Nasze małe zoo

Kreską Asi
Kreską Asi
15 lutego 2016
 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Gdy widzisz dwie kreski – myślisz: pchełka.

Nosiłam wielki brzuch – mówiłam: hipopotam.

Rodząc – krzyczałam: słoooń!

Karmiłam i szczebiotałam – małpeczka.

Po drodze był też kangur i koala – przyklejone do mamy.

A teraz mamy NARAZ małe zoo.

Oto ono:

Koń

Sceneria: Zośka po kilka razy woła, że chce na nocnik.

Po czym przy samym sprzęcie stwierdza, że to żart był.

JA (poirytowana): Zosia, nie rób mnie w konia!

ZOSIA: Patataj, patataj…

Kot

Sceneria: Drepcze kot na podwórku sąsiadów.

Zosia zachwycona gramoli się mi na ręce;

co by do okna łba przykleić. I już po chwili:

ZOSIA: Miauuuuuuu! (dźwięk, jak widelcem po talerzu)

Ryba

Sceneria: Zosia pałaszuje ukochanego łososia.

Caaaały kawał. Wstaje od stołu i robi tajotę (karuzela, piruet).

JA: Zosia nie kręć się tak, bo ryba w brzuszku się też zakręci 

i połknie swój ogon… (z serii głupich powiedzeń mamy)

Pies

ZOSIA: kaszlące, przerażające: ŁAAAAUHAŁ!!!

Sceneria: zarówno w domu, gdzie zowe kundle walają mi się pod girami,

jak i na dworze – spacerują nie tylko matki z dziećmi, ale dzieci z matkami, tfu – psami.

Świnka

Sceneria: Oglądanie książeczek o tematyce wiejskiej.

Zosia: ultradźwiękowo: IIIIIIIIIIIIIIIIIIIIII, iiiiiiiiii, IIIIIIIIIIIIII

Kaczka

Sceneria: Zosia zaczyna stroić miny.

JA: Zosiu, co robisz taką kaczuszkę?

ZOSIA: znów mocno piskliwie: KŁAAA kŁAAA!!

Zając/królik/kangur:

Sceneria: Ktoś przychodzi (Zosia zaczyna przedstawienie).

Lub w książeczce wypatrzony został zając.

ZOSIA: Z całym swoim 13kilogramowym ciałkiem: OPsasa Opsasa! (alternatywnie: IC, ic!)

I zdaję mi się, że zwierzyniec powiększa nam się z każdym dniem. 

Także powrócimy do tematu

Ihaha!

 


Choróbsko.

Kreską Asi
Kreską Asi
15 lutego 2016
 

 

Dlaczego nie ma punktów lojalnościowych w aptekach?

Dlaczego w przychodniach pediatrycznych nie ma leżanek 

(na dłuuugie zimowe popołudnia)?

Dlaczego w internecie nie ma edytowalnych tabelek 

z dawkowaniem dziecku tabunu leków?

Dlaczego na okres jesienno zimowy nie przysługuje rodzicom, 

z automatu, półroczny urlop chorobowy? 

Dlaczego nikt mnie nie ostrzegł, że razem z dzieckiem chorują tez rodzice?

Opowieści innych mam, o dziecku non stop chorującym, słuchałam trochę

jak bajki o czerwonym kapturku. Do czasu kiedy Zosia nie przywdziała czerwonej pelerynki

(czytaj – nie poszła do żłobka). Mądrowałam, że przecież witaminami naturalnym ją faszeruje, więc moje dziecko nie będzie takie chorowite. Że te opowieści to jakieś skrajności/ wyjątki.

I jeszcze do niedawna (do października w sumie) wmawiałam sobie te bzdety.

Okazało się, że to nie jest chorowitość, tylko normalność: standard do lat 3.

A jak nie puścisz do żłobka to w przedszkolu i tak odchoruje swoje. No i teraz to już trzeba przyznać wprost. Nie ma co się oszukiwać.

Więc przyznaję (i ostrzegam!) co następuje:

Dzieci żłobkowe chorują często. Latem. 

Bo zimą jeszcze częściej. 

Od jesieni Zośka była chora co miesiąc. 

No czasem daje odpocząć i choruje tylko co półtora miesiąca. 

Ot – przygotuj się! Bądź zdrów! (a i z tym bywa różnie).

Ps. Pisze to z „L4”. A jutro idziemy znowu z Zosia do lekarza, bo jelitówka płynnie przeszła w silny kaszel, katar, gorączkę i co kto chce jeszcze…

Apsik!

Na zdrowie…

 


Kreską Asi
Kreską Asi
20 listopada 2017

JA_2-03

Marudziłam jakiś czas temu, że gorąco. Już nie pamiętam.

Teraz mi zimno. I ciemno. Słońca nie widzę – schowane w chmurach.

A ja schowana w pracy dzień cały. Bo przed pracą i po – ciemno.

Wolałabym się schować w koc, w książkę i sen. Jeszcze roweruję

i to jedynie mi otwiera oczy. Chyba ten wiatr, który hula mi pod powiekami.

Gorzej z deszczem – kapuśniak przeżyję, ale ulewa mnie unieruchamia

i przenosi do śmierdzącego autobusu. I tam to już w ogóle sen i apatia.

Przepraszam Cię Gorąco, że mówiłam, że Cię nie lubię. Wróć słońce!

Na trochę dłużej niż te kilka godzin w pracy (i tak Cię nie widzę

znad komputera). I jeszcze na porannym rowerze mam jakieś ambicje

na wieczór: zrobię to, to i to. Ale z powrotem język na brodzie, plany

i siły gubię na skrzyżowaniu. Wracam z jednym okiem otwartym.

Nie wiem jak to możliwe, że potrafię spać od 22.30 do 5.30

i być niewyspaną Marudą. Na szczęście moje dziecko mnie rozumie

i śpi grzecznie (nie licząc okresu jak jest chora i jak coś tam jej

w brzuszku zaświdruje w nocy). I tak sobie wegetuje ostatnio,

wstyd mi za to Nicnierobienie. Zapadam w sen zimowy.

Coś tam skrobnę, narysuje, ale plan jest wykonany w 1%.

To mało.

Zima idzie.

Jestem misiem.

Nie chce mi się!

 

czytaj więcej na blogu:


У нашей компании полезный веб сайт , он рассказывает про Реабилитация в Германии.
В интеренете нашел нужный веб сайт с информацией про Стромбафорт www.danabol-in.com/
Вы можете купить анаболики в украине у нашего менеджера.