jest zmiana? Jaka zachodzi? Czy jest możliwa szybka zmiana?

Zmiana siebie, swoich nawyków, umiejętności jest procesem – szczególnie jeśli chodzi o nawyki czy umiejętności. Wymaga sekwencji powtórzeń. Od kilku do kilkunastu razy. Nie lubimy tego, szczególnie, gdy uczymy się prawidłowego wykonania jakiejś nowej umiejętności. W tym miejscu nasze oczekiwanie, potrzeba “natychmiastowości zmiany”, tego wszechobecnego dążenia do tu i teraz staje się niczym kłoda, którą nieświadomie sobie rzucamy pod nogi. A gdyby tak….

… spojrzeć na naszą chęć wypracowania sobie nowego nawyku przez zupełnie inny pryzmat. Umiejętność jaką chcę nabyć np. zrobienia dobrej sałatki, upieczenia ciasta, sprawnego skrętu w lewo ze skrzyżowania, itd. wymagało kilkuset prób. No dobra, przesadziłem. Kilkudziesięciu. Jak wtedy z  takiej perspektywy wyglądałby nasz wynik kilku czy kilkunastu prób potrzebnych do nauczenia się tej nowej umiejętności w sposób sprawny i dla nas satysfakcjonujący? Taka zmiana jest procesem, sekwencją powtórzeń. Serią prób i błędów, drobnych kroków, które składają się na końcowy pozytywny efekt. 

Wniosek praktyczny: nasze oczekiwania i nastawienie się z góry co do prędkości osiągnięcia pożądanej zmiany mogą być dla nas wsparciem lub przeszkodą – w zależności od tego na ile określimy liczbę potrzebnych powtórzeń.

Jeśli można prościej, jak mawiał Albert Einstein to należy z tego skorzystać.

Jest też drugi rodzaj zmian – ten lubiany i pożądany – zmiana natychmiastowa. Pojawiająca się niczym błyskawica. Trzask, prask, dowiadujemy się, że można inaczej, prościej. Taki rodzaj zmian jest równie ważny. Często jest na wyciągnięcie ręki. Jednak przeszkodą może być sama świadomość i gotowość do zaakceptowania tej prostoty. A wystarczy po prostu skorzystać i umieć zaakceptować jej natychmiastowość. Pamiętam jak mając świeżo dwadzieścia parę lat od jakiegoś już czasu przymierzałem się do zaprzestania słodzenia herbaty. Ot taka prosta sprawa, która jak wiemy w praktyce wcale prosta nie jest. Dłuższy czas różne sposoby zmniejszania ilości cukru, zastępowania go np. miodem, nie przynosiły upragnionego skutku. Aż któregoś dnia tak po prostu stwierdziłem, że herbata bez cukru jest równie smaczna. Tak, po prostu. Pewnie było to efekt jakiegoś wcześniejszego procesu i moich zmagań. Jednak najciekawsze było w tym doświadczeniu to, że jeszcze przez kilka tygodni borykałem się z nawykiem odruchowego brania łyżeczki do cukru i próby posłodzenia. Ten fakt, docierał do moje świadomości, gdy już nad szklanką trzymałem łyżeczkę pełną cukru. Uśmiechając się do siebie odkładałem ją z powrotem. Zmiana nastąpiła tak po prostu – trzask prask – w jednej chwili.

Oba rodzaje zmian – natychmiastowa i dłuższa (procesowa) – są tak samo ważne i wartościowe. Z obu korzystajmy, gdyż w wielu obszarach naszego rozwoju, zdobywania doświadczenia na początku trudno nam jest określić czy zmiana jaką planujemy przyjedzie szybko i automatycznie, czy będzie dłuższym procesem wymagającym rytmu powtórzeń. Szczególnie w tym przypadku warto zwrócić uwagę na oczekiwania jakie sobie stawiamy. Większość osób z jaki pracuję odkrywa, że mają większą chęć i motywację do uczenia się i powtarzania tego nad czym pracują, gdy na samym początku określą ilość prób – minimum  5 powtórzeń – po których dopiero zaczynają oceniać swoje postępy. Nazywamy to taką rozbiegówką. To jest też miejsce na swobodne popróbowanie, poszukanie optymalnego sposobu robienia nowej czynności, nowego rodzaju działania czy też nowego sposobu myślenia.

A Wy jakie macie doświadczenia ze zmianami? Jakie najbardziej zaskakujące Was zmiany zaszły w waszych zachowaniach, działaniach, czy umiejętnościach? Podzielcie się przykładami – natychmiastowych wglądów i zmian w zachowaniu, działaniu. Podajcie też przykłady zmian dłuższych, takich będących procesem, sekwencją prób i błędów.


www.diploms-home.com/

У нашей компании классный web-сайт , он рассказывает про www.zaraz.org.ua.
У нашей организации интересный портал с информацией про https://zaraz.org.ua.