„Kiedy byłeś mały chciałeś, by mama została twoją żoną. Ja ci powiem, jak zdobyć kobietę taką jak ona”

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
11 stycznia 2016
Fot. iStock / Thomas_EyeDesign
 

W sieci krąży od pewnego czasu list, który napisał ojciec do swojego syna. Do syna, który, gdy był mały, mówił, że ożeni się ze swoją mamą – ideałem kobiety, bo nie ma drugiej takiej jak ona.

Przeczytajcie, co ojciec doradza swojemu synowi.

„Drogi synu, kiedy powiedziałeś mi, że poznałeś dziewczynę, chciałem cię spytać, jaka ona jest. Czy jest ładna, inteligentna, jak rodzaj muzyki lubi. Czy jest taka jak twoja mama?

Pamiętasz, kiedy podrosłeś, zrozumiałeś, że to niemożliwe, by mama została twoją żoną. Ale skoro ja zostałem jej mężem, podpowiem ci, jak poznać kobietę taką jak ona. W końcu to mnie wybrała, więc mogę uważać się za eksperta.

O czym warto pamiętać:

– znajdź kogoś, który jest lepszy od ciebie. To takie proste. Znaleźć kogoś, kogo podziwiać będziesz nie tylko urodę, ale także za mądrość, inteligencję, wartości, którymi się kieruje, za to jak traktuje rodzinę i przyjaciół. Pamiętaj, gdy znajdziesz kogoś lepszego od ciebie, automatycznie sam będziesz chciał być lepszym człowiekiem. Lepszym człowiekiem dla niej. Nic więcej nie będzie miało znaczenia. Kolor skóry, pochodzenie, ilu ma przyjaciół i ile lajków na społecznościowych portalach. Nieważny będzie jej status społeczny, czy religia, jaką wyznaje. Spytaj siebie: „Czy ona sprawia, że chcę być lepszym człowiekiem?”. Jeśli odpowiedź brzmi TAK – jesteś z odpowiednią osobą.

Jak się zachować:

Może zabrzmi to banalnie, ale pamiętaj, że jestem ekspertem. Bądź dżentelmenem. Ale niech to nie ogranicza się jedynie do przytrzymania kobiecie drzwi, do pomocy przy noszeniu zakupów, podsunięcia krzesła przy stole, podaniu płaszcza, gdy jest zimno. To ważne, ale są też pewne szczegóły, o których twoje pokolenie może nie wiedzieć. Dlatego pamiętaj:

– mów jej, jak pięknie wygląda,

– szanuj jej rodziców, nie mów: „Jak leci”, tylko „Dzień dobry Panie …..”, szanuj ich, nawet gdy nie ma ich w pobliżu, nawet wtedy, gdy ona jest na nich zła

– zaskakuj ją niespodziankami bez okazji, kupuj jej kwiaty.

– kiedy spacerujecie, idź zawsze od strony ulicy – zewnętrznej strony chodnika – tak dbasz o jej bezpieczeństwo.

– rozśmieszają ją

– zadbaj, by bezpiecznie mogła wrócić do domu ze spotkania z tobą.

Jest jeszcze kilka innych bardzo ważnych rzeczy:

– zachęcaj ją do osiągania coraz wyższych celów – by była lepsza w szkole, w sporcie, w tym, co robi

– przekonuj ją do poznawania, próbowania i doświadczania nowych rzeczy, które będą czynić was lepszymi

– szanuj zawsze jej opinie i decyzje.

Jeśli wykonasz 80% tego, o czym ci mówię – ona będzie cię kochać. Gdy zastosujesz 100% moich porad – będzie cię kochać i szanować.

Musisz jednak wiedzieć, że są rzeczy, których nigdy nie powinieneś robić w obecności kobiety.

Jak się nie zachowywać:

– odpuść sobie krzywdzące żarty. Nie rozumiem, jak można żartować z dziewczyny i śmiać się z niej? Tak, wiem, że dowcip wrzucony do sieci może mieć milion polubień, ale powiedz mi kto z tego miliona ludzi lubiących takie żarty, będzie mieć wartościowego partnera? Uwierz, nie chcesz być jednym z nich.

– zachowuj się: nie bekaj w twarz waszemu nauczycielowi, nie zdobędziesz jej pierdząc dla zabawy. Takie zachowania zachowaj dla swoich kumpli, jej w ten sposób z pewnością nie okażesz szacunku

– nie przeklinaj w jej obecności, a także za jej plecami, nie obrażaj jej, jej przyjaciół i rodziny wulgaryzmami

– dotrzymuj danego słowa, kobiety lubią odpowiedzialnych mężczyzn, na których mogą polegać, a nie małych chłopców, którzy nie wywiązują się z najprostszych obietnic

– nie gap się w telefon w jej towarzystwie, jeśli chcesz z nią być – rozmawiaj i patrz na nią

– gdy skłamiesz, pomylisz się – przyznaj się do tego, popraw swój błąd i idź dalej, a wtedy ona na pewno ci wybaczy

– pamiętaj, że ona też może popełniać błędy, nigdy nie chowaj urazy, nie obrażaj się, nie umniejszaj tego, co robi

– nie plotkuj, nawet jeśli ona to robi, nie uczestnicz w takiej dyskusji, ale też nie mów jej, żeby tego nie robiła. Może ją to na początku irytować, ale w dłuższej perspektywie będzie ci wdzięczna za takie zachowanie.

I pamiętaj, nawet jeśli twoja obecna dziewczyna nie zostanie twoją żona, to może stosując się do moich porad, zbudujesz przyjaźń na całe życie. A kto wie, może kolejna dziewczyna będzie, jak twoja mama – twój ideał kobiety.”

I co powiecie na takie rady ojca dla syna? Zgadzacie się ze wszystkimi?


 

żródło:


„Kobiety, które inspirują – takie jak ty… Zostań naszą bohaterką”. Ruszamy z nową akcją. Przeczytajcie koniecznie

Redakcja
Redakcja
11 stycznia 2016
Fot. iStock / piranka
 

Kochane, jak wiecie, ten portal powstaje cały czas z myślą o was. Jesteście jego wielką częścią. Wasze listy, komentarze, historie wzruszają nas, zaskakują, nierzadko zmuszają do refleksji.

Chciałybyśmy, byście mogły mieć cały czas wpływ na to, jak nasz portal wygląda, na to o czym piszemy. By było to miejsce, gdzie będziecie odnajdywać siebie.

Dlatego od dziś ruszamy z cyklem:

 „Kobiety, które inspirują – takie jak Ty… Zostań naszą bohaterką”.

Jeśli jesteście częścią ważnej historii, robicie coś wyjątkowego, realizujecie swoje pasje, pokazujecie swoją postawę światu, przekonujecie, że tak naprawdę chcieć to móc – napiszcie do nas

My z wielką przyjemnością skontaktujemy się z wami, opiszemy najciekawsze historie. Opowiemy o was. Bo przecież to co ważne, czasami jest tuż obok nas. Czyjaś historia przynosi nam rozwiązanie, a pomysł na życie kogoś innego otwiera nam oczy na to, co my chcemy w życiu robić, daje odwagę do zmian.

A może znacie kogoś wyjątkowego, kogoś o kim powinniśmy napisać? Kobietę, której historię powinniśmy poznać? Dajcie koniecznie znać.

Pamiętajcie, nie trzeba być kimś wielki, żeby być niesamowitym.

Piszcie do nas, bądźcie z nami, inspirujcie nas i motywujcie siebie nawzajem. W końcu to w nas kobietach siła. Bądźmy blisko siebie.


Jeśli uważasz, że twoja historia zasługuje na uwagę, że może być motywująca i inspirująca, a może bardzo ważna dla innych kobiet, napisz na adres: [email protected] wpisując w temacie Zostań naszą bohaterką”

Dziękujemy!


„Słyszałam krzyki kobiet, płacz dzieci. Bałam się, że moja córka nie przeżyje. Matką jestem dzięki WOŚP”. List otwarty do przeciwników Jurka Owsiaka

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
10 stycznia 2016
Fot. Screen z YouTube / WOŚP / Archiwum prywatne / fotomontaż

Nie będę się z wami kłócić, bo to nie ma sensu. Przypuszczam, że macie zdrowe, szczęśliwe dzieci. A może ich nie macie? Inaczej przecież nie bylibyście przeciwnikami działań Jurka Owsiaka, bo wiedzielibyście, że kupowany przez WOŚP sprzęt ratuje życie. Wiedzielibyście z własnego, trudnego doświadczenia. Tak jak my, matki wcześniaków. Lęk o dziecko zatkałby wam usta.

Mam na imię Magda, a to jest moja córka Julka. Ma 6 lat. Chodzi do zerówki, jej grupa nazywa się Fasolki. Ma blond włosy, jest drobniutka. Uwielbia malować, ćwiczy akrobatykę, jeździ na desce, łyżwach, nartach, chce, żeby ją zapisać na tańce. Śmiejemy się z mężem, że kocha życie. Jest silna. Tę jej wolę życia zauważyłam już wtedy, gdy leżała w inkubatorze na oddziale patologii noworodków w warszawskim szpitalu na Karowej. Zaintubowana, otoczona rurkami przyczepionymi do każdej części jej malutkiego ciała, leżała na brzuchu i próbowała podnieść głowę. Rozglądała się. Wszystko ją interesowało.

Ale gdyby nie sprzęt kupiony za pieniądze zebrane przez WOŚP, umarłaby wtedy w szpitalu. A ja nie byłabym mamą. Julka była moją ostatnią szansą, wcześniej straciłam dwójkę dzieci, bliźniaki. Urodziłam je w 22 tygodniu ciąży. Cierpiałam na zespół HELLP, to najgorsza forma gestozy, tak organizm niektórych kobiet reaguje na ciążę. Powoli wysiadają wszystkie organy wewnętrzne: wątroba, nerki. Po urodzeniu bliźniaków lekarz powiedział mi, że jeszcze 15 minut i bym nie żyła, pękłaby mi wątroba. Miał wybór: ratować mnie, albo dzieci.

Wierzyłam, że za drugim razem się uda. Wcześniej kupiliśmy z mężem dom, chcieliśmy mieć dużą rodzinę. Na kolejną ciążę czekałam siedem lat, w tym czasie musiałam stale monitowować stan zdrowia, zrobić setki badań. Ryzyko było, ale moja lekarka mówiła, że sobie poradzimy, bo najgorzej jest wtedy, gdy ta choroba nie jest zdiagnozowana.

Gdy zaszłam w ciążę, zaczęłam brać sterydy. Tydzień po podaniu pierwszej dawki wylądowałam w szpitalu. To był 18. stycznia 2010 roku. Rano leżałam na kanapie i zwijałam się z bólu. W szpitalu zrobili mi badanie krwi i okazało się, że jestem chora. Dwa dni leżałam w pokoju obok sali porodowej. Słyszałam krzyki kobiet, płacz dzieci.

O tym się nie mówi, ale my, matki wcześniaków, bywamy w szpitalach traktowane strasznie. Nie przez wszystkich i nie wszędzie, ale wiele z nas ma podobne doświadczenia. Ja przez kilkadziesiąt godzin byłam podłączona do KTG. Byłam nieprzytomna z bólu, a musiałam leżeć w tej samej pozycji, bo tylko tak KTG rejestrowało pracę serca Julki. Jeśli się przekręciłam, to położna krzyczała. Tylko niektóre mi pomagały, inne wchodziły i włączały światło nie zważając na to, że akurat zasnęłam. I pouczały: „Proszę leżeć w tej samej pozycji!”.

Nie jadłam, ciągle wymiotowałam, a wyniki badań były coraz gorsze. W końcu lekarze zdecydowali, że będę miała cesarskie cięcie.

„Nie ma miejsca dla pani dziecka, jest tak dużo dzieci, sytuacja jest trudna. Pani córka ma niewielkie szanse, a może zabrać szansę innemu dziecku, które ma lepsze rokowania”, mówiła lekarka, która przychodziła do mnie z OIOM-u dla wcześniaków. W końcu jednak miejsce się znalazło. Żeby ratować Julkę, przewieziono jakieś starsze dziecko do innego szpitala.

Julka urodziła się w bardzo złym stanie. „Walczymy o jej życie, ale proszę być przygotowanym na najgorsze”, słyszeliśmy od lekarzy. Ja byłam obolała po cesarskim cięciu, w ciężkim stanie po swojej chorobie. Zaprosiliśmy księdza, bo chcieliśmy, żeby Julka była ochrzczona. A lekarze powiedzieli wprost, że mamy jej jeszcze nie rejestrować w urzędzie, bo może zdarzyć się wszystko. „Trzy tygodnie proszę czekać”.

Wiecie, co znaczą trzy tygodnie niepewności dla rodziców? Życie albo śmierć. Życie albo śmierć.

Chciałabym, żebyście zobaczyli Oddział Intensywnej Terapii dla wcześniaków. Większość sprzętów ma przyklejone serduszko, symbol WOŚP. Wszystkie inkubatory, respiratory, CPAP i Inflant Flow, urządzenie do nieinwazyjnego wspierania oddechu u noworodków. To jest przepustka do życia dla tych dzieci. W tym miejscu wszystko toczy się na granicy życia i śmierci, co zrozumie tylko ten, kto tam był. Obok Julki leżał chłopiec, który ważył tylko 480 gram. Miał duże wylewy do mózgu, czwarty stopień, nawet gdyby przeżył, byłby rośliną. Jego rodzice poprosili, żeby nie ratować go za wszelką cenę. Takich sytuacji było więcej.

Ja zobaczyłam Julkę po dwóch dniach od porodu. To był szok. Miała ciało oplecione całą masą rurek, wkłucia na rączkach i nóżkach. Wtedy oddychała jeszcze przez maseczkę, a mimo to wdała się infekcja i musieli podłączyć respirator. Wcześniaki w niczym nie przypominają małych dzieci. Ich widok budzi mnie w nocy. Wyglądają jak rozluzowane kurczaki, chude, malutkie. Julka miała zaklejone oczy, nie miała sutków, a jej uszka były zrolowane, bo wciąż niewykształcone. Gdy wróciłam do sali, to wyłam z bólu. Nie byłam przygotowana na to, że zobaczę taki widok. Mówiłam sobie: „jesteś złą matką, egoistką, po co zachodziłaś w ciążę? To ty zgotowałaś jej taki los”.

Wyniszczenie psychiczne. Tak o tym potem myślałam. Żyłam wtedy w stanie nieustannego napięcia, bo zamiast poprawy, wciąż dochodziły nowe rzeczy – infekcja, kolejne zastrzyki, zapalenie płuc, żółtaczka, antybiotyki, sterydy. Z tamtego czasu zawsze będę pamiętać widok tych rurek i dźwięk nieustająco pikającej aparatury. W nocy odciągałam pokarm, część wlewałam do specjalnych termosów, część zamrażałam, a rano znów jechałam do szpitala.

Po trzech tygodniach odetchnęliśmy, ale Julka musiała jeszcze zostać w szpitalu. Była tam jeszcze trzy miesiące.

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

Zazdroszczę kobietom, które rodzą naturalnie tego pięknego porodu. Towarzyszyłam przy porodzie mojej przyjaciółce, to było piękne misterium. Wtedy zdałam sobie sprawę z tego, jak wiele straciłam.

Moje macierzyństwo nie było i nadal nie jest proste. Cały pierwszy rok życia Julki spędziliśmy w poradniach i na kolejnych badaniach. Neurolog, pediatra, okulista, laryngolog (badanie przesiewowe słuchu, też zawdzięczam WOŚP). Rehabilitowałam jej stópki, bo od leżenia w inkubatorze się powykrzywiały, ćwiczyłam z nią odruchy obronne, bo wcześniak ich nie ma, pomagałam jej przewracać się z plecków na brzuch. Setki godzin ciężkiej pracy.

Ale najważniejsze jest to, że Julka żyje. Przez trzy miesiące ratowano jej życie na Karowej i nie byłoby to możliwe bez nowoczesnych sprzętów. Gdyby ich nie było, odwiedzałabym moją córeczkę na cmentarzu. Moja historia to tylko jedna z wielu, bo przypadków porodów przed terminem jest coraz więcej.

Na karcie wypisu ze szpitala Julki napisano taką diagnozę – hipotrofia. To jest zatrzymanie się rozwoju płodu. Moja córka urodziła się w 27 tygodniu ciąży, ale jej rozwój oceniono na 25 tydzień.

Dziękuję WOŚP, że mogłam zostać matką.

Magda K.


Zobacz także

„Czyjaś opinia na twój temat nie oznacza prawdy o tobie…” – czyli jak sobie radzić z krytyką

Regulamin konkursu „Kocham swoją skórę”

W co dziś gramy? Co najczęściej usłyszysz podczas małżeńskiej kłótni?

cialis-viagra.com.ua

http://danabol-in.com

виагра цена в украине