Karmienie dziecka butelką prostsze i bez kolki? Wystarczy wybrać odpowiednią butelkę

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
14 kwietnia 2016
Fot. Materiały prasowe
 

Karmienie piersią jest najlepszym rozwiązaniem dla dziecka, jednak nie wszystkie mamy mogą karmić malucha w ten sposób. Rozwiązaniem problemu jest butelka, która pozwoli karmić malca w poczuciu bliskości i wygody. Już dawno minęły czasy, gdy kobiety miały z tyłu głowy, że jedynie karmienie piersią daje mamie i dziecku maksimum zaangażowania i troski podczas karmienia. Poczucie winy powodowało że mama nie do końca umiała cieszyć się tym czasem, szczególnie gdy zniechęcały ją kłopoty z pojawianiem się kolki dręczącej malca.

Mamy doskonale wiedzą, że dziecko dotknęła ta przykra dolegliwość – widzą podkurczone nóżki, słyszą długotrwały rozdzierający serce płacz dziecka, trudny do utulenia. Wiadomo  że kolka często jest związana ze zbyt szybkim, łakomym połykaniem mleka, które zalega w jelitach i skutkuje bólem brzucha oraz wzdęciami. Trudno jej zaradzić, gdy akurat męczy malucha, ale można próbować delikatnych masaży brzuszka, szumu suszarki i ciepłych okładów, by choć trochę ulżyć dziecku.

Ponieważ kolka jet problemem związanym z karmieniem malca, bardzo ważne w jej zapobieganiu jest aby dobrać jak najlepszą butelkę. Tu chodzi nie tylko o wygodę mamy, ale o zdrowie malucha.

Oto rady które ułatwią karmienie dziecka z butelki oraz pomogą zapobiegać atakom kolki:

Korzystaj z odpowiedniej butelki. Ważne by miała ona dokładną skalę która ułatwi przygotowanie mieszanki. Powinna być wykonana z bezpiecznych materiałów, a dzieciom cierpiącym na ataki kolki warto zakupić butelkę, która powinna być specjalnie wyprofilowana, i zawierać system antykolkowy by łatwiej było niwelować ilość połykanych przez dziecko pęcherzyków powietrza. Ważne, żeby można było łatwo umyć butelkę, wygodnie wsypać i wymieszać mieszankę mleczną, a także żeby była lekka. Na początek wystarczą dwie małe poręczne butelki o pojemności 120-150 ml, a gdy dziecko podrośnie będzie można zakupić większą. 

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Sprawdź czy wielkość otworu smoczka jest odpowiednia. Dziecko karmione butelką, której smoczek ma za duży otwór, narażone jest na połykanie pokarmu wypływającego zbyt szybko (a wraz z nim powietrza co przyczynia się do kolek) i dziecko może się zakrztusić. Natomiast w przypadku zbyt małego otworu w smoczku dziecko może się denerwować i nie zjadać tyle ile powinno. Podczas karmienia dobrze jest robić chwilowe przerwy, a podczas karmienia trzymać butelkę tak by mleko wypełniało smoczek bez zbędnego powietrza.

Zwróć uwagę na pozycję w jakiej trzymasz dziecko. To jest niezwykle istotna kwestia, szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę, że nieprawidłowa technika karmienia może przyczyniać się do zakrztuszenia malca. Nie wolno podawać dziecku butelki, gdy leży ono zupełnie płasko. Najbezpieczniej jest ułożyć dziecko na zgięciu łokcia tak by tułów i główka tworzyły linię prostą.

Po posiłku dbaj by dziecku się odbiło. Aby ulżyć maluchowi, noś go w pionie tak by jego głowa opierała się na twoim ramieniu, możesz delikatnie poklepać plecki. Dla zabezpieczenia ubrania przed ewentualnym ulewaniem, połóż na ramieniu pieluszkę. Odbijanie gazów pozwoli na pozbycie się powietrza z układu pokarmowego.

Nie eksperymentuj, wybierz najlepszą butelkę i smoczek

Butelki, smoczki –  to podstawa w karmieniu  malucha sztuczną mieszanką lub ściągniętym mlekiem matki. Te akcesoria muszą być bezpieczne i wygodne, a także trwałe biorąc pod uwagę, że wykorzystywane są wiele razy każdego dnia i to przez wiele miesięcy. Wybór nie powinien być przypadkowy, lecz dobrany pod kątem posiadania najlepszych cech, które pozwolą na wygodne karmienie mamie i dziecku!

Wybierz butelkę ze sprawdzonymi rozwiązaniami antykolkowymi

Coraz doskonalsze rozwiązania zastosowane w butelkach, pozwalają na karmienie dziecka w sposób zbliżony do karmienia piersią. Widać to dobrze w pomyśle butelki antykolkowej Twistshake. Posiada ona specjalnie wyprofilowany smoczek wzorowany na kobiecej piersi, z elastyczną silikonową i odpowiednio miękką końcówką, która pozwala zachować naturalny sposób ssania. Smoczek wykończony zaokrąglonym oparciem dla warg, co jest bardzo pomocne, jeśli mama proponuje butelkę dziecku, dotychczas karmionemu piersią.

Butelka Twistshake cechuje się wyjątkowym systemem Twistflow, który minimalizuje prawdopodobieństwo wystąpienia kolki dziecięcej oraz powstrzymuje zakłócenia w przepływie mleka. Opatentowany mikser-sitko pomaga rozprowadzić mieszankę oraz zapobiega zatkaniu się smoczka i oszczędza kłopotów podczas karmienia malca.

Potwierdzone antykolkowe działanie to nie jedyne zalety Twistshake 

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Dzięki przemyślanej konstrukcji i ciekawemu designowi, butelki nie tylko służą zdrowemu brzuszkowi malucha, ale cieszą oczy dzieci i rodziców. Do praktycznych rozwiązań zastosowanych w zaprojektowaniu butelki wykorzystano:

Szeroki wlot butelki Twistshake.  Zapobiega rozsypaniu mleka sprawiając że przyrządzanie mieszanki jest bezproblemowe. Kształt ułatwia mycie butelki, i wpływa na komfort i wygodę podczas karmienia.

Łatwe dopasowanie smoczka, zaprojektowanego dla każdego wieku z czterema różnymi przepływami; rozmiar S 0+ m, rozmiar M 2+ m, rozmiar L 4+ m. Oryginalnie w zestawie: Butelka 180 ml zawiera smoczek S, butelka 260 ml zawiera smoczek M, butelka 330 ml zawiera smoczek L. Istnieje możliwość dokupienia smoczka 6m+. 

Wygodne i higieniczne pojemniki. Ułatwiają przyrządzanie mleka poza domem, dzięki odmierzonemu w domu mleka w proszku. Pojemniczki można ze sobą łączyć i tym samym przygotować ilość porcji na cały dzień karmienia. To także pomysł na przetransportowanie przekąsek dla starszego dziecka. 

Kompatybilność elementów.  Takie rozwiązanie sprawia, że butelki można łączyć ze wszystkimi rozmiarami smoczków. To zakup sprawdzający się przez cały okres karmienia.

Piękne, nasycone kolory. Warianty 6 energetyzujących barw  przyciągną spojrzenia, a możliwość łączenia ich w różnych kompilacjach, da jeszcze więcej frajdy małym użytkownikom.

Za butelkami Twistshake poza wygodą i designem przemawia jeszcze jedna, bardzo ważna cecha. Są bezpieczne dla malca, ponieważ wykonano je z wysokiej jakości polipropylenu bez udziału BPA. 

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

 

Jeszcze więcej informacji znajdziecie na stronie , a butelki w sprzedaży dostępne są w sklepie


Wpis powstał we współpracy z firmą TOOTINY

 


Bunt żon – strzeżcie się nas panowie, tego zbagatelizować nie można!

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
14 kwietnia 2016
Bunt żon - strzeżcie się nas panowie, tego zbagatelizować nie możBunt żon - strzeżcie się nas panowie, tego zbagatelizować nie moż
Fot. iStock / Izabela Habur
 

„Odchodzę” powiedziała ona, zostawiając mu dom, psa, ogród i dwie dorastające córki. Wróciła po miesiącu, inna, spokojniejsza i szczęśliwsza. I zdziwiona. Powiedziała „przepraszam”, ale dodała „przecież świetnie sobie beze mnie poradziliście”. No, o co tyle hałasu? Kryzysy zdarzają się przecież w najlepszych związkach. Kryzysy zdarzają się naszym partnerom. Ale żeby kobiecie? Żonie? Matce?! Kryzys wieku średniego? To jest coś niewyobrażalnego…

A jednak taka jest nasza, nowa rzeczywistość. Lub może raczej, wcale nie jest ona taka nowa, tylko my kobiety częściej niż kiedykolwiek mamy odwagę podążać za naszym instynktem, częściej dajemy się ponieść chwilowym emocjom. Według ostatnich badań, już 47% pań w „jakimś stopniu” przechodzi kryzys wieku średniego, który pojawia się między 35 a 55 rokiem życia. Trzeba od razu podkreślić, że zdaniem psychologów, panie w ostatecznym rozrachunku radzą z nim sobie o wiele lepiej niż mężczyźni (i nie mówimy tu o ich partnerach), to znaczy ponoszą mniejsze koszty osobiste: np. rzadziej z tego powodu dochodzi do rozwodów.

O ile jednak kryzys u panów przejawia się zazwyczaj obsesyjną dbałością o wygląd, „kompulsywnym” wręcz odchudzaniem i odmładzaniem, czego ukoronowaniem bywa najczęściej romans ze znacznie młodszą nowa partnerką, „bunt żon” – jak określają go amerykańscy socjologowie, jest czymś co jeszcze bardziej burzy domowa harmonię i zgasi niejedno domowe ognisko. Wszak to przecież kobieta jest sercem domu. Strzeżcie się więc panowie!

Pierwsze sygnały buntu żon

1.Teraz chcę inaczej!

Podejmujesz nagle decyzje, których w „normalnym” stanie byś nie podjęła. Są to na przykład ryzykowne inwestycje (tu w zależności od zasobności portfela: nowy, piękny i całkowicie niepraktyczny samochód lub nowa, piękna, zupełnie niepraktyczna para butów kilka razy w tygodniu).

Zdarza się, że pani w kryzysie z dnia na dzień rzuca pracę, która do tej pory dawała jej poczucie stabilizacji i zapewniała materialne bezpieczeństwo. Na próżno szukać tu logiki i odpowiedzialności. Bo stabilizacja to coś, czego „zbuntowana żona” teraz będzie unikać, jak diabeł święconej wody. Gna ją do zmian, a kieruje nią poczucie, że musi zdążyć zanim… no właśnie. Zanim się zestarzeje? Zanim straci tę nadludzką energię? Zanim znikną korzystne okoliczności? Chce wykorzystać wszystkie okazje, nie zważając na koszty. Podejmie też wiele ryzykownych zachowań i spróbuje sportów ekstremalnych, na myśl o których wcześniej robiło jej się słabo. Istotą wszystkiego, każdego działania stanie się szukanie emocji na wysokich obrotach.

2. Tak mi smutno…

Może tak się zdarzyć, że zamiast potrójnej dawki energii kryzys wyzwoli w tobie obniżenie nastroju i stany depresyjne związane z wyolbrzymionym poczuciem przemijania i kruchości życia. Wtedy pewnie zamkniesz się w sobie, odmówisz chęci spotkania z przyjaciółmi, zaniedbasz rodzinę, dzieci, męża. W niczym nie znajdziesz dawnej radości. Te objawy powinny cię szczególnie zaniepokoić.

3. Ja mówiłam, że to ważne? Bzdura!

Czasem kryzys wieku średniego przejawia się negacją wszystkich wartości, które kiedyś były dla Ciebie bardzo ważne. Zmiany mogą dotyczyć podejścia do kwestii wiary, lojalności („nigdy nie mówiłam, że zdrada jest zła”), odpowiedzialności za dom, rodzinę, dzieci… Trudno to zrozumieć, jeszcze gorzej zaakceptować. Pomyśl o  swoim partnerze. Szepnij mu: cierpliwości, ten czas minie.

4. Lepiej nie podchodź!

Czujesz, że najbliższa ci dotąd osoba zaczyna być problemem? Twoim problemem, rzecz jasna, bo gdyby nie ON, twoje życie byłoby zupełnie inne, lepsze, piękniejsze.  I nie ma w tej twojej ocenie wiele obiektywizmu. Człowiek, który przechodzi kryzys wieku średniego, nigdy nie potrafi obiektywnie spojrzeć na swoje uczucia. Wini najbliższych za to, co mu w życiu nie wyszło. Nie wciągaj w te grę swojego męża. Cokolwiek teraz powie Twój ukochany, to i  tak zakończy się konfliktem.

5. Jutro będzie futro

Co przyniesie kolejny dzień, to palcem po wodzie pisane. Żona w kryzysie może być zupełnie nieprzewidywalna. Spakowałaś się i odeszłaś? Nie zdziw się, jeśli za dwa dni zechcesz wrócić. Nie skreślaj od razu wspólnych lat szczęścia.

6. Dlaczego ja za ciebie wyszłam?!

Przecież byłaś z nim szczęśliwa. Macie fajny dom i dzieci. Nie szkodzi. To jest właśnie moment, kiedy dopada cię tysiące wątpliwości. Możesz przypisywać partnerowi cechy, których ten nigdy nie miał (te negatywne oczywiście). Nagle oznajmisz mu, że życie z nim było dla ciebie piekłem, karą i dopustem bożym.

7. Mam ochotę na skok w bok i co mi zrobisz?

I to nie wcale na żadne tam romantyczne chwile o zachodzie słońca przy dźwiękach skrzypiec i sypiących się płatkach róż. Chodzi o seks i namiętność i to najlepiej z kimś młodszym (bo po prostu ma więcej energii). Nie, nie wymagaj od partnera, żeby na ciebie wiernie czekał. Podejście do zdrady to kwestia bardzo indywidualna. Ty podejmujesz ryzyko, on zdecyduje, czy wybaczy.

Mężu „zbuntowanej żony”:

  1. Bądź cierpliwy: kryzysy mają to do siebie, że są przejściowe
  2. Postaraj się jednak „coś” zmienić, dla związku odmiany są odświeżające, dla ciebie osobiście, także.
  3. Nie bierz wszystkiego do siebie.
  4. Skup się na sobie i dzieciach.
  5. Ustal granice. Pewnych rzeczy zaakceptować nie wolno.

Nie martwcie się jednak na zapas, panie i panowie. Badania pokazują, że kobiety dotknięte kryzysem wieku średniego dużo szybciej i częściej sięgają po specjalistyczną pomoc, reflektują się. A niejeden bunt żony może nawet przynieść związkowi coś dobrego: zaakcentować problemy, o których wcześniej „nie było czasu” rozmawiać, umocnić uczucie między wami, pomóc na nowo ustalić podział ról i obowiązków, tak by wszyscy byli naprawdę szczęśliwi…

P.S. A niebawem o męskich kryzysach.


Czego lepiej nie mówić kobiecie, jeśli nie chcesz jej wyprowadzić z równowagi

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
14 kwietnia 2016
iStock/gpointstudio

„Kochanie, wszystko w porządku?” – pada tuż po tym, kiedy on wie, że palnął głupotę. Są zdania, które mężczyźni powinni wyryć sobie w głowie, by nigdy  w obecności kobiety ich nie wypowiadać, które powinny być jak czerwona lampka, alarm: STOP. NIEBEZPIECZEŃSTWO.

O ile życie byłoby przyjemniejsze, gdyby mężczyźni kompletnie zapomnieli o istnieniu:

O co ci znowu chodzi?

To jak atak na rozjuszonego byka. Musi mieć facet odwagę rzucając tym pytaniem w kobietę, która właśnie próbuje mu wyłuszczyć, o co JEJ właśnie chodzi. O to, że znowu zapomniał zadzwonić, że znowu jej nie słuchał, że jest gruboskórnym samcem, na którego czułość tak rzadko może liczyć. I kiedy ona dwoi się i troi, on jej tym: „o co ci chodzi” prosto w twarz – wyrok: śmierć na miejscu. Zresztą podobnie, gdy zapada z jej strony BARDZO wymowne milczenie. Naprawdę – „o co ci chodzi” nie jest najlepszą taktyką na złagodzenie konfliktu, no chyba, że chce się go zaostrzyć – to droga wolna.

Jak wyglądasz? No, dobrze

O tym „dobrze” napisano już tyle słów, że pewnie mógłby powstać obszerny poradnik o wieloznaczności tego słowa. Jednak faceci nadal uparcie, kiedy my w panice poprawiając spódnicę czy sukienkę pytamy: „Jak wyglądam”, odpowiadają „Dobrze”. Dla nas „dobrze” to znaczy źle, że kiepsko, że bez wow, że nie osiągnęłyśmy zamierzonego efektu. Czy tak trudno to zrozumieć? To, że dobrze wyglądamy – to my naprawdę wiemy. Pytanie: „Jak wyglądam” od razu powinna wywołać w facecie jedną odpowiedź: „Fantastycznie!”. I BARDZO WAŻNE by po każdym kolejnym: „ale naprawdę?”, „na pewno?”, „może jednak za obcisłe/krótkie/długie”, trzymać się tej jednej wersji. Nie dać się podpuścić, każde wahanie zostanie odebrane jak zaprzeczenie tego „fantastycznie”. Ile minut przed lustrem sobie i nam zaoszczędzicie.

Zaraz/Za chwilę to zrobię

Wrrrr. Jak to ZARAZ?!? Skoro ja coś właśnie robię i ciebie o to proszę, to jest to dla mnie zrozumiałe, że ty  zrobisz to od razu. Bo JA bym tak zrobiła. Nie ma co z tym walczyć. Naprawdę. Lepiej, choć pewnie nie raz bywa trudno, zrobić coś od razu, niż wyrzucać z siebie, że „zaraz” – to nie jest dobre słowo. Naprawdę. Wiele czasu i nerwów można zaoszczędzić unikając tego zwrotu. A jak już musisz „zaraz” czy „za chwilę”, to ubierz to w inne słowa.

Co mówiłaś?

To najczęściej pada, kiedy ona już się naprodukowała, nagadała, uzewnętrzniła, a on dopiero zdaje sobie sprawę że to brzęczenie z boku, to nie lodówka chodząca zbyt głośno, tylko ukochana, która wpadła w szaleństwo monologu. Jasne, że powinna zadbać o twoją uwagę chcąc powiedzieć ci coś ważnego, ale czasami wyrzuca z siebie słowa jak karabin maszynowy, na co natychmiast mężczyzna się zamyka. NIGDY, przenigdy nie pytaj, co mówiła przed chwilą, bo nie wiesz, czy było to coś ważnego, czy jakaś błahostka właściwie kierowana do siebie bardziej niż do ciebie. Może od tej chwili, kiedy uświadamiasz sobie, że ona od ciebie mówi – zacznij jej słuchać.

Nie histeryzuj

Myślę, że kiedy kobieta jest w szale, to ostatnią rzeczą, jaką chce usłyszeć, to żeby się uspokoiła. Lepiej tego nie mówić. Co to, to nie. Trzeba wbić sobie do głowy, że szał musi się wyszaleć. Histeria musi znaleźć swoje ujście. I z pewnością „nie histeryzuj” tu nie pomoże, bo ona zaraz się odwinie: „Przecież jestem spokojna”, albo „A właśnie, że będę krzyczeć”, albo: „Nie mów mi, co mam robić!”. Lepiej przytulić, poczekać, zapytać, o co chodzi, czy w czymś pomóc. Naprawdę.

Jak chcesz

„Kochanie zamówimy dziś pizzę, czy może wyjdziemy gdzieś coś zjeść?”, „Zaprosimy znajomych na weekend”, „Pójdziemy do kina?”. Kiedy ona wychodzi z propozycją, nie mów, żeby było tak, jak ona chce, bo to dla niej oznaka lekceważenia jej pomysłów, propozycji. Dla kobiety „Jak chcesz” równa się: „Nic mnie to nie obchodzi”. Warto o tym pamiętać.

Przecież wiedziałaś, jaki jestem

Nie no jasne, to wszystko tłumaczy. Po co się czepiasz babo, po co gadasz i smęcisz, to nic nie da, nic nie pomoże, bo przecież widziały gały, co brały. Halooo, ale to nie znaczy, że w związku nie można się jednak trochę postarać, że zmienić się pod wpływem osoby, którą się kocha, dla tej osoby. Że ta zmiana jest po to, by wasze wspólne życie było jeszcze lepsze. A gdy tej chęci brak, to męcz kobieto.

Jesteś jak moja matka

To chyba najgorsze działo z możliwych do wytoczenia. Być jak teściowa, choćby nie wiem, jak wspaniała, to jednak słaby komplement. Pytanie jeszcze, ile tych teściowych idealnych mamy… Nie ma co się dziwić, jeśli kobieta po takich słowach trzaska drzwiami i wychodzi z domu. Chcesz wojny? Tym zdaniem możesz bez problemu ją wywołać.

Dobrze by było tę listę wydrukować i umieścić w widocznym miejscu opatrzoną czerwonymi wykrzyknikami. Przecież to takie proste nie wyprowadzać nas z równowagi… 😉


Zobacz także

JA / Hallo! Muszę się sKUPić…

7 rzeczy, które muszą usłyszeć dzieci rozwiedzionych rodziców

Odkryj recepturę mleka modyfikowanego inspirowaną badaniami nad składem mleka matki

https://danabol-in.com

kamagra oral jelly

левитра 10 мг цена