My to jednak bywamy głupie i naiwne. Porzućcie płonne nadzieje: dupek zawsze zostanie dupkiem. Wy go nie zmienicie

Baba na wku_wie
Baba na wku_wie
10 maja 2018
dupek zawsze zostanie dupkiem
fot. istock /Nastco
 

Okej, ja rozumiem, że każdy chce kochać, że każdy chce czuć się kochany. Zwłaszcza kobiety – przynajmniej one mówią otwarcie, że samotność z czasem doskwiera, że fajnie mieć obok siebie kogoś do przytulania, rozmawiania, bycia w zwykłej codzienności.

No kurczę, w końcu jesteśmy stworzeniami stadnymi, na dłuższą metę nikt nie chce być sam. Ale na boga, to nie znaczy, że musimy być z byle kim! A często jednak tak się zdarza. Zwłaszcza te fajne, ciepłe i mądre kobiety trafiają na dupków, którzy dążą do jednego – żeby to im było w życiu wygodnie. Całą resztę mają w dupie. Serio. Co więcej, kobiety, które za nimi latają żebrząc o chwilę uwagi wcale nie są jakieś wybrakowane.

Przykład. Przyjaciółka – mega laska, pewna siebie, niezależna i… zgłupiała na punkcie takiego dupka (jest trzy lata po rozwodzie, dzieci nastoletnie). Dzwoni: „Zakochałam się, on jest uroczy, nogi mi się trzęsą”. WOW. No w końcu – pomyślałam. Już czas najwyższy, żeby wyszła z kokonu i zaczęła się z kimś spotykać. Tylko dlaczego z kimś takim. On – całkiem przystojny, kilka lat starszy, po przejściach, ale mający dobry kontakt z synami i byłą żoną (wie jak się ustawić). Tyle tylko, że to taki pstrokaty kogut, bo na pewno nie malowany ptak, co to ceni swoją wolność ponad wszystko i tak naprawdę nie chce, by coś się w jego życiu zmieniło, a na pewno, żeby zmieniła je kobieta.

Obserwuję od pół roku zmagania K., jak to stara się, by ten związek trwał, jak się mu poświęca, jak daje z siebie o wiele więcej niż zazwyczaj. I co? I gówno za przeproszeniem. Im więcej ona daje, tym on jest szczęśliwszy nie dając nic w zamian. Skoro ona tak koło niego skacze, to znaczy, że on jest tak zajebisty, że na to zasługuje? Prawda?

Mówię do K.: „Daj sobie z nim spokój. Nie widzisz, że to oszołom, który cię wykorzystuje? Zachowuje się jak gówniarz, a ty jak młoda siksa, która pierwszy raz zobaczyła spodnie i łaska na nią spłynęła, którą boi się stracić”. Ch*j. Gadanie nic nie daje. K. nic nie widzi, rzuca tylko tym swoim: „Ale o co ci chodzi?”. No więc cierpiąc na niewyparzoną gębę wygarnęłam jej, o co mi chodzi.

Uwaga – tylko dla kobiet o mocnych nerwach, zwłaszcza, gdy są z dupkami, którzy im szczęścia nie dają.

Otóż przyjrzyj się sobie i swojemu związkowi i zobacz, czy tak właśnie dzieje się u was?

# Czekasz, aż on odpowie ci na SMS-a, wiadomość, oddzwoni? Gdy się nie odzywa przez dwie lub więcej godzin, ty ponownie go zagadujesz licząc, że choć na chwilę skupi na tobie swoją uwagę i odpisze. I chociaż zarzekasz się, że to ostatni raz, znowu i znowu to robisz, a on ma cię w dupie?

# On ma swój świat, w którym znika na tydzień, na weekend, jak mu się chce. Przecież nie jesteście związani żadną obietnicą czy przysięgą, przecież on ci tłumaczy: „Kotku muszę mieć dla siebie przestrzeń, duszę się, gdy ktoś mnie kontroluje”. O tak. Kontrola to największy zarzut, ty nie musisz (oczywiście jego zdaniem) wiedzieć, gdzie on jest, z kim spędza czas, ale jemu powinnaś się tłumaczyć z każdego wyjścia. Odpuść, pozwól mu wrócić do jego świata, niech sobie tam siedzi, ile chce, a ty zbuduj swój na nowo.

#Dajesz mu drogą, trzecią i ósmą szansę, jak coś spie*doli – zapomni, coś powie, zachowa się nieodpowiednio. Szansa szansą, ale czy jest w ogóle nadzieja, że ta coś zmieni, że on nauczy się na własnych błędach mając świadomość, że cię rani? Wątpię.

#Wymyślasz usprawiedliwienia dla jego gównianych zachowań? Mówisz sobie: „On na razie nie chce mnie poznać ze znajomymi, bo boi się na maksa zaangażować po byłym związku” albo „Jemu nie chodzi tylko o seks, on tak okazuje miłość”. Tja… jasne.

#Pozwalasz mu decydować o tym, jak się ubierzesz, z którymi przyjaciółmi się spotkasz i jak spędzisz najbliższy weekend? (O tak, już słyszę, że on tak okazuje troskę o ciebie. Serio w to wierzysz?)

#Stał się dla ciebie całym światem, nawet jeśli w jego świecie jesteś zaledwie słyszalna?

#Jak często mówisz: „Wiesz, nie mogę się umówić, bo nie wiem, co Misiek planuje”. No tak, cały plan dnia podporządkowujesz jemu, bo nie masz pojęcia, co mu nagle wpadnie do głowy licząc, że zadzwoni i akurat dzisiaj zaszczyci się swoim towarzystwem. Tylko to dzisiaj rzadko nadchodzi.

#Odkąd z nim jesteś, jak często spotykasz się z przyjaciółmi? Zwłaszcza tym, którzy mówią, żebyś dała sobie z nim spokój? (jestem na tej wyklętej liście chwilowo, ale K. mądra i w końcu zrozumie)

#W seksie jesteś idealną kochanką. To jemu zrobisz dobrze, sama pozostając bez krzty orgazmu. W końcu to jego szczęście się liczy, a ty chcesz mu zaimponować.

#Na pytanie przyjaciółki: „Czy ty słyszysz, jak on się do ciebie odzywa” – robisz duże oczy. Przecież jest okej. Serio? Nie widzisz, że on cię w ogóle nie szanuje?

#K. zaczęła biegać. Rozbawiła mnie tym do łez, bo jest ostatnią osobą, która wolny czas poświęciłaby dla sportu. Ale tym razem dla niego chce wyglądać świetnie, myśli, że będzie bardziej chciał być z nią, gdy zacznie lepiej wyglądać. Znasz to może skądś?

# Przepłakujesz noce, bo on znowu o tobie zapomniał, bo cię zranił, bo potraktował cię jak rzecz, którą można wyrzucić na śmietnik. Ale ty i tak nadal z nim jesteś. WTF?

#Widzisz, że flirtuje z innymi kobietami nawet w twoim towarzystwie. Ty jednak uparcie, jak mantrę powtarzasz, ze nieważne kogo podrywa, ważne, że to z tobą na koniec ląduje w łóżku. Nie no świetne wytłumaczenie.

Nadal nie widzisz tych wszystkich czerwonych lampek, które krzyczą: „Spierdzielaj od tego dziada!”? On jest dla ciebie okropny, ty o tym wiesz, choć nie mówisz głośno i nadal z nim jesteś? Eh. Czasami ręce opadają. A jak mi opadają w rozmowie z K., to jej mówię: „Odpowiedz sobie na jedno pytanie: czy zasługujesz na taką miłość”. Wiesz co, nikt nie zasługuje, bez względu na to, jak bardzo chce być kochany.


„Mężczyzna po skończonej pracy potrzebuje pochwały i odpoczynku”. Brawo dla tego księdza! Teraz wszyscy faceci się nawrócą!

Baba na wku_wie
Baba na wku_wie
9 maja 2018
Fot. iStock/praetorianphoto
Fot. iStock/praetorianphoto

Z Kościołem mi ostatnio nie po drodze. Zbyt wiele rzeczy mnie wkurza, zbyt wielu nie rozumiem, w kilka przestałam zwyczajnie wierzyć. Przyszło naturalnie. Dostaję szewskiej pasji na mieszanie się władz kościelnych w sprawy państwa i demokracji. Nic nie podnosi mi tak ciśnienia, jak te „święte” uśmieszki pełne obłudy i kłamstwa.

Oczywiście nie chcę generalizować. Sama znam kilu cudownych księży, ale jak to się ma do całej instytucji? Jeszcze kilka lat temu próbowałam pogodzić się z Kościołem, ale zawsze były to próby nieudane. Bo jak w końcu zebrałam się w sobie i poszłam, to usłyszałam na mszy, że mężczyzna jest głową rodziny, więc kobieta powinna mu się podporządkować. Albo, że szatan zalewa nasz kraj w postaci uchodźców. I inne bzdury, z którymi nijak się nie zgadzam. No nie mogę. Wychodziłam za każdym razem mieląc w ustach przekleństwa, bo inaczej się nie dało.

A jak jeszcze do tego dodać tych, którzy w imię miłości do Boga wykorzystują słabszych, poniewierają innymi, a słowo „miłosierdzie” jest w ich słowniku synonimem agresji, rasizmu i przemocy, to zamieram ze strachu przed takim wyznawcami. Religia zawsze była narzędziem władzy i kontroli nad ludźmi. W końcu większość z nas boi się ognia piekielnego, straszona jeszcze za dzieciaka kotłami smoły, przy których czekają na grzeszników diabły.

Ale dobra, nie o mnie miało być i moim sceptycyzmie do wszystkiego co związane z katolicyzmem, który jest wszędzie teraz obecny. Nie pozostaje zamknięty w murach kościoła, w klasztorach, w zaciszach parafialny salek. Brakuje mu pokory odkąd dzięki mediom może szczycić się sławą i nieograniczonym dostępem do szerzy ludzi, którzy na co dzień życie w sieci spędzają (przynajmniej jakiś fragment dnia). Tyle tylko, że mało kto tę sławę potrafi rozsądnie wykorzystać. Najczęściej to wysyp sądów, opinii i idei, które raczej szkodzą niż pomagają. Bo jak potraktować wpis księdza na Twitterze (każdy podąża za nowoczesnością), który pisze – cytuję: „Mężczyzna często po skończonej pracy czuje się bardzo wyczerpany. Potrzebuje pochwały, odpoczynku, nie można go zaraz angażować do następnej pracy. Trzeba cierpliwie poczekać. Żony powinny o tym wiedzieć!”. Doktor filozofii chrześcijańskiej w zakresie psychologii. No ja pie*dole, że tak przeklnę przy księdzu, ale trzeba przyznać, że ciśnienie mi szybko podniósł jeszcze przed poranną kawą.

Mężczyzna często po skończonej pracy czuje się bardzo wyczerpany. Potrzebuje pochwały, odpoczynku, nie można go zaraz angażować do następnej pracy. Trzeba cierpliwie poczekać. Żony powinny o tym wiedzieć!

— ks. Franciszek Głód (@KsFranciszek)

Nigdy nie zrozumiem, skąd u niektórych księży potrzeba wypowiadania się w tematach, o których nie mają pojęcia, co więcej, które obrazują ich podejście do współczesnego świata, który jasne, że jest damski i męski, ale w ch*j daleki od tego sprzed kilkudziesięciu lat. Bo ksiądz chyba z połowy poprzedniego wieku czerpał wzorce, kiedy kobiety siedziały w domu, zajmowały się dziećmi, a mężczyźni faktycznie utrzymywali rodziny. Czy nikt księży nie uświadamia, że czasy się zmieniły? Że choć dzisiejsza władza z całą siłą chce zamknąć kobiety w kuchniach, garach i zawładnąć ich ciałem, które, ich zdaniem, służy tylko do rodzenia dzieci, to my kobiety w zdecydowanej większości się na to nie godzimy. Nie stoimy już z tym talerzem zupy, czekając aż szanowny małżonek usiądzie to stołu, nie podajemy mu kapci, gdy tylko wraca z pracy i nie spełniamy jego zachcianek seksualnych bojąc się przyznać do własnych potrzeb. (tak, my też, proszę księży, chcemy mieć orgazm!)

I serio, tak trudno to zauważyć? Że jesteśmy wykształcone, ambitne, że w końcu szczęśliwe, bo mogące się spełniać na wielu płaszczyznach. Bo potrafimy być niezależne finansowo, bo umiemy powiedzieć „nie” i każdemu chamowi, który pcha ręce w nasze cycki strzelić w pysk? Kobiecy świat się zmienił co, jak widać dla księży i kilku innych oszołomów, jest kompletnie niezauważalne. A może właśnie jest, a oni uparcie próbują wcisnąć nam w brzuch dziecko (często dosłownie) próbując udowodnić, że zawsze będzie panował stary porządek. No ku*wa nie będzie! Żadna z nas się na to nie zgodzi. Bo jesteśmy i setki kilometrów dalej od tej ich chorej czasoprzestrzeni.

I wiecie co, ch*j z nami, kobietami. My swoje wiemy i często nie chce nam się udowadniać, że głupota jest zwyczajną głupotą, a idiotyzm idiotyzmem. Tylko jak ta wypowiedź świadczy o męskim świecie? Naprawdę ksiądz myśli, że teraz mężowie wracają do domu i ograniczają się do tego, żeby żona cierpliwie zaczekała, aż on odpocznie? To obraża wielu facetów, których znam. Którzy gotują, sprzątają, bawią się z dziećmi, zawożą je na zajęcia bez potrzeby odpoczynku i pochwał na każdym kroku. A wiecie dlaczego? Bo oni wiedzą, że ich żony zapierdalają tak samo jak oni. Że rodzinne obowiązki spadają na nich oboje. Że na partnerstwie opiera się współczesny związek, a nie na czekaniu, aż szanownemu mężowi się zachce wynieść śmieci. Bo czekać to można do usranej śmierci. I oczywiście jest druga strona medalu – tych, co chodzą do kościoła, a potem po kilku piwach leją żony, wyzywają je i ubliżają im uważając – bo przecież tak usłyszał lub przeczytał – że to on zasługuje na wyjątkowe traktowanie, na szacunek kobieto, która powinnaś z radością tę butelczynę piwa mu podać, ciesząc się, że w ogóle do domu wrócił i jeszcze go za to pochwalić. No wku*w mnie bierze maksymalny.

HALOOO! Nie żyjemy w jakimś zacofanym kraju. Chciałabym powiedzieć wszystkim tym, którzy myślą, że uda się wrócić do starego patriarchalnego porządku, że to się ku*wa nie uda. Nie ma szans! I nie dlatego, że to my – kobiety, jesteśmy (sic!) wyzwolone, otumanione kulturą zachodu, zaszczute presją mediów, które mówią nam jak mamy żyć. NIE! Nie uda się to dlatego, że jest coraz więcej mężczyzn, którzy doceniają takie kobiety, jak my, którzy je kochają i szanują za to, że właśnie takie są! I jeszcze coś powiem – to oni często mówią: „Kochanie, odpocznij po pracy, ogarnę dzieci”. I za to my ich kochamy. I niech nikt nie próbuje na siłę tego zmieniać. Zwłaszcza ci, którzy o funkcjonowaniu dzisiejszej rodziny nie mają zielonego pojęcia.