W życiu każdej z nas przychodzi moment prawdy, czas na zmianę. To już, to teraz, nie zmarnuj tej szansy

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
5 marca 2018
Następny

To może być o jedno słowo za dużo w twojej rozmowie z partnerem. Albo o jedną zdradę za daleko w waszej relacji. To może być moment, w którym rozumiesz nagle, być może pierwszy raz w życiu, że nie jesteś sobą, że nie jesteś z tym, z kim powinnaś być, że coś cię ogranicza, że jesteś nieszczęśliwa. Potrzeba zmiany i jednoczesny lęk przed tym, co nowe, paraliżuje cię i sprawia, że odczuwasz ogromny niepokój. Ale również, jakiś przebłysk radości. Wyzwolenie jest blisko. Teraz wszystko już będzie inaczej i nie uciekniesz przed tym. Nie znajdziesz też kolejnej wymówki. Nic tego nie zatrzyma. Dogoniła cię prawda.

Prawda boli, ale i zmienia na lepsze. Jaka jest twoja prawda? Dochodzi do ciebie z całą mocą, że żyłaś iluzją, że oszukiwałaś siebie i innych? Ale to nie o tych innych przecież teraz chodzi. To ty nie byłaś szczęśliwa, to ciebie bolało. I przyszedł moment, w którym nagle wiesz – cokolwiek się stanie, za nic w świecie nie chcesz tkwić dłużej w tym martwym punkcie. Prędzej oszalejesz. Dość tego. Odchodzisz, zostawiasz to za sobą, nigdy tu już nie wrócisz.

Nie, to nie jest łatwe – stanąć ze sobą twarzą w twarz i powiedzieć sobie „żyłam w kłamstwie”, popełniłam masę błędów. Teraz żałuję, to się nie powinno wydarzyć. Naprawię to. Wydostanę się z tej emocjonalnej pułapki. Zacznę żyć tak, jak chcę, jak potrzebuję.

Przed samą sobą jest ci trudno nawet nazwać po imieniu te wszystkie rzeczy, które „uwierają”, te relacje, które sprawiają, że jesteś bardzo niepewna siebie, nieświadoma swoich pragnień, że kręcisz się w kółko, wciąż powtarzając te same, szkodliwe mechanizmy. Że otaczasz się tymi samymi, toksycznymi ludźmi.

Co poszło nie tak, że potrzebujesz aż tak ogromnego wstrząsu, by wreszcie zająć się swoim życiem, pokonać lęk? Wykorzystano cię, kolejny raz? Przyjaciółka, dobra znajoma, ktoś komu bezgranicznie ufałaś –  zawiódł? Cios przyszedł z niespodziewanej strony. Ale w tym jednym momencie pojmujesz – powinnaś była być ostrożniejsza, lepiej pilnować swoich spraw, nie lekceważyć niepokojących sygnałów. Były przesłanki, zlekceważyłaś je. Możesz mieć pretensję tylko do siebie.

A może znów odmówiono ci prawa do realizowania marzeń? Znów podcięto skrzydła, przekreślono wszystkie plany jednym zdaniem, kilkoma słowami? Usłyszałaś od bliskiej osoby – może partnera, może rodziców – że i tak sobie nie poradzisz, bo jesteś do niczego? I dochodzi do ciebie, że już dawno powinnaś tupnąć nogą, powiedzieć coś „mocniej”, grzecznie, ale stanowczo zaznaczyć, że to życie należy do ciebie i cokolwiek zdecydujesz, nikomu nic do tego.

strona 1 z 2
druga część artykułu na następnej stronie

Portret kobiety „na zakręcie”. Przeżyłam wystarczająco trudnych momentów, by nie bać się przyszłości

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
20 marca 2018
Następny

Nie mam już dwudziestu lat, od dawna. Bliżej mi do czterdziestki niż trzydziestki. Pierwsze zmarszczki zaznaczają mi się wokół oczu i wokół ust (dużo tych od śmiechu, ale od płaczu też są, tych nie znoszę). Nie jestem już dzieciakiem, który biegnie wciąż do przodu jak na skrzydłach, ciągle zaczynając coś nowego, ciągle pragnąc niemożliwego. Wiem, czego nigdy nie osiągnę. Ale wciąż mam marzenia, wciąż robię plany, o których inni mogliby powiedzieć, że są szalone. Ja je zrealizuję.

A kiedy się zakocham, to wiem, że znów będę nastolatką, która fruwa pod sufitem na dźwięk jego imienia i snuje się nieprzytomna po domu, przypominając sobie co powiedział, kiedy mnie całował i jak wtedy wyglądał. Jestem kobietą po przejściach, na zakręcie, z nadzieją na jeszcze coś więcej niż to, co mam teraz.

Jasne, że chcę jeszcze być szczęśliwa. Ale nie wiążę już tego szczęścia z obecnością konieczną jakiegoś mężczyzny. Może nawet bardziej pragnę mieć obok siebie dobrego przyjaciela, który będzie wsparciem w trudniejszych momentach? Nie, nie potrzebuję czyjegoś ramienia, by radzić sobie w życiu. Nauczyłam się polegać na samej sobie. Nie liczę na cud i na to, że zjawi się ktoś, kto poprowadzi mnie za rękę. Nie chciałabym tego. To ja prowadzę. Ja wyznaczam sobie cele, krok po kroku. Realizuje je w swoim tempie. Jednak coraz bardziej cenię sobie obecność i mądrość drugiego człowieka. Doświadczenia, którymi zechce się ze mną podzielić. Zniknął ten uparty dzieciak, który „wiedział lepiej”. Jest kobieta naprawdę ciekawa innych.

I tak, mimo, że zmagam się z wieloma problemami, to jestem w takim momencie, w którym czuję swoją siłę, mocniej niż kiedykolwiek. Jestem silniejsza niż dziesięć lat temu. Ta siła, to „poukładanie wartości” przyszło z czasem. Wszystko, co się w moim życiu wydarzyło zaprowadziło mnie do tej pewności, że cokolwiek się stanie, poradzę sobie. A jeśli nie, poproszę o pomoc.

Nie mam na koncie milionów. Wszystko, co mam to dokładnie tyle, by godnie przetrwać z dwójką dzieci, w wynajętym mieszkaniu. Jasne, że chciałabym więcej, bo to dałoby mi większy spokój o nie. Ale nie „już”, nie „natychmiast”. Nie „w tej chwili”. Nauczyłam się cierpliwości. Za jakiś czas osiągnę moje „więcej”. A potem może jeszcze więcej.

Mam spokój duszy i świadomość, że żyję zgodnie ze sobą, nie czuję lęku przed osobą, która zasypiała obok mnie, bo jej już obok nie ma.

Mam w swoich wspomnieniach cierpienie, którego nikomu nie życzę, ale też radość i ulgę z tego powodu, że to etap skończony i że to ja go zamknęłam. To ja kreuję swoje życie.

Mam znajomych, których zdanie cenię sobie bardziej i znajomych, których opinie puszczam mimo uszu. Cieszę się z tego, że są – i jedni, i drudzy. I jednych i drugich w jakimś stopniu potrzebuję w swoim życiu.

strona 1 z 2
druga część artykułu na następnej stronie

„Tego się nie robi”. Jak pewna pani „ukradła” drugiej męża i chciała go oddać

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
28 lutego 2018
Fot. iStock/N
Następny

Historia, jak wiele innych. Ona i on, którzy od kilku lat tworzą parę zakochanych. Nie wyróżnia ich nic szczególnego. No może tylko to, że nigdy wcześniej nie mieszkali razem. Spotykają się, jeżdżą na urlopy, ale nigdy razem nic nie wynajęli. Dobrze im się układa, więc decydują się na ślub. To znaczy, decydują się na dziecko, ale jak ma być dziecko, to musi być ślub – mówi on i się oświadcza. A ona go ze łzami w oczach przyjmuje, bo kocha bardzo i myśli, że to „ten jedyny” na całe życie.

Rodzice się cieszą, krewni składają na prezenty, a przyszły pan młody rozgląda się za kredytem na mieszkanie. Bo przecież rodzina się powiększy. Ale wszystko po kolei. Więc jest przysięga złożona po bożemu, przed ołtarzem, jest wesele na 100 osób z elegancką muzyką, a nie tam jakimś byle czymś i jest mieszkanie, przez którego próg on przenosi ją w noc poślubną. Sielanka jak w jej ulubionym serialu.

Jest i podróż poślubna, czyli wymarzone dwa tygodnie urlopu w Tunezji, bo ona zawsze marzyła, żeby pojechać do Tunezji. On w sumie też, choć trochę jest mu już wszystko jedno. Jakoś ten ślub na niego źle podziałał. Jest pierwsza małżeńska kłótnia, kiedy po powrocie okazuje się, że większość domowych obowiązków spada na jej głowę. Jest rozczarowanie, że słodkie słówka zastępuje jego milczący chłód. I są ciągłe nieporozumienia. To znaczy, różnic w tak zwanych „podstawach” nie ma. Oboje chcieli rodziny, oboje chcieli domu i dziecka. Nie zdążyli tylko ustalić, co będzie, gdy to wszystko się pojawi naprawdę, jak to wszystko zorganizować, kto się tym wszystkim zajmie. Wszystkim zajmuje się wiec Ewa.

Zatem póki co, podział dokonuje się „naturalnie”. Kiedy ona zachodzi w ciążę, pracuje prawie do samego porodu, żeby nie nadużywać zaufania nowego szefa, za wieczorami szoruje kafelki w łazience, bo mąż „nie lubi syfu”. Dba też zawsze o jego zbilansowaną dietę, bo on po pracy uprawia sport, nowe hobby, które odkrył całkiem niedawno. I jeszcze, żeby w święta na stole było wszystkie dwanaście potraw. Bo on kocha polską tradycję.

Wkrótce rodzi się ich syn i Ewa zostaje już na stałe w domu. Mąż jest szczęśliwy, przez chwilę. Ma w końcu dokładnie to, czego chciał. Ale zaraz potem staje oko w oko ze smutną prawdą: kończą się szalone wyjazdy na weekendy, wieczorne spotkania ze znajomymi do późna, spokój i cisza w sypialni. Strasznie głośne to dziecko, kłopotliwe.

Poza tym Ewa ma jakieś nowe oczekiwania. I on naprawdę nie rozumie, jak ona mogła się tak zmienić. To chyba synek ją tak zmienił.

Złodziejka mężów

W domu z wiecznie zmęczoną żoną i bardzo absorbującym małym dzieckiem jest jednak nudno i trudno. W tym kluczowym momencie pojawia się  więc „ta druga”, koleżanka z biura. Nieco młodsza, wolna, tak jak on kochająca podróże i nie bardzo kochająca dzieci. Ciekawa świata, ludzi, jego, a to chyba najważniejsze. Po trzech miesiącach romansu „na boku”, „nowa” przekonała męża Ewy, żeby spakował walizki i wprowadził się do niej. Tam będzie miał spokój, seks i miłość i czerwone wino, a nie odciągnięte mleko. Będzie cudownie. Łaskawie się zgodził. Ile można rezygnować z siebie dla rodziny? Poza tym, nie wiedział przecież, że Ewa nie nadaje się na żonę. To nie jego wina.

Ewa załamuje ręce, błaga, płacze. Wygląda już jak patyczek, taka drobna i szara ze zmęczenia, ze smutku. Ale on już postanowił. No trudno Ewcia, popełniliśmy błąd. Już nie histeryzuj. Ewa zaciska zęby i zamyka za nim drzwi. Usiądzie przy łóżeczku synka i posiedzi tak osłupiała, milcząca. A więc tak wygląda koniec miłości. Przejrzy jeszcze tylko jej zdjęcia na Facebooku i poczuje się z tym najgorzej. Musi szybko się czymś zająć, szybko…

strona 1 z 2
druga część artykułu na następnej stronie

http://chemtest.com.ua

Этот нужный интернет-сайт , он описывает в статьях про www.avtomaticheskij-poliv.com.ua.
химчистка ковров киев