Miód – płynne złoto. Za co powinnyśmy go pokochać?

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
6 marca 2016
miód
Fot. Pixabay / fancycrave1 /
 

Miód, słodki i pachnący naturalny produkt, jest znany i ceniony już od czasów starożytności. Był on uważany w wielu religiach za pokarm bogów i nie można się temu dziwić. Jest on nie tylko smaczny ale i zdrowy. Swoje zastosowanie znajduje w kuchni, oraz w produkcji farmaceutyków i kosmetyków. Produkują go pszczoły z wielu rodzajów nektarów roślinnych więc jego smak i zapach są zróżnicowane, od łagodnych lipowych, po ostry orzechowy.

W skład tego “płynnego złota” wchodzą przede wszystkim cukry proste – fruktoza i glukoza, tylko ⅕ jego składu to woda. Dlatego miód jest tak słodki i gęsty, z tendencją do krystalizacji, która cofa się po jego delikatnym podgrzaniu. Nie wolno go jednak ogrzewać powyżej 40 stopni, ponieważ wtedy traci swoje bezcenne zdrowotne właściwości! Z racji dużej zawartości cukrów, posiada kaloryczność podobną do cukru, więc zjadanie go dużych ilości nie jest wskazane osobom na dietach.

Działa wzmacniająco na organizm, ze względu na występowanie w nim dużych ilości mikroelementów: potasu, chloru, fosforu, magnezu, wapnia, żelaza, molibdenu, manganu i kobaltu oraz witamin: A, B1, B2, B6, B12, C, kwasu foliowego, pantotenowego i biotyny. Znajdują się również kwasy organiczne, olejki eteryczne, związki polifenolowe, a zawarta w miodzie acetylocholina oraz potas wzmacniają wydolność serca. Spożywanie miodu obniża również ciśnienie krwi i działa przeciwbiegunkowo.

Miód wykazuje właściwości antybakteryjne, jest więc pomocny przy zwalczaniu domowymi sposobami przeziębienia. Chcąc sporządzić domowy specyfik łagodzący podrażnione gardło, 2 łyżeczki miodu i sok z połowy cytryny rozpuść w ciepłej wodzie i popijaj powoli.

Miód wspomaga zdrowy sen, oraz przy intelektualnym wysiłku, dzięki wysokiej zawartości cukrów, dostarcza mózgowi paliwa potrzebnego do wydajnej pracy.

Do wyboru jest wiele gatunków swojskiego miodu, różniącego się smakiem, zapachem, kolorem, a także właściwościami : gryczany, spadziowy, lipowy, wrzosowy, rzepakowy, wielokwiatowy, akacjowy.

Kupując miód, należy zwrócić uwagę, czy jest prawdziwy. Ten sztuczny nie będzie niczym więcej, poza bezwartościowym słodzikiem do kawy i herbaty.


Worek na zabawki i mata do zabawy w jednym od marki Play& Go

Redakcja
Redakcja
6 marca 2016
Fot. Materiały prasowe
 

Koncepcja marki

Worki na zabawki i mata do zabawy w jednym pomogą utrzymać porządek w każdym dziecięcym pokoju. Stanowią oryginalne miejsce do przechowywania i zarazem do zabawy! Są funkcjonalne,
a przy okazji tak proste w obsłudze, że dzieci je uwielbiają! Jak je rozpoznać? – są kolorowe i mają przepiękne, oryginalne, designerskie wzory.

f7e41a25f7-1000x1000Produkt

W takim worku łatwo schować klocki, samochodziki, zaki czy inne zabawki. Można go łatwo złożyć, rozłożyć i przenieść w inne miejsce. Po rozłożeniu worek w jednej chwili zmienia się w matę do zabawy dla dzieci. Worek marki Play&Go można zabrać ze sobą na wakacje, do znajomych, na wizytę do dziadków czy do parku. Każde dziecko może znaleźć własne, oryginalne zastosowanie dla takiego worka w swoim pokoju. Można go powiesić,  schować pod łóżkiem czy po prostu położyć na podłodze. Worek Play&Go służy również dzieciom do nauki samodzielnego sprzątania pokoju – wystarczy wrzucić do niego zabawki i gotowe!

Nowoczesny design

Worki są wykonane z wytrzymałego płótna i mają przepiękne wzory –  w asortymencie marki Play&Go oprócz worków jednokolorowych znajdziemy worki we wzór pandy, wąsów, kolorowych zygzaków, rombów, lotki od badmingtona, kotwicy czy superbohaterów. Worki zachwycają nowoczesnym designem. Trzy autorskie wzory zaprojektowali znani projektanci: Bakker Made With Love, My name is Simone  i Eef Lillemor.

Play&Go

Fot. Materiały prasowe

– worek ze wzorem badmington,

– worek ze wzorem superbohater,

– worek ze wzorem panda.

O marce Play&Go

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Play&Go to belgijska marka, która oferuje kolorowe, inspirujące produkty dla dzieci i do domu. Marka rozumie, jak ważna jest rola zabawy i rozwijania kreatywności u dzieci. Projektuje i tworzy designerskie produkty wysokiej jakości, które sprawiają dzieciom radość i wywołują na ich twarzach uśmiech.

Wybierz  swój ulubiony wzór i baw się razem z marką Play&Go!

Rozmiar worków to 140 cm.


„Pisałam o facecie, który dostał kulkę w głowę, chciałam to zobaczyć. Musiałam, żeby poczuć, co czuje moja bohaterka. Nie tworzę bajek dla dorosłych, ale historie, które mogłyby wydarzyć się naprawdę”

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
6 marca 2016
Joanna Opiat-Bojarska
Fot. Beata Cichecka/Joanna Opiat-Bojarska

Nagle organizm odmówił jej posłuszeństwa. Paraliż całego ciała. A przecież miała spotkania, plany. Gdyby ktoś wtedy jej powiedział, że będzie pisać książki, co więcej – że będzie jej to sprawiać przyjemność, to roześmiałaby się w głos. Ona – ekonomistka, która myślała, że z biznesem związała się na całe życie. Dziś pisze kryminały.

Ewa Raczyńska: Świat ci się zawalił?

Joanna Opiat-Bojarska: Zawalił. Długo nie mogłam znaleźć odpowiedzi – dlaczego mnie to spotkało. Przecież dbałam o siebie, może nie jakoś przesadnie, ale jednak. Moje życie było dobre. Skończyłam ekonomię, wyszłam za mąż, urodziłam dziecko, otworzyłam swoją firmę. Wszystko się układało do momentu, kiedy poczułam pierwsze objawy choroby. Oczywiście je zlekceważyłam. Bo jak pracujesz, masz małe dziecko, to jesteś mądrzejszym od wszystkich. I kiedy mama mówi: „Odpocznij w ciągu dnia, jak dziecko śpi”, to ty wiesz lepiej i zawsze masz coś do zrobienia.

Co się właściwie stało?

Zespół Guillaina-Barrégo. Skutek niedoleczonej infekcji. Najpierw czułam ból w plecach, a kilka dni później nie mogłam sama założyć butów. Mąż zawiózł mnie do lekarza, zostałam w szpitalu. Dzwoniłam do przyjaciółki: „Nie mogę tu zostać, mam spotkania, jest poumawiana z klientami, nie wiem, ile tu mam być, pewnie trzy, może cztery dni” – panikowałam. Przyjaciółka stwierdziła, że mam to potraktować jak chwilowe wakacje. „Poczytasz książki, przywieziemy ci komputer, filmy pooglądasz”. Wieczorem miałam już problemy z chodzeniem, do toalety szłam w asyście pielęgniarki. Usiadłam na sedesie, a po chwili nie byłam w stanie ani z niego wstać, ani podciągnąć spodni od piżamy.

To było pierwsze uderzenie w twarz. Próbowałam się podnieść siłą woli. Wtedy, w tej toalecie zrozumiałam, że z organizmem nie da się negocjować. Trzeba słuchać tego, co mówi i nie przeginać. Trochę tam posiedziałam, nim zebrałam się, by zadzwonić po pomoc.

Jak długo chorowałaś?

U mnie choroba trwała dość krótko. Pięć tygodni byłam sparaliżowana, później pojechałam na rehabilitację, która miała trwać cztery tygodnie. Wyszłam po trzech, bo moja przyjaciółka miała ślub.

Wróciłam do życia. I nie zmądrzałam. Prosto z ośrodka rehabilitacyjnego pojechałam do firmy. Na drugi dzień na zakupy, bo czułam wielką potrzebę poprzebywania wśród żywych ludzi. Po kilku tygodniach znowu źle się poczułam, była obawa, że choroba nawraca. Najtrudniej było mi pogodzić się z tym, że musiałam zacząć żyć wolniej.

Wtedy przyszedł pomysł na pierwszą książkę?

Jeszcze nie. Najpierw wymieniałam się mailami z dziewczyną, która chorowała. Wyśmiewałyśmy tę naszą chorobę, która czyniła z nas zmęczone staruszki. Zaczęłam prowadzić bloga, by spisać wszystkie swoje myśli, także te motywacyjne, które pozwoliły mi wyjść z paraliżu, a które chciałam mieć pod ręką, gdyby nastąpił nawrót choroby. Okazało się, że mój blog był czytany, a ja odkryłam, że potrafię pisać i że sprawia mi to przyjemność. Zazwyczaj emocje trzymam w sobie, a na blogu mogłam je wypuścić. Przyjaciółka powiedziała: „A weź napisz książkę, Kalicińska napisała i zobacz jest pisarką”. Śmiałam się:  „Ja i książka – proszę cię”.

To kiedy ta myśl zakiełkowała?

Zaangażowałam się w pomoc ludziom chorującym na zespół Guillaina-Barrégo. Pisali do mnie, a ja, jak mogłam, odwiedzałam ich w szpitalu, bo dla mnie ten czas w szpitalu był właśnie najgorszy. Myślisz, że umierasz. Lekarze ci mówią: „Proszę czekać, wszystko zależy od siły organizmu”, a przecież tak mówi się osobom chorym na raka, umierającym.

Więc szłam do tego szpitala i mówiłam: „Zobacz, ja stoję, a nie tak dawno leżałam, jak ty. Dasz radę”. W pewnym momencie poczułam jednak, że w mojej historii powtarzanej kilkadziesiąt razy zostały już tylko słowa, a emocje gdzieś zginęły. Chciałam zatrzymać emocje – i tak właśnie zrodził się we mnie pomysł na książkę „Kto wyłączy mój mózg?”.

Kolejne były naturalnym następstwem?

Coś ty. „Kto wyłączy mój mózg?” pisałam pół roku. Co drugi dzień, wieczorem, siadałam do pisania. Po pół roku książka została wydana. A ja byłam pewna, że to koniec. Opowiedziałam swoją historię i nic więcej nie miałam do powiedzenia.

Minął miesiąc, odpoczęłam i… tego pisania zaczęło mi brakować. Stwierdziłam, że napiszę teraz o toksycznych związkach. Miałam znajomą, która trwała w takim związku. Później był „Klub wrednych matek” – najbardziej pozytywna z moich książek, jedyna z optymistycznym zakończeniem.

Skończyłam i pomyślałam: „To teraz czas na coś konkretnego”.

Czyli kryminał?

Przyjaciółka mi powiedziała: „Obyczajówkę to może napisać każdy, ale żeby napisać kryminał, to trzeba mieć talent”. Więc postanowiłam sprawdzić, czy ten talent mam. Poza tym sama uwielbiałam czytać kryminały, zwłaszcza te Joanny Chmielewskiej. Cóż, okazało się, że większą frajdę sprawi mi ich pisanie, niż czytanie.

Jak zaczynasz pisać, to wiesz, jak się twoja powieść skończy?

Tak, zawsze. W moich książkach każdy wątek czy bohater pojawia się w odpowiednim momencie. Ale wiem, że różni autorzy mają różnie, a ja potrafię czytając wskazać, kto zaczynając pisać miał w głowie zakończenie swojego kryminału.

Bohaterowie mają swoje pierwowzory w realnym świecie?

Moje postaci zawsze są fikcyjne. Nie lubię pisać o prawdziwych ludziach. Najpierw tworzę kartotekę swoich bohaterów. Ustalam szczegóły – co lubią jeść, jakiej muzyki słuchają, jakim jeżdżą samochodem, jak wyglądają i jakie mają wykształcenie – żeby wiedzieć, jak w danej sytuacji się zachowają. I kiedy już tak ich stworzę, to przyklejam im łatki publicznych osób. Na przykład Młody z „Gdzie jesteś Leno” przypomina mi trochę Justina Timberlake’a i, gdy pisałam sceny z Młodym, to słuchałam właśnie Justina.

A gdzie szukasz inspiracji do wydarzeń?

W realnym świecie. Nie tworzę bajek dla dorosłych, ale historie, które mogłyby wydarzyć się naprawdę. To nie jest tak, że siedzę w fotelu, patrzę przez okno i czekam aż mnie oświeci. „Gra pozorów” powstała w mojej głowie, kiedy zobaczyłam nagłówek w gazecie: „Porwano mężczyznę w Poznaniu”. Zaczęłam się zastanawiać kto to był, dlaczego go porwano, doczytałam, że miał firmę informatyczną i wyobraźnia mi się uruchomiła. Na tej podstawie zbudowałam postać Gabriela.

W „Słodkich snów, Anno” morderca wyszukuje swoje ofiary w pociągach. Pisząc tę powieść w internecie wpisywałam na przykład: „zamordowany w pociągu”, a z wyników wyszukiwania wybrałam trzy najciekawsze sposoby zakończenia życia w pociągu.

Dobrze, że policja nie zapukała do twoich drzwi…

Na szczęście mnie znają. Współpracuję z policjantami i prokuratorem. Jak mój bohater nie wie, co zrobić z bronią, której użył, dzwonię do swojego policyjnego konsultanta.

I oni tak chętnie ci pomagają?

Teraz już tak. Choć na początku było trudno. Kobieta, do tego blondynka, która mówi, że chce napisać pierwszy kryminał, nie jest zbyt wiarygodna. Prokurator chciał najpierw przeczytać mój kryminał, by ocenić czy warto zaprosić mnie na rozmowę. Dziś mam bazę swoich konsultantów, niektórzy sami do mnie piszą z chęcią pomocy.

Oglądasz akta, zdjęcia, jeździsz na wizje?

Na wizje nie. Ale na przykład, jak pisałam o facecie, który dostał kulkę w głowę, to chciałam to zobaczyć. Nie dlatego, że lubię oglądać makabryczne rzeczy. Musiałam zobaczyć, żeby poczuć. Poczuć, by opisać to, co czuje moja bohaterka.  

Pamiętam pierwsze spotkanie z antropolog sądową. Z pasją opowiadała o swojej pracy, o kościach i ciekawych przypadkach. Wokół nas były eksponaty, zmumifikowane ciała, ale ja nie widziałam w tym nic makabrycznego. Każda czaszka, wątroba czy ręka to fragment człowieka, którego ktoś kochał lub nienawidził. Wyszłam zauroczona, choć mój mąż stwierdził, że to lekko dziwne, jak jeszcze wieczorem w łóżku opowiadałam mu o tym spotkaniu i o tym, co tam zobaczyłam.


Nadal prowadzisz swoją firmę?

Jestem umysłem ścisłym. Muszę realnie oceniać szanse i zagrożenia. Na początku prowadziłam firmę i pisałam wieczorami. Tworzenie kryminałów wymaga jednak większego skupienia, dlatego coraz trudniej było mi to godzić z aktywnością zawodową. Kiedy uznałam, że pisanie zapewnia mi bezpieczeństwo finansowe a pomysły na historie kryminalne nigdy się nie skończą zamknęłam firmę i zostałam pisarzem. Teraz piszę codziennie.

Odpowiedziałaś sobie w końcu na pytanie, dlaczego choroba dotknęła wtedy akurat ciebie?

Czasami człowiek marzy o czymś, co nawet nie jest dla niego dobre, bo zwyczajnie nie ma świadomości, co jest dobre. W takich krytycznych momentach jak choroba dowiadujesz się czegoś o sobie. Stajesz się bardziej uważna. Gdyby nie choroba, pewnie nigdy nie zaczęłabym pisać. Zgadzam się z tym, że jesteśmy kowalami własnego losu, ale pewne rzeczy się nam po prostu przydarzają, trzeba je zaakceptować.

Pisanie nadało sens mojej chorobie, pokazało, że ona wydarzyła się po coś. Dzisiaj wskutek choroby nie nadaję się np. do długich marszów, przy wysiłku fizycznym męczę się jak staruszka. Przy pisaniu nie czuję jednak żadnych ograniczeń, siedzę w fotelu i biegam po fikcyjnym świecie.


Fot. Beata Cichecka/Joanna Opiat Bojarska

Fot. Beata Cichecka/Joanna Opiat Bojarska

Joanna Opiat-Bojarska z wykształcenia ekonomistka, od kilku lat autorka kryminałów, w których łamie tabu, m.in. dotyczące handlu organami („Koneser”), dopalaczy („Zaufaj mi, Anno”) czy zaginięć („Gdzie jesteś, Leno”).

 


Zobacz także

Jak chronić bliskich przed skutkami alergii wziewnej?

Jak chronić bliskich przed skutkami alergii wziewnej?

To nie tylko pierwsza pomoc, to też odpowiedzialność za siebie i innych. 7 rzeczy, które daje dzieciom umiejętność udzielenia pierwszej pomocy

Ta choroba zabiła Patricka Swayze, Steva Jobsa i Annę Przybylską. Długo nie daje objawów

steroid-pharm.com

www.steroid.in.ua

читать далее 13.ua