DUUUP!!!

Jacek Gałązka
Jacek Gałązka
28 października 2015
foto: Jacek Gałązka
 

No i duuup! Wszystko się zawaliło….:( A miało być tak pięknie: wspólne życie, zaplanowane, chciane, kochane dziecko, wspólna starość… I co? i lipa. Rozstajemy się.  Mania ma 2 lata, trzeba to jakoś zorganizować tak, żeby jak najmniej się to na niej odbiło, ale jak tu coś organizować, kiedy świat Ci się wali na łeb?! Do dzisiaj budziło Cię o szóstej tuptanie małych, bosych stópek, a jutro co będzie, cisza…? Boję się o tym nawet myśleć.

Mężczyźni nie płaczą? W życiu nie słyszałem większej bzdury, chusteczki mi się kończą, a nie wyjdę taki zapuchnięty do sklepu bo… mężczyźni nie płaczą…

Staram się myśleć, że to tak na chwilę, Mania przecież wyjechała do dziadków. Ale nie mogę tak myśleć, bo trzeba coś „organizować”, bo wszystko zaczyna się zmieniać, a ja nadal nie potrafię sobie wyobrazić poranków bez tego tuptania…

Dochodzą do tego jeszcze emocje pomiędzy nami – dorosłymi. Na szczęście dziecko tego nie widzi, a i my staramy się kierować bardziej rozumem niż targającymi nami wzajemnymi pretensjami. Dobrze, że piszemy do siebie emaile, bo na żywo gadać bardzo trudno. Ustalamy wysokość alimentów i z kalendarzem w ręku dzielimy się opieką nad Manią. Oboje nie mamy wątpliwości, że wszystko musi być podporządkowane jednej wspólnej sprawie – dobru dziecka. Ustalamy, że Mania będzie u mnie 3 dni w tygodniu i jakiś kawałek weekendu, plus sytuacje doraźne, kiedy jedno z nas wychodzi, wyjeżdża i druga strona opiekuje się Marysią, zawozi i odbiera z przedszkola itp. Dom ma jednak u mamy i tego się trzymamy (choć trudno mi się było z tym na początku pogodzić) 😉

Najgorzej jest, kiedy ją odwożę z powrotem do mamy. Muszę potem wrócić do pustego domu. Mężczyźni nie płaczą, akurat….

Powoli się przyzwyczajam do nowego układu. A jeszcze miesiąc temu nie mogłem sobie tego kompletnie wyobrazić. Nawet zaczynam zauważać plusy tej sytuacji. A może tylko sam siebie przekonuję, że jest dobrze, bo co mam zrobić?

Tak było cztery lata temu. Dzisiaj jest… normalnie, pomimo, że po drodze było wiele nieporozumień i niepotrzebnych (a może potrzebnych) emocji. Staramy się wspólnie wychowywać Manię w dwóch domach, czasem trochę „zdalnie”. Podzieliliśmy się obowiązkami i… żyjemy. A co najważniejsze Marysia (chyba) zaakceptowała nową rzeczywistość i jest zadowolonym, radosnym, wspaniale rozwijającym się dzieciakiem 🙂 Zdaję sobie sprawę z tego, że mieliśmy dużo szczęścia (czytaj – dojrzałości), bo potrafiliśmy się dogadać rozumami, a nie emocjami, ale wiem ze to się niestety nie zawsze udaje….

Ostatnio zadano mi pytanie: czym jest dla Ciebie bycie częściowo „zdalnym” ojcem? Chyba tym samym co bycie ojcem w ogóle, czyli miłość, uważność, troskę, rozwój. Jednak mieszkanie osobno sprawia, że chce się lepiej wykorzystać czas spędzany z dzieckiem, nie tylko „bycie obok”, ale żywą interakcję. Także poczucie faktu, że dzieciak ma też inny dom paradoksalnie sprawia, że staramy się być dla niego fajniejsi niż gdybyśmy mieszkali razem, bo gdzieś z tyłu głowy kołacze nam się obawa, że jak przesadzimy z surowością, albo „byciem obok” to w jakimś momencie dziecko powie nam, że nie chce już do nas przyjeżdżać. I to są plusy zdalnego rodzicielstwa 😉

A jak jest u Was? Czy udało Wam się ułożyć sobie stosunki z byłą czy z byłym? Czy może prowadzicie nadal wojnę? Jak poradziliście sobie z taką sytuacją? Piszcie do mnie, w miarę możliwości chciałbym pomóc Wam ułożyć sobie wzajemną komunikację. Dla dobra dzieci.

[email protected]