Rozwodzisz się? Oto, co powinnaś powiedzieć swojemu dziecku jak najszybciej

Ewelina Celejewska
Ewelina Celejewska
21 marca 2018
Fot. iStock/PeopleImages
Następny

Stało się. Decyzja zapadła – rozwodzicie się. Już za chwilę wasze życie wywróci się do góry nogami. Pewnie zastanawiasz się, jak sobie poradzisz, co będzie dalej, czy znajdziesz jeszcze miłość, czy utrzymasz siebie i dziecko. Analizujesz, co powie rodzina i przyjaciele. Szukasz dobrego adwokata, myślisz co tu zrobić, żeby mąż nie zostawił cię bez grosza przy duszy. Stop! Zatrzymaj się na chwilę. Tak naprawdę nie to jest teraz najważniejsze. Nie, jeśli macie dziecko. Jego cały świat już za moment legnie w gruzach. Należy mu się wyjaśnienie. Nam, dorosłym czasem się wydaje, że rozwód dotyczy tylko małżonków. Że nie muszą tłumaczyć się przed dzieckiem ze swoich problemów i decyzji. Bo jest za małe, bo nie zrozumie, bo to nic nie wniesie. „Po prostu mamusia i tatuś nie będą już ze sobą mieszkać. W twoim życiu nic się nie zmieni. Będziesz mieszkać z mamą, a czasami pojedziesz do taty. Będzie super, będziesz mieć dwa domy, dwa pokoje”. Rewelacja, czyż nie?

Cieszymy się, gdy dziecko nie zadaje zbyt wielu pytań. Wydaje nam się wówczas, że wszystko spływa po nim jak po kaczce. Że dobrze znosi rozpad rodziny, a może nawet cieszy się z tego faktu. Tymczasem w jego głowie aż roi się od przeróżnych myśli. Targają nim wyrzuty sumienia, że to może jego wina, że mama i tata nie chcą być razem. Obawia się, że któreś z rodziców przestanie lub już przestało je kochać. Nie wie, co będzie dalej, jak będą wyglądały jego relacje z rodzicami i krewnymi. Może czuć wstyd. Wszystkie te emocje, myśli i obawy mogą być różne, w zależności od wieku dziecka. Niezależnie jednak od tego, należy mu się wyjaśnienie. A przede wszystkim zapewnienie, że nadal jest kochane i najważniejsze dla obojga rodziców.

Rozstanie rodziców bardzo ważnym wydarzeniem w życiu dziecka i może zaważyć na jego dalszym rozwoju, a nawet dorosłym życiu. Może być przyczyną problemów emocjonalnych i zaburzeń psychicznych. Może być traumą, którą będzie musiało przepracować na terapii w dorosłym życiu. Dlatego kluczowe jest to, co ty, drogi rodzicu, zrobisz dzisiaj. Jak potraktujesz swoje dziecko, co mu powiesz, a czego mu nie powiesz. Na twoich barkach spoczywa ogromna odpowiedzialność. Musisz się z tym zmierzyć.

strona 1 z 2
druga część artykułu na następnej stronie

Emocjonalny post matki opisuje życie wielu z nas. Być mamą to być strażniczką „wszystkiego”, zgadzacie się?

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
21 marca 2018
Fot. iStock/pixdeluxe
 

Jeśli masz to szczęście, że masz wspaniałą mamę, to wiesz, jakie to uczucie, kiedy bliska osoba dba o to, byś zawsze była nakarmiona, ubrana, miała dach nad głową i była zdrowa. Mówiąc w skrócie, twoja mama prawdopodobnie włożyła wiele emocjonalnej pracy i cały ogrom fizycznego wysiłku w kształtowanie tego, kim dziś jesteś.

W postach na Facebooku , mama i blogerka Cameron Poynter przybliża niedowiarkom wiedzę na temat tego, co to znaczy być tą mamą, która jest dosłownie „opiekunem” wszystkiego, od szkolnych harmonogramów po emocjonalne bezpieczeństwo swoich dzieci. Bo bycie mamą to miłość i praca, lęk i szczęście, chwile wzruszenia i nadludzkiego wysiłku.

I miejmy nadzieję, że bycie tatą coraz częściej oznacza to samo.

Jestem opiekunem.

Jestem opiekunem harmonogramów. Ćwiczeń, zabaw i lekcji. Projektów, przyjęć i kolacji. Spotkań i zadań domowych.

Jestem strażnikiem informacji. Wiem, kto potrzebuje jedzenia 5 minut przed atakiem szału, żeby się uspokoić i kto potrzebuje przestrzeni, kiedy wpada w gniew. Wiem, czy są czyste ubrania, czy opłaciliśmy rachunki i czy nie mamy już mleka w lodówce.

(…)

Jestem opiekunem preferencji. Podobieństw i niechęci. Nocnych rytuałów i awersji do jedzenia. Wiem wszystko.

Jestem strażnikiem przypomnień. Żeby być uprzejmym, posprzątać po sobie śmieci, umyć swoje naczynia, zrobić swoją pracę domową, trzymać otwarte drzwi i wysłać kartkę z podziękowaniem.

Jestem strażnikiem rytuałów i wspomnień. Płatków z dyni i polowania na jajka wielkanocne. Jestem odbiorcą wywołanych zdjęć, kolekcjonerem specjalnych pamiątek i autorem listów do rodziny.

Jestem strażnikiem bezpieczeństwa emocjonalnego. Komfortu. Jestem nawigatorem złych nastrojów, przechowawczemu tajemnic i smoczkiem na lęki.

Jestem strażnikiem pokoju. Pośrednikiem w walkach, arbitrem sporów, pomocnikiem w komunikowaniu się, przewodnikiem po różnych osobowościach.

Jestem strażnikiem zmartwień. Ich i moich własnych.

Jestem stróżem dobra i zła, wielkiego i małego, pięknego i trudnego.

(…)Ale czasami ciężar rzeczy, które trzymam w sobie, ciągnie mnie w dół pod powierzchnię, dopóki nie usiłuję przełamać jej i zaczerpnąć oddechu.

Ponieważ te wszystkie rzeczy, które trzymam w sobie, nieustannie migoczą w głębi mojego mózgu, czekając aż je zapomnę. Rozpraszają moje myśli i nie pozwalają mi zasnąć, gdy nadchodzi czas odpoczynku.

Ponieważ wszystkie te rzeczy, które trzymam w sobie, są niewidzialne, nieuchwytne. Pozostają niezauważone i niepotwierdzone, dopóki ich nie przegapię. Nie są oni oceniane ani recenzowane przez sąd, ani nie są przez niego orzeczone. Ale bardzo często brane za pewnik.

Mój mąż i moi chłopcy są mili i hojni i bardzo mnie kochają. I to jest zdecydowanie najlepsza praca, jaką kiedykolwiek miałam. Ale czasami bycie Strażnikiem jest wyczerpujące. Ponieważ ciągle czujesz, że robisz to sama.

(…)

Wiem, że niewidzialna praca, którą wykonujesz, za którą nie dostaniesz dodatkowej pensji ani w której nie obowiązuje zwolnienie lekarskie, jest tym, co sprawia, że ​​świat się kręci.

Widzę cię.

 

sds


Szkolna agresja to problem, którego nie powinniśmy lekceważyć

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
21 marca 2018
Mat. prasowe

Mój syn przyszedł ostatnio ze szkoły i w odpowiedzi na standardowe pytanie: „I jak było?” zaczął płakać. Okazało się, że koledzy z klasy mu dokuczali, a nauczycielka jego obarczyła winą za przeszkadzanie w lekcji. 

Zaczęliśmy rozmawiać. Od jakiegoś czasu wiem, że w klasie mają takich ancymonów, co to lubują się w dopiekaniu innym. Zawsze jakąś szpilę włożą, coś powiedzą, coś zepsują, zabiorą niby dla zabawy. Och, jakie to śmieszne, zabawne, oni takie urwisy klasowe – uważają ich matki, które twierdzą, że każdy radzi sobie w życiu jak może. Cóż. Ok. To ich punkt widzenia, moim jest dać narzędzia synowi, żeby potrafił radzić sobie z ich zachowaniem.

Szkolna agresja jest w każdej szkole, ba – w każdej klasie. Dzieci często o tym nie mówią, bo się wstydzą, bo nie chcą zawracać głowy, bo boją się, że rodzice zareagują zbyt ostro próbując porozmawiać z wychowawcą lub co gorsza z rodzicami tych, którzy dokuczają. Dokuczają to takie bezpieczne słowo. Tymczasem dzieciaki często zwyczajnie się znęcają nad innymi – bo mają nie takie buty, nie taki model telefonu, i tak dalej.

Rozmawiacie ze swoimi dziećmi o szkolnej agresji? Tłumaczycie, jak mają sobie z nią radzić? Problem dostrzega Rzecznik Praw Dziecka, który ruszył właśnie z kampanią „Powiedzmy STOP szkolnej agresji”.

– Świadkowie są kluczowymi osobami w powstrzymywaniu zjawiska przemocy, ponieważ to oni w największym stopniu mogą wpłynąć na zmianę sytuacji. A na przemoc należy reagować zawsze, reagować stanowczo! Nie bądźmy więc bierni, reagujmy! Tym razem apel kieruję wprost do młodych – mówi Marek Michalak.

Obejrzyjcie, ale przede wszystkim pokażcie spot waszym dzieciom. Może to pozwoli rozpocząć rozmowę na temat szkolnej agresji.


Zobacz także

Wszawica to problem wstydliwy, choć powszechny. Jak jej zapobiegać, leczyć i jaki preparat wybrać

Przytulić się do mamy i zasnąć… Historia jednego zdjęcia, trochę inna niż wszyscy myśleliśmy

Urlop ojcowski, tacierzyński czy rodzicielski? Tato, sprawdź, z jakich przywilejów możesz skorzystać

купить коврик для ванной комнаты

https://rbt.com.ua/

https://bestseller.reviews