Chcesz, żeby ona poszła za pierwszym facetem, który okaże jej zainteresowanie? To dalej obwiniają ją o problemy w waszym związku

Sziti Mąż
Sziti Mąż
23 marca 2018
Nikt nie pierze tak, jak mamusia. Kiedy trzydziestolatek mieszka ciągle z matką, to wiedz, że coś się dzieje...
Fot. iStock/Pekic
 

„Zmarnowała mi pół życia” – usłyszałem ostatnio od kumpla. „Co ty, stary, gadasz?” – spytałem zaskoczony. Serio zaskoczony, bo już nie raz słyszałem takie głupoty, ale ile można?

„Rozwiodłeś się, wiesz, o czym mówię”. Stały tekst. Facetów niczego nie uczy rozwód, to i tak zawsze będzie jej wina, to ona wszystko zawaliła. Ona jest odpowiedzialna za to, że jego życie jest do dupy.

Ty też tak myślisz? Uważasz, że gdyby nie żona, twoje życie wyglądałoby zupełnie inaczej?

To teraz powiedz mi, w czym ona zawiniła? Trzymała cię na smyczy, nie pozwalała myśleć samodzielnie, podejmować decyzji? Ona cię do siebie przywiązała i każdego dnia mówiła, co masz robić? Bardzo chciałbym wiedzieć, jak ona zniszczyła ci życie?

To jedno. Drugie – to ona też była winna temu, że wasze małżeństwo się rozpadło. W końcu ty się starałeś prawda? Nigdy nie wiedziałeś, o co jej chodzi, kiedy płakała.

Baby są jakieś dziwne. Nie wiadomo, o co im chodzi. Najprostsze założenie, które nigdy nie pozwoli ci stworzyć z żadną kobietą dojrzałego i szczęśliwego związku. Wiadomo, tak najłatwiej. Jak chce się wygadać to przyjaciółkom, a nie tobie. Ja swojej żonie też tłumaczyłem, że pracuję, jestem zajęty, nie mam głowy do rzeczy, do których ona ma… I wydawało mi się, że to tłumaczenie wszystko załatwi. Nie dostrzegałem, że ona także pracując, zajmując się domem, dziećmi, ma czas pomyśleć o mnie w ciągu dnia. Wysłać SMS-a z buziakiem, zdjęcie miejsca, które się jej spodobało, kupić w sklepie mój ulubiony alkohol, bo chciała mi zrobić niespodziankę.

Ona o mnie pamiętała. Kiedy byłem na służbowym wyjeździe, biegała po aptekach załatwiając mi leki, bo się rozchorowałem. Zadbała o to, żeby leki do mnie dotarły. Po latach wyrzuciła mi, że nawet jej nie podziękowałem. Nie podziękowałem jej za nic. Nigdy. Wydawało mi się to takie naturalne, że ona o mnie dba, że tak dużo mi daje. W końcu jak chce, to nie będę jej zabraniał. Dziękować?Byłbym frajerem.

Pamiętam jedną rozmowę. Zadzwoniła do mnie, kiedy byłem w delegacji. Obiecałem oddzwonić, ale czas znalazłem późnym wieczorem. Od razu wyczułem, że coś nie gra, ale nie chciałem zaczynać awantury, choć ta wisiała w powietrzu. W końcu usłyszałem, że jak mogę o niej nie pamiętać, że tak trudno napisać, zadzwonić, zainteresować się, co u niej? Wkurzyłem się. Bo ja tu w pracy, mam tysiąc zadań, a jeszcze ona mi głowę zawraca jakimś pierdołami i bezsensowymi pretensjami.

Też tak myślisz? To teraz zastanów się, co dla ciebie jest w życiu najważniejsze? Praca? Koledzy? Czy może żona? Rodzina? Już wiesz? A teraz zrób sobie rachunek sumienia i odpowiedz na pytanie, czemu poświęcasz najwięcej czasu i uwagi? I jak? Spoko, jak praca jest dla ciebie najważniejsza – nie czepiam się. Ale jeśli nadal twierdzisz, że to bez żony nie wyobrażasz sobie życia, zacznij o nią w końcu dbać, a nie udawać, że jej nie rozumiesz i wszystkie nieporozumienia, które pojawiają się w waszym związku, są tylko i wyłącznie z jej winy.

Stary, zacznij jej słuchać. Ona ci mówi, czego jej brakuje. To nie jest gadanie dla gadania. Ona naprawdę czegoś od ciebie chce i potrzebuje. Tak trudno ci to zrozumieć? Serio? Myślisz, że to tylko widzimisię, żebyś poświęcił jej więcej swojej uwagi, dał więcej czułości, wyrozumiałości?

Jeden k*rwa durny SMS w ciągu dnia jest dla niej znakiem, że ty też o niej pomyślałeś. I nie o tym, co ma zrobić, kupić czy dla ciebie załatwić. Tylko taki specjalnie dla niej. Cokolwiek, co pokaże jej, że jest dla ciebie ważna nie dlatego, że ogarnia trzy czwarte twojego życia, ale dlatego, że ją po prostu kochasz. Stary, ustaw sobie nawet powiadomienie w telefonie, żeby o tym nie zapominać. Piszę zupełnie poważnie. Sam zobaczysz, że po jakimś czasie ona się zmieni nie do poznania. Złagodnieje, nie będzie mieć pretensji, fochów. Kobiety może i są skomplikowane, ale są rzeczy, które działają na nie od razu. Jak ta – twoja uwaga.

Więc może czas najwyższy przestać uważać, że to co złe w waszym związku, to jej wina – a konkretnie jej czepliwości, zrzędliwości, sfochowania. Czas przyjrzeć się sobie, wbić sobie do łba: „Skoro ona płacze, to może faktycznie powinienem posłuchać, co mówi i spróbować coś zmienić”. Jeśli się nad tym nie zastanowisz, ona pójdzie za pierwszym facetem, który okaże jej choć odrobinę zainteresowania, który w pracy przyniesie jej kawę do biurka i będzie pamiętał, z czym ona lubi kanapkę. I to on wieczorem do niej napisze SMS-y, podczas gdy ty frajerze będziesz siedział na kanapie obok przełączając kolejne kanały w telewizji i jak zawsze nie zwracając na nią uwagi.


Rusz dupę i przestań się zastanawiać, jak twoja żona czy mąż cię unieszczęśliwia i ogranicza. Zrób coś w końcu dla siebie

Sziti Mąż
Sziti Mąż
9 kwietnia 2018
Fot. istock/skynesher
 

Niedaleko mnie mieszkała para staruszków. Co niedzielę szli do kościoła na tę samą godzinę. On w płaszczu, ona w kapelusiku, eleganccy, trzymali się zawsze za ręce. Widziałem, jak kiedyś on zrywał jej kwiaty z miejskiego klombu, a ona się śmiała i mówiła, że wariat. Piękni byli. Piękna musiała być ich miłość, skoro zaprowadziła ich aż tutaj.

A później ona umarła. Jego znaleziono w dniu pogrzebu, przy stole, na którym stały dwie filiżanki zaparzonej kawy. Nie żył. Odszedł zaraz za nią.

Człowiek rzadko kiedy może żyć bez drugiego człowieka. Zwłaszcza, gdy tak bardzo kochał.

Ale przecież dla niektórych po stracie życie toczy się dalej. Choć już nigdy nic nie będzie takie same.

Kiedy wymawiasz słowa przysięgi małżeńskiej, zakładasz obrączkę, twoja dusza łączy się z drugą osobą. Każda sekunda życia przestaje być już tylko twoją własnością. Część ciebie odciska swoją obecność w jej życiu, a ona w twoim. Tak to się dzieje.

Twoje życie nagle staje się nieskończenie ważniejsze niż wcześniej, bo teraz ty stajesz się odpowiedzialny nie tylko za swoje, ale też za czyjeś życie.

Pamiętaj – nie próbuj naprawiać swojego małżeństwa. Zobacz, przed każdym lotem dostajesz instrukcję bezpieczeństwa. Gdyby coś się działo, rodzice, którzy lecą z dziećmi, mają najpierw sobie założyć maskę tlenową, dopiero później dziecku, prawda?

Jest to sprzeczne z naszym instynktem, zawsze w pierwszej kolejności chcemy chronić dzieci. Im zapewni bezpieczeństwo. Ich dobro będzie dla nas zawsze najważniejsze.

Tak właściwie to przez całe życie uczymy się stawiać potrzeby innych ponad nasze. Rodzice, przyjaciele, koledzy z pracy – zawsze ktoś jest ważniejszy od nas samych.

Fakt, że z czasem niektórzy uczą się zdrowego egoizmu, mają odwagę zrobić coś w końcu dla siebie i w zgodzie ze sobą.

Prawda jest jednak taka, że jeśli nie potrafisz być dobry dla siebie i sam o siebie zadbać, to nie możesz być dobry dla kogoś innego. Jeśli nie masz na twarzy maski tlenowej, to jak uratujesz swoje dziecko, o które najpierw się zatroszczyłeś?

Zdradzę ci pewną tajemnicę. Jeśli nie potrafisz być prawdziwy, autentyczny, najlepszy w swoim małżeństwie, to ten związek na pewno się nie uda. Z góry jest skazany na porażkę.

Znacie tę śpiewkę: „To nie ja, to ty”, „To nie ja, to ona”. Zawsze ktoś musi być winny, zwłaszcza, gdy nieciekawie zaczyna się dziać w małżeństwie. „Ona była zupełnie inną kobietą kiedyś” – stary, wiesz ile razy ja to mówiłem? Ty też powtarzasz tę bzdurę? I pewnie ona tak myśli o tobie – że to nie ten sam chłopak, że obcy człowiek, że nie da się z tobą wytrzymać. Zdziwiony? Spytaj żony, może odważy się powiedzieć ci prawdę, która dla nikogo nie jest łatwa.

Dwoje smutnych, sfrustrowanych ludzi. Siedziałem z moją żoną na kanapie głupio gapiąc się w telewizor. Nie zamieniliśmy ze sobą słowa. Każde naburmuszone wykrzykując niemo setki pretensji i żalów, nigdy niewypowiedzianych głośno.

I jak ci dwoje, którzy czują się niekochani, niepotrzebni, wykorzystani, mają ze sobą współpracować naprawiając swoje małżeństwo?

Ja tak próbowałem z moją żoną. Nie było szans, żeby się udało, dlatego uważam, że ratowanie małżeństwa nie zaczyna się od próby współpracy, tylko od zadbania w końcu o siebie, o to co ja chcę.

Widziałem pary w trakcie terapii. To było straszne – nieustanne skakanie sobie do gardła i z jednej strony udowodnienie, kto jest lepszy, a z drugiej kto winny temu, że znaleźli się w gabinecie na kozetce.

Ona: „To wszystko przez niego, nic go nie obchodzę, przez niego czuję się beznadziejnie!”.

On: „Co jeszcze muszę zrobić, żeby ona w końcu była zadowolona?!?”.

Znacie ten schemat. Jedno chce zadowolić drugie, drugie próbuje to pierwsze i nikt nie myśli o sobie. Nikt nie pomyśli: „Co ja mogę zrobić dla siebie, żeby poczuć się lepiej”. Moja żona była wszystkiemu winna. Nawet temu, że po praniu ginęły mi skarpetki. Myślę, że o mnie myślała podobnie.

Więc może rusz dupę i przestań się zastanawiać, jak twoja żona czy mąż cię unieszczęśliwia i ogranicza. Jak sprawia, że twoje życie jest nieszczęśliwe.

Weź pomyśl, co możesz zmienić w sobie, żeby pokonać tę przepaść, która dzisiaj was dzieli. Jakby każde z was skupiło się w końcu na sobie, pobyło samolubnym starając się być jak najlepszym, to może łatwiej by było dawać i kochać bezinteresownie.

Jakiś czas temu przeczytałem, że może miłość to przepaść między dwojgiem ludzi, która jest nie do pokonania, choć my cały czas próbujemy ją przeskoczyć.


Ja też traktowałem swoją żonę jak własność. Byłem cholernym egoistą widzącym tylko czubek własnego nosa. Dlatego odeszła

Sziti Mąż
Sziti Mąż
11 marca 2018
Fot. iStock/PeopleImages

Dzwonisz do żony i mówisz: „Kochanie, zajrzyj szybko w kalendarz, bo muszę coś z tobą ustalić”. Nie pytasz, czy ma w tej chwili czas, czy nie jest zajęta. Nie – skoro ty dzwonisz, a ona odbiera, to znaczy, że może zrobić wszystko, o co ją w tym momencie poprosisz.

Często obserwuję facetów, którzy traktują żony jak swoją własność. Też tak robiłem. Pisałem do niej SMS-a: „Kochanie, kup piwo, jak będziesz w sklepie, wieczorem ma wpaść K. i M.”, kompletnie nie zastanawiając się nad tym, czy ona będzie robić zakupy. No przecież będzie, bo ja nie mam zamiaru się do sklepu wybierać. Nie pomyślałem, że sama będzie tachać ciężkie torby, że dzieci będą uwieszone u jej nóg. Nie, ona ma pomyśleć o mnie, w całym tym ferworze walki o oddech między sklepem a parkingiem.

Zresztą, co tam zakupy. Wszystkie wyjścia, imprezy, moje wyjazdy. Nigdy nie spytałem, czy ona nie ma może innych planów. „Mam wyjazd służbowy” – krótka informacja, która nie podległa dyskusji. Podobnie jak wyjścia z kolegami na mecz. Nie padło z moich ust: „Nie jesteś zmęczona?” – nie pytałem, bo przecież nigdy się nie skarżyła. Zawsze sobie dawała radę, więc czemu akurat tego jednego wieczoru, kiedy ja postanawiam wyjść, miałoby być inaczej?

Zawsze ważne były moje treningi, spotkania, zachcianki. W końcu po to żyjemy oboje, żeby było nam łatwiej. Jedno drugiemu pomoże. Jasne. Pomoże. To znaczy, ona ugotuje obiad, wypierze, zrobi zakupy, zajmie się dziećmi. Nie kiwaj stary głową, ja też się oburzałem, kiedy to słyszałem. Że przecież ja też pomagam, jesteśmy partnerami, dzielimy się obowiązkami po równo. Ty też jesteś o tym święcie przekonany, prawda? Zadufany w sobie gość, który myśli, że jest najlepszym mężem, skoro pranie raz w tygodniu wstawił i obiad z półproduktów przez żonę przygotowanych ugotował. Ooo byłbym zapomniał – i dzieci do kina zabrał – może i po pół roku, ale jednak. Pewnie nic ciekawszego wcześniej nie grali. To zawsze dobre usprawiedliwienie.

Stary, ja też tak myślałem. Zastanawiałem się, o co jej do cholery chodzi. Czemu mówi: „No tak ty ZNOWU wychodzisz”, „Ty ZNOWU nie możesz”. Jakie, do diabła, ZNOWU. Co to znaczy. Wkurzało mnie, a wiesz dlaczego, bo ona miała rację. Bo nie interesowało mnie jej zdanie, nie pytałem nigdy, czy ma inne plany, czy chciałaby odpocząć, czy w czymś jej pomóc i nie czekać na odpowiedź tylko zakasać rękawy i wziąć się ku*wa do roboty. Nie myślałem o niej. Nie dbałem o nią tak, jak powinienem. Było mi wygodnie myśleć, że tak jest jej dobrze. Z dziećmi non stop na głowie, pracą, domem i całą resztą. I jeszcze ze mną, który też zawsze czegoś chciał. A to, gdzie moje skarpetki, a wyprałaś mi może tę niebieską koszulę, wyprasujesz spodnie, kupiłaś coś mojej mamie na urodziny?

Wszystko było okej, dla mnie. Nie dla niej. Spytała mnie kiedyś: „Powiedz, co ja lubię”. Nie potrafiłem odpowiedzieć… Lubi dzieci, mnie, czytać książki… Jakie książki? Nie udało mi się obrócić tej sytuacji w żart. Zrobiło się poważnie. „Co ja lubię jeść, nie co ty”, „Co ja lubię robić – sama” – wyrzucała z siebie pytanie za pytaniem, a ja patrzyłem się na nią oniemiały. Nie potrafiłem odpowiedzieć. Przecież nigdy się nie skarżyła, nigdy nie mówiła, że coś jej nie pasuje. Ale ja też nigdy nie spytałem. Nigdy się nią nie zainteresowałem. Nawet kupując jej prezent na urodziny, pytałem: „Co chciałabyś dostać”, bo sam nie mogłem wpaść na to, co by dla niej było odpowiednie. Wiadomo – perfumy zawsze można kupić, nie wysilałem się specjalnie.

Kiedy ode mnie odchodziła, a ja próbowałem zrozumieć, co takiego się stało, usłyszałem, że jej nie widziałem. Była dla mnie przezroczysta, wtopiona w tło. Czuła się jak moja własność, która musi dostosować się do mojego życia, bo mnie jej życie nie interesowało.

Zawsze myślałem, że ona tylko tak o tym kursie tańca, lekcjach hiszpańskiego mówiła, ale nic z tym nie robiła. Więc byłem przekonany, że to jakieś jej chwilowe widzimisię. Tylko jak ona mogła się rozwijać, szukać swoich pasji, kiedy ja nie dawałem jej do tego żadnej przestrzeni. Kurs tańca – świetnie kochanie, ale nie pytałem, kiedy na niego pójdzie, i jak się samemu zorganizować, żeby w tym czasie zająć się dziećmi. Nauka hiszpańskiego ekstra, tylko kiedy? W dupie to miałem. Skoro mi się udawało trzy wieczory w tygodniu wychodzić – to na siłownię, to na tradycyjne piwko z kolegami, to ona też może. Tylko nigdy nie dotarło do mnie, że ja mogę to wszystko, dzięki niej. Dzięki jej poświęceniu, dzięki jej rezygnacji z tego, co lubiła czy chciała robić. Byłem cholernym egoistą widzącym tylko czubek własnego nosa.

I odeszła. Do swojego życia beze mnie. Do życia, które może sobie sama układać, bez oglądania się na mnie i dostosowywania się tylko do moich planów. Zaczęła biegać, świetnie wygląda. Ma faceta. I chyba jej dobrze. Ciekawe, czy on wie, jaki jest jej ulubiony kolor i jaką zupę lubi najbardziej… Ja zainteresowałem się tym za późno. Ty, stary, uważaj, żebyś nie popełnił tego błędu.


medicaments-24

www.buysteroids.in.ua/kupit-antiestrogenyi/dostineks-kabergolin.html

http://unc-mps.com.ua