Masz mniej niż 40 lat i lubisz seks oralny? Możesz być narażona na ryzyko nowotworów głowy i szyi

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
26 września 2016
Fot. iStock / sonja lekovic
 

Miłość niejedno ma imię. Tym bardziej miłość fizyczna, tak lubiany przez nas seks. Dobrze wiemy, że poza przyjemnością, niesie on ze sobą pewne zagrożenia. Od nieplanowanej ciąży, po zakażenie niebezpiecznymi wirusami (HIV, HPV). Z tego powodu warto mieć stałego (zdrowego) partnera i stosować prezerwatywy, choć nie przez każdego są one tolerowane.

Mimo możliwości zabezpieczenia nie w każdym przypadku jest ono stosowane. Np. podczas seksu oralnego, mało który mężczyzna używa prezerwatywy, a to może mieć poważne konsekwencje dla zdrowia partnerki. Tym bardziej, jeśli to seks przygodny.

Nowotwory u coraz młodszych miłośników seksu oralnego

Liczba osób chorych na nowotwory głowy i szyi w Polsce i Europie szybko wzrasta. Zgodnie z danymi Krajowego Rejestru Nowotworów w latach 1999-2013 zwiększyła się ona o 20 proc.!  Co roku wykrywa się 11 tys. nowych przypadków nowotworów, a 6 tys. osób umiera z ich powodu. Jaka jest przyczyna takich statystyk? M.in. palenie papierosów, picie alkoholu i … seks oralny.

Osoby młode, poniżej 40 roku życia coraz częściej zapadają na te choroby (raka nosa, jamy ustnej, krtani, gardła), z powodu zakażenia wirusem brodawczaka ludzkiego (HPV), który odpowiada również za rozwój raka szyjki macicy. Przy zachorowaniu, mogą pojawić się objawy takie jak:

  • zapchany nos
  • krwawienie z nosa
  • ból gardła
  • ból podczas połykania i trudności w połykaniu,
  • utrzymująca się chrypka,
  • ból języka,
  • owrzodzenie jamy ustnej
  • białe czy też czerwone plamy w jamie ustnej.

Można je pomylić ze zwykłym przeziębieniem, ale długo utrzymujące się objawy (ponad 3 tygodnie) powinny skłonić do wizyty u lekarza. Nowotwory głowy i szyi wcześnie wykryte dają duże szanse na wyleczenie. Jeszcze ważniejsza jest profilaktyka, czyli unikanie seksu oralnego z przypadkowymi osobami, lub szczepienie przeciwko wirusowi HPV, które dostępne jest dla osób nim zainteresowanych.


źródło: zdrowie.dziennik.pl


A ty jak? Chcesz być szczęśliwa, czy mieć rację, czyli o awanturze, którą zrobiłam mojemu mężowi

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
26 września 2016
Fot. iStock / mrovka
 

Usłyszałam ostatnio od kobiety, którą cenię, że jak to jest: chcesz być szczęśliwa, czy mieć rację. I pomyślałam BINGO.

Po czym wróciłam do domu i zrobiłam karczemną awanturę mężowi. Za długo się znamy i za dużo o sobie wiemy, żeby on mojego mega focha (a naprawdę rzadko mi się takie trafiają) zbył milczeniem i wyjściem z domu. Wypunktował mi moją nadinterpretację. Kiedy padło: „Ułożyłaś już sobie w głowie jakąś wizję, a że nikt o niej nie wiedział i się w nią nie wpasował, to masz pretensje do wszystkiego i wszystkich”. W punkt. Jechałam do domu myśląc, jak super, że w końcu po kilku dniach nieobecności wpadną na mnie stęsknieni. Że pewnie obiad będzie gotowy i spędzimy cudowne wspólne popołudnie.

Wchodzę, a dzieci nie ma, bo polecieli do kolegi. Mąż brudny i spocony, bo zajął się „ważną” podwórkową sprawą, a na obiad… zamrożone, schowane głęboko w zamrażarce piersi z kurczaka…

Weszłam i… wyszłam. Wsiadłam z powrotem do auta mieląc pod nosem przekleństwa, co by się nie rozryczeć, pojechałam do sklepu, kupiłam świeże mięso i wkurzona do granic możliwości zamierzałam na szybko zmontować jakiś obiad. Oczywiście w międzyczasie zadzwoniłam do mamy kolegi moich synów, co by ściągnąć ich do domu. I guzik mnie obchodziło, że przyszli niedawno. Ma być tak, jak ja sobie wymyśliłam i koniec i kropka, choćby obiad w gardle miał wszystkim stanąć.

Ale nim chłopcy wrócili, nim ja ze wściekłością cisnęłam mięso do miski, i nim sięgnęłam po najostrzejsze przyprawy, mój osobisty małżonek rozpierdzielił mnie wizją mojej wizji… A jak jeszcze do konkretnego i trafnego skomentowania mojego nastroju dodał: „Tęskniłem”, to w głowie odezwało mi się: chcesz być szczęśliwa, czy mieć rację… I jak to ja mam w zwyczaju zalałam się łzami…

I kiedy pozwoliłam mu w końcu coś powiedzieć, to usłyszałam, że chciał, żebyśmy poszli gdzieś coś zjeść dobrego, że chłopcy cały ranek mu pomagali, więc w ramach nagrody pojechali rowerami spotkać się z kumplem. I że w ogóle czas mu uciekł i nie myślał, że to już ta godzina…

I wiecie… ja. W tej swojej furii, która parowała mi uszami. W tym swoim zacietrzewieniu, że JAK TO. Bo JA to bym czekała, obiad miała gotowy, pachniałabym i ciasto do piekarnika wstawiała. Ja pomyślałam: „Matko, jaka ty jesteś głupia… walnij się w ten swój łeb…”.

Mogłam się uprzeć – pewnie kiedyś bym tak zrobiła. Mogłam nie słuchać, powiedzieć: „Nie obchodzi mnie to” uznając każde zdanie za wymówkę i próbę ratowania sytuacji. Mogłam trzasnąć drzwiami i wrócić w nocy udowadniając, że WSZYSCY mają mnie w d*pie i ja ich też mam. A co? Nie mogłabym?

Co więcej, pewnie kiedyś bym tak nawet zrobiła. Ba! Ja bym po pół roku to wyrzygała przy innej okazji, że jak to? Że jak można było mnie zmęczoną, rozbitą, ale też stęsknioną i pełną chęci opowiedzenia co się działo i wysłuchania, co działo się u nich, tak potraktować.

Tymczasem usłyszałam, że foch to moja wina. Że wszystko to, o co tego focha postanowiłam strzelić jest wytworem mojej własnej wyobraźni. Mojej WIZJI, o której nikt nie miał zielonego pojęcia.

Często się wam zdarza? Powiedzcie proszę, że chociaż raz na jakiś czas jesteście inicjatorami kłótni, bo ON nie zrobił kawy, a przecież liczyłaś, że zrobi. Bo ON nie zadzwonił, a przecież ty tak czekałaś na ten telefon i poza tym TY ZAWSZE dzwonisz. Bo naprawdę czy tak trudno się DOMYŚLIĆ, czego właśnie w tym momencie oczekujemy? Że może do kina by nas zaprosił, albo na kolację, albo weekend jakiś fajny zaplanował. My już w głowie wszystko mamy poukładane, wiemy, jakie kwiaty powinien nam kupić. BA! My jesteśmy pewne, że nam je kupi, tylko on o tym nic nie wie. I te wszystkie mądrości, że facetowi lepiej powiedzieć wprost, a nie żeby się domyślał, wkładamy między bajki. Bo może i powiemy raz, ósmy, dziesiąty, ale za sto pierwszym znowu będziemy miały nadzieję, że on się DOMYŚLI. No w końcu kiedyś musi.

Otóż… nie musi. I raczej się nie domyśli. I nie dlatego, że nas nie kocha, że mu mniej zależy. On po prostu nie siedzi w naszej głowie i nigdy siedzieć nie będzie. Co więcej, ma swoją wizję konkretnych planów, o których my też nie mamy zielonego pojęcia.

Wiecie, co wczoraj w przypływie ratowania własnej twarzy i udowadniania na siłę, że mam rację, zrobiłam? Zaczęłam mieć pretensje o to, że on mi tego nie powiedział na wejściu – że dzieci u kolegi z takiego a nie innego powodu, że on do tej knajpy na ten obiad i że w ogóle cieszy się ogromnie, że już jestem. Szczyt głupoty i zachowania pozoru własnej nieomylności.

I kiedy wyryczałam się z powody poczucia wstydu, do którego oczywiście w ogóle się nie przyznałam, kiedy pozwoliłam się w końcu przytulić i przykryć kocem czekając na chłopców dotarło do mnie: chcesz mieć rację, czy być szczęśliwa. Ja – zdecydowanie to drugie, choć nie zawsze wychodzi. I pewnie jeszcze nie wyjdzie setki razy, kiedy będę rzucać ścierką i tłuc talerzami, ale jest chociaż cień szansy, że zamiast rzucać emocjonalnymi granatami  spytam: „Dlaczego nie jest tak, jak sobie wymyśliłam?” i pozwolę mu, żeby powiedział, jak on to sobie wymyślił… Kto wie, może jego wizja będzie o wiele przyjemniejsza od mojej… Jak chociażby ta wczorajsza.

I wiem, że człowiek na czyichś błędach nigdy w życiu się nie nauczy, ale może choć chwilę się zastanowi i odpuści. I tak jak sam nie lubi by mu narzucać co powinien, tak drugiej najbliższej osobie przestanie to czynić… Ale by było cudownie ;).


Ekstrawertyk, introwertyk czy ambiwertyk? Sprawdź typ swojej osobowości

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
26 września 2016
Fot. iStock / Johnny Greig

Często zdarza się nam mówić „jestem, jaka jestem”. Ale to nasze jestestwo nie wynika jedynie  z naszych chęci, ale pewnych cech, przypisanych od początku do naszego charakteru. Zapewne słyszałaś też o otwartych, niemających oporu przed kontaktem z innymi ekstrawertykach i ich przeciwieństwie – introwertykach. Ale czy wiesz, że jest też „ktoś” pośrodku obydwu typów osobowości?

Carl Gustav Jung spopularyzował pojęcia ekstrawersji i introwersji w latach 20. XX wieku. Określił też trzecią grupę, ale nie nazwał jej. W latach 40. wprowadzono termin ambiwersji, ale prawdziwe zainteresowanie nim pojawiło się jednak niedawno.

Czarne, białe, szare?

Jeśli do tej pory starałaś się według pewnych kryteriów, przyporządkować własny charakter do dwóch typów osobowości, mogło ci się nie udawać. Okazuje się, że pomiędzy białym i czarnym, są też inne odcienie, łączące cechy zarówno ekstrawertyka, jak i introwertyka. Być może znasz to z autopsji i możesz śmiało określać się mianem ambiwertyka.

Ambiwertyk łączy cechy charakterystyczne dla ekstrawersji i introwersji, ale bez dominacji jednej ze stron. Cieszy się on stabilniejszą, bardziej zróżnicowaną osobowością, jest bardziej „wielowymiarowy” od dwóch rozpoznawalnych do tej pory typów —  ekstra- i introwertyków.

Aby określić, czy jesteś ambiwertykiem, odpowiedz na te pytania:

1. Po ciężkim dniu w pracy wolisz iść na imprezę ze znajomymi czy poleżeć na kanapie przed telewizorem?
2. Ze spotkania towarzyskiego wychodzisz tak szybko, jak wchodzisz czy zostajesz do samego końca i sprzątasz z gospodarzami?
3. Rozmawiając z kimś wolisz przemyśleć każdą swoją wypowiedź dwa razy czy mówisz co ci ślina na język przyniesie?*

Jeśli odpowiadasz „pośrodku”, czyli twoje odpowiedzi nie przeważają szali w jedną ani w drugą stronę, możesz uznać się za ambiwertyka.

Ambiweryk ma lepiej

Osoba posiadająca ten typ osobowości może nie bryluje w towarzystwie, ale też ścian w kącie nie podpiera. Dobrze się czuje i wśród ludzi i sama ze sobą. Ambiwertyk potrafi przemawiać, ale jest też dobrym słuchaczem, dzięki czemu jest w stanie porozumieć się z większą liczą osób. To miks cech, który zdecydowanie ułatwia funkcjonowanie wśród ludzi. Ponadto w pracy pomaga im elastyczność emocjonalna i społeczna, a zdolność dopasowania daje korzyści również w małżeństwie i wychowywaniu potomstwa.


źródło: charaktery.eu*


Zobacz także

Odstaw gluten, mleko, albo cukier. Czy dieta eliminacyjna ma sens?

To musisz wiedzieć. Co „siedzi” w organicznych kosmetykach?

13 faktów i mitów dotyczących kleszczy. Sprawdź, co wiesz na ich temat i uniknij niebezpieczeństwa [FAQ]