Ja też traktowałem swoją żonę jak własność. Byłem cholernym egoistą widzącym tylko czubek własnego nosa. Dlatego odeszła

Sziti Mąż
Sziti Mąż
11 marca 2018
Fot. iStock/PeopleImages
Fot. iStock/PeopleImages
 

Dzwonisz do żony i mówisz: „Kochanie, zajrzyj szybko w kalendarz, bo muszę coś z tobą ustalić”. Nie pytasz, czy ma w tej chwili czas, czy nie jest zajęta. Nie – skoro ty dzwonisz, a ona odbiera, to znaczy, że może zrobić wszystko, o co ją w tym momencie poprosisz.

Często obserwuję facetów, którzy traktują żony jak swoją własność. Też tak robiłem. Pisałem do niej SMS-a: „Kochanie, kup piwo, jak będziesz w sklepie, wieczorem ma wpaść K. i M.”, kompletnie nie zastanawiając się nad tym, czy ona będzie robić zakupy. No przecież będzie, bo ja nie mam zamiaru się do sklepu wybierać. Nie pomyślałem, że sama będzie tachać ciężkie torby, że dzieci będą uwieszone u jej nóg. Nie, ona ma pomyśleć o mnie, w całym tym ferworze walki o oddech między sklepem a parkingiem.

Zresztą, co tam zakupy. Wszystkie wyjścia, imprezy, moje wyjazdy. Nigdy nie spytałem, czy ona nie ma może innych planów. „Mam wyjazd służbowy” – krótka informacja, która nie podległa dyskusji. Podobnie jak wyjścia z kolegami na mecz. Nie padło z moich ust: „Nie jesteś zmęczona?” – nie pytałem, bo przecież nigdy się nie skarżyła. Zawsze sobie dawała radę, więc czemu akurat tego jednego wieczoru, kiedy ja postanawiam wyjść, miałoby być inaczej?

Zawsze ważne były moje treningi, spotkania, zachcianki. W końcu po to żyjemy oboje, żeby było nam łatwiej. Jedno drugiemu pomoże. Jasne. Pomoże. To znaczy, ona ugotuje obiad, wypierze, zrobi zakupy, zajmie się dziećmi. Nie kiwaj stary głową, ja też się oburzałem, kiedy to słyszałem. Że przecież ja też pomagam, jesteśmy partnerami, dzielimy się obowiązkami po równo. Ty też jesteś o tym święcie przekonany, prawda? Zadufany w sobie gość, który myśli, że jest najlepszym mężem, skoro pranie raz w tygodniu wstawił i obiad z półproduktów przez żonę przygotowanych ugotował. Ooo byłbym zapomniał – i dzieci do kina zabrał – może i po pół roku, ale jednak. Pewnie nic ciekawszego wcześniej nie grali. To zawsze dobre usprawiedliwienie.

Stary, ja też tak myślałem. Zastanawiałem się, o co jej do cholery chodzi. Czemu mówi: „No tak ty ZNOWU wychodzisz”, „Ty ZNOWU nie możesz”. Jakie, do diabła, ZNOWU. Co to znaczy. Wkurzało mnie, a wiesz dlaczego, bo ona miała rację. Bo nie interesowało mnie jej zdanie, nie pytałem nigdy, czy ma inne plany, czy chciałaby odpocząć, czy w czymś jej pomóc i nie czekać na odpowiedź tylko zakasać rękawy i wziąć się ku*wa do roboty. Nie myślałem o niej. Nie dbałem o nią tak, jak powinienem. Było mi wygodnie myśleć, że tak jest jej dobrze. Z dziećmi non stop na głowie, pracą, domem i całą resztą. I jeszcze ze mną, który też zawsze czegoś chciał. A to, gdzie moje skarpetki, a wyprałaś mi może tę niebieską koszulę, wyprasujesz spodnie, kupiłaś coś mojej mamie na urodziny?

Wszystko było okej, dla mnie. Nie dla niej. Spytała mnie kiedyś: „Powiedz, co ja lubię”. Nie potrafiłem odpowiedzieć… Lubi dzieci, mnie, czytać książki… Jakie książki? Nie udało mi się obrócić tej sytuacji w żart. Zrobiło się poważnie. „Co ja lubię jeść, nie co ty”, „Co ja lubię robić – sama” – wyrzucała z siebie pytanie za pytaniem, a ja patrzyłem się na nią oniemiały. Nie potrafiłem odpowiedzieć. Przecież nigdy się nie skarżyła, nigdy nie mówiła, że coś jej nie pasuje. Ale ja też nigdy nie spytałem. Nigdy się nią nie zainteresowałem. Nawet kupując jej prezent na urodziny, pytałem: „Co chciałabyś dostać”, bo sam nie mogłem wpaść na to, co by dla niej było odpowiednie. Wiadomo – perfumy zawsze można kupić, nie wysilałem się specjalnie.

Kiedy ode mnie odchodziła, a ja próbowałem zrozumieć, co takiego się stało, usłyszałem, że jej nie widziałem. Była dla mnie przezroczysta, wtopiona w tło. Czuła się jak moja własność, która musi dostosować się do mojego życia, bo mnie jej życie nie interesowało.

Zawsze myślałem, że ona tylko tak o tym kursie tańca, lekcjach hiszpańskiego mówiła, ale nic z tym nie robiła. Więc byłem przekonany, że to jakieś jej chwilowe widzimisię. Tylko jak ona mogła się rozwijać, szukać swoich pasji, kiedy ja nie dawałem jej do tego żadnej przestrzeni. Kurs tańca – świetnie kochanie, ale nie pytałem, kiedy na niego pójdzie, i jak się samemu zorganizować, żeby w tym czasie zająć się dziećmi. Nauka hiszpańskiego ekstra, tylko kiedy? W dupie to miałem. Skoro mi się udawało trzy wieczory w tygodniu wychodzić – to na siłownię, to na tradycyjne piwko z kolegami, to ona też może. Tylko nigdy nie dotarło do mnie, że ja mogę to wszystko, dzięki niej. Dzięki jej poświęceniu, dzięki jej rezygnacji z tego, co lubiła czy chciała robić. Byłem cholernym egoistą widzącym tylko czubek własnego nosa.

I odeszła. Do swojego życia beze mnie. Do życia, które może sobie sama układać, bez oglądania się na mnie i dostosowywania się tylko do moich planów. Zaczęła biegać, świetnie wygląda. Ma faceta. I chyba jej dobrze. Ciekawe, czy on wie, jaki jest jej ulubiony kolor i jaką zupę lubi najbardziej… Ja zainteresowałem się tym za późno. Ty, stary, uważaj, żebyś nie popełnił tego błędu.


Chcesz, żeby ona poszła za pierwszym facetem, który okaże jej zainteresowanie? To dalej obwiniają ją o problemy w waszym związku

Sziti Mąż
Sziti Mąż
23 marca 2018
Nikt nie pierze tak, jak mamusia. Kiedy trzydziestolatek mieszka ciągle z matką, to wiedz, że coś się dzieje...
Fot. iStock/Pekic
 

„Zmarnowała mi pół życia” – usłyszałem ostatnio od kumpla. „Co ty, stary, gadasz?” – spytałem zaskoczony. Serio zaskoczony, bo już nie raz słyszałem takie głupoty, ale ile można?

„Rozwiodłeś się, wiesz, o czym mówię”. Stały tekst. Facetów niczego nie uczy rozwód, to i tak zawsze będzie jej wina, to ona wszystko zawaliła. Ona jest odpowiedzialna za to, że jego życie jest do dupy.

Ty też tak myślisz? Uważasz, że gdyby nie żona, twoje życie wyglądałoby zupełnie inaczej?

To teraz powiedz mi, w czym ona zawiniła? Trzymała cię na smyczy, nie pozwalała myśleć samodzielnie, podejmować decyzji? Ona cię do siebie przywiązała i każdego dnia mówiła, co masz robić? Bardzo chciałbym wiedzieć, jak ona zniszczyła ci życie?

To jedno. Drugie – to ona też była winna temu, że wasze małżeństwo się rozpadło. W końcu ty się starałeś prawda? Nigdy nie wiedziałeś, o co jej chodzi, kiedy płakała.

Baby są jakieś dziwne. Nie wiadomo, o co im chodzi. Najprostsze założenie, które nigdy nie pozwoli ci stworzyć z żadną kobietą dojrzałego i szczęśliwego związku. Wiadomo, tak najłatwiej. Jak chce się wygadać to przyjaciółkom, a nie tobie. Ja swojej żonie też tłumaczyłem, że pracuję, jestem zajęty, nie mam głowy do rzeczy, do których ona ma… I wydawało mi się, że to tłumaczenie wszystko załatwi. Nie dostrzegałem, że ona także pracując, zajmując się domem, dziećmi, ma czas pomyśleć o mnie w ciągu dnia. Wysłać SMS-a z buziakiem, zdjęcie miejsca, które się jej spodobało, kupić w sklepie mój ulubiony alkohol, bo chciała mi zrobić niespodziankę.

Ona o mnie pamiętała. Kiedy byłem na służbowym wyjeździe, biegała po aptekach załatwiając mi leki, bo się rozchorowałem. Zadbała o to, żeby leki do mnie dotarły. Po latach wyrzuciła mi, że nawet jej nie podziękowałem. Nie podziękowałem jej za nic. Nigdy. Wydawało mi się to takie naturalne, że ona o mnie dba, że tak dużo mi daje. W końcu jak chce, to nie będę jej zabraniał. Dziękować?Byłbym frajerem.

Pamiętam jedną rozmowę. Zadzwoniła do mnie, kiedy byłem w delegacji. Obiecałem oddzwonić, ale czas znalazłem późnym wieczorem. Od razu wyczułem, że coś nie gra, ale nie chciałem zaczynać awantury, choć ta wisiała w powietrzu. W końcu usłyszałem, że jak mogę o niej nie pamiętać, że tak trudno napisać, zadzwonić, zainteresować się, co u niej? Wkurzyłem się. Bo ja tu w pracy, mam tysiąc zadań, a jeszcze ona mi głowę zawraca jakimś pierdołami i bezsensowymi pretensjami.

Też tak myślisz? To teraz zastanów się, co dla ciebie jest w życiu najważniejsze? Praca? Koledzy? Czy może żona? Rodzina? Już wiesz? A teraz zrób sobie rachunek sumienia i odpowiedz na pytanie, czemu poświęcasz najwięcej czasu i uwagi? I jak? Spoko, jak praca jest dla ciebie najważniejsza – nie czepiam się. Ale jeśli nadal twierdzisz, że to bez żony nie wyobrażasz sobie życia, zacznij o nią w końcu dbać, a nie udawać, że jej nie rozumiesz i wszystkie nieporozumienia, które pojawiają się w waszym związku, są tylko i wyłącznie z jej winy.

Stary, zacznij jej słuchać. Ona ci mówi, czego jej brakuje. To nie jest gadanie dla gadania. Ona naprawdę czegoś od ciebie chce i potrzebuje. Tak trudno ci to zrozumieć? Serio? Myślisz, że to tylko widzimisię, żebyś poświęcił jej więcej swojej uwagi, dał więcej czułości, wyrozumiałości?

Jeden k*rwa durny SMS w ciągu dnia jest dla niej znakiem, że ty też o niej pomyślałeś. I nie o tym, co ma zrobić, kupić czy dla ciebie załatwić. Tylko taki specjalnie dla niej. Cokolwiek, co pokaże jej, że jest dla ciebie ważna nie dlatego, że ogarnia trzy czwarte twojego życia, ale dlatego, że ją po prostu kochasz. Stary, ustaw sobie nawet powiadomienie w telefonie, żeby o tym nie zapominać. Piszę zupełnie poważnie. Sam zobaczysz, że po jakimś czasie ona się zmieni nie do poznania. Złagodnieje, nie będzie mieć pretensji, fochów. Kobiety może i są skomplikowane, ale są rzeczy, które działają na nie od razu. Jak ta – twoja uwaga.

Więc może czas najwyższy przestać uważać, że to co złe w waszym związku, to jej wina – a konkretnie jej czepliwości, zrzędliwości, sfochowania. Czas przyjrzeć się sobie, wbić sobie do łba: „Skoro ona płacze, to może faktycznie powinienem posłuchać, co mówi i spróbować coś zmienić”. Jeśli się nad tym nie zastanowisz, ona pójdzie za pierwszym facetem, który okaże jej choć odrobinę zainteresowania, który w pracy przyniesie jej kawę do biurka i będzie pamiętał, z czym ona lubi kanapkę. I to on wieczorem do niej napisze SMS-y, podczas gdy ty frajerze będziesz siedział na kanapie obok przełączając kolejne kanały w telewizji i jak zawsze nie zwracając na nią uwagi.


Budzisz się rano i to ty decydujesz: „Będę kochać dziś moją żonę, bez względu na to, jak się czuję”

Sziti Mąż
Sziti Mąż
25 lutego 2018
Fot. iStock/Georgijevic
Fot. iStock/Georgijevic

Na pewno znasz te historie: „Jak to, rozstali się? On miał romans?” albo „No co ty, on ją zdradza, niemożliwe!”. Bo jak to? Facet ma fajną, atrakcyjną żonę, a nie może się powstrzymać przed skokiem w bok? „Co za dupek”, myślisz. Cóż. Sprawa jest bardziej złożona, niż skwitowanie jej zwykłym dupkiem. Chcesz wiedzieć, dlaczego faceci zdradzają?

Lekcja 1: fizyczna atrakcyjność ma znaczenie

Czytałem ostatnio badania, w których 88% mężczyzn przyznało, że zdradziło swoje żony z kobietami, których nie uważali za bardziej atrakcyjne. Często słyszałem od koleżanek mojej byłej żony: „No wiesz, ona taka brzydka/gruba/mała, jego żona jest ładniejsza!”. Tak wam się tylko wydaje. Jasne, że dla nas facetów wygląd ma znaczenie. Kiedy widzę kobietę, jedyne o czym myślę to, czy pociąga mnie fizycznie. Krótka piłka – tak lub nie. Jednak gdyby nawet była miss Polski to uwierz, jeśli odezwałaby się, była wulgarna, nieuprzejma, osądzająca, skupiona tylko na sobie, to cały jej czar pryska, a ja nie pamiętam już o pierwszym wrażeniu. Ale działa to też odwrotnie. Spotkasz kobietę, która nie robi na tobie właściwie żadnego wrażenia. Jednak im dłużej ją poznajesz, tym większe budzi w tobie zainteresowanie. Bo okazuje się, że słuchacie tej samej muzyki, macie podobne poczucie humoru, te same pasje, hobby, czytacie te same książki, oboje biegacie. I twoje serce zaczyna bić mocniej. I okej, jeśli jesteś singlem, jak ja, tyle, że te rzeczy dotykają także żonatych facetów.

Możesz to olać, przestać dbać o siebie. Zapuścić się w kapciach na kanapie oglądając kolejny odcinek „M jak miłość”. Bo diety nie skutkują, bo dzieci. Przecież ty już nic musisz, masz męża, dzieci, ustabilizowane życie. Tyle tylko, że jemu to może przeszkadzać. I kto wie, czy pewnego wieczoru na siłowni czy basenie nie spotka fajnej kobiety. Zaczną rozmawiać, będą mieć wspólny temat. Ona będzie go pociągać fizycznie, uwierz.

Lekcja 2: oszukujemy, ponieważ chcą coś poczuć

Wiecie, że 92% facetów twierdzi, że seks nie był przyczyną ich romansu. Większość mówiła, że zdradziła, bo czuła się w związku niedoceniona. Neuman, doradca małżeński, tłumaczył kiedyś, że mężczyźni są wbrew pozorom bardzo emocjonalni, chociaż o tym nie mówią

Dlaczego faceci nie chcą chodzić ze swoimi żonami na kursy tańca, salsy, uczyć się jeździć na nartach? Bo my zwykle wykonujemy zadania, w których dążymy do zwycięstwa, mamy szansę wygrać. I wiecie co, długo o tym myślałem po rozwodzie. Moja była żona nie obdarzała mnie czułością, byłem wystawiony na jej złe humory, ataki, bo wiadomo, stawałem zawsze na pierwszej linii ognia, łatwo było się na mnie wyżyć. I jak idiotycznie by to nie zabrzmiało, to tak – bywało, że czułem się rozgoryczony i niekochany.

Jasne, to nie usprawiedliwia mnie w żaden sposób, nie jest wymówką na moje emocjonalne od niej oddalenie, bo ku*wa mogłem z nią wtedy o tym porozmawiać, powiedzieć, chociaż spróbować wytłumaczyć. Jednak czasami warto wiedzieć, co stoi za naszymi zachowaniami i decyzjami. Zdrada to wynik tego wszystkiego, o czym piszę.

Lekcja 3: oszukujemy, ponieważ jesteśmy znudzeni

Przeczytałem kiedyś, że samokontrola jest niezbędna do odniesienia sukcesu w różnych obszarach życia. Ci, którzy nie potrafią panować nad swoimi emocjami, zachowaniami, są narażeni na nałogi, przejadanie się i takie tam. Popełniamy jeden podstawowy błąd – przeceniamy naszą zdolność przeciwstawiania się pokusom… Bądźmy szczerzy – ludzie się sobą nudzą. Założę się, że nie ma na świecie pary, która nie męczyłaby się sobą przez jakiś czas (przynajmniej w sekrecie). Kurde, no ale jest tak, że prędzej czy później nudzi nas wszystko. Nowy wypasiony telewizor, zajebiste auto, o którym marzyłeś, nawet seriale, które wydawały się nie do znudzenia, czy płyta odsłuchana setki razy. Wszystko. Każda rzecz traci swój blask

Przyzwyczajasz się do nich i ostatecznie przyjmujesz je za pewnik. Niestety, to samo dzieje się (ale w mniejszym stopniu, na szczęście) w przypadku ludzi. Z powodu nudy w małżeństwie on flirtuje z koleżanką z pracy, która lubi ten sam sport co on, czyta te same książki. Z kimś, kto sprawia, że czuje się wyjątkowo. Zakładam, że jesteś facetem jak ja. Po prosty – typowy facet, w typowym małżeństwie, w którym dzieci już dorastają, a on trochę zaczyna czuć uciekający czas.

Żałujesz tego czasu. Tych magicznych chwil, śmiechów, orgazmów, których już nie ma. Jest nuuudaaaa. Tyle tylko, że problemem nie jest twoja żona. Problem to ty. Jest takie powiedzenie: trawa jest bardziej zielona, kiedy ją podlewasz. I albo pogodzisz się z faktem, że jesteś w związku i zadbasz o swoje własne podwórko najlepiej jak potrafisz, żeby przełamać nudę i rutynę. Albo zdradzisz, odejdziesz, zostaniesz sam – do wyboru. Ale gdy jesteś z kimś, kto cię potrzebuje MUSISZ zaakceptować wszystkie trudne sytuacje. Monogamia jest wyborem. Koniec kropka. Ćwiczymy samokontrolę, żeby nasze monogamiczne związki się nie zakończyły. Myślisz, że twoja żona nie fantazjuje o innych facetach? Stary, uwierz, robi to na pewno!

Jednak miłość to wybór. Budzisz się rano i to ty decydujesz: „Będę kochać dziś moją żonę, bez względu na to, jak się czuję”. Nawet jeśli jestem zły. Nawet jeśli jestem smutny. Nawet jeśli nie wygląda, że ona mnie kocha. Wybieram ją kochać. To i tylko to. Jak sprawić, by twoje małżeństwo trwało przez lata. Wybierając tak każdego dnia.


www.diploms-home.com/kupit-diplomy-kolledzha.html

Buy Nandrolone phenylpropionate

Provinox