Apatia, dystans, brak szacunku – to jeszcze miłość czy już tylko „bycie zajętym”?

Ewelina Celejewska
Ewelina Celejewska
19 marca 2018
Fot. iStock/iTref
Następny

„Jesteśmy ze sobą przez zasiedzenie” rzekła niedawno moja znajoma z 20-letnim stażem małżeńskim. Pomyślałam sobie, że po tylu latach razem rutyna nie powinna być niczym niezwykłym czy też niepokojącym. Te wszystkie motyle w brzuchu i inne objawy „zakochania” muszą przecież w końcu minąć. Co nie oznacza oczywiście, że w to miejsce nie wkroczyła zwykła, dojrzała miłość. Bywa jednak, że miłością nazywamy zwykłe przyzwyczajenie i z tego właśnie niedawno zdała sobie sprawę moja znajoma. 

„Wiesz, my przeszliśmy razem w życiu bardzo wiele. Szybki ślub, bo wcześnie zaszłam w ciążę, moje i jego studia, pierwsze prace, drugie dziecko, kredyt hipoteczny, poważna choroba w rodzinie, śmierć jego ojca… Na przestrzeni tych 20. lat zaliczyliśmy mnóstwo wzlotów i upadków. Były awantury, rzucanie obrączkami, groźby odejścia, potem znów szczęśliwe chwile… Ale dzisiaj, gdy tak się zastanawiam, czy my się jeszcze kochamy, to powiedziałabym, że nie. Jesteśmy razem, bo mamy dzieci, wspólne zobowiązania, przyzwyczailiśmy się do wygodnego, stabilnego życia we dwoje. Brzmi całkiem nieźle, prawda? Są też niestety ciemne strony takiego układu, bo kiedy gdzieś znika prawdziwa miłość i silne zauroczenie, nietrudno się od siebie oddalić. A to bywa naprawdę bolesne” – opowiada.

Takich związków jak Gośki jest całe mnóstwo. Partnerzy ranią się na różne sposoby często zupełnie nieświadomie. Próżno szukać to działań z premedytacją. Po prostu jakoś tak z czasem się dzieje, że ze wszystkich charakterystycznych założeń bycia w związku z drugim człowiekiem pozostaje jedynie… „bycie zajętym”. A to za mało, by móc powiedzieć o związku, że jest udany i szczęśliwy.

Zdrada lub decyzja o rozstaniu bardzo często poprzedzona jest kilkoma subtelnymi znakami, że w związku dzieje się coś bardzo złego. Często jednak nie dostrzegamy tych sygnałów, ponieważ wydaje nam się, że tak po prostu ewoluuje każdy związek i gdy przestajemy być w sobie zakochani, wkraczamy na inny poziom. Oto kilka złowrogich sygnałów, których nie wolno bagatelizować.

Apatia

Partnerzy, którzy są w sobie zakochani, chcą robić razem różne rzeczy. Czują podekscytowanie na myśl o wspólnych wycieczkach, zakupach, planach na przyszłość. Partner jest niejako siłą napędową do działania. Kiedy pojawia się apatia i obojętność, trudno mówić o radości z bycia razem.

Dystans

W zdrowych, pełnych miłości związkach cieszy nas bycie razem. Z przyjemnością wracamy z pracy do domu i cieszymy się, że razem spędzimy weekend. Owszem, mamy też swoich znajomych, swoje pasje, ale potrafimy zachować odpowiednie proporcje i nie dystansujemy się od partnera. Niepokojące jest natomiast, gdy partnerzy nagminnie szukają innej alternatywy i uciekają z domu.

strona 1 z 2
druga część artykułu na następnej stronie

„Krystyna mężczyzn sobie brała i porzucała, gdy przestawali ją fascynować albo po prostu być potrzebni”

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
20 marca 2018
Miała dwóch mężów i stu kochanków - tak mogłaby się zaczynać historia Krystyny Skarbek - kobiety szpiega, która zapisała się na kartach historii działając w czasie wojny na rzeczy wywiadu brytyjskiego i francuskiego.
Fot. iStock/ysbrandcosijn
 

Miała dwóch mężów i stu kochanków – tak mogłaby się zaczynać historia Krystyny Skarbek – kobiety szpiega, która zapisała się na kartach historii działając w czasie wojny na rzeczy wywiadu brytyjskiego i francuskiego. Była James’em Bond’em w spódnicy, zresztą to właśnie Krystyna stała się pierwowzorem dla Vesper Lynd – dziewczyny Bonda w „Royal Casino”. Niezwykłą postać i pasjonującą historię życia tej kobiety możemy poznać dzięki książce.

Ewa Raczyńska: Dlaczego akurat historia Krystyny Skarbek stała się myślą przewodnią „Miłośnicy”, nie myślała Pani nigdy o innej bohaterce?

Maria Nurowska: Postać Krystyny Skarbek towarzyszyła mi od dzieciństwa, gdyż mój ojciec przyjaźnił się z jej ojcem i opowiadał mi o niej. Znałam ją tylko z fotografii, ale pod wpływem opowieści ojca, stawała się kimś realnym, kimś, kogo znam i rozumiem. Wtedy to była moja rówieśnica, którą podziwiałam i chciałam być taka jak ona. Po latach, gdy zbierałam materiały do książki, rozmawiałam z ludźmi, którzy ją znali, Krystyna „dorosła” i miałam duże problemy, żeby zrozumieć, dlaczego postępowała tak czy inaczej. Dlaczego krzywdziła siebie i innych. To wynikało trochę z jej życiorysu, była po matce Żydówką, po ojcu hrabianką. To taka mieszanka wybuchowa…

Dzisiaj, kiedy kobiety muszą walczyć o swoje prawa, postać Krystyny Skarbek, może nabrać innego charakteru? Pokazać niezłomność i odwagę w dążeniu do celu?

Na pewno mogłaby być przykładem niezłomności i odwagi w dążeniu do celu, ale nie miałoby to nic wspólnego z walką kobiet o swoje prawa. Krystyna była osobna i swoja własna. Prawdę mówiąc, nie miała w sobie czegoś takiego, jak wspólnota z własną płcią. Stroniła od towarzystwa kobiet , po prostu nudziły ją. Nie wiem, jak byłoby teraz, kiedy kobiety przestały być kobietkami stworzonymi do tego, aby zadowalać swoich mężów. Krystyna mężczyzn sobie brała i porzucała, gdy przestawali ją fascynować albo po prostu być potrzebni.

Czym dla Pani dzisiaj jest kobiecość, a czym feminizm? Czy może Pani postawić znak równości pomiędzy tymi dwoma słowami?

Wie pani, ja nie lubię wszelkiej przesady. Rozumiem i popieram walkę o prawa, które kobietom się należą, jak zrównanie zarobków, czy prawo do aborcji, ale obrażanie się, kiedy mężczyzna przepuszcza nas w drzwiach, jest po prostu śmieszne.

Albo ta burmistrzyni czy mecenaska… to zgrzyta. I to zaznaczanie Polki i Polacy. Wiadomo, że słowo „Polacy” obejmuje nas wszystkich. Czy we Francji ktoś mówi: Francuzki i Francuzi? Albo Niemki i Niemcy? Ale u nas musi być inaczej, nie ma Obywateli, są Obywatelki i Obywatele! Amen.

Co Pani sądzi o dzisiejszych kobietach? Z perspektywy czasu i Pani doświadczenia – zmieniłyśmy się? Zrozumiałyśmy, jak ważna dla każdej z nas powinna być niezależność?

Jestem rozczarowana, sądziłam, że w obecnej sytuacji, w jakiej znalazł się nasz kraj, to kobiety są na tyle silne, że przepędzą obecnie rządzących, którzy wprowadzili w Polsce średniowiecze. I co? Odstawiły parasolki do kąta…

Krystyna Skarbek to kobieta, który robi to, co chce. Mogłaby być inspiracją dla współczesnych kobiet?

Chyba by się nie rozumiały, ona nigdy by nie stanęła na ściance i nie konkurowała z innymi w kwestii elegancji. Gardziła tym, miała swój świat i tylko nieliczni mieli do niego wstęp, ale dlatego była taka fascynująca.

Ale też kochała, a przynajmniej miała słabość do mężczyzn. Czytając książkę myślałam o tym, że o mężczyznach, którzy mają wiele kochanek mówi się z podziwem, o kobietach wręcz przeciwnie.

To raczej mężczyźni mieli do niej słabość. Krystyna miała w sobie, jakąś niszczycielską siłę, która okazywała się dla jej partnerów atrakcyjna. Lgnęli do niej, a ona ich po jakimś czasie odrzucała, bez słowa wyjaśnienia. Dotyczyło także tych, których kochała, że wspomnę Andrzeja Kowerskiego. Tylko w jednej miłości była czuła i wierna, myślę tu o zwierzętach.

Pani jednak skupiła się na miłości, kochankach chcąc przełamać trochę ten stereotyp? Mówiło się o Skarbek, że miała dwóch mężów i stu kochanków…

Powiedzmy wielu. Nie to było jednak treścią jej życia. W czasie wojny oddała wielkie zasługi wywiadowi angielskiemu, za co otrzymała najwyższe odznaczenia wojskowe. To samo we Francji, dzięki swojej tam działalności uratowała życie wielu ludziom. I Francuzi do dziś to pamiętają. A ilu miała kochanków, to sprawa naprawdę drugorzędna.

Gdyby Krystyna Skarbek żyła w dzisiejszych czasach, kim by była, co by robiła, w jaki obszar naszego życia byłaby zaangażowana?

Na pewno wydałaby wojnę PiS-owi, bo bardzo kochała Polskę i nie zniosłaby ich okupacji. Dla mnie też są okupantami, bo tylko okupant w ciągu dwóch lat potrafiłby tak spustoszyć umysły ludzi i odizolować własny kraj od już nawet nie od Europy, a reszty świata.

A dzisiaj – czy przychodzi Pani na myśl obecnie żyjąca kobieta, która mogłaby stać się bohaterką Pani książki? 

Właśnie piszę książkę o innej wspanialej Polsce, ale jest za wcześnie, by o tym mówić.

 

Miała dwóch mężów i stu kochanków - tak mogłaby się zaczynać historia Krystyny Skarbek - kobiety szpiega, która zapisała się na kartach historii działając w czasie wojny na rzeczy wywiadu brytyjskiego i francuskiego.


Córki trudnych matek są uwięzione w roli grzecznych dziewczynek

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
19 marca 2018
Fot. iStock / kieferpix
Następny

Co się dzieje wtedy, gdy to, co dobre dla mamy, jest zdecydowanie złe dla jej córki? Kiedy potrzeby matki stawiane są na pierwszym miejscu, w taki sposób, że dziewczynka ponosi związane z tym olbrzymie koszty emocjonalne? Jest uwięziona w uczuciowej pułapce, która ją niszczy od środka?

Kiedy matka dziewczynki cierpi na zaburzenia osobowości lub ma skłonności narcystyczne, jej córka cierpi. Staje się córką dobra za wszelką cenę, wbrew sobie, wbrew rozsądkowi, wbrew uczuciom. Dobrą córką.

To ona widzi i czuje, gdy mama jest zmartwiona

Jej bliskość z mamą i nieprzewidywalność nastrojów matki są jedynym, czego zaznała. Przywykła do tego, to, paradoskalnie, daje jej poczucie bezpieczeństwa. Jeśli mama jest zdenerwowana, dobra córka uważa, że jej zadaniem jest zaradzenie temu. Jest to nawyk, głęboko zakorzeniony w dziecku. Ponieważ jej własne potrzeby przeplatały się z potrzebami jej matki, dobrej córce trudno jest odtrącić mamę nie mają przy tym poczucia, że jej własne bezpieczeństwo jest zagrożone.

Czuje się odpowiedzialna za dobre samopoczucie matki

Dorastając, dobra córka dowiaduje się, że opieka, jaką otacza matkę, jest jedynym sposobem, aby i ona sama poczuła się emocjonalnie bezpieczna. Upewnienie się, że mama jest zadowolona i spokojna, jest dla niej najważniejsze. Wtedy i tylko wtedy może czuć się bezpiecznie. Nauczyła się lekceważyć własne uczucia, aby chronić delikatną samoocenę matki. Jest od tego zależna.

Dobra córka nie wie, jak powinna wyglądać zdrowa relacja z matką

Zaspokajanie potrzeb matki dzieje się kosztem potrzeb rozwojowych córki. To wokół matki i jej uczuć kręci się całe jej życie.  Aby przeżyć „emocjonalnie”, uczy się odłączać od swoich potrzeb i dopasowywać się do potrzeb matki. Ale córka myśli, że tak właśnie powinno być, bo nie doświadczyła w swoim życiu innej relacji.

Ile to kosztuje, być „dobrą” dla mamy, ale nie dla siebie?

Dzieciństwo spędzone na opiece nad matką i w poczuciu, że musisz być lepsza niż ona, sprawia, że nie jesteś emocjonalnie odporna. Nie czujesz się przywiązana sama do siebie ani do swoich potrzeb.  woja zdolność do wejścia w intymną relację z drugą osobą jest poważnie zagrożona. Odosobniona i samotna, dobra córka odczuwa pustkę, której nie rozumie. Akceptacja, za którą tęskni, zdaje się być poza jej zasięgiem i nie wie, dlaczego tak jest. Uważa, że lekiem na wszystko jest perfekcjonizm.

strona 1 z 2
druga część artykułu na następnej stronie

Zobacz także

Każdy zasługuje na szczęście. 10 kroków, by być szczęśliwym

Każdy zasługuje na szczęście. 10 kroków, by być szczęśliwym

3 wspaniałe korzyści płynące z rozstania. Odszedł? Dobrze dla ciebie, psycholodzy już to wiedzą

Nikt z nas nie jest idealny. Może czasami warto przyznać się przed sobą, że ja też ponoszę odpowiedzialność za kryzys w związku?

купить таблетки левитра украина

http://ka4alka.com.ua

для повышения иммунитета