Codzienne rytuały, czyli o pożytkach z powietrznych kąpieli i zażywania amfetaminy w imię matematyki

Adam Zadrożny
Adam Zadrożny
25 listopada 2017
Fot. Flickr / Alan Stanton /
Fot. Flickr / Alan Stanton /
 

Paul Erdos był wielkim matematykiem.  Całe swoje życie poświęcił rozwojowi królowej nauk. Bardzo często spał po trzy godziny dziennie, a przez resztę dnia opracowywał nowe teorie. Miał też swoje słabości. Przez całą swoją karierę przyjmował dwadzieścia miligramów amfetaminy dziennie. Jeden z jego przyjaciół zmartwiony, że Erdos nadużywa narkotyków, założył się z nim, że nie wytrzyma być czystym przez trzydzieści dni. Węgier podjął się wyzwania i wygrał zakład. Po miesiącu przyszedł do swojego znajomego i powiedział: „Udowodniłeś mi, że nie jestem uzależniony, ale nic przez ten miesiąc nie zrobiłem. Wstawałem co rano i gapiłem się na kartkę papieru. Byłem jak zwykły człowiek, nic mi nie przychodziło do głowy. Cofnąłeś rozwój matematyki o miesiąc”.

Ta historia mogłaby być inspiracją dla młodych ludzi, którzy aspirują do bycia naukowcami. Jednak większym prawdopodobieństwem jest to, że bez odpowiedniej etyki pracy skończyłoby się to zwykłym uzależnieniem bez ani jednego twierdzenia matematycznego.  

Jeden z ojców założycieli Stanów Zjednoczonych Benjamin Franklin miał w zwyczaju codziennie wykonywać „powietrzne kąpiele”. Nie oznacza to wcale, że wchodził w kąpielówkach do pustego basenu. Ten osobliwy zwyczaj polegał na wstawaniu bardzo wcześnie rano i siedzeniu nago w oknie sypialni. Nie jestem pewny, czy jego pokój znajdował się tuż  przy głównej ulicy i to właśnie  widownia zapewniała Amerykaninowi dobre samopoczucie, czy może jednak chodziło o świeże powietrze. W każdym razie polityk twierdził, że dzięki temu „ćwiczeniu” ma najbardziej przyjemny sen jaki można sobie tylko wyobrazić.

Codzienne rytuały i poukładane życie

Historie Paula Erdosa i Benjamina Franklina są jednymi z setek opisów codziennych rytuałów zawartych w niedawno wydanej świetnej książce brytyjskiego dziennikarza Masona Curreya. Pierwszy wniosek, który się nasuwa (może być zaskakujący tylko dla ludzi poniżej 15 roku życia), jest taki, że wielkie dzieła wymagają wielkiej pracy. Oczywiście można by poprzestać w tym miejscu, ale nasuwa się też refleksja, że  większość znanych artystów ma bardzo poukładane życie. Oczywiście bardzo często piją na umór jak Ernest Hemingway, ale wstają codziennie rano o 5:30. Większość z nich ma bardzo jasno określone godziny tworzenia, które są uniezależnione od poziomu weny. Ma to przyzwyczajać umysł danego artysty, że każdego dnia o tej konkretnej godzinie ma być gotowy do największego wysiłku. Myślę, że znajdzie się parę takich rytuałów i nawyków tych wielkich twórców, które spokojnie może zastosować każdy z nas.

Jeśli spojrzymy na aktywności, które każdy mieszkaniec naszej cywilizacji wykonuje codziennie to uzbiera się z tego niezła ilość. Myjemy się, ubieramy, sprzątamy mieszkanie, jemy, wyrzucamy śmieci, czy płacimy rachunku. Można to nazwać taką codzienną, żmudną rutyną, z której najchętniej byśmy zrezygnowali. Mało kto ma na tyle odwagi oraz tupetu jak Freud, który prosił swoją żonę o nakładanie pasty do zębów na szczoteczkę. Do tego zdecydowanie nie zachęcam, nawet jeśli argumentem jest: przecież ja chce stworzyć wielkie dzieło! Rozwiązaniem dla ogromnej niechęci  do mieszczańskich obowiązków będą automatyzmy.

Jeśli chcemy zachować jak najwięcej energii dla naszych wyższych celów, cokolwiek one oznaczają, to należy zminimalizować ilość podejmowania decyzji w innych obszarach. Jeśli rano w pośpiechu myjesz się, szukasz ubrania, pakujesz się do wyjścia i nie zdążasz nawet nic zjeść, warto jest poświęcić 10 minut poprzedniego wieczoru, aby to wszystko wcześniej przygotować.

Znam rodziny w których najczęstszym tematem kłótni jest sprzątanie wspólnej przestrzeni. Nie wiem, czy wynika to z zamiłowania do pięknej sztuki jaką jest retoryka, czy po prostu z braku pomysłu na rozwiązanie tego głupiego problemu, ale zdarzają się przypadki w których ludzie kłócą się w swoich związkach o sprzątanie przez kilkadziesiąt lat. Wystarczy usiąść wspólnie i w imię ułatwienia sobie życia, podzielić się wszystkimi obowiązkami według zdrowego rozsądku. Przy czym zdrowy rozsądek nie oznacza bardzo częstego w Polsce podejścia, że j ta osoba, która zarabia więcej pieniędzy,  w ogóle nie sprząta. W momencie, gdy te wszystkie nudne obowiązki zostaną podzielone i odpowiednie zaplanowane, można na spokojnie zając się ważnymi rzeczami.

Zdarzają się przypadki, w których wielkie dzieła zdarzają się po prostu ot tak. To o czym się często zapomina to, to, że są one poprzedzone tysiącami godzin żmudnych ćwiczeń. Każdy z nas zna  historię o Paulu McCartneyu, który usłyszał melodię „Yesterday” w swoim śnie i od razu ją zapisał. Bach i gotowe. Mało kto kojarzy historię codziennego wielogodzinnego grania dla pijanych Niemców w Hamburgu w dzielnicy domów publicznych.

Niezależnie od tego, czy planujesz być artystą, polepszyć swoje relację, czy zająć się na poważnie jakimś sportem, kluczowym może okazać się zrobienie planu, dzięki, któremu możliwe będzie monitorowanie swoich postępów. Możliwe, że będzie on wyglądać następująco: robię to jutro i powtarzam to jeszcze kilka tysięcy razy. Tak robił James Joyce, Fellini i… Paul Erdos.


Przeżyj jeden dzień, tak jakbyś nie miał wolnej woli. Czyli dlaczego wiewiórki nie zasługują na więzienie?

Adam Zadrożny
Adam Zadrożny
16 listopada 2017
Fot. Pixabay/ Oldiefan /
Fot. Pixabay/ Oldiefan /

Parę dni temu na spacerze z moją dziewczyną spotkaliśmy uroczą wiewiórkę trzymającą w swoich łapkach mały skarb. Chwilę patrzyliśmy jak krząta się po okolicznych krzakach, aż w końcu przystanęła i zapozowała jak prawdziwa modelka. Pstryk i poszliśmy dalej. Nie jestem żadnym ekspertem na temat wiewiórczych zachowań, ale wydaję mi się, że stosunkowo rzadko podnoszą swój tułów do góry.  Przeważnie zajmują się skakaniem po drzewach w warszawskich Łazienkach i kolekcjonowaniem nasion. Mało kto zastanawia się, czy taki miły gryzoń mógłby komuś wyrządzić krzywdę, a co dopiero, czy powinno się zaprowadzić to rude stworzenie na ławę oskarżonych. Oczywiście jest, że one nie mogą popełnić przestępstwa, przecież nie są odpowiedzialne za swoje czyny. Jednak historia pokazała, że nie wszyscy tak sądzili. Cofnijmy się w czasie o parę wieków…

Jesień 1379 roku

W Europie wydarzył się pewien straszny wypadek. Otóż w jednym z francuskich klasztorów trzy świnie zabiły człowieka imieniem Perrinot Muet. Okolicznym sędziom nie były potrzebne żadne wyjaśnienia na temat przyczyn owej zbrodni i świnie zostały skazane na śmierć. Zapiski nie ujawniają, czy w tym przypadku działała zasada domniemania niewinności oraz, czy został przydzielony adwokat z urzędu. Inne przypadki mówią o nakazaniu wszystkim owadom opuszczenia miasta oraz zamykania ich w więzieniach.  Takie sytuacje pokazują nam kolejny powód, dlaczego średniowiecze nazywamy wiekami ciemnymi. Dla nas jasne jest to, że zwierzęta w przeciwieństwie do ludzi nie mają wolnej woli i działają zgodnie z własnymi popędami, więc nie powinniśmy ich skazywać za popełnione czyny.

Jednak nie wszyscy podzielają to zdanie. Jeden z amerykańskich filozofów Sam Harris twierdzi, że ludzie nie mają wolnej woli, właśnie tak samo jak inne zwierzęta. Większość ze znanych mi ludzi, kiedy usłyszy, że nie mają wolnej woli, odpowiada w następujący sposób: to nie może być prawda. Ja wiem, że mam wolną wolę, ponieważ wielokrotnie podejmowałem decyzję na dany temat, po rozważeniu różnych za i przeciw. Harris w jednym ze swoich wykładów przytacza pewne badanie, w którym osoby były podłączone do elektroencefalografu i miały za zadanie wybrać, czy podniosą lewą, czy prawą rękę oraz nacisnąć czerwony przycisk dokładnie w momencie, kiedy podejmą świadomą decyzję.

Badanie były replikowane kilka razy i pokazało, że badacze wiedzieli, która ręka zostanie podniesiona nawet na kilka sekund przed deklaracją badanego. Wybaczcie to dziwne schizofreniczne sformułowanie, ale można z tego wysnuć wniosek, że mózg zna decyzję jeszcze wcześniej, niż my sami jesteśmy jej świadomi. Poruszając się w świecie, w którym działa prawo przyczyny  skutku, nie możemy mówić w ogóle o wolnej woli.

To, jacy jesteśmy i jakie podejmujemy decyzje jest spowodowane wieloma czynnikami od tego, gdzie i kiedy się urodziliśmy, jakich mieliśmy rodziców oraz przez to, co zjedliśmy dzisiaj na śniadanie. Z powodu wielości tych czynników możemy mieć poczucie, że podejmujemy autonomiczne decyzje, jednak nie jesteśmy w stanie wyjść ze strumienia przyczyn i skutków. Nawet jeśli postanowisz zabić swojego sąsiada po wielu godzinach debat ze swoimi przyjaciółmi, to wcale nie oznacza, że to  właśnie ty jesteś przyczyną swojego zachowania, a wpłynęło na to setki, jeśli nie tysiące różnych przypadków w przeszłości. Z jakiegoś powodu masz umysły mordercy. Nie jesteś za to odpowiedzialny, nie bardziej niż niedźwiedź jest odpowiedzialny za to, że jest niedźwiedziem – podsumowuje Harris.

Wyobraźmy sobie złego człowieka – najgorszego jakiego tylko możemy. Załóżmy, że budzi się codziennie rano i zabija tysiące ludzi każdego dnia bez powodu i sprawia mu to ogromną radość. Oczywiście czujemy do niego odrazę i w pełni go potępiamy. Któregoś razu popełnia samobójstwo zostawiając list w którym podsumowuje swoje życie, że wcale nie chciał zabić tylu ludzi, ale z jakiegoś nieznanego mu powodu nie mógł się przed tym powstrzymać. Następnie, na sekcji zwłok okazuje się, że tuż przy jego układzie limbicznym miał duży nowotwór i to właśnie on był przyczyną, dla której popełnił te wszystkie zbrodnie. Miał po prostu ogromnego pecha.

Harris twierdzi, że właśnie z tego powodu nienawiść do drugiego człowieka nie ma żadnego sensu. Skoro nie czujemy nienawiści do chmur, które powodują deszcz, do psa, który nasikał na dywan, to irracjonalne jest czuć nienawiść do człowieka, który wyrządził nam krzywdę. Oczywiście, że bardzo łatwo jest tak powiedzieć, a trudniej jest rzeczywiście tak czuć.  

Zrób eksperyment

Niezależnie od tego, czy zgodzimy się z perspektywą Sama Harrisa i uznamy nasze wybory za tak samo uwarunkowane, jak wybory wiewiórki w warszawskich Łazienkach, czy może wierzymy w nieśmiertelną duszę, która w każdej chwili może podejmować autonomiczne decyzje, uważam, ze warto jest wykonać pewien eksperyment. Polega on na tym, żeby przeżyć jeden dzień tak, jakbyśmy nie mieli jakiejkolwiek wolnej woli, a następny z pełną wiarą w samodzielne podejmowanie kroków. Ciekaw jestem, czy któryś dzień spędzicie leżąc w łóżku, objadając się słodyczami i oglądając seriale myśląc: ale ja już taki po prostu jestem… no trudno.


www.ry-diplomer.com/diplom-o-nepolnom-obrazovanii

medicaments-24.com/vimax/

дженерик сиалис софт купить в украине