5 dowodów na to, że w związku lepiej być zołzą. Taką pozytywną zołzą

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
14 czerwca 2016
Fot. iStock / LaraBelova
 

Asertywność, własne zdanie, ugruntowane poczucie wartości i określone wyobrażenie na temat swojego partnera i związku. Dla nas? Silna kobieta, oczywiście. Taka, która wie, czego chce w relacji i umie do tego konsekwentnie dążyć. Dla przeciętnego mężczyzny? No, jak to? Zołza! Nie „urobisz” jej jak zwykłej, szarej myszki, nie nakarmisz złudzeniami. Ona potrzebuje konkretów. I wszystko  wskazuje na to, że choć oni często wybierają inaczej, to lepiej być zołzą. Chcecie dowodów?

Zołzę łatwiej jest szanować

To smutne, ale prawdziwe. Łatwiej liczyć się z kimś, kto wymaga poszanowania dla swoich decyzji, kto ma poczucie, że jest w związku osobą posiadającą równe prawa co druga strona. Jeśli mówisz o swoich osiągnięciach bez kompleksów i fałszywej skromności (kobiety zdecydowanie zbyt często boją się być odebrane jako „samochwały”) wzbudzasz męski szacunek i podziw (nawet jeśli nie usłyszysz go wyrażonego wprost). Postawa wycofana i przepraszająca („ten sukces to właściwie przypadkiem, nie chciałam”) przyczynia się tylko do tego, że inni też zaczynają nam umniejszać i wierzyć w to, że nie ma w naszych osiągnięciach naszej zasługi.

Zołza rzadziej cierpi w miłości

Dobre dziewczyny dają szansę (jedną, drugą, piątą) mężczyznom, którzy nie przestają ich ranić i wykorzystywać ich uczuć. Tym przegrywają – latami tkwią w złych związkach w nadziei, że on się zmieni. Odejście będzie je kosztowało bardzo wiele – energii, emocji, łez, wyrzutów sumienia, że „go zostawiły, a on przecież kochał, tylko był taki nieporadny w tych swoich uczuciach”. Zołza kopnie takiego w „cztery litery” i zapomni (co nie oznacza oczywiście, że nie kocha – po prostu ma o wiele lepiej rozwinięty instynkt samozachowawczy), uznając, że duży chłopiec powinien sobie w życiu sam świetnie poradzić.

Zołza rzadziej wiąże się w toksyczne relacje

Bo dzięki poczuciu wartości i większej świadomości siebie (wiwat zdrowo rozwinięta miłość własna!), łatwo wyczują manipulację czy próbę kontrolowania ich życia przez partnera. Dobre dziewczyny często padają ofiarami toksycznych miłości, nie zauważając w porę jak oplata je sieć niezdrowej zależności.

Zołza ma mniej  problemów z komunikacją w związku

Bo mówi wprost czego pragnie i odważnie definiuje to, co sprawi, że będzie szczęśliwa. Jej partner wie co ją denerwuje, a co sprawia jej przyjemność, wie jak ją zadowolić. Zołza potrafi postawić siebie na pierwszym miejscu, jeśli trzeba, oświadczy mężowi i dzieciom, że potrzebuje odpoczynku. Co to daje w związku? Mniej nieporozumień, lepsza komunikację i jasność w sferze wzajemnych oczekiwań. Zołza nie będzie cierpieć w samotności, jak „dobra” dziewczyna, w poczuciu, że nikt jej nie szanuje, nie myśli o jej potrzebach i uczuciach. Ona zadba o siebie sama, przez co najbliżsi również o nią zadbają. Dobra dziewczyna pomyśli najpierw przede wszystkim o innych, a potem, kiedy już znajdzie się emocjonalnie i związkowo w miejscu, z którego bardzo trudno się wydostać, rozpaczliwie zacznie zmieniać swoje życie, które wcale nie jest szczęśliwe. I nie zawsze jej się uda.

Zołza rzadko miewa problemy z akceptacją

Siebie i innych. To nie prawda, że zołzy są wymagające. One po prostu potrafią dobrze wybrać swoja drugą połowę i stworzyć związki, w których czują się spełnione. Nie brną na siłę w relacje, z której nic nie będzie – a potrafią to ocenić dość szybko. Dobre dziewczyny  w razie potencjalnych problemów miłosnych, winy szukają zbyt często po swojej stronie, ewentualnie pobłażliwie i w nieskończoność usprawiedliwiają partnera.

Dziewczyny! Lepiej być zołzą. Zołza to równa babka, niezależnie od tego jak to brzmi :). I ma o wiele większe szanse na to, by być szczęśliwą.

 


Miłość, młodość i motyle w brzuchu… Pierwszy poważny związek: oczekiwania kontra rzeczywistość

Agnieszka Sierotnik
Agnieszka Sierotnik
14 czerwca 2016
Fot. Flickr / EMILIE RHAUPP /
 

Według bajek, które czytały nam mamy od najmłodszych lat, najtrudniejsze w całej historii miłości to zakochać się. Kiedy już to nastąpi, powinno pójść z górki. Najpierw kilka miesięcy sielanki, a potem już tylko „żyli długo i szczęśliwie”.  Mówi się, że cechą młodości jest niecierpliwość; do młodości, dodałabym jeszcze pierwsze poważne związki.

„Poważny”, czyli jaki?

Mówi się, że w związku najważniejszy jest pierwszy rok. Wtedy zakochanie jest najsilniejsze, a my – chcąc nie chcąc – ciągle patrzymy na wszystko oderwani od rzeczywistości. Oczywiście najpierw związek musi przetrwać ten rok, co czasami może być poważnym wyzwaniem.

W tych wszystkich słodkich komediach romantycznych, którymi żyje moje pokolenie, scenarzyści zapominają wspomnieć o czymś tak ważnym, jak życie – czyli mniej atrakcyjne wątki drugoplanowe: praca nad związkiem i samym sobą. Jeżeli masz szczęście, wyniesiesz to jako nawyk z domu, bo rodzice pokazali ci, co oznacza prawdziwa miłość, o którą trzeba dbać każdego dnia. A jeśli nie… No cóż, nawet niepodlewany kaktus może uschnąć.

Love, love, love! Czas nie ma znaczenia, liczy się uczucie 

Każde wakacje spędzałam w towarzystwie pewnego przystojnego Ukraińca, przyjaciela na dobre i złe. Piotrek – romantyk i podrywacz w jednym. Półtora roku temu, usłyszałam, że znalazł tą jedną jedyną i chce się jej oświadczyć. Ukraińska Piękność początkowo odrzuciła jednak romantyczną propozycję bycia razem do końca życia. Dla romantyka, czas nie ma znaczenia, liczy się uczucie. Znali się pięć miesięcy, a on chciał mieć wszystko już, teraz, natychmiast. Młodzieńcza niecierpliwość doprowadziła odrzucenia i zranienia.

Wystarczyło kilka miesięcy, że Piękność przyjęła ponowne oświadczyny. Czas i prawdziwe poznanie drugiej osoby, to jednak niesamowita wartość. W ciągu kilku miesięcy widzimy tylko to, co chcemy widzieć. Dopiero kiedy opadnie pył wielkiego pożądania, zauroczenia, a motyle w brzuchu w końcu się uspokoją,  zauważamy, że ten idealny facet jednak nie jest taki idealny, bo ma obsesję na punkcie prasowania, a do tego nie potrafi gotować.

Teraz, już, natychmiast! 

Pierwszy poważny związek to zazwyczaj pragnienie bycia z kimś non-stop, przynajmniej na początku, dopóki nie pojawi się pierwszy problem. Praca, pasja, wyjazdy, rodzice, dzieci z poprzedniego związku… Według większości seriali, taki problem to nie problem.  Przecież są nianie (i sądy), pracę można zmienić, rodziców przegadać, a pasję podzielić na dwoje. Nikt nie ma prawa zmienić twojego idealnego planu na ten związek, który ma przetrwać do końca waszych dni! Też tak myślałam, do czasu kiedy sama rozpoczęłam swój pierwszy, poważny związek.

Jak rozśmieszyć Boga?

Po pierwszym miesiącu sama wpadłam w machinę planowania. Wszystko miało być idealnie. Wspólne wyjazdy, wypady na piknik, kino, w późniejszej perspektywie mieszkanie i idealne życie dwójki zakochanych ludzi. Dość szybko na ziemię sprowadziła mnie tak zwana proza życia.

Nagle okazało się, że różnica wieku, pomimo tego, że nieodczuwalna na co dzień, pokazała nasze patrzenie w tym samym kierunku, ale w odczuwalnie odmienny sposób. W końcu dzieci z poprzedniego związku zawsze będą najważniejsze, bo są dla niego całym światem, a ja nie mam zamiaru z tym walczyć. Praca, pomimo tego, że podobna do mojej, zabiera ogrom czasu.  Woody Allen powiedział, że Pana Boga możemy rozśmieszyć opowiadając mu o swoich planach. Musiał się bardzo śmiać, kiedy słyszał moje…

Walka z wiatrakami

Poza niecierpliwością, my – młodzi, mamy jeszcze jedną poważną wadę; chcemy, żeby wszystko było po naszej myśli, nawet kosztem zmieniania kogoś czy czegoś, co wiąże się z jego przeszłością. Może nie chciałam walczyć z dziećmi, ale na pewno chciałam stać się integralną częścią jego życia szybko, nawet za szybko. Nieraz powtarzałam, że mógłby zrobić coś inaczej, patrzeć na świat pozytywniej, a najlepiej nosić najmodniejsze okulary przeciwsłoneczne, które idealnie podkreślą jego rysy twarzy! Nie wiem, co wywołało zimny prysznic, ale pewnego dnia po prostu się zatrzymałam i pomyślałam, że coś jest nie tak.

Moja chęć posiadania wszystkiego ‚na wczoraj’, zaczynała przypominać niszczącą walkę z wiatrakami.  A przecież chodzi o to, żeby kochać za to, jaki ktoś jest, bez zmieniania go na milion sposobów.

Matczyne mądrości

Doskonale pamiętam słowa mojej mamy, która nauczona swoim doświadczeniem (mój tata był od niej starszy o 11 lat) delikatnie, acz dobitnie powiedziała, że to nie będzie najłatwiejszy związek z możliwych, ale dla miłości warto poświęcić wiele rzeczy.  I wtedy ja, 20-latka, chcąca wszystkiego na już (bo przecież zawsze dostawałam to, czego chciałam, a związek musi być perfekcyjny), zrozumiałam jedną, najważniejszą tajemnicą związków, zwłaszcza tych pierwszych – poważniejszych. O miłość trzeba dbać każdego dnia, nauczyć się kompromisów i nie oczekiwać, że wszystko będzie tak, jak ty sama zaplanować sobie w swojej głowie. Jeśli kochasz naprawdę, nie poddasz się nawet, kiedy jest bardzo źle, a życie nie przypomina słodkich komedii romantycznych.


Dlaczego przestajemy kochać? Bo zwykle myślicie tylko o sobie. Sorry, chłopaki

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
13 czerwca 2016
Fot. i Stock / teksomolika

– Co mam zrobić, żeby ona mnie kochała – jęknął. On, mój przyjaciel (pozwolił o sobie napisać).

– Uff. Może bądź człowiekiem w końcu, a nie egoistycznym dupkiem – nie wytrzymałam.

Pierwsza uwaga – okropnie męczące jest, gdy wszyscy obchodzimy się ze sobą jak z jajkiem.

– Czy ja postępuję źle z mężczyznami? – pyta nas przyjaciółka.

– Ależ nie, skąd – mówimy, choć myślimy, że postępuje strasznie.

– Troszeczkę mogłabyś się zmienić – mówimy dyplomatycznie.

Ale jakie troszeczkę? Co konkretnie? Zapominamy, że być z kimś blisko to czasem  powiedzieć coś wprost. Szczególnie jeśli on/ona pyta. Prosi o poradę.

Mój przyjaciel doprowadził mnie do szału. Dlaczego on się dziwi, że jego partnerka wycofuje się ze związku? Serio nie widział wszystkich symptomów przed? Brnął pewnie przez życie, bruździł w swojej piaskownicy i nagle jest wielce zdziwiony, że towarzyszka zabawy pakuje foremki i mówi: „mam dość”. Kiedy wcześniej milion razy sugerowała, że ma dość. On teraz pije i cierpi. Ma złamane serce, zachowuje się jakby stracił miłość życia.

– A dlaczego wcześniej nie zachowywałeś się  tak jakby to była miłość życia? – spytałam.

On nie wie, dopiero teraz zrozumiał, człowiek w ogóle rozumie jak straci. Gdzie jest moja whisky. GDZIE MOJA WHISKY. I czy możesz ze mną porozmawiać na fejsie (druga w nocy).

Drogi Mężczyzno, przestań cierpieć, gdy ona cię rzuci. Albo chce odejść. Teatr jest niepotrzebną przesadą, często sam doprowadzasz do tego, że ona przestaje cię kochać.

NIEUWAŻNOŚĆ

Tak, zgadzam się, kobiety też są nieuważne, ale jednak śmiem twierdzić, że statystycznie wygrywają mężczyźni. Pierwsza faza znajomości? Telefon się urywa. O czym oni nie chcą powiedzieć. Ba, chcą o wszystkim. X. ma takie spodnie i to powiedział na zebraniu. Y. złożyła wypowiedzenie, C, zaprasza na grilla. Opowieści piętrowe snują, szczegóły zabijają. Godzina przez telefon wieczorem, piętnaście porannych wiadomości. Wiesz o nim wszystko, on o tobie też.

Po czym następuje dziwaczne „klik”. Ekshibicjonizm im się wyłącza. Hallooooo, jestem tu, co u ciebie? U mnie? Okej.  O rany, a czemu ty tak pytasz. Kobiety są takie dziwne.

Serio, dziwne? A może wy jesteście dziwni, bo przed chwilą chcieliście opowiadać wszystko.

Sorry, mój przyjacielu, patrzyłam na ciebie, widziałam jak do niej burczysz, jak mruczysz niezadowolony. Znużony pracą, problemami, obowiązkami.

– Oesu, czy ty nie możesz zrozumieć? – pytałeś jej.

– Mogę – mówiła ona.

Cichutko szła do pokoju, kuchni, salonu. Ale przecież nie sądzisz, że ona nagle stała się cichutka i potrzeby jej prysnęły jak zmysły. Koleżankom mówiła, że się zmieniłeś. No, jeśli jest introwertyczna i nie lubi się zwierzać – po prostu tylko myślała. Ale co to zmienia.

BRAK CZASU

Tak, zdecydowana większość mężczyzn wie o ojcostwie wiele. Sama jestem żoną takiego mężczyzny. W niejednej konkurencji na rodzicielstwo przegrałam. Ale sorry, może jestem świnią– statystycznie to matka przejmuje obowiązki w kryzysowej sytuacji.

– Ona jest chora – dzwoniłeś, Przyjacielu,  do swojej ukochanej. Ona, wasza córka. Ratuuuuunku, chora. Co robić? Co jej dać? Gdzie namiar do lekarza? Kiedyyyyyy będziesz? Dzwonili z przedszkola, że wymiotuje, wysypka, grypa?  Auć, nie mogę, same poważne zebrania, nie, co ty, nie da się. No rozumiesz.

No rozumiem, jadę – mówi ona. Rzuca pracę, obowiązki. Ale sam wiesz, żal kiełkuje. Po kiego ja jestem z kimś, jeśli on nigdy nie ma czasu? – mówi ona.

To co ty się teraz dziwisz? Bo nie wiem co powiedzieć.

BRAK CZUŁOŚCI

No po prostu tak masz. Smutne okropnie. Rodzice cię nie przytulali, to dla ciebie fanaberia. No nie umiesz się przytulać. Bliskość jest taaaaka ciężka. Ach, ech, och. O co te dziecinne prośby? Za mało cię przytulam? Kiedyś przytulałem wprost? Pfff, sorry, gdzie są papierosy, strasznie nudzisz. Przecież gdybym cię nie kochał, to bym z tobą nie był.

Oj Chłopaku, kogo ty nabierasz? Ją? Siebie? Was? Przecież kiedyś przytulałeś ją wciąż. Może więc nie truj tylko zastanów się dlaczego tego nie robisz. I postaraj się zmienić.

Albo nie dziw się, że ona się wymyka.

No sorry. Ale nie martw się, gdyby cię nie kochała, nie byłaby z tobą.

SEKS

– A jaki mieliście seks? – pytam Przyjaciela już bardzo zrezygnowana.

– Dobry, dobry – rzuca on.

– A co to znaczy dobry?

Uff, on nie wie. Kiedyś był świetny, fantastyczny obłędny, a od jakiegoś czasu, od jakiegoś czasu to on w sumie nie wie.

– Nie wiesz???? – patrzę oniemiała.

– No wiesz, kilkanaście minut. Całowanie, gra wstępna minut pięć, penetracja, kończenie. O Boższ, nie mów przy mnie słowa PENETRACJA.

Nie mówię, stary, ale słabo jest.

To znaczy, jeśli dajesz komuś słaby seks, nie dajesz go wcale– wybacz, ale nie dziw się, że on już pakuje ciuszki do czarnej torebeczki i teleportuje się do innej szafy.

Chyba, że jest już stary, stetryczały, oziębły seksualnie, nie ma sił.

WSPARCIE

Źle robisz, tak źle, po co tak? O Boższ, daj z siebie więcej. Jeśli miły mój,  relacja z tobą przypomina relację z surowym tatą, to sorry, ale wybacz. Ona dorasta i się wyprowadza. Ile można słuchać, że źle, da się lepiej i nie tak. To już w większości przerabiałyśmy. Przewracanie oczami, mruczenie, sapanie oraz twierdzenia: „Ja cię w ogóle nie rozumiem” – to mniej więcej to samo. Nie dziw się, że szuka wsparcia gdzie indziej. Choćby w samotności.

Bycie z kobietą, Miły, w gruncie rzeczy nie jest trudne. Nie jest też takie trudne zatrzymanie jej przy sobie, bo najczęściej bardzo zależy jej na rodzinie. Ciebie też zwykle kocha, a przynajmniej długo próbuje.

Nie bądź więc gamoniem, a jak już jesteś, nie cierp potem jak chłopiec. Bo to głupie jest.

Buziaki


Zobacz także

Prosto, zabawnie i dosadnie – jak można definiować rzeczywistość

Weź odpowiedzialność za to, co oswoiłeś. Nie łam psiego serca

15 znamion toksycznej miłości

http://www.farm-pump-ua.com/

http://steroid-pharm.com

www.steroid-pharm.com