„Dlaczego zmusiłeś mnie do myślenia, że coś ze mną jest nie tak? Że to ja jestem winna twoim zdradom i kłamstwom?”. List do byłego męża

Listy do redakcji
Listy do redakcji
7 stycznia 2018
Fot. istock/AdrianHancu
Fot. istock/AdrianHancu
 

Muszę napisać ten list bez znaczenia, czy kiedykolwiek go przeczytasz. Muszę napisać ten list dla siebie, żeby w końcu zamknąć pewien etap w moim życiu, żeby móc pójść dalej, żeby wyrzucić z siebie wszystkie te emocje, które nadal w sobie noszę.

Nadal, choć minęły już cztery lata, a ja nie potrafię zapomnieć. Przychodzisz do mnie w snach, budzę się zerwana obrzydzeniem, serce bije mi jak oszalałe, a w głowie dudni: „Czym sobie na to zasłużyłam?”.

Byłeś cudownym facetem, jak każdy na początku. Zrobicie wszystko, by zauroczyć kobietę, by ją od siebie uzależnić, by wygodnie się ustawić, żeby ktoś koło was biegał i wam dogadzał. Byłam jedną z tych głupich, tak bardzo chciałam wierzyć, że to co mnie spotkało, jest szczęściem. Jak mała dziewczynka, karmiona stereotypami, byłam przekonana, że ty jesteś tym księciem na białym koniu, który uwolni mnie z wieży. Gówno prawda. Wy najczęściej nas w tych wieżach zamykacie i każdego dnia każecie na siebie czekać, czekać na gest czułości, miłości, na to jedno spojrzenie, przytulenie. My gotujemy, pierzemy wasze gacie, skarpety, myjemy zlew, kiedy zaplujecie go pastą i czekamy… Czekamy aż wrócicie do domu i łaskawie na nas spojrzyjcie, spojrzycie tak, żebyśmy czuły się kochane. Jesteście cwani, wiecie, gdzie jest granica, szybko ją wyczuwacie. Wtedy są kwiaty, kolacja, seks, w którym na nas zwracacie uwagę. Przez jakiś czas jest cudownie, żeby później wszystko mogło wrócić do komfortowej dla was normy.

Dzisiaj wspomnienia wywołują we mnie złość i smutek. Zła jestem, że tak pozwoliłam ci wkroczyć w moje życie, że byłam tak głupia, żeby nie zadbać o siebie. Wszystko było dla ciebie, cała ja, każda minuta mojego dnia była tą, która ostatecznie prowadziła do tego, żeby to tobie było dobrze. Widzę wiele kobiet, które tak robią, które wierzą, że to jest właśnie ich przeznaczeniem, powołaniem, do tego zostały stworzone – podtrzymywać ogień domowego ogniska, choćby świecił fałszywym blaskiem. Nie chcemy tego widzieć, nie chcemy się rozczarować, nie chcemy przyznać się, że byłyśmy naiwne, że pomimo na zewnątrz głoszonych feministycznych haseł o niezależności, jedyne o czym marzyłyśmy, to żeby ktoś się nami zaopiekował. Tak, ja też o tym marzyłam. I myślałam, że dzięki tobie to marzenie się zrealizuje.

Zostało rozczarowanie i stawiane pytanie, czy miłość naprawdę istnieje? Czym jest? Co oznacza? Może to marketingowy wymysł tych wszystkich, którzy na miłości chcą robić biznes – od producentów czekoladek, po produkcje filmowe. Może miłość nie istnieje? A jedyne co nam każe łączyć się w pary, to pierwotny instynkt, dzięki któremu utrzymujemy nasz gatunek, a co niektórzy próbowali ubrać w głębsze uczucia?

Bo jak można mówić o miłości, kiedy ktoś rani ciebie tak mocno, ktoś, kto jeszcze chwilę temu mówił, że kocha. Do dzisiaj zastanawiam się, dlaczego zrobiłeś mi tak okropne rzeczy, dlaczego tak mnie potraktowałeś, wykorzystałeś? Dlaczego zmusiłeś mnie do myślenia, że to coś ze mną jest nie tak? Że może to ja jestem winna twoim romansom, zdradom, twoim kłamstwom. Jak mogłam dopuścić do tego, żeby o sobie źle myśleć, żeby to w sobie szukać powodów krzywdy, którą mi zrobiłeś?

Kochałam cię, byłam w stanie zrobić wszystko, żebyśmy byli razem szczęśliwi. Mdli mnie, jak sobie przypominam nasz ślub. Siedzieliśmy przed ołtarzem idealnie odgrywając nasze role. Ważna była sukienka, ilość gości, czy schabowe podane będą ciepłe i czy muzyka wszystkim się spodoba. Co za pieprzenie, jakby to miało jakiekolwiek znaczenie, jakby zadowolenie wszystkich świadków naszej przysięgi, miało być miarą naszego dalszego życia. Na naszym weselu zupa musiała być przesolona, skoro życie z tobą stało się dla mnie gorzką pigułką, której nie mogę przełknąć.

Zabrałeś mi 20 lat mojego życia. Wyrwałeś mi serce i podeptałeś je z premedytacją. Nie stać cię było na szczerość, na przepraszam. To było obrzydliwe. Te wszystkie – to twoja wina, gdybyś bardziej się starała, gdybyś nie była taka zmęczona, gdybyś zwracała na mnie bardziej uwagę. Dźwięczy mi to nadal w głowie, jak klątwa. Wiele miesięcy zabrało mi uporanie się z poczuciem winy, ze zrozumieniem, że to nie ja jestem winna rozpadowi naszego małżeństwa. To nie ja zdradzałam, oszukiwałam. To ty byłeś niedojrzałym gnojem, który wolał uciekać niż zmierzyć z problemami, niż wziąć odpowiedzialność, niż pokazać, że mu na nas zależy. Tobie nie zależało. Kiedy to zrozumiałam, przepłakałam kilka dni… Jakby ktoś rozdarł mnie na pół, jakby pozbawił mnie uczuć. Byłam tak pusta… Nie czułam nawet bijącego serca. A może przestało bić? Może już go nie ma? Bo jak ma bić serce, które pozbawione zostało kochania? Które oszukała miłość?

Dzisiaj cieszy mnie, że nasze dzieci są nastolatkami, że nie muszę się z tobą kontaktować. Że sami między sobą ustalacie kontakty, że dzieje się to trochę poza mną. Ty jedynie odwiedzasz mnie w snach, w snach, po których biegnę pod prysznic, żeby zmyć z siebie obrzydzenie. Chcę cię już wyrzucić z mojej głowy. Chcę, żebyś zniknął z mojego życia. Zasłużyłam na coś lepszego. Nauczyłeś mnie rzeczy, których żadna żona nie powinna nauczyć się od swojego męża – strachu, nie chroniłeś mnie, nie dałeś poczucia bezpieczeństwa.

Ale to już koniec, już tak nie chcę. Nie chcę się bać, nie chcę czuć się winna. Chcę w końcu podnieść dumnie głowę i zawalczyć o swoje szczęście. Mam przecież 45 lat, jeszcze wszystko przede mną, jeszcze wiele może się zdarzyć. Nie czekam na miłość, bo w nią nie wierzę. Ale wiem, że szczęście mogę budować sama, że mogę spełnić swoje marzenia, musiałam je tylko na nowo znaleźć, nazwać.

Jutro będzie nowy dzień, dzień, w którym zrobię krok do przodu, dzień, w którym zobaczę za sobą zamknięte drzwi. Żegnam cię bez żalu, wyciągnęłam wnioski, spojrzałam na siebie moimi, a nie twoimi oczami. Czas zostawić przeszłość, nie karmić złych wspomnień, nie rozpamiętywać. Niczego od ciebie nie chcę. Jestem zmęczona walką z tobą, z uczuciami, z cieniem, który rzuciłeś na moje życie. Tym listem zamykam to wszystko. Koniec. Idę swoją drogą. Dziękuję sobie za miejsce, w którym dzisiaj jestem.


Naukowcy odkryli, że ciąża jest zaraźliwa. Uważajcie na ciężarne przyjaciółki

Redakcja
Redakcja
8 stycznia 2018
Fot. iStock/freemixer
Fot. iStock/freemixer
 

„Dopóki nie byłam w ciąży, to nie widziałam kobiet z brzuchami, a teraz mam wrażenie, że spotykam je na każdym kroku” – która z nas nie pomyślała w ten sposób choć raz spodziewając się dziecka.

Czasami żartujemy, żeby nie dotykać brzucha ciężarnej, bo można zajść w ciążę. Wiadomo, że ciążą raczej trudno się zarazić, jest to wręcz niemożliwe, a jednak… Nicoletta Balbo z Uniwersytetu Bocconi w Medliolanie i Nicola Barban z Uniwersytetu w Groningen w Holandii przeprowadziły badania wśród kobiet w wieku 26 – 33 lata. Badania wykazały, że kobiety, które zachodziły w nieplanowaną ciążę najczęściej miały przyjaciółki z czasów szkoły średniej, które urodziły swoje pierwsze dziecko maksymalnie do dwóch lat wcześniej. Ta zależność była na tyle widoczna, że postanowiono przyjrzeć się jej bliżej. „Nasze badanie pokazuje, że przyjaźń ma znaczący i silny wpływ na to, kiedy kobieta rodzi swoje pierwsze dziecko”, mówi współautorka badania, Nicoletta Balbo.

Okazuje się, że jeśli nasza przyjaciółka, którą poznałyśmy jeszcze w nastoletnim wieku, zachodzi w ciążę, to staje się dla nas pewnym wzorcem, pokazuje, że rodzicielstwo nie jest czymś strasznym, zwłaszcza gdy sama ma pozytywne doświadczenia. To nas w pewien sposób odblokowuje na posiadanie własnego dziecka, poza tym nieświadomie porównujemy się do przyjaciół, jeśli oni mają dobre życie, my też chcemy takie mieć. Co ciekawe, ta zależność dotyczy jedynie przyjaźni zawartych w szkole średniej i wcześniej.

Macie przyjaciółkę w ciąży, a same nie możecie zdecydować się na dziecko? Uważajcie – w tym przypadku może być zaraźliwa. 😉


 

źródło: 


„Mam 27 lat, nie chcę umierać. Kocham moje życie”. Poruszający list młodej kobiety, która umiera na raka

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
7 stycznia 2018
Fot. Facebook/Holly Butcher
Fot. Facebook/Holly Butcher

Kiedy nagle odchodzi osoba, która miała przed sobą całe życie, stajemy oko w oko z tą okrutną prawdą o życiu, że choroba i śmierć mogą zabrać nam najbliższych w najmniej spodziewanym momencie.

Holy, umierając napisała list. Warto przytoczyć choć fragmenty tego, co chciała przekazać innym. Warto zatrzymać się na chwilę i pomyśleć o tym, co jest w życiu naprawdę ważne.

„To dziwne zrozumieć i zaakceptować, że niedługo umrzesz, kiedy masz 26 lat. (…) Dni mijają i po prostu oczekujesz, że tak już będzie zawsze. Aż wydarzy się niespodziewane się wydarzy. Zawsze wyobrażałam sobie, jak się starzeję, jak przybywa mi zmarszczek, jak mam wielką, piękną rodzinę, którą planowałam zbudować z miłością mojego życia. Chcę tego tak bardzo, że to aż boli.

Takie jest jednak życie: delikatne, cenne i nieprzewidywalne, a każdy dzień jest darem, a nie twoim prawem.

Mam 27 lat. Nie chcę umrzeć. Kocham moje życie. Jestem szczęśliwa. Zawdzięczam to moim bliskim. Ale nie mam wpływu na moją chorobę i śmierć.

(…) Chcę tylko, żeby ludzie przestali martwić małymi, bezsensownymi problemami w życiu i starali się pamiętać, że wszystkich nas czeka to samo. Róbcie, co możecie, by ten czas godny i wspaniały.

Rzucam poniżej kilka myśli, miałam wiele czasu, aby zastanowić się nad życiem przez ostatnie kilka miesięcy. (…)

Kiedy martwisz się błahostkami, pomyśl o kimś, kto naprawdę ma problem. Bądź wdzięczny za to, że twój jest drobny i przebolej go. (…)

Zobacz, jak niebieskie jest niebo i jak zielone są drzewa. To takie piękne. Pomyśl, jakie masz szczęście, że możesz to zrobić – oddychać.

Być może utknąłeś dziś w korku, nie wyspałeś się, bo dzieci nie pozwoliły ci zasnąć albo fryzjer za bardzo skrócił ci włosy. (…)

Niech to wszystko pójdzie w niepamięć … Przysięgam, że nie będziesz myślał o tych rzeczach, kiedy nadejdzie twoja kolej. To wszystko jest nieistotne, gdy patrzysz na życie jako całość. Patrzę, jak moje ciało rozpada się na moich oczach, nic nie mogę na to poradzić i jedyne, czego sobie teraz życzę, to to, żeby przeżyć jeszcze jedne urodziny lub święta z moją rodziną lub jeszcze jeden dzień z moim partnerem i psem. Jeszcze tylko jeden…

(…) Doceń dobre zdrowie i sprawnie funkcjonujące ciało – nawet jeśli nie jest ono w idealnym rozmiarze. (…)

Bądź wdzięczny za każdy dzień, w którym nie odczuwasz bólu, a nawet dni, w których źle się czujesz, bo jesteś „tylko” przeziębiony , bolą cię plecy albo skręcisz kostkę. Zaakceptuj, że to „gówno”, ale bądź wdzięczny za to, że nie zagraża życiu i niedługo minie.

(…) Dawaj, dawaj i jeszcze raz- dawaj. To prawda, że ​​jesteś tym szczęśliwszy, im więcej robisz dla innych, a nie dla samego siebie. (…) To dziwne, że masz pieniądze na koniec … kiedy umierasz. To nie jest pora, kiedy kupujesz rzeczy materialne, takie, jak nowa sukienka. M​yślisz teraz jakie to głupie, że uważamy, że warto wydawać tyle pieniędzy na nowe ubrania i „rzeczy” w naszym życiu.

Kup swojemu przyjacielowi coś miłego, zamiast kolejnej sukienki dla siebie. (…)

Doceń czas innych ludzi. Nie każ im na siebie czekać(…)

Spróbuj po prostu cieszyć się i żyć chwilą, a nie starać się uchwycić ją na ekranie telefonu. Życie nie jest po to, by uzyskać idealne zdjęcie.

Słuchaj muzyki … naprawdę słuchaj. Muzyka to terapia.

Przytul psa.

Rozmawiaj z przyjaciółmi. Odłóż telefon.

Podróżuj, jeśli o tym marzysz, nie, jeśli tak nie jest.

Pracuj, aby żyć, nie żyj, aby pracować.

Poważnie, rób to, co sprawia, że ​​twoje serce jest szczęśliwe.

Zjedz ciastko. Bez poczucia winy.

Powiedz „nie” rzeczom, których naprawdę nie chcesz robić.

Nie czuj presji dlatego, że inni ludzie inaczej rozumieją „satysfakcjonujące” życie. Możesz chcieć „zwykłego” życia i to jest w porządku.

Powiedz swoim bliskim, że ich kochasz za każdym razem, gdy masz na to szansę i kochaj ich ze wszystkich sił.

Pamiętaj też, jeśli coś cię nudzi, masz moc, by to zmienić – w pracy, miłości lub w jakiejkolwiek innej dziedzinie. Miej odwagę, aby się zmienić. Nie wiesz, ile masz czasu na tej ziemi, więc nie marnuj go, jeśli jesteś nieszczęśliwy.(…)

Aha, i ostatnia rzecz, jeśli możesz, zrób dobry uczynek dla ludzkości (i mnie) i zacznij regularnie oddawać krew.

Do zobaczenia.”


Na podstawie: 

 


Zobacz także

Fot. iStock/miljko

Na jeźdźca czy od tyłu? Co twoja ulubiona pozycja mówi o tobie? [18+]

Fot. iStock/AleksandarNakic

Rozstania i powroty. Co musi się zadziać, by związek z „eks” wypalił?

Fot. iStock/adl21

Moje życie z tyranem. Odnajdujesz tu cząstkę siebie?

http://cialis-viagra.com.ua/

Нашел в интернете нужный портал со статьями про Сиалис 40 мг здесь
дженерик левитра купить