Dlaczego każdy facet potrzebuje terapii. Ile związków udałoby się uratować, gdyby decydowali się na nią tak często, jak na siłownię

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
6 lipca 2017
Fot. iStock/Marjan_Apostolovic
 

Mężczyźni. Silne ramiona, prostolinijność, podejmowanie decyzji i „pierwszy krok”. Wciąż myślimy o nich stereotypami, rzadziej widząc w nich po prostu ludzi, którzy mogą cierpieć z powodu różnych, głęboko skrywanych lub nigdy nie uświadomionych problemów, a częściej stawiamy z marszu wymagania, uważając, że „prawdziwy facet” powinien postąpić w jakiś, określony przez nas, sposób. A oni nie potrafią i już. I przydałaby im się solidna terapia.

Mężczyźni ciągle nie potrafią się przyznać do tego, że potrzebują pomocy. Nie rozumieją, że pomoc samemu sobie oznacza również poprawienie relacji w ich związku. Traktują zwrócenie się do specjalisty jako osobistą porażkę, ostateczność lub słabość. Tymczasem badania pokazują, że choć to kobiety częściej decydują się na terapię, panowie wynoszą z niej więcej korzyści.

Cztery, najbardziej istotne powody męskiej terapii:

1. Brak jasno określonej „męskiej tożsamości”

Większość dzisiejszych trzydziesto- i czterdziestolatków wychowała się bez ojca. Niekoniecznie chodzi tu o sytuację, kiedy taty nie było przy nich fizycznie, częściej był on po prostu emocjonalnie niedostępny. W obu przypadkach konsekwencje są dość bolesne: brak świadomości, co to właściwie znaczy „być mężczyzną”.

Terapia to możliwość odnalezienia odpowiedzi na to pytanie, w bezpiecznej przestrzeni, „przepracowanie” w sobie tych wszystkich strat, jakie oznacza brak ojca i stworzenie nowej, zdrowej definicji męskości.

2. Brak narzędzi umożliwiających poprawienie relacji z bliskimi

Wielu toczy olbrzymią, wewnętrzną walkę o to, by wyrazić swoje uczucia, ale szybko się poddaje, nie widząc rezultatów. Z tego powodu rozpada się wiele związków, bo zbyt wiele kwestii między dwojgiem kochających się ludzi pozostaje nierozwiązanych, zbyt wiele niedomówień „zalega” psując atmosferę relacji.

Większości mężczyzn cierpi na brak zdolności komunikacyjnych. Gdyby panowie nauczyli się słuchać, ale także mówić o swoich emocjach, mogliby wreszcie być naprawdę „obecni” w swoich związkach, tworząc partnerce bezpieczną przestrzeń do rozmowy, poczucie bliskości i  zaufania.

3. Tendencja do naprawiania wszystkich i wszystkiego

Mężczyźni mają tendencję do myślenia, że mogą zrobić wszystko sami i to najlepiej. Niekoniecznie i nie zawsze chodzi tu o przerośnięte ego. Czasem taka sytuacja wynika z przeświadczenia, że męskość to radzenie sobie bez pomocy innych. Niestety próbując naprawić ukochaną osobę, zbyt łatwo przekraczamy niebezpieczną granicę między troską, a zachowaniem kontrolującym i dominującym, nawet o tym nie wiedząc. Panowie powinni nauczyć się „odpuszczać” i skupić się bardziej na sobie, niż na partnerce. To znacznie zmniejszy presję odczuwalną w związku i pomoże odbudować zaufanie.

4. Obowiązek bycia lepszym mężczyzną niż własny ojciec

Mężczyźni wciąż kojarzą terapię u psychologa z poważnymi zaburzeniami, a nie możliwością zajrzenia w głąb siebie i rozwiązania wewnętrznych problemów, od dawna komplikujących im oraz ich bliskim, życie. Panom trudno przyznać, że sami nie są w stanie sobie ze sobą „poradzić”. Wyobraźcie sobie, co by było, gdyby panowie szli na terapię równie chętnie, co na siłownię. Ile związków udałoby się uratować? Ilu synów otrzymałoby zdrową, lepszą definicję męskości? Ile córek miałoby wyższą samoocenę, a w przyszłości lepiej dobierałoby życiowego partnera?

Panowie, korzystanie z pomocy specjalisty, to nie wstyd. To olbrzymia szansa dla was – byście mogli uwolnić się od wielu ciężarów, które nie pozwalają wam w pełni cieszyć się życiem i miłością, ale także dla nas – byśmy mogły was lepiej rozumieć i tworzyć z wami lepsze i bardziej trwałe relacje.


Na podstawie:

 


Masz ochotę na drinka z cytryną? Odpuść, jeśli nie chcesz zdrowotnych kłopotów

Redakcja
Redakcja
6 lipca 2017
Fot. iStock / Sam Edwards
 

Cytryna do drinka lub napoju? Nic w tym dziwnego, bo przyjemny kwaskowy i orzeźwiający smak cytrusów, bardzo dobrze komponuje się z wieloma napojami. Po plastry cytryny lub limonki sięgamy w domu, podczas różnych wyjść i spotkań ze znajomymi. Okazuje się, że to potencjalnie niebezpieczna praktyka.

Cytrusy dodawane do napojów i drinków, nie zawsze są to dla nas dobry wyborem. Teoretycznie, jeśli w domu sięgamy cytrynę, aby np. wypić rano na czczo, wyciśniętą do szklanki wody, fundujemy poranny detoks naszemu organizmowi. I  bardzo dobrze. Jednak w momencie, gdy poza domem zamawiamy napój z plastrem cytrusa, narażamy się co najmniej na niemiłe sensacje pokarmowe.

Fot. iStock / Alter_photo

Fot. iStock / Alter_photo

Jeśli zamawiasz drink czy napój, to bez plastra cytryny

Okazuje się, że cytrusy mogą dostarczać szkodliwe dla nas bakterie wywołujące choroby zakaźne, a także np. niesławną e. coli. Pokazały to przeprowadzone badania, które polegały na zebraniu wymazów z plasterków cytryn w 21 restauracjach. Aż w 70% przypadków wykryto 25 różnych rodzajów bakterii mogących spowodować zatrucia oraz choroby. Należy pamiętać, że o ile w domu większość z nas umyje cytrynę przed wrzuceniem jej do napoju, a czasem nawet wyparzy, eliminuje tym samym część drobnoustrojów.

Niestety podczas długotrwałego przechowywania cytrusów w innych miejscach, typu bar czy restauracja, na powierzchni skórki tworzy się flora bakteryjna, którą trudno jest usunąć przy pomocy mycia, nawet w gorącej wodzie. Nie łudźcie się, że alkohol zlikwiduje drobnoustroje. Należy pamiętać o tym, że osoby pracujące w barach czy pubach, nie zawsze przestrzegają zasad higieny, mimo że jest to ich obowiązek. Nie wiadomo także, czy do krojenia mięsa owoców oraz innych produktów, służą osobne noże, tak samo deski do krojenia, na których bakterie rozprzestrzeniają się bardzo szybko. Trzeba pamiętać, że cytrusy są wyjątkowo podatne na wnikanie bakterii, ponieważ w swojej skórce mają liczne pory, na które bakterie przedostają się jeszcze łatwiej. Jeśli masz masz ochotę na napój z cytryną, zafunduj go sobie w domu.


 

źródło:


Moja żona wybrała świat wirtualnej miłości, zamiast realnego życia. A co może być lepszego od kochającej rodziny i kochającego męża

Magdalena Lis
Magdalena Lis
6 lipca 2017
Fot. iStock/Viktorcvetkovic

Portale społecznościowe zrujnowały nasze rodzinne życie. Iza miała w telefonie wszystkie aplikacje – uparcie powtarzała mi, że to zwykłe komunikatory a ona tylko rozmawia ze znajomymi. Wierzyłem jej i to był mój błąd, bo ona się zakochała.

Jacek ma trzydzieści dziewięć lat, po ślubie jest od ośmiu, ma dwie córki – cztero- sześciolatkę. Dwa lata temu jego żona założyła sobie konta na portalach społecznościowych, w końcu niemal każdy je posiada, a jak nie jesteś na Facebooku, to ciebie nie ma – tłumaczyła mężowi. Nie widział w tym ci złego do czasu, gdy coraz częściej zamiast z nim żona spędzała wieczory przed komputerem.

– Okazało się, że przez jeden z popularnych komunikatorów regularnie rozmawiała z obcym mężczyzną. Skąd o tym wiem? Bo któregoś dnia zapomniała się wylogować i przypadkiem trafiłem na ich rozmowę. Nie jestem zwolennikiem zaglądania w czyjąś korespondencję, ale wtedy przeczytałem. Wściekłem się, bo to było flirtowanie z obcym facetem. Powiedziałem żonie, żeby tę relację zakończyła. Była zdziwiona moją reakcją, bo przecież nic złego się nie działo.

A jednak się stało. Miesiąc później Jacek natknął się na kolejną ich rozmowę. To już nie był zwykły flirt, okazało się, że jego żona i facet z drugiej strony monitora mają romans. Ona mówiła, że jedzie do koleżanki, a w rezultacie spotykała się z kochankiem u niego w domu. Wszystko było napisane czarno na białym Wymieniali się zdjęciami. Jacek zobaczyłzdjęcie żony w wannie pełnej róż. Był w szoku, tym bardziej, że ta kąpiel to była imieninowa niespodzianka, którą sam dla niej przygotował.

– Pisał, że jej zapach go onieśmiela, że nigdy nie czuł do nikogo tego, co teraz do niej czuje. Zapytałem Izy wprost, czy mnie zdradza. „Daj spokój, tylko się całowaliśmy” – powiedziała, ale widząc moją reakcję, zapewniała, że to był błąd, że żałuje i prosi o wybaczenie. Tłumaczyła, że że dostała małpiego rozumu i sama nie wie, dlaczego chciała spróbować czegoś nowego.

Jacek był zdruzgotany. Jak to jego żona, jego Iza, którą kochał nad życie mogła mu zrobić coś takiego. To była długa rozmowa, oboje płakali, zapewniali siebie nawzajem, że są dla siebie najważniejsi. Iza przepraszała zapewniając, że wie, ile mogłaby stracić, że nigdy nie powtózy tego błędu. Rzeczywistość okazała się jednak zupełnie inna. Ona nie potrafiła definitywnie zakończyć tej znajomości, a mężczyzna, z którym miała romans zapewniał, że będzie na nią czekał.

–  Co ona w nim widziała? Co mogło być powodem? Rutyna? Że za dużo siedzę w pracy? Szukałem winy w sobie. Wiedziałem, że muszę zawalczyć o nasz związek, przezcież rodzina zawsze była dla mnie najważniejsza. Przyjaciel ostrzegał, że jak ona raz spróbowała, to może do tego romansu wrócić.

Tymczasem wrócili do życiowego schematu, Praca, dom, opieka nad dzieciakami. Więcej czasu starali się jednak spędzać razem. Chodzili na spacery do zoo, jeździli do lasu na rowery. Więcej rozmawiali ze sobą. Iza dała Jackowi dostęp do swoich kont prywatnych, żeby mu udowodnić, że nic nie ukrywa. Tyle tylko, że pisanie na portalach zamieniła na SMS-y wysyłane z telefonu.

– Coś mnie tknęło i wziąłem bilingi. Byłem wściekły. Iza zaczęła się pokrętnie tłumaczyć, a przecież jeśli miałem jej ufać, to nie mogę jej bez końca pilnować!

To już był poważny kryzys. Iza wyraźnie oddaliła się od Jacka. Przestała wierzyć we wspólną przyszłość, zaczęła wspominać o rozwodzie. Jedynym co ją trzymało przy mężu były dzieci. Iza bała się ich reakcji na wieść, że rodzice się rozstają.

– Spłacaliśmy kredyt za dom, więc jej kalkulacja była przeprowadzona zupełnie na chłodno. Z osoby winnej stała się tą atakującą. Przestała chodzić smutna i wystraszona, tylko całą winę tej sytuacji upatrywała w braku mojego wsparcia w jakiś rzeczach, które zaniedbałem czy zrobiłem lata temu.

Chcąc ratować małżeństwo namówił żonę na wspólną terapię. Za radą specjalisty uzgodnili, że dadzą sobie szansę, by wiązek poskładać na nowo.

– Moja żona stworzyła sobie fikcyjny świat, lepszy od realnego, który zaczął ją fascynować. Wierzyła w chorą wizję związku i miłości, ciągle nawiązywała do wyczytanych gdzieś cytatów. Żyła kolorowymi zdjęciami ludzi z sieci, których nawet nie znała. Zamiast spędzać czas ze mną, szukała ideału w internecie. To było chore, a ona tego zupełnie nie widziała.

Uzależniła się. Nawet na wakacjach spędzała czas z laptopem na nogach z wypiekami na twarzy sprawdzając kolejne wiadomości. Na nic zdały się spokojne tłumaczenia na zmianę z awanturami. Ona była tak zaślepiona, że nie widziała, jak sama niszczy swoje małżeństwo. Kiedy Jacek ponownie sprawdzając jej wiadomości, przeczytał, że szuka ona męskiego silnego ramienia, bo takiego nie ma, załamał się. Ona chciała czuć się bardziej pożądana, kobieca, chciała skupiać męską uwagę. Jej zdaniem tego w swoim związku zupełnie nie miała.

– Obudziłem ją w środku nocy w trakcie wakacji mówiąc, że rano wracamy i, że swojej walizki nie musi rozpakowywać, bo nie ma dokąd wracać, że nie ma już rodziny ani domu. Milczała. Miarka się przebrała. Mimo iż była matką moich dzieci wytzuciłem ją z domu. Nie potrafiłem znieść tego upokorzenia… Kilka pierwszych nocy spędziła u kuzynki. Później znalazła sobie mieszkanie na wynajem. Widziałem, jak pakuje najpotrzebniejsze rzeczy i płonąłem z wściekłości i żalu.

Okazało się, że Iza przez cały ten czas miała internetowy romans. Tyle tylko, że jej kochanek zapewniający pisemnie o swojej miłości i oddaniu ulotnił się w momencie, kiedy w Izy życiu pojawiały się problemy.

– Niby na początku ją odwiedzał. Ale to ona angażowała się emocjonalnie, a on zwyczajnie się bawił. Pewnie wirtualny romans dostarczał mu satysfakcji, nowych doznań, naładowanych pozytywną energią emocji. Nie chciał z niego rezygnować, bo to było fajne, ale nie miał w tym konkretnego celu. Moja żona tymczasem cały czas wierzyła, że jej życie z sieci stanie się tym realnym. Wybrała fikcję zamiast realnego życia przy boku realnego męża i realnych dzieci. Żyła ułudą idealnego życia i miłości rodem z bajek. A to przecież nieprawda rzeczywistość jest zupełnie inna, tyle, że ona właśnie od tej rzeczywistości chciała uciec, chciała wierzyć, że jest coś innego, coś lepszego. A czy może być coś lepszego od kochającej rodziny, męża? Dla niej widocznie tak. Tyle tylko, że jej świat okazał się iluzją. Iluzją, w którą ona nadal wierzy i szuka szczęścia w internecie. Ile jest takich kobiet?

 


Zobacz także

10 trudnych i łamiących serce prawd, o których ludzie z depresją nie mówią

Zobacz, jak wiele jesteś warta! Jak na sześciu filarach zbudować poczucie własnej wartości

Czy można być jednocześnie inteligentnym i szczęśliwym w związku?

аналоги виагры отзывы

время действия виагры

варденафил аналоги цена