Zaraz wyjdziesz z siebie i staniesz obok? Podpowiadamy, jak rozmawiać z dzieckiem, gdy puszczają ci nerwy

Ewelina Celejewska
Ewelina Celejewska
19 lutego 2018
Fot. iStock/NataliaDeriabina
Następny

Dzieci są przesłodkie, kiedy śpią. Kiedy są aktywne, potrafią dać w kość. I choć szybko się o tym, zapomina, w sytuacjach kryzysowych bardzo trudno zapanować nad emocjami. Szczególnie, jeżeli mamy do czynienia z małym dzieckiem, które nie manifestuje wszystkich swoich uczuć i emocji. Przy czym często nie potrafi wyjaśnić, skąd bierze się jego gniew lub frustracja. W takich sytuacjach, to my – dorośli musimy stanąć na wysokości zadania i tak poprowadzić rozmowę, by pomóc dziecku się uspokoić. To niełatwe, ale możliwe do osiągnięcia. 

„Przestań rozrzucać zabawki”. Zamiast tego, powiedz: „Kiedy wyrzucasz zabawki, mam wrażenie, że nie chcesz się nimi bawić, to prawda?”.

Taka technika pozwala na zachowanie odpowiedniej, otwartej komunikacji. Kiedy wyjaśniasz, jak sytuacja wygląda z twojej perspektywy, dajesz dziecku szansę na przeanalizowanie swojego zachowania. To z kolei pozwala wam porozmawiać o tym, dlaczego faktycznie rozrzuca zabawki i jak tego uniknąć.

„Duże dzieci tak się nie zachowują”. Zamiast tego, powiedz: „Każdy człowiek, nawet dorosły, nie potrafi czasem zapanować nad emocjami. Porozmawiajmy o tym”.

Mówienie, że duże dzieci, nastolatkowie czy dorośli nie odczuwają gniewu lub frustracji jest nieprawdą. Każdy człowiek ma prawo do odczuwania silnych emocji.

„Nie waż się go uderzyć!”. Zamiast tego, powiedz: „Masz prawo się złościć, ale nie wolno ci nikogo bić. Każdy ma prawo czuć się bezpiecznie”.

To bardzo ważne, żeby nauczyć dziecko odpowiednio reagować w sytuacji, gdy nie potrafi poradzić sobie z emocjami. Może chcieć kogoś uderzyć, tylko po to, by dać upust swojej frustracji. Trzeba mu wyjaśnić, że emocje to jedna sprawa. To, jak sobie z nimi poradzimy, to zupełnie inna sprawa.

„Dość tego! Masz wyjść”. Zamiast tego, powiedz: „Chodźmy w jakieś spokojne, neutralne miejsce”.

Izolowanie dziecka nie jest najlepszym pomysłem. Szczególnie, gdy jest za małe, żeby zrozumieć swoje emocje i postępowanie. W takiej sytuacji poczuje się odtrącone. Żeby pomóc dziecku radzić sobie z emocjami, trzeba z nim być, a nie pozostawiać je samo sobie.

„Natychmiast myj zęby”. Zamiast tego, powiedz: „Chcesz najpierw umyć zęby czy twarz?” albo „Chcesz najpierw umyć zęby misiowi czy swoje?”.

W ten sposób najpierw dajesz dziecku wybór, a dopiero w drugiej kolejności pokazujesz kontrolę.

strona 1 z 2
druga część artykułu na następnej stronie

Żyjemy w zbyt ciasnych gorsetach, które pozwoliliśmy sobie założyć

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
19 lutego 2018
Fot. iStock / fcscafeine
 

– Gdybyś mogła tu i teraz zadecydować, co chcesz robić w życiu, to co by to było – spytałam znajomej.

– Ale, że co?

– No, co byś chciała robić, od jutra mogłabyś to wprowadzić w życie – tłumaczę.

– Nie wiem – odpowiada. – Cholera, nie wiem.

A ja jestem zaskoczona. Kilka lat temu, jakby trochę w innym moim życiu, bardzo dalekim od tego, jakie mam dzisiaj, kumpel spytał: „Gdybyś dzisiaj mogła zmienić swoje życie, co byś robiła?”. Bez wahania odpowiedziałam wtedy: „Podróżować, pisać o tym i tak zarabiać”. Wtedy była to całkowita abstrakcja, od dawna nie miałam nic wspólnego z pisaniem, a podróżowanie, cóż… przy dwójce małych dzieci i tak byliśmy kosmitami, którzy z maluchami jeździli połazić w góry.

Dzisiaj, choć nadal marzenie brzmi niezbyt realnie, to jednak jest zdecydowanie bliżej w zasięgu moich możliwości. Co więcej, nie mam najmniejszego zamiaru z niego zrezygnować. Został mi rok do czterdziestki, mój młodszy syn dziś kończy 10 lat i tak naprawdę nie mam poczucia, że z mojego życia wycisnęłam wszystkie soki, że zamieram w jakieś strukturze, w której mi niewygodnie. Bo nie, bo nie jest wygodnie. Wręcz przeciwnie, im jestem starsza, tym bardziej jestem głodna życia, doświadczania nowego i szukania swojej drogi, sprawdzania, czy to już wytyczony szlak, czy może warto sprawdzić boczną – choć ryzykowną ścianę. Ostatnio znajomy patrzył na mnie jakbyśmy poznali się dopiero co, kiedy mówiłam, że ja jeszcze nie wiem, co będę robić za pięć lat, nie wiem, gdzie będę za dziesięć.

Patrzę na ludzi wokół siebie i coraz częściej uderza mnie jedno – zabiegani w codzienności, w skupianiu się na tym, co tak naprawdę nie ma większego w naszym życiu znaczenia, kompletnie rozmijamy się z tym, czego byśmy chcieli. Odbieramy sobie prawo do zmiany, do zawalczenia o to, co istotne, co może sprawić, że nasze życie będzie zwyczajnie lepsze, a może po prostu dobre. Uciekamy od wszystkich pytań, wątpliwości. Zakopujemy wszystkie „złe” myśli, bo trudno się przed sobą przyznać, że może popełniłam błąd, że może źle wybrałam, że może przegapiłam podsuwaną szansę.

A przecież nie ma nic złego w popełnianiu błędów. Porażką jest ich nie zauważyć i nie wyciągnąć wniosków i… nie spróbować jeszcze raz.

Znacie to na pewno. Ładny obrazek. Rodzina. Oni, rodzice załóżmy dwójki dzieci. Oboje koło 40-tki, żyją normalnym życiem, jak wszyscy. Dom czy mieszkanie na kredyt. Auto średniej klasy, praca za tyle, żeby wystarczało także na jakieś wakacje, bez szaleństw. Wstają codziennie rano – dzieci, praca, zakupy, obiad. Wieczorem jakieś drobne domowe obowiązki, w weekend obiad u rodziców, teściów, czasami spotkanie ze starymi znajomymi. Spoko życie. Niejeden o takim marzy i słusznie. Tyle, że ona kiedyś marzyła o tym, żeby żeglować. Żeby wybrać się w rejs po cieplejszych morzach. A on zawsze chciał przejechać Europę rowerem. A może ona chciała grać na fortepianie, a on otworzyć schronisko dla psów. Nie wiem, cokolwiek. Każdy z nas kiedyś wyobrażał sobie swoje życie, słyszał jeszcze te głosy, co w środku krzyczały, że nie chcę być jak wszyscy, że chcę od życia czegoś więcej niż rodzice, ich sąsiedzi czy znajomi. Zarzekaliśmy się, że nie pozwolimy zamknąć się w M3, z lodówką, pralką z suszarką – bo ta okaże się w naszym życiu nagle niezbędna. Podobnie, jak nowy odkurzacz, telewizor i dywan. I okej. Nie ma w tym nic złego do momentu, kiedy ona nie zaczyna się złościć na koleżankę spotkaną po latach, która pasję przekuła w pracę, realizuje się na wielu obszarach. Nie wiem – biega, skacze, łazi po górach, śpiewa, pisze książki, cokolwiek, ale to, co robi, jest w pełni z nią tożsame. Nie przełyka goryczy myśląc: „Dobra, jakoś wytrzymam w tej robocie, byle do urlopu”. Bo ty właśnie na ten urlop odkłada i o nim marzysz. Cała reszta jest bez znaczenia, szaro-bura, rozświetlana przez dzieci jedynie. Ale skoro jest szaro-bure, to czemu tego nie zmienić. Nie zadać sobie kilku pytań, posłuchać, co nam w duszy gra, co serce podpowiada. Przecież czasami bywa to kwestią wyjścia z domu, zapisania się na kurs tańca, na lekcje angielskiego bez oglądania się na nikogo, spakować torbę na basen. Znaleźć internetowy kurs, którego ukończenie nie jest dla nas niczym trudnym, a co pozwoli się rozwinąć.

Spotkaliśmy ostatnio znajomych, nie widzianych od dawna. Okazało się, że dla nich największą atrakcją był wyjazd, który my zorganizowaliśmy trzy lata temu. Rozejrzałam się – dwójka dzieci, kot, praca ta sama od 15 lat. Zastanawiałam się, czy oni już tak do końca. Kolejna niedziela, sobota, emocje podczas egzaminów dzieci, ich matura, studia, później wnuki. A gdzie oni? Gdzie ich pasje, ciekawość świata, marzenia i cele. Przecież każdy z nas ma wierzchołek, na który chciałby wejść, a przynajmniej kiedyś tego pragnął.

Ostatnio często pytam siebie: „Czego ty do cholery chcesz”. Płaczę, gryzę poduszkę, mierzę się z tymi wszystkimi myślami, które kłębią się w mojej głowie. To nie jest łatwe, pewnie dlatego chętniej je zakopujemy albo racjonalizujemy: „No co ty, jestem w takiej dupie, że nie mogę teraz swojego życia wywrócić do góry nogami” – często słyszę. Chodzi o uwikłanie – bo dzieci, bo rodzina, kredyt, praca. Ale przecież nikt od nas nie wymaga rewolucji. Może czasami wystarczy korekta, jakaś wartość dodana, sięgnięcie po to, czego chcemy, a nie rzucanie się w wir zmian. One przerażają. Myślę: „Ale jak?”. To złe pytanie. Zmieniam je na „dlaczego” – dlaczego tego akurat chcę, dlaczego tego potrzebuję. Wówczas na owo „jak” odpowiedź przychodzi sama, choć opornie, choć w pełnym sprzeciwie mojej głowy, to jednak.

Pozwalamy sobie założyć zbyt ciasne gorsety. Wmawiamy sobie, że dobrze w nich wyglądamy, ba – czujemy się świetnie. One trzymają nas w schemacie – rodzina, dom, kredyt, praca, dzieci. A co jest poza tym? Gdzie ty jesteś? Czego chcesz? Czego potrzebujesz? Co porusza twoje delikatne struny, zalewa falą niezrozumiałych dla ciebie emocji. Wiesz, że coś cię wzrusza, coś wkurza masakrycznie, ale nie szukasz odpowiedzi dlaczego? Pamiętam, jak moja przyjaciółka mówiła mi: „Co widziałam małe dziecko, płakałam. Myślałam, że oszaleję”. Aż w końcu usiadła ze sobą i pozwoliła sobie usłyszeć, że tak, że ona chce jeszcze jedno – trzecie dziecko. Dzisiaj jest szczęśliwą mamą trójki.

Każdy z nas ma w sobie pragnienia. Każdy. Nie wierzę, że nie ma kogoś, kto ich nie ma. Są ci, którzy nie chcą ich słyszeć, bo się boją rozczarowania, tego, że nie sprostają, że jest za późno. A gdyby tak poluzować trochę ten gorset? Pozwolić sobie na ciut głębszy oddech i swobodniejsze rozejrzenie się wokół? Wytężenie słuchu i takie prawdziwie pobycie tu i teraz ze sobą. Usłyszeć siebie, to już bardzo dużo. Nieuleganie konformizmowi, jeszcze więcej. Pozwolić sobie na wahania, wątpliwości, a w końcu na próbowanie choćby najmniejszych zmian, to sukces, to wartość i jakość, którą dajemy sobie w prezencie. Dajemy ją naszemu życiu. Masz na to ochotę? Bo ja mam ogromną.


Życie na huśtawce. Skąd się biorą wahania nastroju?

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
19 lutego 2018
Fot. iStock/CreativaImages
Następny

To normalne, że miewasz dni, w których odczuwasz głębszy smutek i dni, kiedy przepełnia cię radość.  Dopóki twoje zmiany nastroju nie zakłócają w jakikolwiek sposób życia, są ogólnie uważane za coś „zdrowego”. Jeśli jednak często i regularnie bywasz na przemian bardzo przygnębiona i radosna, powinnaś o tym powiedzieć lekarzowi. Za tymi wahaniami mogą kryć się poważne przyczyny.

Nie lekceważ momentów głębokiego smutku, gdy zbyt „łatwo” daje się go przegonić

Kiedy iść do lekarza

Jeśli czujesz, że od kilku dni lub nawet dłużej nie potrafisz przewidzieć swoich reakcji i nie wiesz właściwie skąd biorą się te wszystkie, sprzeczne emocje, powinieneś zgłosić się do lekarza. Poświęc sobie trochę czasu i zaobserwuj czy widzisz u siebie następujące objawy:

  • jesteś tak pobudliwy, że nie kontrolujesz chęci wydawania pieniędzy (kompulsywne zakupy), konfrontacji z ludźmi (wybuchy złości podczas dyskusji czy rozmowy)lub angażowania się w niekontrolowane lub ryzykowne zachowania (podejmujesz nieodpowiedzialne decyzje ryzykując zdrowiem lub życiem)
  • czujesz, że chcesz zrobić sobie krzywdę (masz myśli dotyczące samookaleczenia się) lub zakończyć życie (myśli samobójcze)
  • nie możesz spotkać się ze znajomymi (nie masz ochoty na spotkania z bliskimi), ciągle byś spał, nie masz siły by iść do pracy, nie możesz wstać z łóżk.

Powyższe objawy sygnalizują, że z twoim zdrowiem dzieje się coś niedobrego. Zaplanuj wizytę u specjalisty.

Skąd się biorą wahania nastroju

Przyczyn gwałtownych i systematycznych zmian nastroju może być wiele. Czasem chodzi o poważny problem zdrowotny, taki jak choroba psychiczna, zmiany hormonalne lub zażywanie substancji, które mają niekorzystny wpływ na naszą psychikę.

Wiele chorób może powodować zaburzenia nastroju. Do najczęstszych należą:

Choroba afektywna dwubiegunowa

Jeśli masz zaburzenia afektywne dwubiegunowe , twoje emocje wahają się od skrajnego szczęścia po bardzo głęboki smutek. Jednak zmiany takie najczęściej występują tylko kilka razy w roku, nawet w przypadku szybko postępującej choroby.

Zaburzenie cyklotymiczne.

Cyklotymia to łagodniej objawiające się niż w przypadku „dwubiegunówki” zaburzenia nastroju.  Zazwyczaj są to łagodne epizody supdepresji (problemy z podejmowaniem decyzji; problemy z koncentracją; osłabienie pamięci; poczucie winy; samokrytycyzm; niskie poczucie własnej wartości; pesymizm; myśli samobójcze; ciągłe uczucie smutku; apatia) i hipomanii (wyjątkowo dobry humor lub wesołość, euforia; skrajny optymizm; zawyżone poczucie własnej wartości; upośledzony osąd; szybka mowa; gonitwa myśli, zachowania agresywne lub wrogie) które występują zamiennie zwykle bez związku z wydarzeniami życiowymi.

strona 1 z 2
druga część artykułu na następnej stronie

Zobacz także

Świadome rodzicielstwo – kampania edukacyjna

Szukasz pracy? Sprawdź czy jesteś blisko czy stoisz w miejscu

Do kiedy można składać wnioski na 500 i 300 . Nie przegap terminu!

подробнее

купить препарат левитра в украине

Узнайте про популярный портал на тематику таблетки для повышения потенции www.cialis-viagra.com.ua