„Dziecko musi mieć ojca” – mówiłam terapeutce. Bałam się zostać sama. A co, jeśli on miał rację i naprawdę byłam nikim?

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
6 marca 2018
Fot. iStock/LucidSurf
 

A miało być tak pięknie. Fajna para. Oboje z tego samego miasta. On był starszy, szybko wyjechał z domu do szkoły z internatem. Ale w pewne wakacje spotkaliśmy się na imprezie u wspólnych znajomych. Od razu zaiskrzyło. Taki wydawał się odpowiedzialny, zrównoważony.

„Ty ku*wo, może byś posprzątała”

Usłyszałam, kiedy pewnego dnia wrócił z delegacji. Nie było go tydzień. Ja z małym dzieckiem. Janek miał wtedy cztery miesiące. Samiutka jak palec w obcym mieście, bo za nim wyjechałam. Dostał pracę, musiałam decydować, czy związek na odległość czy budujemy coś naprawdę razem. Wtedy postawił mnie pod ścianą. Właściwie nie miałam wyboru, ale chyba też nie chciałam go mieć, chciałam być z nim, myślałam: „Jakoś się ułoży”. I się ułożyło, dostałam świetną pracę, szybko awansowałam. Ale, kiedy urodziłam… byłam zupełnie sama. Znikąd pomocy. Były mrozy, zimno jak diabli. Trudno mi nawet było wyjść zrobić zakupy. Starałam się jak mogłam, ale bywało, że sytuacja mnie przerastała. W międzyczasie zmarła moja mama… Byłam sama jak palec. Ta świadomość mnie dobijała. Czekałam na niego, chciałam, żeby mi pomógł. Żebym mogła się wykąpać, ubrać i jak człowiek wyjść sama po zakupy. Myślałam, że zwariuję.

To wtedy usłyszałam: „Ty ku*wo, może byś posprzątała?”. Myślałam, że się przesłyszałam. Zdążył wejść, ogarnąć wzrokiem mieszkanie. W zlewie stały naczynia ze śniadania… To wszystko. Ale to jemu już przeszkadzało. Już było za dużo. „O co ci chodzi?” – spytałam. Wzdrygnął ramionami. Wziął piwo z lodówki i usiadł przez telewizorem. Nawet Janka nie wziął na ręce…

„Dobrze, że zmarło, po co mu taka matka”

Żyjesz od dobrych chwil do kolejnych dobrych. Wszystko to, co dzieje się pomiędzy, nie istnieje. Jakbyś skamieniała i wszystko, co ciebie rani, dotyka, co krzywdzi, nie docierało. Trafiało na silny opór wyparcia. Pracuję w dużej korporacji. Zarządzam zespołem ludzi. Szybko wróciłam do pracy. Przeliczyłam, że stać mnie będzie na nianię dla Janka, poza tym firma dawała mi korzystne warunki. Jeden dzień w tygodniu pracy w domu, a jak chciałam to nawet dwa. Kiedy tęskno mi było za synkiem, korzystałam z tej możliwości.

On nie był szczęśliwy. „Co to za matka, co nie zajmuje się dzieckiem” – słyszałam, kiedy wracał do domu, a ja stawałam na głowie, żeby wszystko ogarnąć. Z wywieszonym językiem jechałam z pracy, robiłam, zakupy, ciepłą kolację, bawiłam się z małym. Kąpałam. Czytałam bajki i usypiałam… On tego nawet nie widział, bo wracał do domu, kiedy Janek już właściwie spał. W weekendy też nic go nie obchodziło. Najgorsze, że dopiero teraz to widzę. Byłam w amoku. Nadskakiwałam mu. Gotowałam obiady, organizowałam wyjście do kina, na koncert. W ogóle nie widziałam tego, co się dzieje ze mną w tym związku. Ja – pewna siebie kobieta, zawodowo mocno stojąca na ziemi, przy nim stawałam się nikim. Służącą, która ze wszystkich sił starała się mu dogodzić nie dostając nic w zamian.

Druga ciąża. Bałam się bardzo, nie wiedziałam jak to będzie. Janek miał trzy lata. My się coraz częściej kłóciliśmy. Właściwie chyba o wszystko. O to, że zostawiłam klocki na podłodze, że syn będzie takim samym syfiarzem, jak ja. Że nie odstawiłam kubka po kawie do zlewu, że kupiłam sobie beznadziejną sukienkę… Głównie on mówił.

Ciąża. Pomyślałam, że zdarzyła się po coś. Że może dać nam drugą szansę. Poroniłam w osiemnastym tygodniu… Już czułam ruchy. I nagle krwotok. Nie wiadomo skąd, brak medycznych uzasadnień. W szpitalu, gdy przyszedł, usłyszałam: „Dobrze, że zmarło, po co mu taka matka?”. Te słowa do dzisiaj dźwięczą mi w głowie. Nie umiem ich wymazać. Chciałam krzyczeć, wyć na cały głos. Wbić mu nóż w plecy. Pierwszy raz pomyślałam wtedy: „Nienawidzę cię”.

„Dla mnie jesteś nikim”

Dostał propozycję pracy w innym mieście. Nie chciałam się już przenosić nie byłam gotowa znowu stawiać całego swojego świata na głowie. Miałam świetną pracę. Janek chodził do przedszkola. Potrzebowałam spokoju, a nie ciągłych zmian. Ustaliliśmy, że będzie dojeżdżającym mężem, a później to się zobaczy. Kiedy go nie było, czułam spokój. W piątek od rana narastał niepokój. W pracy nie mogłam się skupić. Nieustannie myślałam, czy buty są równo ustawione, czy wszystko poprałam, pochowałam po szafach, myślałam o tym, żeby Janek pospał w przedszkolu i nie był marudzący. W pracy śmiali się ze mnie, że pierwszy raz widzą kogoś, kto stresuje się weekendem, zamiast się z niego cieszyć. Rzeczywiście w poniedziałek zjawiałam się odprężona i z uśmiechem na twarzy.

Nie zdawałam sobie sprawy, jak to było widoczne. Aż w pracy pojawił się nowy kolega. Oprowadzałam go po firmie, poznawałam ze wszystkimi. Miałam mu pomóc się wdrożyć. Szybko złapaliśmy kontakt. Fajny. Po tygodniu zaprosił mnie na drinka – w ramach podziękowania. Poprosiłam nianię, żeby odebrała Janka i została z nim dłużej, bo mam służbową kolację. Nie chciałam z nim iść do łóżka. Nawet przez myśl mi to nie przeszło. Był uroczy, zabawny. Czułam się przy nim swobodnie. Rozstał się z narzeczoną trzy miesiące przez ślubem: „Dotarło do mnie, że to nie jest to, nie byłem w stanie wyobrazić sobie życia z nią” – tłumaczył z rozbrajającą szczerością. „Szkoda, że do mnie to nie dotarło” – rzuciłam. Nie musiał pytać. Wylało się ze mnie. Nie wierzyłam w to, co mówiłam. Jakby długo skrywane emocje nagle postanowiły pokazać się światu.

„Poniża mnie. Budzi w nocy, żebym umyła podłogę, kiedy zasnę z synkiem. Jemu wszystko się należy, ja dla niego jestem nikim. Co z tego, że zarabiam, że jestem finansowo niezależna… Kiedyś spytał, ilu w pracy dałam dupy, że tak mi się dobrze układa”. Przerwałam w pół zdania nagle rozumiejąc, co się dzieje ze mną, z moim życiem. Nigdy nikomu o tym nie mówiłam. Nie było komu. Mama nie żyła, tacie się nie zwierzałam. Siostra za granicą miała swoje problemy, a ja jakoś odsunęłam się już dawno od przyjaciółek. Płakałam jedynie wieczorami w poduszkę… Zwłaszcza po tym, kiedy się kochaliśmy, bo tylko wtedy on potrafił być czuły, nie chciałam, żeby to się kończyło.

Minęły kolejne cztery lata. Janek poszedł do szkoły. Ja przeszłam ciężką depresję. Pewnie sama bym tego nie zauważyła, ale koleżanka z pracy zaczęła się martwić. Terapia. Na pierwszej sesji tylko płakałam, na kolejnej też. Jedyne, co czułam to strach przed zbliżającym się weekendem. Moje całe ciało się buntowało. „Dziecko musi mieć ojca” – mówiłam terapeutce. „Nie poradzę sobie bez niego” – powtarzałam długo. Krok po kroku, bardzo powoli otwierałam się. To było trudne. Obwiniałam się za śmierć mamy, zostawiłam ją, pojechałam za miłością. Może chciałam całemu światu udowodnić, że było warto? Pozwalałam się poniżać, zagryzałam zęby, bo przecież były też dobre chwile, kiedy tylko ja starałam się bardziej. „Może to przez to, że spędzamy ze sobą tylko weekendy” – próbowałam go tłumaczyć i siebie, że tak długo w tym tkwiłam.

Bałam się zostać sama. Paraliżował mnie strach przez samotną przyszłością. A co, jeśli naprawdę nie jestem nic warta, jeśli bez niego nic nie znaczę, jeśli on ma rację, że głupi ma tylko szczęście, które kiedyś się skończy?

Po roku byłam gotowa na zmiany. Separacja. Nie był zaskoczony. Nie walczył. „Mogę żyć bez ciebie” – powiedział, ale już mnie to nie ukuło. Dwa lata temu się rozwiedliśmy. Nie ma kontaktu z Jankiem. Co miesiąc przelewa alimenty, to jedyne do czego czuje się zobowiązany. A ja? Buduję swój spokój. Cieszę się na weekendy. W końcu odpoczywam. Spotykam się z kimś od kilku tygodni. Ale czas pokaże, jak będzie. Wiem jedno – niezwykle łatwo jest wpaść w kleszcze toksycznego związku. I przez wiele lat nie zdawać sobie nawet sprawy, że w takim się utknęło, że nas wyniszcza maksymalnie.

Dlaczego to opowiadam? Żeby każda z was rozejrzała się dokładnie. Zrobiła rachunek sumienia – czy z tym facetem jest mi dobrze, czy jestem bezpieczna, czy czuję się kochana, a nie wykorzystywana. To nie jest łatwe, wiem. Ale pomyśl, czy chcesz, żeby tak właśnie wyglądało twoje życie?


wysłuchała Ewa Raczyńska 

 


20 ważnych rzeczy o miłości i życiu, które chciałabym, żeby ktoś powiedział mi jeszcze przed 30-tką. Pewnie nie popełniłabym kilku błędów

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
7 marca 2018
Fot. iStock/oatawa
 

Ostatnio w rozmowie ze znajomą powiedziałam: „Jeny, czemu nie mogłoby być tak, że 10 lat temu podejmując pewne decyzje, wiedziałabym to, co wiem dzisiaj”. „Na tym polega życie” – odpowiedziała. I wcale mnie tym stwierdzeniem nie pocieszyła. Mądrość życiowa przychodzi do nas wraz z wiekiem, bo oparta jest na naszych własnych doświadczeniach. Im więcej doświadczysz, tym będziesz mądrzejszy. Dopisałabym – pod warunkiem, że wyciągniesz słuszne wnioski.

Gdybym tak jednak mogła cofnąć czas, chciałabym, żeby ktoś powiedział mi tych kilka rzeczy jeszcze przed 30-tką.

1. Nawet jeśli wydaje ci się, że twoje serce zostało złamane – przeżyjesz to, staniesz na nogi i pokochasz na nowo. To może nie stać się jutro czy za tydzień, a nawet za rok. Ale uwierz, na pewno się w końcu wydarzy.

2. Nie ma nic złego w tym, że zauważyłaś rzeczy, które czyniły cię naprawdę szczęśliwą, kiedy ktoś bliski cię opuszcza lub odchodzi. Pielęgnuj wspomnienia i za nie bądź wdzięczna.

3. Spotkasz ludzi, którzy kompletnie nie będą cię rozumieć. To nie czyni ich złymi ludźmi, nie każdy potrafi wczuć się w sytuację drugiej osoby.

4. Spotkasz ludzi, którzy będą próbowali ci wmówić, że jesteś kimś zupełnie innym niż w rzeczywistości. Nie pozwól im na to, ważne, żebyś zawsze postępowała w zgodzie ze sobą.

5. Jeśli czujesz, że relacja z drugą osobą jest dla ciebie mało komfortowa, wycofaj się, masz do tego prawo.

6. Naprawdę warto pić dużo wody każdego dnia, twoja skóra ci się za to w przyszłości odwdzięczy.

7. To co inni myślą o tobie, nie jest twoją sprawą. To nie twój problem i nie musisz tracić energii, żeby kogoś przekonywać, że jest w błędzie.

8. Nikt nie zasługuje na nikogo. Twój związek będzie lepszy, jeśli zrozumiesz, że nikt nie jest niczyją własnością i nie ma prawa do drugiego człowieka.

9. Nie jest twoim obowiązkiem udowadnianie ludziom, że się mylą. Czasami jedyne, co możesz zrobić, to wyrazić swoją opinię i odejść.

10. Inwestowanie w takie rzeczy, jak pielęgnacja skóry czy włosów czy kupowanie sobie ulubionych ciuchów nie sprawia, że jesteś materialistą. Możesz wydawać pieniądze na to, co ci się podoba, co sprawia, że jesteś szczęśliwa.

11. Nigdy nie zapominaj o swoich marzeniach. Być może na pewnym etapie życia wydadzą ci się błahe lub nieosiągalne, ale wracaj do nich, jeśli ci na nich naprawdę zależy. Przyjdzie czas, kiedy je zrealizujesz.

12. Jeśli robisz coś, do czego nie przyznałabyś się swojemu przyjacielowi – po prostu tego nie rób.

13. Brak odpowiedzi też jest odpowiedzią. I to potężną. Pamiętaj o tym.

14. Nie musisz światu mówić wszystkiego. Masz prawo pewne rzeczy zachować tylko dla siebie. I to jest w porządku.

15. Intencje są ważne. Jeśli próbujesz osiągnąć cel, który jest dla ciebie ważny, nie pytaj siebie jak to zrobić, tylko dlaczego.

16. Jeśli coś ci się nie uda – w porządku. Zawsze możesz jeszcze raz spróbować jutro.

17. Nic jesteś winna ludziom, od których nic nie dostałaś.

18. Możesz ignorować tych, którzy przypominają sobie o tobie, gdy czegoś chcą lub gdy dla nich jest to wygodne. Nie jesteś emocjonalnym śmietnikiem. Masz pełne prawo odciąć się od takich relacji.

19. Ufaj swojej intuicji, słuchaj tego, co ci podpowiada, ona z pewnością nie wywiedzie cię na manowce.

20. Nie myśl, że wszystko wiesz, życie nie raz cię zaskoczy.


Jeśli doświadczyłaś której z tych rzeczy, masz w swoim otoczeniu kogoś z negatywną energią

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
6 marca 2018
Fot. iStock/Grandfailure
Następny

Świat byłby piękny, gdyby wszyscy odnosili się do siebie z życzliwością, nie wtykali nosa w nie swoje sprawy i nie robili innym, co im niemiłe… Ale to niemożliwe. Spotkasz na swojej drodze dobre, szczere i pozytywne osoby, spotkasz też tych, którzy wpłyną negatywnie na twoje życie lub wydobędą z ciebie to, co najgorsze.

Aby uchronić się od negatywnej energii, naucz się rozpoznawać tych, którzy są jej źródłem.

7 znaków typowych dla osób negatywnych

1. Malkontenctwo, które odczuwasz na własnej skórze

Martwią się cały czas- o ciebie i twoje sprawy również. Zawsze przewidują, że wszystko pójdzie nie tak, nawet jeśli wygląda na to, że pójdzie gładko. W słoneczną pogodę targają ze sobą ciężkie parasolki. W pewnym momencie zaczynasz czuć się w ich towarzystwie zmęczona i smutna. Zaczynasz przejmować ich punkt widzenia, lęki i obawy. A przecież wcześniej taka nie byłaś.

2. Pesymizm, który doprowadza cię do łez

Zdarza się, że czujesz się po prostu jak osoba niestabilna emocjonalnie. Pod wpływem pesymistów, ich słów, komentarzy popadasz w depresję, choć wydawało ci się, że nie jesteś podatna na takie zmiany nastrojów. Pesymiści to ludzie, którzy nigdy nie widzą jasnej strony życia. Kiedy jesteś w ich towarzystwie nieco dłużej, wkrótce sama zaczniesz uważać, że i z tobą coś jest nie tak.

3. Narzekanie, które sprawia, że wychodzisz z siebie

Powód znajdzie się zawsze, nawet najbardziej błahy: pogoda, miejsce pracy, związki, ceny i ludzie. Twoja radość zniknie w ułamku sekundy. Może najpierw spróbujesz te komentarze zbagatelizować, obrócić w żart, ale z czasem po prostu poczujesz, jak rośnie ci ciśnienie.

Kiedy wchodzisz w kontakt z kimś, kto zawsze marudzi, nie próbuj go „naprawiać”.

4. Życie złudzeniami, z którymi nie wygrasz

Osoba z negatywną energią czuje się bezpieczniej, nie podejmując nowych doświadczeń, nie udając się w nowe miejsca, nie nawiązując nowych znajomości. Woli nudę i rutynę po to, by móc na nie narzekać. Wszystko to wypełnia ją negatywnymi wibracjami, sprawia, że zostaje uwięziona za murem, który zbudowała, aby się schronić.

strona 1 z 2
druga część artykułu na następnej stronie

Zobacz także

Uważasz, że dajesz z siebie wszystko w związku? Kiedy ostatni raz zadałeś jedno z tych pytań?

Drogie panie, uderzmy się szczerze w pierś przyznając, że my też nie jesteśmy idealne… Zwłaszcza w związku

Złote zasady miłości. Czyli jak "to" się udaje innym

Złote zasady miłości. Czyli jak „to” się udaje innym

https://pharmacy24.com.ua

www.best-cooler.reviews/everything-you-should-know-rtic-soft-coolers-line/

vy-doctor.com.ua