Czego żałują faceci po rozwodzie? Jest kilka rzeczy, przez które rozpadły się ich małżeństwa. Winę biorą na siebie

Sziti Mąż
Sziti Mąż
10 września 2018
Fot. iStock/domoyega
 

Człowiek jest mądry po szkodzie – taka prawda, ale jest druga strona medalu – uczy się na błędach, a to już jest coś. Szkoda tylko, że często za późno. Gdybym ja przed rozwodem wiedział to wszystko, co wiem po nim, moje małżeństwo pewnie nadal by trwało i oboje bylibyśmy w nim szczęśliwi. A tak? Na swoim przykładzie mogę ostrzec innych facetów, żeby otrząsnęli się, nim będzie za późno, nim ich żony, jak moja, pewnego dnia spakują się i odejdą.

Wiecie, czego faceci żałują po rozwodzie? Porozmawiałem z kilkoma, oto wnioski.

Żałuję, że nie chodziłem spać w tym samym czasie co moja żona

Nim zaczęliśmy spać w osobnych pokojach i tak nie chodziliśmy razem do łóżka. I nie chodzi mi tylko brak seksu. Ona się kładła, a ja oglądałem film, ulubiony program, mecz, nie do pomyślenia było dla mnie kłaść się wcześniej. Tego żałuję najbardziej, bo dzisiaj wiem, że ten szczególny rodzaj bliskości w związku trzeba pielęgnować nawet na zakończenie dnia. Pozwalanie, by dzień za dniem przemijał bez wspólnego spędzenia czasu, zabija więź, która kiedyś nas połączyła. Ona nie tr

Żałuję, że nie włożyłem więcej wysiłku w naprawienie związku

Do dzisiaj nie mogę sobie wybaczyć, że przez długi czas ogarniało mnie błogie samozadowolenie, wydawało mi się, że innym też jest dobrze. Nie interesowałem się samopoczuciem mojej żony, choć rozwód już wtedy wisiał w powietrzu. Kto by się przejmował – myślałem. Odpuściłem. Nie zawalczyłem, byłem przekonany, że wszystko się jakoś ułoży. Dzisiaj wiem, że bez mojego zaangażowania nic samo nie mogło się zadziać, a ja mogłem zapobiec naszemu rozstaniu, gdybym w porę zareagował.

Żałuję, że nie rozmawiałem szczerze o swoich uczuciach

Jest wiele rzeczy, które zawaliłem w swoim małżeństwie, ale największy żal mam do siebie o to, że milczałem, że nie mówiłem, że coś mnie irytuje, coś wkurza, że sobie z czymś w naszym związku nie radzę. I nie chodzi tu tylko o jakieś wielkie rzeczy, ale nawet o to, że nie lubiłem jej pomidorówki. Chodzi o zwykłą szczerość. Nie małżeństwa bez uczciwości, moja historia jest tego przykładem. Wyjaśnienia sobie od razu żali, pretensji wzmacnia więź. Milczenie jest oznaką braku zaufania i braku poczucia bezpieczeństwa w związku. Jak więc moje małżeństwo miało przetrwać?

Żałuję, że nie czekałem ze ślubem

Gdybym mógł cofnąć czas nie wziąłbym ślubu w tak młodym wieku. Mając dwadzieścia kilka lat nie wiedziałem, kim jestem, czego chcę. Jak mogłem być dla siebie kompasem, skoro we mnie hulała wojna domowa. Wyszedłem z rodziny, w której panował emocjonalny chłód, gdzie relacje opierały się na rywalizacji i walce, co mogłem dać mojej żonie, skoro sam byłem pogubiony. Dopiero w miarę upływu lat zacząłem rozumieć, kim jestem i jak nad sobą pracować. Dla mojego małżeństwa było to jednak za późno.

Żałuję, że uczciwie nie mówiłem o swoich lękach i problemach

Myślałem, że facet nie może obarczać kobiety swoimi problemami, że musi być silny, musi być dla niej wsparciem, dawać poczucie bezpieczeństwa i nie okazywać słabości. Chciałem dla nas tego, co najlepsze, ale ukrywanie swoich emocji, obaw, wątpliwości nie było niczym dobrym. Prawdziwa, silna więź oparta jest na otwartej komunikacji. Trzeba kochać i szanować siebie i tę drugą osobę i mówić o tym, co nas gryzie od środka.

Żałuję, że nie zadbałem o siebie

Byłem sfrustrowany, bo pewnego dnia doszedłem do wniosku, że całe swoje życie poświęciłem małżeństwu. Nie wyłamywałem się, zawsze z żoną wspólnie ustalaliśmy, co robimy, co ja robię, co ona. Czy mam zmieniać pracę, czy kupujemy nowy samochód, gdzie jedziemy na wakacje, czy kupujemy większe mieszkanie. Gdzie w tym wszystkim byłem ja? Ze swoimi marzeniami, celami? Nie potrafiłem siebie znaleźć, nie umiałem zadbać o siebie, o to czego ja chcę, to doprowadziło do rozczarowań, wzajemnych pretensji, obwiniania się nawzajem. A wystarczyło dać sobie przestrzeń na bycie sobą, którego nie determinuje małżeństwo.

Żałuję, że jej nie słuchałem, choć bardzo jej na tym zależało

Rozwód był dla mnie niezwykle bolesny. Musiałem w końcu być szczerym wobec siebie, odpowiedzieć sobie na pytanie, gdzie zawaliłem. Gdy patrzę wstecz widzę tysiące swoich błędów popełnianych przez 16 lat mojego małżeństwa. Jednak największym było niesłuchanie mojej żony, brak mojej uważności, a jej na tym zależało. Ona chciała wysłuchania, zrozumienia, uwagi, a kiedy zaczynała się irytować, bo jej nie słuchałem, wychodziłem, uciekałem. Tak straciłem jej zaufanie i pogrzebałem nasza intymność.

Naprawdę wierzę, że gdybym był przy niej naprawdę obecny i bardziej szanowałbym jej uczucia, przeszlibyśmy przez te wszystkie upadki i wzloty i dzisiaj bylibyśmy razem. Niestety, nawaliłem na całej linii.

Wy jeszcze możecie coś zrobić, jeszcze macie czas, by naprawić wasze błędy, najważniejsze, to je sobie dzisiaj uświadomić i wejść na nową ścieżkę waszego związku… ale nie tę rozwodową.


Prawdziwe małżeństwo nigdy nie dotyczy ciebie. Chodzi o kobietę, którą kochasz – jej potrzeby, jej nadzieje i marzenia

Sziti Mąż
Sziti Mąż
7 października 2018
Fot. iStock / AleksandarNakic
 

Mężczyźni i faceci się różnią, ba są zupełnie inni. Ok, może nie jest to jakieś wielkie odkrycie, ale tak naprawdę rzadko o tym myślimy, a jeszcze rzadziej próbujemy zrozumieć te różnice, raczej każde z nas chce przeciągnąć drugie na swoją stronę, zmienić. My – faceci w ogóle mamy na to wywalone.

Kiedy jakaś kobieta na naszą słowne szturchnięcie reaguje emocjonalnie, odbiera jak osobisty atak, z góry zakładamy, że to hormony, że jest szalona, niezrównoważona, że to z nią coś jest nie tak, a nie z kolegami, którzy śmieją się z naszych żartów.

„Jak możesz traktować mnie w ten sposób przed twoimi przyjaciółmi? Czy ty mnie nie kochasz?”.

„To był żart! Oczywiście, że cię kocham! Jesteś moją żoną, wszystko dla ciebie zrobię”.

„Więc nie bądź złośliwy w stosunku do mnie”.

„Przesadzasz. Dlaczego nie możesz z tego się śmiać, jak wszyscy? Więcej luzu”.

Wydaje mi się, że nie raz odbyłem taką rozmowę z moją byłą już żoną. Nie było przeprosin, a raczej pretensje, że właściwie o co ci chodzi.

Jak mogłem sądzić, że moja żona była zbyt emocjonalna? Przecież gdyby chodziło o żonę przyjaciela, o siostrę, kuzynkę, inną kobietę, to bym przepraszał, ale swoją żonę? Wkurzałem się, że źle mnie zrozumiała i oceniła. Miałem za nic, że poczuła się skrzywdzona przeze mnie, nie chciałem brać na siebie odpowiedzialności za jej uczucia, wolałem je zbagatelizować.

Ale było jeszcze coś, coś znaczeni gorszego. Otóż pomimo tego, że moja żona była najważniejszą osobą w moim życiu, nigdy tego nie udowodniłem w codziennym zachowaniu.

Wiele razy my – faceci, nie mamy pojęcia, że ranimy i denerwujemy kobiety, nie dopuszczamy takiej opcji, nawet, kiedy nam to mówicie. Wydaje się nam, że wyolbrzymiacie, że przesadzacie, że przecież nie mieliśmy nic złego na myśli. A jednak. Nawet jeśli nie robimy tego intencjonalnie i tak jest to mega słabe, a może nawet gorsze, bo stajemy się kompletnymi ignorantami.

Jedna z moich przyjaciółek, która jest po rozwodzie, poślubiła takiego głupiego męża jak ja. On nie jest złym człowiekiem, jest po prosty złym mężem. On, podobnie jak jak, kiedy słyszał, czego jego żona oczekiwała, dostawał zadyszki. A ona chciała zaangażowania w życie rodzinne. Masakra. Chciała czułości, poczucia bycia ważną. Horror. Dobrego seksu. Ufff.

Za każdym razem mówiłem swojej żonie: „Dlaczego zawsze chcesz ode mnie tych rzeczy, które czegoś ode wymagają, a nie od ciebie? To nie jest w porządku”. Czasami myślisz, że twoja żona, partnerka „sprawia ci kłopot”, kiedy chce spędzić wspólnie czas. To refren wszystkich dupków na całym świecie: „A co jest nie tak z naszym wspólnym czasem?!?”.

O jednym się przekonałem, ale niestety zbyt późno. Małżeństwo nie jest dla wszystkich. Nie żenimy się po to, by być szczęśliwi. W małżeństwie nie chodzi o naszą wygodę, o to, żeby nam było dobrze, chodzi o osobę, która poślubiłeś. O to, czy chcesz ją uszczęśliwiać, widzieć codziennie jej uśmiech, być częścią rodziny, którą z nią tworzysz

Prawdziwe małżeństwo (i prawdziwa miłość) nigdy nie dotyczy ciebie. Chodzi o kobietę, którą kochasz – jej potrzeby, jej nadzieje i marzenia.

Małżeństwo NIE jest po prostu umową, polega na dawaniu czegoś więcej.

Czasami oznacza siedzenie cicho przy stole, słuchanie opowieści, które mogą cię nie interesować, ale robisz to, bo dla niej jest to ważne.

Czasami oznacza oglądanie filmu, który niekoniecznie sam być wybrał.

Czasami oznacza położenie się szybciej spać i mieć dobry seks, zamiast oglądać mecz Ligii Mistrzów.

Daj jej więcej niż tylko siebie, a jestem pewien, że dostaniesz wszystkie te rzeczy, których najbogatsi ludzie na świecie kupić nie mogą.

Radość.

Spokój.

Zadowolenie.

Szczęście.

Miłość.

Jestem prawie pewien, że będziesz żyć bez strachu i wstydu. Że będziesz chodzić z wysoko podniesioną głową, odwagą i dumą.

Jestem pewien, że zatrzymasz swoją rodzinę. I że twoje dzieci, gdy dorosną, będą też mieć cudowne związki.

Co się dzieje, kiedy małżeństwo nie dotyczy ciebie, ale kobietę, których kochasz?

Wszystko. Długo i szczęśliwie.


Jest jedna ważna rzecz, którą powinniśmy sobie uzmysłowić na temat rozwodu

Sziti Mąż
Sziti Mąż
5 września 2018
Fot. iStock/Marjan_Apostolovic

Dlaczego jest tak, że w przypadku rozwodu współczuje się kobiecie, ją się podziwia, jej szybciej chce cię pomóc, wesprzeć dobrym słowem. Jakby rozwód kompletnie nie dotyczył facetów. Oni zawsze sobie dadzą radę.

Gówno prawda, wydaje się wam, że faceci są nieczuli, że tylko potrafią się awanturować albo przejść do tego, co się stało w milczeniu? To kobiety płaczą, mówią o stracie, o tym, jak trudna to była decyzja, kiedy same składają pozew o rozwód. Jakby rozwód miał płeć – był tylko kobietą.

Rozwiodłem się. Moja żona ode mnie odeszła. I naprawdę myślicie, że zrobiło to na mnie mniejsze wrażenie niż na niej? Że pogodziłem się szybko z tym bądź co bądź traumatycznym przeżyciem? Że skoro nie mówiłem kolegom, nie żaliłem się, to rozwód był dla mnie łatwiejszy niż dla niej? To mit na temat rozwodów i rozstań.

Powiem wam coś, o czym faceci nie chcą mówić, może dlatego, że nie lubią obnosić się ze swoimi uczuciami, może nie chcą na zewnątrz epatować wszystkim tym, co w nich siedzi i gryzie ich od środka. A przecież smutek jest naturalną emocją w takiej sytuacji.

Rozwód jest jedną z najbardziej stresujących rzeczy, które mogą się wydarzyć w życiu, jest jak utrata najlepszego przyjaciela lub kogoś z rodziny. Przeżywa się żałobę. Faceci, tak samo jak kobiety, są zagubieni, bo nagle ich przyszłość zostaje ucięta, wszystko, co sobie planowali, co sobie wyobrażali, już nie istnieje. Ja się zastanawiałem, gdzie pojedziemy za rok na wakacje, a tu – koniec, kropka, nic dalej nie ma. Musiałem swoją przyszłość bez żony budować na nowo. To jakby ktoś cię okradł z marzeń, z planów, jakbyś stracił swoją tożsamość. Tak się czujemy.

Po rozwodzie nie spałem, brałem leki, bo mój nastrój spadł drastycznie. Tak, owszem, robimy dobrą minę do tej kiepskiej gry. Śmiejemy się, jak kumple poklepują nas po plecach mówią: „Zazdroszczę ci stary tej wolności” albo „Noo teraz to poszalejesz”. Znam facetów, którzy po rozwodzie zaczęli pić, wpadli w hazard, jakby pustkę, która powstała w ich życiu, chcieli zapełnić byle czym, byle szybko. Wiecie, co jest najlepsze – że żadne z nich nie poprosił o pomoc, nie zgłosił się do specjalisty, nie pokazał po sobie, że nie radzi sobie z tą sytuacją.

Często słyszę albo czytam, jak kobiety mówią, że po rozwodzie zaczęło się ich prawdziwe życie. Zrozumiały, co lubią, co chcą zrobić, zmieniły pracę, miejsce zamieszkania, fryzurę. Takie nowe prawdziwe życie. A faceci? Znacie faceta, który po rozwodzie wziął się z życiem za bary? Ja nie znam. A jeśli już to jakieś wyjątki. Wiem po sobie, że nie zmieniłem nic. Miałem pretensje do świata za to, co się stało, ale nie dało mi to kopniaka w tyłek, nie zmusiło do działania, przez długi czas nie pokazało, że muszę zadbać o siebie. W końcu zawsze dbała o mnie żona – zbyt późno to zrozumiałem.

Myślałem, że wszystkie te przygodne związki, znajomości na jedną noc to plusy życia po rozwodzie. Faceci często wpadają w tę pułapkę – nagle okazuje się, że nie potrafią funkcjonować bez kobiety u boku, takiej, które będzie ich podziwiać, która się nim zajmie, której będą mogli się wygadać lub która akceptuje nas takimi, jakimi jesteśmy. To jest paradoks rozwodu – dopiero, gdy zabraknie przy nas na stałe kobiety, zaczynamy szukać nerwowo innej, każdej, żeby poczuć się bezpiecznie. Próbuję zrozumieć skąd to się bierze. Skąd w kobietach taka siła, taka moc sprawcza i ta pewność, gdy zostają same. A my stajemy jesteśmy jak dzieci we mgle. Nie wierzycie? Przejrzyjcie portale randkowe – tam jest zdecydowanie więcej rozwiedzionych mężczyzn niż kobiet.

Jest jeszcze jedno – tęsknimy za dziećmi. Bardzo. Choć rozstaliśmy się we względnej zgodzie, choć dzisiaj po pięciu latach mamy dobry kontakt, to jednak widywanie dzieci w weekendy, po jednym dniu w tygodniu jest tym, z czym najtrudniej mi sobie poradzić. Nie zmieniam ustalonych zasad, bo nie o moje widzimisię chodzi, tylko o poczucie bezpieczeństwa dzieci. One w utartym schemacie czują się pewnie, gdy chcą się ze mną spotkać poza ustalonym planem, nie ma z tym problemu. Ale mi serce pęka, chciałbym co noc móc tulić je do snu, jeść z nimi kolację, budzić rano… Który facet mówi o tym głośno? Który dzwoni kilka razy dziennie do swoich dzieci, spytać, co słychać? Usuwamy się na bok ze świadomością, że tak będzie lepiej dla naszych dzieci, musimy swoje emocje schować głęboko. To mama czuje się spełniona, dzieci są z nią, każdego dnia i z nią są szczęśliwe – muszę sobie o tym przypominać.

Więc dla kogo rozwód jest trudniejszy?

Rozwód jest trudny dla kobiet.

Rozwód jest trudny dla mężczyzn.

Rozwód jest trudny dla KAŻDEGO.

Jeśli już szukamy uogólnień to prawda jest jedna – w rzeczywistości podczas rozwodu każdy cierpi. Wszyscy odczuwają zawód i mają poczucie straty. Rozwód nie ma płci. Pamiętajcie o tym, nim facetowi pogratulujecie wolności.