Siniaki na duszy, rany w psychice. Jak rozpoznać przemoc psychiczną?

Agnieszka Dyniakowska
Agnieszka Dyniakowska
17 sierpnia 2016
Siniaki na duszy, rany w psychice. Jak rozpoznać przemoc psychiczną?
fot. iStock/ Antonuk
 

Na hasło „przemoc” w naszej głowie niemal automatycznie pojawią się obrazy siniaków, zadanych ciosów, brutalności i użycia siły wobec drugiej osoby. Ale przemoc fizyczna to nie jedyny rodzaj krzywd, jakie można wyrządzić drugiemu człowiekowi. Bardziej mroczne, trudniejsze do zauważenia i udowodnienia są rany zadane słowem, manipulacją, kontrolą lub izolacją, które dotykają nas poza cielesnością, wnikają w duszę człowieka, jego psychikę i emocje.

Przemoc psychiczna

Przemoc psychiczna, nazywana także emocjonalną, często towarzyszy aktom agresji fizycznej, ale pojawić się może i bez niej. Nie pozostawia widocznych śladów, często nie od razu można ją zauważyć i zdemaskować, ale jest równie okrutna i destruktywna jak przemoc fizyczna. Osoby doświadczające znęcania psychicznego stają się bierne, tracą poczucie własnej wartości i bezpieczeństwa, zamykają się w sobie. Często to właśnie siebie obwiniają za zachowanie partnera – gdyby bardziej się starały, gdyby lepiej potrafiły, gdyby nie były takie niezdarne i niezaradne wszystko wyglądałoby inaczej, wszystko by się ułożyło.

Osoby dotknięte przemocą psychiczną za stałych towarzyszy mają lęk, niepokój, wstyd oraz złość – na samą siebie, na partnera – tyrana, na świat dookoła. Nie wierzą w siebie i swoje możliwości, bo zbyt długo słyszały, że są beznadziejne, do niczego się nie nadają, nie mają w sobie nic dobrego. Mogą pojawiać się u nich stany depresyjne, wahania nastrojów, poczucie winy oraz bezradność i przekonanie, że nikt i nic nie jest w stanie zmienić ich sytuacji. Często trwają w destruktywnym związku latami, a na zmianę decydują się w momencie, gdy sytuacja staje się drastycznie niebezpieczna lub zaczyna dotykać np. dzieci.

Siniaki na duszy, rany w psychice. Jak rozpoznać przemoc psychiczną?

Fot. iStock/ Yuri_Arcurs

Formy przemocy psychicznej

Sprawcy przemocy psychicznej to doskonali manipulatorzy, dobrze wiedzą, w jaki czuły punkt uderzyć i dysponują całym arsenałem zachowań odzierających z godności i poczucia własnej wartości. Swoją siłę czerpią z poczucia przywiązania drugiej osoby, jej miłości i wzbudzanego poczucia winy. Najczęściej występującymi formami przemocy psychicznej są:

– kontrolowanie zachowania

Sprawca ustala zasady i reguły, wymaga ich bezwzględnego przestrzegania. Nie ma mowy o partnerstwie, dialogu czy negocjacjach – on jest twoim panem, a ty masz się zachowywać tak, jak on chce i według jego scenariusza. Nie masz prawa do własnych decyzji, a niesubordynacja spotyka się z karą. Pamiętaj jednak, że jesteś niezależną jednostką i masz prawo do własnego zdania, własnej opinii i samostanowienia. Nikt nie może zabrać ci wolności, nawet jeśli jesteś w związku.

– izolowanie od innych

To coś znacznie więcej niż zazdrość – twój partner chce cię mieć tylko dla siebie i najchętniej uniemożliwiłby ci kontakty z innymi osobami. Nie chodzi tutaj tylko o mężczyzn – przyjaciółki, znajomi, koleżanki, a nawet bliska rodzina też stanowią dla niego niebezpieczeństwo, bo mogą wywierać na ciebie wpływ. Partner może prowokować konflikty i sprzeczki, kłamać, podburzać cię przeciwko rodzinie lub przyjaciołom by osunąć cię od nich, ale nie pozwól na to – wsparcie bliskich jest bezcenne i nawet zakochana potrzebujesz wokół siebie innych ludzi.

– poniżanie

Najprościej rzecz ujmując – to zadawanie ran słowem. Sprawca mówi rzeczy, które dotykają cię głęboko, stosuje przemoc werbalną często ukrytą w formie żartu lub ironicznego komentarza. Będzie zawstydzać, krytykować i upokarzać, bo dąży do tego, byś poczuła się gorsza, słabsza, straciła poczucie własnej wartości. Nie oceniaj siebie źle, bo to nie ty masz problem! Najlepiej szybko odciąć się od toksycznych osób zanim podetną ci skrzydła.

– śledzenie

Nagle on pojawia się na sklepowym parkingu, w kawiarni podczas spotkania z przyjaciółką lub w drodze z pracy do domu. Miła niespodzianka może zdarzyć się raz czy dwa, ale jeśli zaczynasz myśleć, że coś tutaj nie gra i nie czujesz się z tym dobrze, to znak, że pewne granice zostały przekroczone. Takie przypadkowe „wpadanie” na kogoś może przerodzić się nawet w stalking, czyli uporczywe nękanie naruszające prywatność drugiej osoby i wywołujące w niej poczucie zagrożenia.

– zaburzanie poczucia rzeczywistości

Sprawca stara się doprowadzić do sytuacji, w której zwątpisz w zasadność swoich ocen i opinii, przestaniesz wierzyć w zdolność do podejmowania trafnych decyzji i możliwość wpływania na rzeczywistość, a nawet zaczniesz podejrzewać u siebie chorobą psychiczną. Takie zachowanie ma swoją nazwę – gaslighting – i często stosowane jest przez mężczyzn wobec kobiet w pracy. To bardzo subtelna i trudna do rozpoznania technika. Pamiętaj jednak, że życzliwe i kochające osoby swoim zachowaniem dają wsparcie i motywację do działania – jeśli jest inaczej przyjrzyj się uważnie waszej relacji i wprowadź konieczne zmiany.

Pomocna dłoń

Jeśli ty, lub ktoś z twojego otoczenia, doświadcza którejś z form przemocy, nie wahaj się poprosić o pomoc. Sprawca sam z siebie nie zaprzestanie agresywnych i destrukcyjnych zachowań. Zwróć się do zaufanych osób, rodziny, przyjaciół, którzy udzielą ci wsparcia, wysłuchają i podejmą odpowiednie działania. Możesz także zadzwonić na albo zgłosić się do lokalnej fundacji lub instytucji zajmującej pomocą w przypadku przemocy. Nie czekaj  ani chwili dłużej, pokonaj swój strach i nie wstydź tego, co cię spotkało – to sprawca powinien odczuwać wyrzuty sumienia, a nie ty.


Na podstawie: ,  


Taka miłość się nie zdarza… Nieprawda, moja trwa już prawie 40 lat. Posłuchaj, jak się jej uczyliśmy

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
17 sierpnia 2016
Fot. iStock / Mrdylanvandijk
 

No cóż, może pomyślisz, że my („starzy” dla ciebie dziś ludzie) żyliśmy innym życiem, mieliśmy mniej zmartwień, więcej czasu, że świat był prostszy, miłość była prostsza. Będziesz miała trochę racji, nasze życie było inne, nadal jest. Nawet dziś – choć żyjemy w tym samym świecie. Dla niektórych miłość zawsze była prosta, ograniczała się do jednego „tak” przed ołtarzem, a potem trzeba było jakoś z tym żyć, tak musiało być, nie było pozwolenia na zmianę. Ale nie dla wszystkich, nie dla mnie.

Może nie znajdziesz tu gotowego przepisu na miłość, na udane małżeństwo – bo czym ono tak naprawdę jest? Czy da się w ogóle odfajkować na liście cechy udanego związku? Mam nadzieję, że znajdziesz tu kawałek siebie, was – ten kawałek układanki, którego nie powinno wam nigdy zabraknąć. Więc pozwól, że opowiem ci o mojej miłości. Posłuchaj, jak się jej uczyliśmy

Wczoraj czy dziś, nawet nie wiesz jak niewiele się zmieniło

Przyznam, że trochę nie rozumiem tej współczesnej filozofii, tego szukania siebie. Przecież być szczęśliwym dla kogoś, kto kocha drugą osobę, to móc z nią być. Jeśli drugi człowiek daje nam szczęście samą swoją obecnością – czego tu szukać? Może po prostu sama miałam szczęście, że myślimy podobnie, dążymy do tego samego choć różnymi drogami i sposobami. Córka ostatnio zapytała mnie: „Jak wy to robicie?!” – sama nie wiem, dla nas to wszystko wydaje się takie oczywiste, to że chcemy już zawsze być razem. Może mieliśmy farta, a może tak długo się kochamy, bo:

Nigdy nie pozwoliliśmy, żeby ktoś rozbił naszą jedność

To jest najpiękniejsze, nie wyobrażam sobie, żeby mogło być inaczej. Obserwuję świat i nie umiem pojąć, że tyle par ze sobą walczy, stoi po przeciwnych stronach barykady. Przez te wszystkie lata zawsze wiedziałam, że ON stanie zawsze za mną murem. Że ktokolwiek by mnie nie zaatakował, cokolwiek by się nie zdarzyło – ON będzie po mojej stronie, a ja po jego. Nawet gdy któreś z nas ma zupełnie inny pogląd, jest innego zdania, „na zewnątrz” zawsze jesteśmy razem, zawsze jesteśmy sobie podporą. Nasze różnice i problemy, nasze konflikty i kompromisy – to tylko nasza sprawa, to załatwiamy w naszym domu.

Nie zapomnieliśmy nawet na chwilę o szacunku

To dla nas nieprzekraczalna granica. Jeśli zabraknie szacunku, nie ma już niczego (a co dopiero miłości). W najtrudniejszych momentach, najgorszych kłótniach nigdy nie zabrało nam wzajemnego szacunku. Chyba właśnie w takich momentach wiesz, czy to jeszcze jest miłość. Nie myślisz wtedy o rozstaniu, nie bierzesz pod uwagę takiej opcji, jakby w ogóle ta możliwość nie istaniała.

Możesz się wściekać, złościć, mieć żal, miotać szukając rozwiązania – ale w każdym wariancie nadal występujecie jako „MY”.

Potrafiliśmy odpuścić, bo naprawdę mało jest w życiu rzeczy, dla których warto poświęcić drugą osobę

To trochę przypomina otwartość na zmiany, gotowość do poznawania nowego. Zapewne masz kilka rzeczy, których nie lubisz, np. potrawy – ale wśród nich są takie, które zjesz i takie, na myśl o których robi ci się niedobrze. Podobnie jest w życiu – masz granice, których nikomu przekraczać nie wolno, nie wolno nawet o to prosić. I w małżeństwie musicie tego przestrzegać. Odpuszczanie w związku to trochę zjedzenie tej pomidorowej, za którą nie przepadasz, gdy jemu/jej na tym zależy. Ale odpuszczanie to też, nie proszenie o to by ona/on spróbowali krewetek, na które nawet nie mogą i nie chcą patrzeć.

Wiesz, że są rzeczy, o które nie powinieneś prosić, na które nie powinieneś nalegać i takie, na które zgoda nie jest dla ciebie policzkiem, a zwykłym ustępstwem, dobrą wolą, ustąpieniem.

Nie musieliśmy trzaskać drzwiami i bić talerzy – rozwiązywaliśmy sprawy na bieżąco

Zawsze rozmawialiśmy. Zawsze dbaliśmy o to, by nie zasypiać w milczeniu i złości. I zawsze dawaliśmy sobie czas. Ale pamiętaj dawać czas, nie znaczy udawać, że nic się nie stało.

Oboje chcieliśmy założyć rodzinę. Wychowywaliśmy wspólnie dzieci

Naprawdę wspólnie. Nawet, gdy przez chwilę nasz dom żył rytmem klasycznego patriarchatu. Ja z dziećmi, on wiecznie zapracowany, żeby starczyło do pierwszego. Oboje powołaliśmy dzieci do życia, oboje założyliśmy rodzinę i oboje mieliśmy wobec niej zobowiązania. Było łatwiej – bo łączyły nas fundamentalne zasady. Tak, rozmawialiśmy o tym „przed ślubem”, życie nas sobą nie zaskoczyło, gdy zniknęły fajerwerki.

To może wydawać się dziś abstrakcyjne, bo coraz częściej (z bardzo różnych powodów) powiększenie rodziny jest traktowane, jako odległa przyszłość. Tak odległe, że zazwyczaj kochankowie długo nie zaprzątają sobie tym tematem głowy. Może właśnie tym wygraliśmy na starcie?

Nie przestaliśmy być dla siebie ważni

I wtedy gdy pojawiły się dzieci, i wtedy, gdy ktoś oczekiwał od nas czegoś innego, i wtedy, gdy żegnaliśmy swoich bliskich. Przez czterdzieści lat w każdym związku dzieje się bardzo wiele. I przez te czterdzieści lat wiedziałam, że:
– on zawsze jest i zawsze będzie, choćby nie wiem co,
– mój dom jest moim schronienem, oazą – w dużej mierze dzięki niemu,
– nie jedyne czego się obawiam, to to, że mogłoby go zabraknąć – ze wszystkich innym można sobie w życiu poradzić,
– on myśli to samo.

Oboje chcieliśmy być dorośli. Dzieliliśmy ze sobą wszystko co mamy

Łóżko, troski, kłopoty, pieniądze i radości. To nasze „MY” oznaczało, odpowiedzialność za druga osobę – i tę wewnętrzną świadomość, że cokolwiek robię, każda decyzja którą podejmuję dotyczy nas, nie mnie – nas. To najlepszy hamulec etyczny, bodziec do dojrzałości, do lepszych relacji z innymi ludźmi. Świadomość, że tak naprawdę nikt nie jest samotną wyspą – mimo, że chwilę wcześniej, w buncie młodości byliśmy gotowi oddawać życie za swoją niepokorną niezależność. Miłość uczy pokory – ale ta dobra miłość odwdzięcza się zupełnie innym, lepszym i świadomym życiem.

Wybaczaliśmy

Bo przecież mimo wszystko, tak bardzo się różnimy. Czasem  zawarte kompromisy uwierały któreś z nas jak za mała skarpeta. Czasem nieświadomie gwałciliśmy swoje marzenia, priorytety, cele. Ale wybaczaliśmy sobie i każde z nas ciężko pracowało nad tym, żeby swoich błędów nie powtarzać, winy wynagrodzić, sprawić by znów nie zrobić sobie krzywdy. A to pozwalało nam budować zaufanie, bliskość.

Pamiętam taki moment, gdy Tomek wrócił z pracy obwieszczając, że własnie okazyjnie kupił świetny samochód. Dzieci piszczały z radości, on ciężko przełykał ślinę, a ja byłam blada jak kreda. Nie mieliśmy zbyt wiele pieniedzy, okazja okazała się starym gratem (dawno już pełnoletnim), do którego przyszło nam dokładać jeszcze długie lata. Ale w ostatecznym rozrachunku, to były tylko rzeczy, zła decyzja, zła ale nie naruszająca niczyjej godności. Dziś to nawet zabawne, że zwykły przedmiot, samochód mógł tak mocno zakłócić czyjeś poczucie bezpieczeństwa. Cieszę się, że ani samochód, ani inny kolor szafki niż ten wymarzony, nigdy nie okazał się wazniejszy od człowieka.

Szczere przebaczenie pozwala się uwolnić. Nie musicie wtedy krzyczeć „bo ty zawsze, a ty  nigdy”.

Wy, młodzi rozpaczliwie szukacie gwarancji na miłość. My nie mieliśmy tyle śmiałości, mieliśmy za to nadzieję, że razem wszystko może nam się udać.

Udało. Raz lepiej, raz gorzej, jak to w  życiu. Choć nigdy tego, jak to zrobić, nie planowaliśmy. Po czterdziestu wspólnych latach chyba nadal szczenięco wierzymy, że po prostu nam się uda, bo mamy siebie.

I tego wam życzę w miłości. Nie musieć wybierać między miłością a szczęściem, kochać bez krzywdy i całym sercem. A reszta, a reszta zawsze jakoś się ułoży. W końcu macie siebie.

Ewa

PS: Napisz proszę jeszcze, żeby nigdy nie tłumaczyły miłością przemocy i krzywdy. To nie jest miłość. To zło, czasem choroba, ale na pewno nie miłość (choć tak bardzo jej łakniemy za wszelką cenę).


Wysłuchała: Hanna Szczygieł


Ta panna młoda zadziwiła wszystkich swoją determinacją. To nie żaden cud, to jej wewnętrzna siła

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
17 sierpnia 2016
Fot. Instagram/jaquienicole

Historia tej panny młodej jest niezwykła. 25- letnia Jaquie Goncher postanowiła uczynić dzień swojego ślubu jeszcze bardziej wyjątkowym, niż mógłby być. Długo przygotowywała się do momentu, w którym podejdzie do ołtarza… o własnych siłach.

Jaquie w wieku 17 lat doznała w wyniku wypadku na basenie urazu kręgosłupa i – w konsekwencji – paraliżu od pasa w dół. Choć lekarze twierdzili, że nigdy nie odzyska czucia w nogach i nigdy nie będzie mogła chodzić, ona  postanowiła walczyć – na przekór wszystkiemu.

Dodatkową motywacją stała się dla niej miłość jej ukochanego. Kiedy Andy, którego poznała poprzez popularny portal randkowy, oświadczył się Jaquie, dziewczyna postanowiła, że ślubnej przysięgi nie złoży siedząc na inwalidzkim wózku.

Intensywne treningi z fizjoterapeutami przyniosły wymarzony efekt. Po kilku miesiącach mogła już zrobić kilka kroków, potem udać się na 30- minutowy spacer.

Zaproszeni na ślub goście nie mieli pojęcia, że 25-latka zamierza pójść do ołtarza o własnych siłach. Moment, w którym wstała z wózka i podeszła do narzeczonego był więc dla wszystkich wyjątkowo wzruszający. Równie emocjonującym przeżyciem był pierwszy taniec młodej pary. Obejrzyjcie zdjęcia z tej niezwykłej ceremonii.

 

 


Zobacz także

Żyłam z kłamcą. Nawet, gdy mówił, że kupił mleko, bułki i chleb, nie wiedziałam, czy mu wierzyć

wyleczyć się z nieszczęśliwej miłości

Sztuka odkochiwania się, czyli 5 etapów, przez które musisz przejść, by wyleczyć się z nieszczęśliwej miłości

Facet z kasą, blond piękność i chude kobiety. Stereotypy, które najwyższy czas wziąć pod lupę

Узнайте про нужный веб портал с информацией про https://steroid.in.ua.
В интеренете нашел классный веб портал , он описывает в статьях про тестостерон ципионат www.ka4alka.com.ua
pills24.com.ua