Dobre rady, których stara panna ma już po dziurki w nosie

Stara Panna
Stara Panna
29 maja 2017
Co nas wkurza?
Fot. iStock / knape
 

Ludzie uwielbiają dawać innym dobre rady. Szczególnie, gdy o nie nie prosisz i żadnych nie oczekujesz. Szczególnie, gdy jesteś starą panną i wydaje im się, że za sprawą ich fantastycznych podpowiedzi twój stan cywilny szybko się zmieni. Te wszystkie rady, porady i wskazówki znam bardzo dobrze, bo słyszałam je już setki razy i powiem szczerze – niektórych mam już po dziurki w nosie!

Nie martw się, jeszcze kogoś spotkasz

Czyli założenie z góry, że twój stan cywilny jest powodem zmartwień, rozterek i smutków. Stara panna, biedna, samotna, łkająca nocą w poduszkę z powodu nieudanego życia… Po części może to i prawda, ale na litość boską, mamy XXI wiek, trochę się zmienił styl życia, priorytety i konwenanse. Nie twierdzę, że bycie solo jest lepsze niż małżeństwo czy trwały związek, ale coraz częściej jest to świadomy wybór i autonomiczna decyzja. Czas poszerzyć horyzonty i przestać generalizować!

Musisz sobie kogoś znaleźć

Musisz. Nie, że możesz, powinnaś, czy byłoby ci fajniej w parze – ty MUSISZ kogoś mieć, bo… bo właściwie to co? Tego nikt już nie tłumaczy, ale mus to mus, masz znaleźć i kropka.  A gdzie znaleźć i jak? Oooo, pomysłów jest na to jest wiele – jedni polecają dyskoteki, inni mówią, że wszędzie, byle nie na dyskotece. Ktoś powie w kościele, wielu szuka wśród bliższych i dalszych znajomych, w swatki zaczynają się bawić i czują powołanie do zostania Kupidynem. Pamiętaj jednak, że nic nie musisz, a zaczynanie związku tylko dlatego, że ktoś ci tak radzi i czujesz presję, nie jest dobrym pomysłem.

Musisz wychodzić do ludzi

Bo teraz pewnie zabunkrowałaś się w swoim domu, unikasz towarzystwa innych stworzeń ludzkich i wychodzisz tylko po zmroku, by zminimalizować ryzyko napotkania kogokolwiek.  Droga stara panno, musisz do ludzi wyjść, z ludźmi się zbratać, porozmawiać, poudzielać nieco towarzysko.  Do boju, a raczej podboju męskich serc – bo to wychodzenie ma oczywiście konkretny cel, a mianowicie znalezienie mężczyzny i zmianę stanu cywilnego.

Załóż sobie konto randkowe

No przecież wszyscy tak teraz robią to i ty możesz. Rach, ciach, logujesz się, odpowiadasz na kilka pytań i już wybierasz, przebierasz, kandydatów masz w bród! A potem to już jak w filmie – od kliknięcia do zamążpójścia droga niedaleka… a przynajmniej tak sobie to wyobrażają ci „życzliwi”, którzy sami pewnie nigdy z portali randkowych nie korzystali. A szkoda, bo może wtedy przestaliby cię zasypywać swoimi dobrymi radami.

Nie bądź taka wybredna

I tu jest pies pogrzebany – starą panną jesteś, bo wybrzydzasz, przebierasz w mężczyznach, nikt ci się nie podoba. A gdybyś trochę odpuściła, mniej wybredną się stała to na pewno miałabyś życie poukładane i związek szczęśliwy.  Bo przecież to takie proste i oczywiste… gdy stoi się z boku i ocenia kogoś jedynie po kawałku rzeczywistości i tym, co nam się wydaje.

Udawaj trochę głupszą

Twoje staropanieństwo to wyłącznie twoja wina – używasz mózgu zdecydowanie zbyt często, a przecież każdy wie, że faceci boją się inteligentnych kobiet. Bądź od czasu do czasu typowa blondynką, udawaj, że nie wiesz, nie znasz się, taka niedoświadczona jesteś i słaba. Powiedz coś głupiego, gafę walnij, łzę uroń, by męskie serce zmiękczyć, a męskie ego podbudować.

Może gdybyś schudła/ zmieniła fryzurę/ ubrała się inaczej….

Czyli takie eufemistyczne powiedzenie ci „nie masz nikogo, boś brzydka jak noc”. Dziękuję bardzo za takie rady! Najczęściej dają je ci, którzy sami miss/ misstera universum nie przypominają. A co z tym, że liczy się wnętrze? Co z miłością do człowieka, a nie jego powierzchowności? Oczywiście, nikt nie jest naiwny, wygląd też ma znaczenie, ale nie czarujmy się, że zmiana fryzury będzie zmianą całego życia – takie rzeczy jedynie w filmach. Najważniejsze to kochać siebie, akceptować i być pewnym swojej wartości – nawet z rozdwojonymi końcówkami i w niemodnej bluzce.

Nie martw się, bo siostra mojej znajomej…

Czyli opowieści, które mają być pocieszeniem, ale często nie są. Bo przytaczanie przykładu siostry, sąsiadki albo czyjejś dalekiej znajomej, która w sanatorium w Ciechocinku w końcu spotkała miłość życia nie jest pokrzepiające – do emerytury jeszcze mam daleko i nie zamierzam z życiem miłosnym nie czekać na jesień życia. Poza tym kto powiedział, że potrzeba mi pocieszania? Dziękuję, mam się całkiem dobrze, korzystam z życia, zadowolona jestem, a że stara panna? Cóż, jeśli ktoś ma z tym problem, to jest to wyłącznie jego sprawa.

A wy macie jakieś „dobre rady”, których nie możecie już znieść? Jak sobie z nimi radzicie? A może jakieś stosujecie?


Zastanawiasz się czasem „jak ona to robi?”. Powiem ci – świetnie udaje

Stara Panna
Stara Panna
30 czerwca 2017
fot. iStock/ yulkapopkova
 

Znasz te kobiety, które wydają się być idealnie ogarnięte w każdej dziedzinie, których plan A nigdy nie zmienia się na B, C czy nawet Z, bo zawsze dopinają swego? Mają ułożone życie rodzinne, z powodzeniem wychowują dzieci, w pracy zgarniają pochwały, zawsze mają pomalowane paznokcie i starannie zrobiony makijaż, a ich bluzka gniecie się jakoś tak mniej niż bluzki innych. Z lekką nutą zazdrości zastanawiasz się czasem „jak ona to robi?”. Powiem ci – świetnie udaje!

W życiu każdej osoby jest jak w teatrze – to, co na scenie, możemy oglądać, podziwiać, analizować i oceniać do woli, ale kulisy są dla nas jedną wielką zagadką i nawet, jeśli tam się wali i pali, to nie mamy o tym bladego pojęcia. Każdy z nas ma takie swoje kulisy, do których wpuszcza nielicznych, najbliższych sobie ludzi, przed którymi nie boi się otworzyć i pokazać prawdy o sobie. Na co dzień widzimy najczęściej jedynie publiczny obraz drugiego człowieka, to, co on sam zdecydował się światu zaprezentować i ujawnić. I znowu, tak jak w teatrze – jedni grają znośnie i przeciętnie, inni są niczym drewno i widać każde ich niedociągnięcie i braki warsztatowe, a niektórzy zgarniają burzę oklasków po każdym swoim słowie czy geście i hipnotyzują widzów.

Te Cud Kobiety zaliczają się właśnie do ostatniej kategorii. Są fenomenalne w swoim udawaniu, wykreowały wokół siebie rzeczywistość, w której są niczym „święte – wiecznie ogarnięte”. Sprawiają wrażenie kogoś, kto małe problemy rozwiązuje w minutę, na duże potrzebuje dwóch, a cuda załatwia następnego dnia. Ale to jedynie fasada, zgrabna sztuczka z zakresu marketingu i PR- u, bo przecież nie ma idealnych kobiet, nie ma idealnych ludzi. Gdybyś zajrzała za ich kulisy zobaczyłabyś pewnie bałagan taki sam, jak i u ciebie, kolekcję masek na każdą okazję i sztab pomocników, którzy niezauważeni odwalają najczarniejszą robotę pomagając Cud Kobiecie funkcjonować bez szwanku dla jej pozycji.

fot. iStock/ Paolo Cipriani

fot. iStock/ Paolo Cipriani

Cud Kobiety świetnie udają, oto ich sekret! Udają, że nie stresuje ich deadline w pracy i bez problemu zdążą oddać dokumenty zanim szef się o nie upomni, a w rzeczywistości mają tak samo spocony tyłek i podskórny strach jak cała reszta. Udają, że foch ich czterolatki w sklepie w ogóle ich nie rusza, a spojrzenia ciekawskich ludzi wokół nie mają znaczenia, ale w myślach mówią sobie wszystkie brzydkie wyrazy, odliczają po raz wtóry do tysiąca i za szerokim uśmiechem ukrywają mocniej zaciśnięte zęby. Udają, że nie dotknęła ich przykra uwaga partnera, jego brak empatii i zrozumienia, bo nie mają siły na kolejną kłótnię i wywlekanie wszystkiego na światło dzienne. Udają, że ciasto, które podały teściowej upiekły samodzielnie w domowej kuchni, a te wspaniałe przekąski wyszły spod ich rąk, a nie z restauracji na rogu. Udają, że wcale sobie nie odpuściły niektórych spraw, że wciąż mają je na liście swoich priorytetów (bo przecież nie mieć nie wypada) i dążą do sukcesu w każdej sferze swojego życia (bo przecież nie dążyć nie wypada).

To nie jest hipokryzja, żadna próba oszustwa, czy wielkie intryga na światową skalę. Te Cud Kobiety udają nie po to, by komuś dokopać, pokazać swoją wyższość czy zyskać satysfakcję z czyjejś zawiści i zazdrości (przynajmniej w większości). One udają w akcie samoobrony i dla własnego dobra! Wypracowały sobie metodę na to, jak nie zwariować, jak nie dać się wpędzić w szalony wyścig o złoty medal Kobiety Perfekcyjnej – udają, że już są na mecie i dawno otrzymały nagrodę. Mają też swoje mantry, które powtarzają zaraz po przebudzeniu – jestem wspaniała, jestem doskonała, jestem szczęśliwa i zadowolona – i w które po pewnym zaczynają wierzyć. Dzięki temu same niejako zadecydowały o tym, jakie są, o swoim poczuciu szczęścia i osobistej satysfakcji – i tego można im zazdrościć, w tym warto brać z nich przykład!

Ty tez możesz być Cud Kobietą, od zaraz, od teraz! Przestań marudzić i wszystkim wokół rozpowiadać, jak to masz ciężko w życiu i z jakimi problemami walczysz. Odpuść tam, gdzie możesz i komu możesz, częściej spuszczaj siebie i swoich bliskich ze smyczy obowiązków i powinności. Pozwól sobie na zakulisowy bałagan, nie zabije cię odrobina nieporządku, gwarantuję! Nie roztrząsaj wszystkiego, co cię spotyka i przestań się przejmować każdym detalem, czasami nie mamy na pewne sprawy wpływu i trzeba to zaakceptować. Wmawiaj sobie, że jesteś wspaniała, wyjątkowa, rewelacyjna, atrakcyjna i cudowna- tak, właśnie, wmawiaj i udawaj przed samą sobą, jeśli nie chcesz przyjąć tego za oczywistość i rób to tak długo, aż w końcu nie zaczniesz w to wierzyć! A gdy to się stanie, inni będą patrzeć na ciebie i zadawać sobie pytanie „jak ona to robi?”.


Uczę się miłości, tej najtrudniejszej – miłości do samej siebie. Cholernie trudne zadanie!

Stara Panna
Stara Panna
20 maja 2017
Fot. iStock / piskunov

Podobno człowiek uczy się każdego dnia, w każdej chwili swojego życia. Jednak tego co najważniejsze nie da nam żadna szkoła, żadna książka czy mądrość wypowiedziana przez nauczyciela. Na nic nam skomplikowane wzory, encyklopedyczne definicje czy schemat budowy stawonogów, na nic znajomość czterech języków, mistrzowska obsługa pakietu office i umiejętność stawiania przecinków w odpowiednich miejscach. Wszystko to na nic, dopóki nie nauczymy się najważniejszego – kochać! Dawać miłość i przyjmować ją. Ale najtrudniejsze to nauczyć się miłości do samej siebie.

Jeszcze przed chwilą byłam wiecznie zabiegana, zapracowana, w stresie, czy ze wszystkim zdążę, czy nikogo nie zawiodę, nie narobię mu kłopotu. Dawałam z siebie zbyt wiele, w zasadzie nie oczekując w zamian tego samego. Wydawało mi się, że tak trzeba, że przecież powinnam, bo to takie życzliwe, sympatyczne i dobre. Zatraciłam się w tych powinnościach i koniecznościach do tego stopnia, że zgubiłam gdzieś radość i swobodę życia, zapomniałam, co znaczy odpoczynek i relaks. Nie wiem kiedy i gdzie stałam się wiecznie spiętą, zasadniczą i smutną kobietą. A przecież równocześnie miałam w sobie tyle miłości i czułości, które chciałam oddać światu, tej jednej, jedynej osobie, na która wciąż czekałam.

Aż w końcu mój organizm okazał się mądrzejszy i zbuntował się przeciwko takiemu życiu. Nie byłam w stanie pracować, myśleć i działać, dopadł mnie tak wielki spadek energii, że przez cały weekend leżałam bezczynnie w łóżku niezdolna do ruszenia ręką ani nogą. Nie, to nie była depresja, to zbyt duże słowo. Myślę, że po prostu moje ciało miało dosyć, mój umysł powiedział stop, moje serce zawołało w ten sposób o pomoc.

Leżałam tak i rozmyślałam, czego mi w życiu brak i wtedy zrozumiałam, że nie tędy droga! Że nie na brakach powinnam się skupiać, ale na tym, co posiadam. Że miłość, której tak bardzo pragnę i którą w sobie mam, powinnam ukierunkować najpierw na siebie. Bo skoro sama o siebie nie dbam, stawiam się zawsze na drugim lub nawet i dalszym miejscu, to jakim cudem inni mają mnie traktować inaczej? Nie bez powodu terapeuci, couchowie i niemal wszyscy dookoła powtarzają, że zanim pokochamy innych musimy nauczyć się kochać siebie. Więc uczę się tego i powiem jedno – to cholernie trudne zadanie!

Uśmiecham się do porannej siebie w lustrze

Nie boję się patrzeć na swoje odbicie w lustrze, robię to z uśmiechem i życzliwością. Przestałam się doszukiwać niedoskonałości, nowych zmarszczek, widocznych oznak zmęczenia. Są, to są, trudno, nawet z nimi jestem piękna, a co! Uśmiecham się do siebie, robię makijaż, puszczam oko i życzę miłego dnia. I wiesz co? Odkąd zaczęłam to robić, mam coraz więcej dobrych dni!

Odpuszczam, luzuję, pozwalam sobie nie musieć

Nie rzucam się już na każdy projekt, który mi proponują, uczę się negocjować terminy, gdy chcą narzucić zbyt duże tempo, częściej też odmawiam, gdy coś mi nie pasuje. Wcześniej zaciskałam zęby i grzecznie potakiwałam, bałam się, że moja odmowa kogoś urazi, kogoś zostawię w kłopocie. Uczę się odpuszczać, wyłączać komputer wieczorami i odpoczywać bez wyrzutów sumienia. Czy wiesz, że właśnie umiejętność relaksu i odpoczynku jest jednym z czynników, które charakteryzują ludzi sukcesu? No więc pracuję na swój sukces spędzając przyjemnie czas.

Nie patrzę na braki, ale doceniam to, co mam

Wielu rzeczy nie mam, ale nawet nie chcę ich mieć. Przestałam się skupiać na brakach i zaczęłam praktykować codzienną wdzięczność. Początkowo zapisywałam wieczorem  wszystkie fajne i miłe rzeczy, które mnie spotkały danego dnia, teraz wystarczy mi rozmyślanie o nich i przypominanie sobie. Do każdej z nich uśmiecham się i kłaniam się im w myślach – to bardzo pomaga i daje niesamowitą dawkę pozytywnej energii!

Nie zaprzeczam komplementom, uczę się je przyjmować i doceniać

Jeśli ktoś mówi mi komplement, przyjmuję go z radością i otwartymi ramionami. Przestałam myśleć, że mówią mi dobre rzeczy z grzeczności, że to jedynie takie tam gadanie. Skoro mówią, że ładnie wyglądam, że świetnie pracuję, zauważają postępy i sukcesy, to tak właśnie jest! Dzięki temu o wiele lepiej radzę też sobie z krytyką – nie załamuję się, ale wykorzystuję ja do poprawy i pracy nad sobą.

Przeszukuję archiwum dobrych wspomnień i robię porządek na półkach pamięci

Skupiam się na tym, co dobre, co miło jest wspominać, co chcę zachować. Robię porządek w archiwum mojej pamięci i staram się rozliczyć z tym, co kiedyś zepchnęłam, schowałam głęboko i zarosło już trochę kurzem. Było przy tym trochę płaczu (no dobra, więcej niż trochę), chwila bólu, ale to już czas, by pewne sprawy zamknąć i zostawić za sobą. Bo one nie dają nic, prócz emocjonalnego ciężaru, którego nie chcę dźwigać.

Zaczynam przyjmować do wiadomości, że jestem fajna i wyjątkowa

Jestem fajna. Jestem wyjątkowa. Jestem wspaniała. Zaczynam przyjmować do wiadomości, że taka właśnie jestem! To tylko brzmi tak łatwo, ale wcale proste nie jest. Oswajam się z tym, że moja przyjemność i wygoda, nie jest niczym złym – wcześniej wydawało mi się, że nie zasłużyłam sobie na to, że muszę więcej, bardziej, szybciej. Ale wcale nie muszę na dobre życie czymś specjalnym zapracować, bo to nie jest nagroda, ale moje prawo! Pozwalam więc sobie na układanie własnej codzienności tak, jak chcę i wiem już, że nie staję się przez to egoistką – dopóki nie żądam od innych by żyli według moich zasad, wszystko jest w porządku.

Wiem, że to wydaje się takie oczywiste i proste, że nie mówię nic odkrywczego – wszędzie dookoła słychać nawoływania couchów, Internet pełen jest cytatów i złotych myśli o samoakceptacji, uważności, medytacji, miłości do samych siebie. Kiedyś nie dowierzałam i nawet trochę się z tego śmiałam, ale dopóki jedynie słuchasz lub czytasz o tym, nie jesteś w stanie odczuć idącej za słowami niezwykłej mocy i siły. Nie tylko ja to czuję, ale widzą też to inni – mówią, że stałam się spokojniejsza, mniej zestresowana i bardziej życzliwa. Bo miłość do samego siebie niesie ze sobą miłość do świata, do drugiego człowieka, do wszystkiego, co cię spotyka, a dzięki temu życie staje się po prostu piękne.


 

Wysłuchała: Stara Panna


Мы предлагаем заказать и https://steroid.in.ua у нашего менеджера.
Cialis Générique

дженерик дапоксетин купить