20 sposobów na to, żeby całkiem niechcący, zniszczyć sobie 20 następnych lat życia

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
19 lutego 2017
11 mocnych pytań, dzięki którym możesz zmienić swoje życie
Fot. Unsplash /
 

To nasze wybory, a nie nasze umiejętności, pokazują nam najlepiej to, kim naprawdę jesteśmy. I tak – często, wbrew naszym przekonaniom, całkiem przypadkowo, wybieramy źle. Jeden, jedyny wybór potrafi skomplikować całe życie. Jeden, jedyny wybór, potrafi wywołać efekt śniegowej kuli i kryzys.

Ale też, wcale nie trzeba poważnego życiowego kryzysu, by obudzić się do zmian, do większej świadomości i odpowiedzialności. Twój wewnętrzny głos często jest najlepszym drogowskazem, choć nie zawsze chcesz go wysłuchać, zauważyć.

Zatrzymaj się na chwilę, znajdź czas i przestrzeń, aby zorientować się, czy nie znajdujesz się w jednej z tych sytuacji:

♥ Twoje życie jest jak lot „na autopilocie”, a ty nie masz na nic wpływu.

♥ Stałeś się kimś, kto nieustannie próbuje zadowolić innych, lub bezmyślnie goni za sukcesem.

♥ Nie wiesz, jakie są twoje osobiste potrzeby i priorytety.

♥ Czujesz się wykorzystywany, zestresowany i całkowicie wyczerpany.

Jeśli jeden z tych punktów brzmi znajomo, pora na zmiany i przejęcie, na nowo, kontroli nad swoim życiem. Inaczej nigdy nie wyjdziesz z tego szalonego cyklu porażek i poczucia bezradności.

Nie jesteś przekonany? Pomyśl o tym, w ten sposób: w ciągu 20 lat zniszczysz swoje życie, jeśli będziesz nadal, „przypadowo” robił te 20 rzeczy…

Czy to prawda, że:

1. Starasz się być tym, kim wszyscy wokół

Kiedy byliśmy dziećmi, było nam znacznie łatwiej. W marzeniach snuliśmy plany o tym, kim będziemy jako dorośli. Ale potem przekonano nas, że nasze życie powinno spełniać oczekiwania innych osób, a na samym końcu nas samych. Zamiast zadawać sobie pytania, odkrywać nasze potrzeby, kształtujemy swoją codzienność tak, by zadowolić rodziców, otoczenie.

2. Unikasz cierpienia, za wszelką cenę

Nie lubimy tych trudnych, niekomfortowych uczuć, sytuacji, relacji. Chcemy stale czuć się „ok”, „w porządku”, chcemy by wszyscy nas lubili. Co tracimy? Niezbędne dla naszego rozwoju, doświadczenie życiowe. Możliwość bycia naprawdę wolnym i szczęśliwym. Świadomość, że to co materialne, nie zastąpi ci szczerych relacji z bliskimi.

3. Ciągle czekasz na cud

Często jedyna różnica między człowiekiem sukcesu, a zwykłym „zjadaczem chleba” nie leży w umiejętnościach i innowacyjnych pomysłach, ale w skłonności do szybkiego podejmowania decyzji, w odwadze, w akceptacji ryzyka. Magiczne zmiany nie następują „same z siebie”. To ty musisz ich dokonać.

4. Rezygnujesz z działania, gdy mogłoby ono być kluczowe

Wiesz, że wystarczy twój jeden ruch, żeby nadać rzeczom bieg. Masz moc sprawczą, czujesz to. Ale wolisz się nie wychylać. Boisz się zmian i konsekwencji, które popłyną, jeśli się w końcu zdecydujesz. Znowu do niczego nie dojdzie.

5. Unikasz wszystkiego, co negatywne, za wszelką cenę

Popełnianie błędów jest czymś bardzo ludzkim. Nie pozbawiaj się tej szansy. Sukcesy łatwo cię rozpieszczą, połechcą twoje ego, ale nie nauczą cię tyle, co porażki. Nie staraj się być idealny i bez skazy, bo nie docenisz prawdziwego szczęścia.

6. Przestajesz uczyć się nowych rzeczy

Mahatma Gandhi powiedział kiedyś: „Żyj tak, jakbyś miał umrzeć jutro. Ucz się, jak gdybyś miał żyć wiecznie”. Musisz trzymać się mocno swoich, podstawowych wartości, ale otwieraj też swoje serce i umysł na nowe pomysły, wyzwania i doświadczenia.

7. Nie mówisz

Tego co myślisz, czujesz, boisz się. Tego, co chciałbyś zmienić, tego w co wierzysz. O tym, czego potrzebujesz w relacji z najbliższą osobą.

8. Żyjesz przeszłością

Chyba każdy z nas ma takie momenty, kiedy chciałby cofnąć czas, coś naprawić, zmienić, podjąć inną decyzję, zapobiec smutkowi, rozczarowaniu. Ale nikomu z nas to się nie uda. Zostaje nam jedynie AKCEPTCJA. Ona również jest wyborem.

9. Po jednym, nieudanym związku, nie otwierasz już serca na inną relację

Tak samo jak możesz kochać „niewłaściwą” osobę, możesz w końcu spotkać „tę jedyną” . Wielka miłość nas kręci, podnieca i przeraża jednocześnie. Gdy odchodzi, możesz stać się gorzki, albo… lepszy i silniejszy.

10. Nie wybaczasz sobie

Jak to możliwe, że wszystkie „złe” lub „głupie” rzeczy, które zrobiłeś zostały już wybaczone i zapomniane ci przez wszystkich wokół, ale ty ciągle wracasz do nich myślami? Pomyśl o tym przez chwilę.

11. Dajesz się przekonać, że nie zasługujesz: na drugą szansę, na szacunek, na miłość

Cokolwiek zrobiłeś, nie przestawaj wierzyć, że możesz być lepszy. A na miłość nie musisz sobie zasługiwać. Ona po prostu jest, albo jej nie ma.

12. Bierzesz wszystko „do siebie”

To, co ludzie mówią i robią, mówi znacznie więcej o nich niż o tobie. Reakcje ludzi na twoje słowa i zachowania wynikają z ich doświadczeń i odmiennej od twojej, perspektywy.

13. Szukasz wsparcia nie tam, gdzie powinieneś

Pomyśl o ludziach, do których udajesz się, gdy potrzebujesz odrobiny otuchy, wsparcia, wskazówek. Co naprawdę dają ci te relacje?

14. Nienawidzisz

Jeśli naprawdę chcesz „wyeliminować” kogoś z twojego umysłu, nie możesz go nienawidzić. Zamiast tego, przebacz i ruszaj do przodu.

15. Zaniedbujesz siebie, w miłości

Dbanie o siebie to nie jest samolubny akt, w miłości to uzasadniona potrzeba.

16. Stawiasz się w centrum wszechświata 24/7

To równowaga i harmonia są kluczem do szczęścia. Skrajności są dla nas zagrożeniem.

17. Próbujesz spełnić wszystkie oczekiwania

Innym poważnym problemem, który sprawia, że tak wielu z nas tkwi w wyniszczającym cyklu chaosu i żalu, jest fantazjowanie, że możemy być wszystkim dla wszystkich, wszędzie naraz, że możemy być bohaterem na wszystkich frontach. Rzeczywistość jest jednak taka, że jesteśmy tylko ludźmi i mamy swoje granice.

18. Nie zwracasz uwagi na to co dzieje się „tu i teraz”

Kolejny, piękny dzień się kończy, a my nie zdążyliśmy. Nie zdążyliśmy zauważyć tego, co piękne, ważne, radosne, dobre i jasne. Z czasem całe nasze życie staje się ogromnym zbiorowiskiem nieistotnych chwil, a my nie ustajemy w dążeniu do czegoś „naprawdę istotnego”.

19. Jesteś zbyt zajęty, by docenić drobiazgi

Życie ma charakter dynamiczny. Szczerze – nigdy nie możesz być pewny, kiedy następny podmuch wiatru zmieni je o 180 stopni. Nigdy nie jesteś za stary, za młody, zbyt zajęty lub zbyt wykształcony, aby znaleźć wartość i radość w nowych, nieoczekiwanych momentach. Więc doceniaj to, co daje ci los.

20. Oczekujesz, że wszystko w twoim życiu zawsze pójdzie zgodnie z planem

Chcesz planu tam, gdzie rządzi nieprzewidywalność? Trzymaj się po prostu swoich wartości, to naprawdę wystarczy. W końcu życie jest bardziej przygodą, niż wycieczką z przewodnikiem.

Nie bój się.


Na podstawie:


Są wspaniali! Ci tatusiowie w Walentynki zatańczyli balet razem ze swoimi córkami

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
19 lutego 2017
Fot. Screen z Instagrama/ Philadelphia Dance Center
 

Ojcowie nie zawsze potrafią okazywać uczucia swoim córkom, tak by czuły się w pełni akceptowane i kochane. Ale ci tatusiowie raczej nie mają tego problemu. W Walentynki wzięli udział w specjalnych zajęciach dla ojców i córek, w szkole tańca Philadelphia Dance Center.

Tatusiowe podeszli do sprawy bardzo poważnie, niektórzy przygotowali nawet specjalne stroje. I wszyscy, niezależnie od talentu, możliwości i tak zwanych „warunków”, starali się stanąć na wysokości zadania. Efekt – uroczy! Obejrzyjcie koniecznie!

A tu jeszcze kilka, uroczych zdjęć


Mój świat kręcił się wokół jedzenia, dziś mam apetyt wyłącznie na życie. Bulimia – podstępny wróg, z którym wygrałam

Magdalena Lis
Magdalena Lis
18 lutego 2017
Fot. iStock / fatmanFUBAR

2+2 = 4

Nigdy nie byłam gruba. Nie mogę powiedzieć o sobie filigranowa, bo jak mawia moja babcia kobiety w naszej rodzinie są grubej kości, ale śmiało mogę powiedzieć, że szczupła byłam. Dieta? Nigdy. Do czasu. Wszystko zaczęło się od walentynkowego balu. Upolowałam świetną kieckę w lumpeksie, taką z odkrytymi plecami. Sęk w tym, że ledwo się w niej dopięłam. Postanowiłam więc, że zrzucę dwa kilogramy. Wystarczył tydzień, a ja zobaczyłam rezultaty. Skoro dwa, to czemu nie cztery. Waga szybko spadła w dół, a ja zbierałam pochwały.

Łatwo przyszło, łatwo poszło

Moja waga ciągle się wahała. Kilogramy zniknęły tylko po to, żeby wrócić za chwilę z impetem. Fizycznie wyglądałam świetnie, gorzej moja psychika się miewała. Odmawiałam sobie jednej z największych życiowych przyjemności – jedzenia. Popadłam w kaloryczną obsesję. Przestałam jeść obiady, głód zabijałam wypijając kilka litrów wody. Po chwili i to przestawało działać. Bywały momenty, że budziłam się w nocy, biegłam do lodówki i pochłaniałam z niej wszystko to co pod ręką miałam. Dopadało mnie wówczas chwilowe poczucie ulgi, a zaraz po tym wyrzuty sumienia. Oglądałam się z każdej strony, czy aby może nie przytyłam. Nie akceptowałam siebie, nienawidziłam swojego ciała. To właśnie jednej z takich nocy po raz pierwszy zwymiotowałam.

Rzygam tęczą

Śniły mi się słodkie maślane bułki, drożdżówki, ptysie z kremem i fast foody. Wracałam z uczelni, zahaczałam o cukiernię, kupowałam co popadnie, nim byłam w domu wszystko zjadałam. Zatrzymywałam się przy każdej budce zapiekankami na każdym możliwym rogu. Jadłam bez opamiętania. Chodziłam ze znajomymi na lunch w ciągu dnia, zamawiałam duże obiady, całość dopełniałam deserem. Koleżanki nie mogły wyjść z podziwu, że taka laska a tak może się bezkarnie objadać. Czułam dumę, że żadna nie zna mojego fortelu. A potem wracałam do domu i z czułością obejmowałam toaletę, żeby nazajutrz powrócić do swojego rytuału.

Kamuflaż

Nigdy nie zostałam przez nikogo przyłapana. Nauczyłam się dyskretnie wymiotować. Starałam się być bezgłośnie, wymykałam się po cichu. Nikt nigdy niczego nie podejrzewał. Bulimia to taka ukryta choroba. Jak masz anoreksje, to nie jesz, i jesteś chuda. A ja przecież raz, że nie mało jadłam, to jeszcze normalnie wyglądałam. Każdy myślał, że jestem super fajna, a ja okupowałam to wielkim cierpieniem. Palił mnie przełyk, dostałam refluksu, czekała mnie gastroskopia. Bałam się, że to się wyda, że się zorientują. Ale bingo. Mój kamuflaż przeważył na szali.

Tonący brzytwy się chwyta

Na konsekwencje nie musiałam czekać zbyt długo. Zatrzymał mi się okres, zęby mi ściemniały. Dostałam trądziku, byłam osłabiona, o wszystkim zapominałam. Zawalałam kolokwia, dopadła mnie anemia. Zaczynałam być cieniem samej siebie. Dopadało mnie natrętne myślenie, świat kręcił się jedzenia, wokół mojego brzucha. Nienawidziłam u siebie tej części ciała. Wstydziłam się powiedzieć o problemie w domu, poszłam więc do rodzinnego lekarza. Przepisał mi jakieś tabletki na zmniejszenie apetytu. W ogóle mnie nie zdiagnozował. Kolejną wizytę zaliczyłam u psychologa, kazał mi iść na terapię grupową, termin wyznaczył za pół roku. Nie wytrzymałam, powiedziałam o wszystkim mamie. Jej metoda pomocy okazała się najgorsza z możliwych. Poszła w tuczenie mnie. A ja w dodatkowe wzmożone wymiotowanie.

Ostatnia prosta

Uznałam, że nikt mi nie pomoże, jeśli nie będę chciała zacząć pomagać sobie sama. Zaczęłam szukać poradników, forów, blogów, książek. Chciałam jakiejś inspiracji, jakiegoś punktu odniesienia, że jeśli komuś się udało to i mnie się musi udać. Tak poznałam Iwonę, do dziś się przyjaźnimy. To ona podpowiedziała mi jak jeść pięć zbilansowanych posiłków co dzień. To ona wskazała mi drogę, jak uciekać od ataków jedzenia. Zaczęłam chodzić jogę, uprawiać nordic walking, pływać. Początki to była mordęga, bo ani nie umiałam, ani nie lubiłam gotować. Jak się gotuje, to trzeba próbować, jak się próbuje to się zjada dodatkowe kalorie, próbowałam więc w ciemno, zawsze coś spierniczyłam. Obiecałam sobie, że wraz z końcem starego roku ani razu się nie porzygam. I obietnicy póki co skutecznie dotrzymałam.

Dlaczego ja?

Przyczyny? Na próżno ich szukać. Nie miałam trudnego dzieciństwa, kłopotów, nie byłam obarczona żadnym problemem. Chciałam trochę zeszczupleć, jednocześnie kochałam jedzenie. Znalazłam więc sposób na takie dwa w jednym, przyjemne z pożytecznym, jem, czyli mam to co lubię i wymiotuję, co sprawia, że wciąż jestem chuda. Proste. Zawsze miałam tendencję do nerwicy natręctw. Kompulsywne zachowania towarzyszyły mi od zawsze, ale nigdy się na nich nie skupiałam. Później jednym z takich zachowań stało się właśnie jedzenie. Liczyłam schody, układałam wszystko w kosteczkę w szafkach, myłam wiecznie ręce, czesałam włosy zawsze w jedną stronę. Wiesz, miałam na pęczki takich zachowań. To w nich się źródła dopatruję.

Lek na całe zło

Miłość podobno uskrzydla, chyba jestem tego niezbitym dowodem. Moje koło ratunkowe na imię ma Janusz i bardzo mi pomaga. Czy mu się przyznałam? Nie, nie od razu. Sam widział, że coś jest nie tak. Nie dopuszczałam do naszych wspólnych wyjść czy kolacji, zawsze mówiłam, że już jadłam, spożywcze sklepy szerokim łukiem zawsze omijałam. Kiedyś przywiózł wielkie pudło lodów, zjadłam je mgnieniu oka, dopchnęłam to chipsami, potem do lodówki po sałatkę poszłam. Kolejnym krokiem było zniknięcie w toalecie na pół godziny. Słyszał, zapytał czy się pochorowałam. Spłakałam się wtedy strasznie, ale do wszystkiego mu się przyznałam. Myślałam, że ucieknie ale został. I trwa przy mnie do tej pory.

Strach ma wielkie oczy

To, że nie rzygam od dłuższego już czasu wcale nie oznacza, że jestem do końca zdrowa. Bulimiczka to taka osoba, którą można niejako porównać do alkoholika. Zaleczyć ale nie wyleczyć, wymiotowanie jest jak nałóg, chwila przyjemności, okupiona godzinami cierpienia. To tak jak z piciem i kacem. Nie wiem czy mam rację, może na siłę szukam wspólnego mianownika? Boję się czasem, że wrócę do punktu wyjścia, że nie będę umiała zdrowo podejść do tematu jedzenia. Z domu pozbyłam się wagi. Dużo ćwiczę, czytam, opanowuję techniki relaksacyjne. Kiedy dopada mnie silny głód staram się jakoś odcinać od źródła jedzenia. Wychodzę z domu, chwytam za książkę, do sklepów zawsze z listą zakupów chodzę.

Kim jesteś? Jesteś zwycięzcą

W przyszłym roku planuję ślub, marzę o dzieciach, i mam nadzieję, że sen się spełni, choć niejeden lekarz mi to odradzał. Ja jednak wiem, że najgorsze za mną i że wszystkiemu co przede mną bez trudu podołam. Koduję sobie w głowie, że nie mogę zaprzepaścić tego co osiągnęłam, dla siebie jestem zwycięzcą, bo jakby nie było to w pewnym stopniu bulimię, tego podstępnego wroga jakoś pokonałam. Czasem dopadają mnie wyrzuty sumienia, kiedy na przykład zdarzy mi się zjeść za dużo. Staram się unikać takich sytuacji i bardzo się pilnować.  Staram się by mój świat nie musiał się kręcić wokół jedzenia. Dziś mam apetyt wyłącznie na życie. I tego się trzymam.


Zobacz także

Koniec wieku niewinności. Papaja! Niech to szlag

Błagając o miłość

Błagając o miłość. Kiedy uzależniamy się od innych ludzi

Bierna agresja. Broń się przed nią, a jeśli nie możesz, po prostu uciekaj!

http://medicaments-24.com

www.medicaments-24.com

водяная баня