BEZIMIENNA

Rozstrojona
Rozstrojona
18 kwietnia 2017
 
eye-522930_1280

fot. pixabay/Public Domain CC0

Moja Mama powiedziała mi kiedyś, że gdy mnie urodziła, byłam szalenie drobniutka; byłam chucherkiem do tego stopnia, że pierwsze, co sobie pomyślała to to, że ja się zaraz rozkruszę.

Postanowiła dać mi na imię Oleńka, a na drugie Basia. Drugie imię wybrała po mojej babci, której niestety nigdy nie było dane mi spotkać. Babcia Basia także brzmiała mi na kruchutką.
Moje trzecie imię to Marysia. O jego wyborze zdecydowałam zupełnie podświadomie. Wzięło się ono z bajki o sierotce Marysi.

Aleksandra Barbara Maria liczy sobie dzisiaj 38 srogich zim. Ale czuje się na urodzoną dopiero przed paroma laty, taką bez imienia, totalnie rozkawałkowaną. Każdemu jednemu, spośród niezliczonej ich liczby, przypada inna trauma. To morze traum jeszcze nie ma swojego dna, od którego można byłoby się odbić.
Właśnie tkwię pośrodku tej bezbrzeżnej wody, na pokładzie statku, pozbawionym masztów. Nade mną rozpościera się złowrogo ciemne niebo. Znalazłam się tutaj, ponieważ… uciekam. Ta ucieczka w pierwszej chwili wydaje się być zbawieniem. Bo przynosi ulgę w potężnym napięciu, wypływając z bezmyślności i znieczulicy.
Poza tą bezdennością znajduje się przepotworna przepaść. To jest ŻYCIE.
Wpływanie na siebie, podejmowanie działań, wyborów, decyzji… Miliony razy i jeszcze więcej.

I co tu dalej począć?!…

Żeby się nie skończyć. Żeby zdążyć wrócić, zanim Najważniejsi dla nas zdecydują nie dać nam już kolejnej szansy. Podczas gdy my sami nie daliśmy sobie nawet tej pierwszej.

Chyba trzeba wreszcie zacząć żyć.
Tak.
Podążać drogą, która prowadzi DOKĄDŚ (!)

Właśnie jestem na etapie wstępowania na nią.


TOŻSAMOŚĆ. Ja tak naprawdę jestem Pustką, przeogromną emocjonalną pustką

Rozstrojona
Rozstrojona
18 kwietnia 2017
Fot. pixabay/Public Domain CC0
Fot. pixabay/Public Domain CC0
 

Nazywam się Smutek. Jestem bardzo duży i podszyty Lękiem. Przezywają mnie ‚Niepokój’.

Mam głowę, nabitą czarnymi myślami oraz nadpobudliwe ruchowo ręce oraz nogi. Nie jestem w stanie nic zrobić w miejscu, chodzę tylko od ściany do ściany, od czasu do czasu płacząc. Niczym Niepokonany.
Ilekroć ktoś próbuje mnie rozbawić – śmieję się do rozpuku przez łzy; z kolei, gdy ktoś skutecznie mnie zasmuci – bezwarunkowo zalewam się łzami.
Chyba w gruncie rzeczy jestem Uzależnieniem i to bardzo dużym Uzależnieniem. Żyję pod wiecznym napięciem i nade wszystko pragnę utonąć w morzu własnych nieszczęść, odurzona – dla przykładu – sławnymi: seksem, narkotykami i rock’n’roll’em.
NIE! Ja tak naprawdę jestem Pustką, przeogromną emocjonalną pustką, która czeka na wypełnienie jakąś zbawienną substancją. Czy się doczekam?… Pewnie tak, gdyby udało mi się uzależnić od samej siebie. A może właśnie na przekór wszystkiemu i wszystkim stanę się takim auto-narkomanem. I zacznę istnieć! A moje dzieci wreszcie odzyskają matkę.


Misja „BEBECHY”

Rozstrojona
Rozstrojona
8 lutego 2016
Fot. Pixabay /  910629   / CC0 Public Domain
Fot. Pixabay / 910629 / CC0 Public Domain

Nadszedł ten dzień, w którym poczułam potrzebę wyjaśnienia sceptycznej i kontestatorskiej części swoich odbiorców, dlaczego tak naprawdę robię to, co robię, czyli param się pisaniną, nazwijmy ją, intymną ze swego gatunku, czy też „bebechowatą”, jak kto woli.

Może zacznę od tego, gdzie, u licha, leży w ogóle sens tej samozapowiadającej się mowy obronnej, skoro otwierając przestrzeń publiczną dla osobistych przeżyć, musiałam zdać sobie przecież sprawę, na co się piszę. W istocie, potwierdzam raz jeszcze z ręką na piersi, że to ja, nikt inny, wprawiłam w ruch tę bezlitośnie krytyczną machinę, wycelowaną wprost we mnie. Kaput dzisiaj. Kaput wczoraj. Kaput jutro… I tak w koło Macieju.

Rzecz w tym, że gdy staniesz naprzeciwko krzywego zwierciadła, to – choć w pierwszym odruchu masz ochotę uderzyć w to cholerne lustro, okaleczając sobie dłoń – wystarczy, że przeczekasz ową złość, która w głównej mierze jest Twoją autodestrukcją i już chce Ci się wychodzić do tych ludzi opanowanym, spokojnym; cierpliwie przełamywać ich złą wolę, krok po kroku opowiadać im swoją historię, tak aby na koniec zobaczyli, jak dalece zdeformowali twój obraz.

Ot, taką właśnie dziewczęco – idealistyczną misję powzięłam sobie TUTAJ.

„Tani ekshibicjonizm, epatowanie bebechami, podszyty manipulacją egocentryzm, celowa desperacja w usilnym dążeniu do zwrócenia na siebie uwagi”. Bach, bach, bach!… Plus/minus między oczy. „A co, nie wolno?!…”. Ale ja jeszcze żyję, ha! To ci dopiero niespodzianka. Też mi wolno.

Kimkolwiek jesteście, Śmiali Strzelcy, pozwólcie, że odpowiem Wam na te wszystkie zarzuty pytaniem. Kluczowym, jak dla mnie, w tym wypadku. Czy dostrzegacie większą różnicę pomiędzy osobami, dotkniętymi przez różne, poważne schorzenia fizyczne, upośledzenia ciała a tymi, których problemy zdrowotne natury psychicznej, emocjonalnej w drastyczny sposób zaburzają ich funkcjonowanie w rodzinie i społeczeństwie??…

Otóż, ja nie widzę jej wcale. W moim odczuciu to ogół ludzi autentycznie cierpiących, odgórnie osłabionych, podatnych na zwątpienie, lęk i wstyd. Ci ludzie są na co dzień więźniami swoich ciał i dusz. Skazano ich za niewinność. Wszędzie poruszają się w klatkach własnych ograniczeń; przeważnie mają opuszczone głowy. Najbardziej obawiają się reakcji tych „normalnych” i wolnych.

Jak myślicie, czego kuternogom i postrzeleńcom może brakować w życiu najbardziej??… Chyba jestem w stanie Wam powiedzieć, gdyż akuratnie należę do tego niechlubnego grona.

Miejsca, w którym dane im będzie poczuć się swobodnie, a zarazem bezpiecznie. Odwagi zerwania z anonimowością na rzecz pokazania twarzy niedoskonałej, ale z krwi i kości. Zdolności przekuwania najgorszych wyobrażeń i odczuć w opanowanie myśli. Przeświadczenia o własnych możliwościach, o byciu kiedyś silnym i samodzielnym.

Stąd wzięła się . Moja wirtualna ulica. Bez żadnych zakazów i ślepych zaułków. Tak zapisano w rubryce „plan”. I tego będę się trzymać.


подробно

здесь danabol-in.com

medicaments-24.com