Nic strasznego… Ktoś niósł Twoje życie w dłoniach i… upuścił

ONA PO 40-TCE
ONA PO 40-TCE
6 sierpnia 2016
Fot. iStock / m-gucci
 

Jest strasznie, tak czujesz. Świat rozpadł się na kawałki…a teraz ciało całe boli. I krzyczy. Ktoś niósł Twoje życie w dłoniach i… upuścił.

Wstań, nie proś o pomoc… wstań sama … poskładaj cząstki siebie.  Ale najpierw krzycz, krzycz głośno, sama do siebie w środku albo głośno … To nic że słyszą… niech słyszą. Myśl o sobie. Poczujesz ulgę. Nie wierzysz… sama to sprawdź.

Pamiętaj, na początku zawsze jest pięknie. Nagle nie wiadomo skąd zjawia się Książę na białym koniu. Daje ci światło, radość i iskierki w oczach. Pierwszy seks i ten dreszcz. Jest cudnie. Rozpieszcza Cię, dba, troszczy… myślisz… matko… nawet słucha. Niesamowite. I myślisz, że tak już będzie zawsze. Może i tak.  Przecież tak dobrze się rozumiecie… to samo poczucie humoru…riposty… Nudy nie ma.

Częste spotkania, każda wolna chwila dla siebie. Bajka. Niech trwa.

Potem przychodzi czas, że coraz trudniej jest się spotkać… przemierzyć kilometry, rozmawiać, podejmować decyzje.  Oj tam… przecież miarą dobrego związku nie jest odległość. Przecież można to pogodzić… wystarczy dbać.

Dbasz? Tak Ci się wydaje. On też dba… tyle że z każda chwilą coraz mniej. Zaczynasz walczyć. Kobiety zawsze walczą. Może za dużo starają się zrozumieć. Może postrzegają niektóre fakty przewrotnie. O zgubo. No tak, zgubo, bo nagle czujesz ze coś Ci ginie, ucieka… zwyczajnie się rozłazi.

No i niby jest dobrze, ale coś nie tak. Nie wiesz co, nie rozumiesz. Halo! Rozumiesz już dobrze ..czuje to Twoja intuicja i podświadomość. Ale… myślisz… wystarczy włączyć Enter… i program naprawczy w toku. Ale do tego potrzebne są dwa komputery… dwa mózgi.  Oj i niefart… komuś wysiadła bateria…

I myślisz. Myśl, to akurat nie boli.

A jak już wyłączysz myślenie… co widzisz..?…. że odległość zabiła. Że ktoś upuszcza Cię bo Jego ręce są zajęte. Mówi ze pracą, ale tak naprawdę niosą już Inną.

No to krzycz, wyrzuć złość, wypłacz  upokorzenie i ignorancję. Ale miej godność. Podnieś dumnie głowę. Wstań

Nie jesteś sama. Wbrew pozorom nie jesteś… Nie pierwsza, nie ostatnia… Widzisz ile nas jest? Popatrz, przyjrzyj się, zobacz jak dały radę…

I teraz już wiesz, i rozumiesz… że zanim zobaczysz Księcia na białym koniu z uroczym uśmiechem to założysz gogle i przyjrzysz się uważnie. Bo może to nie koń a Osioł, który niesie na swoim garbie Barana…

….I uśmiechniesz się 🙂

…I znowu… spróbujesz…


Czasami warto zaufać

ONA PO 40-TCE
ONA PO 40-TCE
26 sierpnia 2016
fot. iStock/ swissmediavision
 

Tak, przyznaję. Mam problem z zaufaniem do rodzaju męskiego. No tak się porobiło. I chociaż wszystkich pod jedną kreską nie stawiam,  to problem istnieje. Cóż zrobić. Chociaż… w tym braku zaufania pojawiło się światełko… 🙂  Ha! W moim życiu pojawił się Heniek… I chociaż podeszłam do niego dosyć sceptycznie , przynajmniej na początku, to przyznaję…zaczęłam małymi kroczkami rozbudzać w sobie ufność…;)

Heniek jest fajny. „Prawie” trzymając mnie za rękę prowadzi przez życie, czasami wręcz ratuje z opresji… No nie….. byłoby zbyt uroczo i słodko…więc tak, czasami Heńkowi stawiam kontrę. Już nie raz się z nim pokłóciłam…a On…z cierpliwością i bez gniewu Jest…wtedy kiedy go potrzebuję…

No i miły jest, głos ma męski , całkiem fajny…

Do rzeczy…!

Lubię Warszawę, naprawdę. Z Warszawy nie pochodzę, w Wawie nie mieszkam, ale…bywam. Czasami towarzysko :)…a ostatnio częściej…bo tak muszę, tak wyszło…(ale to już mniej przyjemna strona życia więc pozwólcie że ją pominę…)

Warszawa to szybkie miasto… i zmienia się z dnia na dzień. Wy, którzy tam mieszkacie pewnie tego nie widzicie…. ja, kiedy do stolicy „wpadam”… widzę i odczuwam na własnej skórze..:)

Mobilna jestem, to fakt. No i topograficznie w miarę ogarnięta …. wiem gdzie jaka dzielnica, Pałac Kultury.. haha …. i takie tam , gdzie Wisła , gdzie mosty …i co po lewej i prawej stronie leży… Ale wierzcie mi …jak wjeżdżam autem w to miasto to dostaję małpiego rozumu.  No nie…nie żeby stres totalny…ale ścisk na kierownicy jest 🙂   Dlatego jak już przyszło mi się zmierzyć z tym wyzwaniem i pognać autem przez stolice, to poprosiłam Heńka…o pomoc.

I tak oto Heniuś z chęcią prowadzi mnie po miejskim buszu. Jeździmy sobie razem …w zasadzie w jedno , dwa miejsca… No cóż Heniek jest na tyle ogarnięty i bystry, że prowadzi mnie różnymi trasami, więc za każdym razem staram się ją zapamiętać…. Bo zakumać w końcu wypada, prawda? A jak już poczuje się pewniej to ……Heniek mówi w lewo, a Ja…o nie Heniu pojadę w prawo! Czasami jest tak, że mam rację , to i dzielny Henio przystaje na moja propozycję… Jest super.. No ale nie byłabym sobą, gdybym nie poczuła się jeszcze pewniej… heh  …

I tak oto właśnie ostatnio pokłóciłam się z Heniem. No co mi rodzaj męski będzie rządził!!! Heniek mówi – jedź w lewo- a ja nie, w prawo ….mówi Źle!! Zawróć do cholery…a Ja …NIE!!! I dalej swoje…..!!! ..i tak pogrążyłam się totalnie. Zatrzymałam samochód. Skapitulowałam… Płakać mi się już chciało na moja bezmyślność  ….i nie wiadomo skąd przywleczoną pewność siebie….

Dobra Heniu, powiedziałam . Koniec kłótni! Przyznaje Ci rację…a prowadź mnie do cholery, bo czuję się jak w kosmosie…Poddaje się!….ok…ufam ( no nie bezgranicznie..) Ok ..jestem blondynką (bez urazy dla blondynek!) – potrzebuję wsparcia…(….no przynajmniej do następnego razu, kiedy moja pewność siebie znowu się odezwie..)

I tak Heniek znowu wybawił mnie z opresji. Heniu –I love You ! Rodzaju męski oddaje Ci się w Twoje ręce. Bądź moim wsparciem, a ręce na kierownicy nie dostaną skurczu… 😉

Gdybyście mieli jakieś wątpliwości kim jest Heniek…. wyjaśniam …. nawigacją w moim telefonie… 🙂

….bo czasami warto zaufać… chociażby nawigacji 🙂


Autostradą przez życie. Co wybierasz – prostą drogę, czy kręte ścieżki?

ONA PO 40-TCE
ONA PO 40-TCE
3 sierpnia 2016
Fot. iStock/South_agency

Czekała mnie długa podróż. Jasne było, że musiałam wybrać trasę. Wybór wcale nie taki trudny, bo przecież oczywiste było, że łatwiej, szybciej i bezpieczniej będzie autostradą. No może nie krócej, ale poprzednie walory zdeprymowały odległość.

No to w drogę!

Popędziłam swoim ulubionym autem (no może nie wymarzonym, ale ważne że jest!). Autostrada, cudowny wymysł ludzkości. Droga prościutka, szeroka a ty sobie tak gnasz przed siebie…”wiatr we włosach”, prosto do celu! Genialne. Kurde…, no niech to szlag! – pomyślałam tym razem inaczej. Dlaczego moje życie nie jest takie gładkie proste, bezproblemowe jak ta autostrada?!? Wiecznie tylko pod górkę, a jak już z górki to zaraz przeszkoda, zakrętas…ech.

Na 250 km przyszła retrospekcja. Hmm, trasa zaczęła być zwyczajnie nudna. Owszem gnałam do przodu, ale… nic się nie działo. Pędzące auta raz mnie mijały, czasami ja wysilałam się na „depnięcie” mocniej. Nuda.

Myśli

…znowu wlazły mi do głowy. Czy naprawdę chciałabym, żeby w życiu było tak łatwo, super… ale nudno? Bo kiedy jedziesz bocznymi drogami, wiejskimi , miejskimi pomyśl, ile razy musisz się zatrzymać, zwolnić, ile pokrętnych dróg już za tobą, ile przed. Widzisz zakręt – zwalniasz, rozglądasz się, zaglądasz ludziom (nie wścibsko) w okna, patrzysz jak żyją. Czy w życiu też nie jest tak, że „jadąc wolniej” dostrzegasz bardziej to, co cię otacza. Ludzi, którzy są wokół ciebie?

Pewnie, że nikt nie lubi, kiedy ktoś lub coś cię spowalnia, ale czy na autostradzie zobaczysz  dzieci bawiące się na poboczu, które  pomachają ci ręką – być może to dla nich jedyna atrakcja dnia. Czy przepuszczając staruszka , który dzielnie przechodzi przez jezdnię, jakby to była jego podróż życia. Być albo nie Być…? A tenże staruszek  serdecznie się do ciebie uśmiechnie… z wdzięczności?

Czy dostrzeżesz młodych ludzi, którzy idąc poboczem głośno się śmieją, rozmawiają. A kolega łapie drugiego za kurtkę i ciągnie z dala od jezdni, tak jakby chciał go ochronić, podświadomie troszczy się o przyjaciela.

Czy czujesz czasami zapach lasu, pól i łąk, albo zachwycasz się sadem kwitnących jabłoni?

A zakręty…? I te na drodze i w życiu? Zdarzają się… Myślisz, kombinujesz, jak zrobić żeby nie wyskoczyć z trasy 🙂 . No cóż , czasami są też i wyboje niestety – no tych to chyba nikt nie lubi! Ale jaka radość jest w człowieku, kiedy już ten odcinek ma poza sobą!

Czy na autostradzie widzisz te kwitnące w ogrodach kwiaty, ludzi, którzy pieczołowicie dbają , pielęgnują to, co mają? Nie, nie widzisz! Widzisz tylko te dźwiękoszczelne ściany z namalowanymi ptakami. Czasami puste pola,. Jak ślepiec pędzisz przed siebie nie zastanawiając się, kto cię mija. A najgorsze jest to, że jesteś postrzegana jako mniejsze lub większe zagrożenie na drodze. Tylko czasami ktoś miły pomruga ci awaryjnymi, bo ustąpiłaś, albo odwrotnie – mniej miły nakrzyczy długimi, bo zawadzasz na drodze.

Nawet przysłowiowe „siku” robisz szybko, gdzieś w publicznej toalecie. Wychodzisz nie patrząc ludziom w oczy. A kawa? Najlepiej bez wysiadania w „drive barze”. Smutne…

No i najważniejsze – kierunek jaki obraliśmy – zjazd tu czy tam, wyraźny drogowskaz – podane na tacy! Na drodze „bocznej” czasami trzeba się zgubić, żeby się odnaleźć, ale satysfakcja gwarantowana, kiedy wiesz, gdzie jesteś i gdzie podążać dalej. Czasami spojrzysz w lusterko,wsteczne, czy nie dogania cię jakiś wariat drogowy!

Kurde, no niech to szlag!

… pomyślałam znowu! Nie wiem jak wy, ale na „autostradzie życia” ja się nie odnajduję. Trudno! Wolę już te cholerne kręte uliczki, ostre zakręty, a myślę, że na końcu mojej podróży będę szczęśliwa,  że dobrnęłam do celu pełna tych „obrazów”, które na zawsze pozostaną  w mojej pamięci.

Czasami warto zwolnić, zwolnic w życiu, żeby nabrać rozpędu do dalszej drogi , ale także po to, by dostrzec rzeczy małe, codzienne, zwyczajne i poczuć radość danej chwili. Zastanowić się nad sobą….

Pewnie jeszcze nie raz jadąc  w daleką podróż wybiorę autostradę, to oczywiste! Ale już nigdy nie porównam jej do mojego życia…. Nie warto. 🙂


medicaments-24.net

http://steroid-pharm.com

13.ua/vyveski