„Nie tylko ty masz problemy”. Czego nie wolno mówić osobie, która ma depresję?

Ewelina Celejewska
Ewelina Celejewska
8 lutego 2018
1 z 1

"Nie tylko ty masz problemy". Czego nie wolno mówić osobie, która ma depresję?

Fot. iStock/cassinga

Czy zastanawiałaś się kiedyś, jak we właściwy sposób zareagować na informację, że ktoś z twoich znajomych lub bliskich zmaga się z depresją? Co powiedzieć, by nie pogorszyć stanu, w jakim się znajduje? A przede wszystkim, czego absolutnie nie wolno ci mówić? Niestety większość z nas popełnia te błędy. Często nieświadomie…

„Wszystko jest w twojej głowie”

Nie bez powodu depresja jest klasyfikowana jako choroba psychiczna. Żeby się wyleczyć, nie wystarczy zmienić nastawienia, pomyśleć sobie: „Hej, w sumie to nie ma się co martwić”. Jeśli mówisz coś takiego chorej osobie, tylko utwierdzasz ją w przekonaniu, że ból, który odczuwa nie jest prawdziwy. Spowodujesz, że jeszcze bardziej zamknie się w sobie. Zamiast tego powiedz: „Jestem tu, żeby pomóc ci wyzdrowieć. Powiedz, gdy będziesz mnie potrzebować”.

„Nie ty jedna masz problemy”

To najgorsza rzecz, jaką możesz powiedzieć. Bagatelizujesz w ten sposób chorobę, z którą zmaga się druga osoba. To świadczy tylko i wyłącznie o twoim braku empatii i nieznajomości choroby. Zamiast tego powiedz: „Jeżeli jesteś gotowa na rozmowę, możemy omówić niektóre z twoich problemów. Wspólnie na pewno znajdziemy jakieś rozwiązanie”. Posiadanie kogoś, z kim można porozmawiać i rozbić na atomy wszystkie problemy, może pomóc w oczyszczeniu umysłu swojej danej osoby. Ale nie naciskaj, jeśli nie jest gotowa mówić.

„Zrób coś, poćwicz sobie”

Prawdą jest, że aktywność fizyczna poprawia nastrój. Nie jest jednak lekarstwem na depresję. Chwilowy wyrzut hormonów szczęścia niewiele tu zdziała. Cały problem polega na tym, że taki zwrot świadczy o twoim nonszalanckim podejściu do problemu. W przypadku depresji czasami niemożliwe jest nawet wstanie z łóżka, a co dopiero wskakiwanie na bieżnię. Jeśli masz palnąć coś takiego, lepiej się po prostu ugryź w język.

„Myśl pozytywnie”

Naprawdę wydaje ci się to takie proste? Że wystarczy skupić się na pozytywnych myślach, by choroba zniknęła? Jak to zrobić, gdy wszystko widzi się w czarnych barwach? Kiedy po prostu nie chce się żyć i nic nie ma sensu? Wiesz, co możesz powiedzieć? „Zależy mi na tobie”. Taka informacja faktycznie może mieć wpływ na myślenie tej osoby.

„Ja też byłam kiedyś smutna, ale mi przeszło. Tobie też przejdzie”

Ludzie od czasu do czasu się smucą, taka ludzka natura. Ale depresja to zupełnie co innego, więc nawet nie udawaj, że wiesz, co czuje taka osoba. Nie ma nic złego w tym, że kompletnie nie możesz wczuć się w sytuację drugiej osoby. Zamiast gadać, co ci ślina na język przyniesie, powiedz po prostu: „Pomogę ci, tylko musisz mi pozwolić”.

„Mam dość twojego marudzenia”

Jeśli powiesz coś takiego osobie, która cierpi na depresję, dasz jej jasny sygnał – nie jesteś dla mnie ważna, nie interesujesz mnie. Myślisz, że nagle ozdrowieje, bo tobie nie chce się słuchać tych żali? Nie tędy droga… Kiedy w naszym życiu dzieje się coś złego, potrzebujemy wsparcia innych osób. Niezbędne jest wyczucie i empatia. Nie wiesz, co powiedzieć? Przytul tę osobę. Kontakt fizyczny wyraża więcej, niż tysiąc słów…

Źródło: Your Tango

PoprzedniNastępny

Jesteś psem, szczurem, a może świnią? Sprawdź, co mówi o tobie chiński horoskop

Redakcja
Redakcja
9 lutego 2018
1 z 12

Szczur

Fot. iStock/Baksiabat

Osoby spod znaku Szczura są obdarzone zdolnościami przywódczymi, są odpowiedzialni za siebie i innych, budzący zaufanie. Szczur jest osobą ciekawą świata i życia, urodzonym negocjatorem, inteligentnym strategiem. Jest bardzo towarzyski, ubóstwia plotki i wymianę informacji, rzadko dzieli się z kimkolwiek swoimi problemami. Bywa impulsywny, ale nie zapomina o otrzymanych uprzejmościach i potrafi dbać o ludzi, którzy mu sprzyjają.  Potrafi czerpać korzyści z otoczenia, wykorzystuje znajomości, czasem woli kombinować, niż rzeczywiście zapracować na swoją pozycję. Jest pomysłowy i bardzo kreatywny, nie ma dla niego rzeczy niemożliwych. Szybko robi karierę, mniej dbając o zdrowie i rodzinę. Ma tendencję do przepuszczania pieniędzy. Dla dobra ukochanej osoby skłonny jest do wyrzeczeń, zapominając o niekiedy egoistycznej naturze.

Kobieta Szczur zapełnia dom zapasami i zawsze dba, by niczego jej nie zabrakło.

PoprzedniNastępny

Kobieto, co jest dla ciebie molestowaniem? Kiedy on patrzy na twój tyłek, czy może gdy łapie cię za biust?

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
8 lutego 2018
Fot. iStock/EHStock

Jeszcze kila tygodni temu media społecznościowe zalały hasztagi z metoo. Ja też byłam molestowana, mnie też to spotkało. Kobiety jednym głosem solidaryzowały się w akcji #metoo, a jej zasięg przerósł najśmielsze oczekiwania.

Akcja minęła, jej echo odbija się gdzieś w oddali. Co zdołaliśmy wyciągnąć z tego wydobytego na światło dziennie tematu, który dotychczas byłe jedynie tabu? Smutne jest to, że niewiele… Pokrzyczałyśmy, pokiwałyśmy palcem i wróciłyśmy do biur, gdzie szef nadal rzuca niedwuznacznymi propozycjami, gdzie kolega za biurkiem komplementuje nasz biust, gdzie gość na ulicy gwiżdże za tobą, a ty żadnemu z nich nie zwrócisz uwagi, ba – przejdziesz niby obojętnie obok kalendarza z gołymi kobietami powieszonego w warsztacie u twojego mechanika samochodowego.

Podmiotowość – na to godzimy się wszystkie. Umniejszamy, bagatelizujemy, mówimy: „nie róbmy sprawy z tego, że facet się spojrzy na twój tyłek”. Jasne, nie róbmy. Nie róbmy też, gdy na kolacji służbowej szef łapie cię za kolano, a jakiś facet na imprezie próbuje cię obmacywać. Schowajmy to wszystko głęboko do szafy licząc na to, że trup nigdy z niej wypadnie.

Miesiąc po akcji Neurohme, na zlecenie Onetu, przeprowadził badania na temat #metoo. Wyniki niosą za sobą smutną refleksję – nie potrafimy określić, jakie zachowanie jest dla nas molestowaniem – z jednej strony, a z drugiej próbujemy sobie wmówić, co nim jest. Bo jak inaczej wytłumaczyć, że kobiety odpowiadają twierdząco uznając patrzenie na ich dekolt za molestowanie, ale wcale nie są tego pewne? Dlaczego, choć ponad 60% z nas deklaruje, że o molestowaniu powinniśmy mówić głośno, to tylko 22% jest tego pewnych?

Przy okazji #metoo wiele razy usłyszałam od facetów: „Serio? To, że mówię, że masz fajny tyłek, można odebrać jako molestowanie?”. Zdziwieni, a my jeszcze bardziej, bo jak oni mogą nie być tego świadomi. Jak mogą myśleć, że sprawia nam przyjemność, gdy całują nas w usta na powitanie, jak mogą mieć czelność uważać, że patrzenie na nasz biust, nas nie krępuje i  jest dla nas czymś miłym?

Daleka jestem od usprawiedliwiania facetów, tak samo daleko od szukania winnych tej sytuacji. Akcja #metoo dla mnie powinna prowadzić do jednej zasadniczej refleksji: „Co dla mnie jest molestowaniem. Gdzie ja stawiam granicę? Co sprawia, że czuję się źle w obecności mężczyzn?”. Która z nas zadała sobie to pytanie nie sugerując się opowieściami innych – o tym, że dla jednej strzelanie z biustonosza do dzisiaj jest traumą, a dla innej łapanie za kolano to nic takiego? Która z nas hasztagując akcję spytała samej siebie, dlaczego to mnie dotyka, w jaki sposób, co mogę zrobić, żeby tak się nie działo, żeby nie dotyczyło to mnie, a w konsekwencji także mojej córki, przyjaciółki, sąsiadki, którą inny nachalny sąsiad puszcza przodem na schodach, bo otwarcie mówi, że chce pooglądać jej tyłek.

Nie chodzi mi o to, żebyśmy mówiły jednym głosem, już dawno przestałam się łudzić, że jako kobiety to potrafimy. Zawsze rozmawiamy w kontrze do czegoś: „Głupia, bo strzelanie ze stanika to dla niej molestowanie”, „Idiotka, to co facet ma się nie patrzeć na nią wcale?”, „Masakra, że ona pozwala sobie na takie żarty”. Może zamiast oceniać i analizować, co dla innej znaczy molestowanie, skupić się na sobie? To, że dla mnie łapanie za kolano jest nadużyciem, nie znaczy, że ta, która na to pozwala jest dziwką i przez łóżko buduje swoją zawodową karierę. Każda z nas została inaczej wychowana, każda ma inne doświadczenia, inny światopogląd, inne podejście do swojej seksualności i kobiecości. I to jest świetne, że tak się różnimy, ale dlaczego od razu musimy oceniać siebie nawzajem? Dlaczego z akcji #metoo nie potrafimy zbudować jednej wspólnej myśli, dodać sobie odwagi w mówieniu: „Stary, przeginasz”, kiedy opowiada szowinistyczne żarty, czy kiedy patrzy się na nasz tyłek. Obojętnie. Ważne, by pokazać: „Nie pasuje mnie to”, a sąsiadowi na klatce powiedzieć: „Tym razem ja sobie popatrzę na pana tyłek”. Każde „nie”, każdy sprzeciw, każde zwrócenie uwagi na niestosowne dla nas zachowanie, to krok do tego, by nasza siostra, córka czy córka naszej przyjaciółki, nie usłyszała: „Ale fajna dupa z ciebie”. To też szansa, żeby nasi synowie, partnerze, koledzy, przyjaciele wiedzieli, gdzie stawiamy im granicę – każda z nas indywidualnie. Oni nie są głupi, ale nie czytają w naszych myślach. A jeśli któraś z was myśli w tym momencie: „Co to da, on i tak się zmieni”, to ja się spytam: „Serio? A próbowałaś? Czy wychodzisz z założenia, że zawsze tak się zachowywał?”. Wszystko będzie na zawsze bez słowa nigdy, jeśli nie spróbujemy tego zmienić. A tylko my możemy to zrobić. Nie chować się za hasztagiem, za wpisem bez podawania szczegółów, tylko realnie, a nie wirtualnie sprzeciwić się zachowaniom, które pogłębiają stereotypy, które traktują nas podmiotowo. Wspierajmy się, nie oceniajmy. Tę lekcję wynieśmy z #metoo, by nie stała się jedynie wirtualną akcją odgrzewaną przy okazji wspomnień, które serwuje nam Facebook.


Zobacz także

Czy on będzie dobrym ojcem? Te sygnały powinny dać ci do myślenia

Często piszecie do siebie SMS-y? Pod żadnym pozorem nie rób niczego z tej listy

Jaką rolę grasz w związku – dziecka czy rodzica? Dominujesz, czy jesteś pasywny?