„Nie nadajesz się na matkę! Ja pokażę Ci jak wychować dziecko! Przecież robię to z MIŁOŚCI!”

Zrozum Matkę
Zrozum Matkę
3 października 2016
 

Często kobiety narzekają na teściowe, że przyzwyczajone do wychowywania swoich synków, robią to dalej gdy są już dorośli a wraz z tym nawykiem, wtrącają się do wychowania ich dzieci. Często faceci podlegają swoim matkom i nie mogą się od nich uwolnić. Nie są w stanie samodzielnie podjąć decyzji bez konsultacji z mamą (bo żona to za mało), a kwestie wychowawcze wypowiedziane z ust matki to rzecz święta (żona może sobie gadać, ale to „moja mama jest bardziej doświadczona i wie lepiej!”). Zjawisko to nasila się gdy ten jedyny, mały, 30-letni synek żeni się – matka czuje się zdradzona, porzucona i zaczyna rywalizować ze swoją synową w większym lub mniejszym stopniu, ale zawsze pokazując swoją wyższość i mając na wszystko ostatnie zdanie (w końcu to ona musi być zawsze najważniejsza w życiu swojego synka i to do niej powinien dzwonić w pierwszej kolejności z każdym problemem. W końcu żona może go w każdej chwili zostawić – matka NIGDY). Czytamy o tym na babskich portalach, forach, kobiety żalą się między sobą na swoje teściowe i jakoś muszą z tym walczyć albo odpuścić. Nie jest to nowość, nie jest to nic zaskakującego, jest to zjawisko znane nam wszystkim od lat.

Natomiast tym razem postanowiłam sprawdzić co sądzą faceci na temat swoich teściowych i jak matki ich żon/partnerek podchodzą do ich spraw rodzicielskich. Tutaj sprawa wcale nie wygląda weselej. Wręcz przeciwnie. Pomijamy tutaj kwestię „lubię/nie lubię teściową”, bo nie tego dotyczy temat. Niektórzy faceci napisali, że ich teściowe mają zdrowe podejście do ich związku i rodzicielstwa, pomagają gdy jest potrzeba itd. Natomiast jest druga grupa teściowych, która potrafi zepsuć nie jedną relacje rodzinną.

Owa grupa kobiet wychowuje dalej swoje dorosłe już córki a wnuki traktuje jak własne dzieci, którymi musi się zająć, bo córka (według niej) jest tak nieporadna i niedojrzała do tego, że nie jest w stanie sobie z tym poradzić (mówimy oczywiście o dorosłych matkach – dwudziesto czy trzydziestoletnich, a nie nieletnich gimnazjalistkach, które zaszły w ciąże). Młode matki nie mają prawa głosu, ponieważ ich matki narzucają swoje zdanie: „MUSISZ jeszcze karmić piersią” albo „NIE WOLNO karmić piersią – przejdź na butle„, „NIE ubieraj dziecka w ten sposób”, „NIE noś na rękach”, „NIE bujaj”, „ZAŁÓŻ czapeczkę” itd. Czemu? „bo JA tak mówię! JA wiem lepiej! NIE ty!”.

Ojcowie i mężowie nie mogą nad tym zapanować, bo to się przeważnie dzieje za ich plecami. Gdy są w pracy, gdy nie ma ich w domu, gdy odpoczywają czy śpią. Wracając do domu słyszą jedynie cichy płacz dobiegający z łazienki mówiący: „jestem beznadziejna, nie nadaje się na matkę, nie dam rady, nie potrafię”. Bzdura! KAŻDA matka, jeśli jest trzeźwa, poczytalna i zdrowa umysłowo jest w stanie zająć się swoim dzieckiem! Każda matka jest najlepsza dla swojego dziecka i nikt jej nie zastąpi!

Czemu takie kobiety zwykle nie potrafią się postawić i z tym walczyć? Ponieważ są manipulowane przez matki, które dobrze wiedzą jak wpływać na emocje swoich córek i wymusić to co chcą. A chcą mieć nad wszystkim kontrolę. Jak tylko widzą, że ją tracą to nasilają swoje toksyczne działania.

Takie zachowania wynikają często z:

– z zazdrości – bo teraz są lepsze czasy na wychowywanie dzieci, jest więcej zabawek/ubranek/gadżetów, których kiedyś nie miały i chcą teraz z tego korzystać – nie jako babcie, ale jako matki,
– bo tak je nauczyły ich matki i babki – czyli problem jest od pokoleń i ciężko go wytępić,
– bo muszą mieć nad wszystkim kontrolę i nie wyobrażają sobie, żeby dorosłe córki same o sobie decydowały a tym bardziej o dziecku,
– bo boją się samotności – tylko uzależniając od siebie córkę i wnuki mają gwarancje, że nie zostaną same na starość – daje im to poczucie bezpieczeństwa.

Czy warto z tym walczyć? Na pewno. Takie wtykanie nosa na siłę psuje relacje rodzinne, zaniża poczucie własnej wartości młodej mamie, zaburza relacje z dzieckiem, jego postrzeganie rzeczywistości i relacji z bliskimi, wzmaga konflikty z partnerem i wywołuje stany depresyjne.
Pracę nad zmianą powinni podjąć wszyscy: Partner powinien stawać na głowie, żeby wspierać swoją partnerkę i wzmacniać jej poczucie własnej wartości, żeby dodać siły w BYCIU MATKĄ, wspólnie powinni omówić kwestie zachowania teściowej i ustalić plan gry, żeby przeciwdziałać takim zagrywkom a teściowa powinna chcieć to zrozumieć. Oczywiście to wszystko pięknie wygląda, ale proste nie jest. Często jest to praca przez długie lata, często niezbędna jest pomoc psychologa i innych członków rodziny, a czasami nawet brutalne acz bezkonfliktowe „odcięcie pępowiny” i systematyczne wzmacnianie więzi rodzinnych: mama-tata-dziecko.


Zrozum Matkę nie śpiącą, całą dobę czuwającą!

Zrozum Matkę
Zrozum Matkę
5 października 2016
 

Każda matka musi przez to przejść. Zarwane noce, ciągłe zmęczenie, dosypianie na stojąco podczas gotowania obiadu… Pojawia się dziecko i poza oczywistym wstawaniem co chwilę na karmienie, przewijanie, kolki czy płacz z tęsknoty za mamą, pojawia się przewlekły niedobór snu, który wpływa nie tylko na zdrowie i samopoczucie, ale również zachowanie i stan psychiczny.

Niedawno czytałam o kobiecie, która 2 lata leczyła depresje na którą nie działały żadne leki i terapie, a minęła samoistnie gdy jej dziecko w wieku 2 lat zaczęło w końcu przesypiać całe noce! 2 lata bez ciągłego snu!

Moja córka ma skończone 3 miesiące i przez pierwszy miesiąc wstawałam do niej co 2-3 godziny. Zdarzało się, że co godzinę. Później udawało jej się przespać ciągiem koło 4 godzin, a teraz potrafi usnąć po 22.00 i obudzić się dopiero o 5.00 rano na karmienie i dospać jeszcze do 8.00. Wydawałoby się „miodzio”, ale podczas tego przesypiania od 22.00 do 5.00 po drodze budzę się na odciąganie pokarmu, bo jest go za dużo i oczywiście budzi mnie jej stękanie przez sen czy wiercenie się, ponieważ „na wszelki wypadek” muszę sprawdzić czy się przypadkiem nie obudziła.

Znam jednak mnóstwo matek, które od miesięcy czy lat nie miały okazji przypomnieć sobie czym jest ciągły 8-godzinny sen (ba, nie wiedzą co to znaczy przespać chociaż 3-4 godziny!), który jest tak koszmarnie ważny dla naszego zdrowia fizycznego i psychicznego. Do tego te mordercze instynkty, które zapalają się w nas gdy słyszymy „ale super! Twój maluch przesypia całą noc z przerwą na dwa karmienia w nocy! Rewelacja! Czyli możesz się już wyspać!”. Jasne… tylko, mimo, że Matka śpi w sumie 7-8 godzin, nie oznacza, że śpi CIĄGIEM 7-8 godzin. Więc paradoksalnie budząc się co 2-3 czy nawet 5 godzin a potem dosypiając na kolejne 2 godziny w żadnym wypadku nie jest wypoczęta czy wyspana jak osoby, które przesypiają ten sam czas jednym tchem.

Co nam daje sen?
„- Sen pomaga w odzyskaniu energii, wspomaga procesy myślowe, organizuje wspomnienia, wzmacnia odporność, pomaga nam schudnąć itp.
– Niedobór snu sprawia, że mamy gorszy nastrój i trudności z oceną sytuacji, może także skłaniać nas do podejmowania złych decyzji, może prowadzić do wypadków samochodowych, chorób serca… a nawet raka. (…)
– Dzieci częściej się budzą, ponieważ mają krótsze cykle snu od osób dorosłych (sześćdziesiąt minut wobec dziewięćdziesięciu).”

„Jeśli masz małe dziecko, to już pewnie wiesz, jak szybko narasta twoje zmęczenie, gdy jesteś zmuszona wstawać kilka razy w trakcie nocy. Częste pobudki sprawiają, że w czasie płytkiego snu często się wiercimy, a także skracamy liczbę godzin spędzonych w głębokim, regenerującym śnie, niezbędnym do przygotowania naszych ciał i mózgów na wyzwania dnia następnego.

Chroniczny niedobór snu powoduje:
– Spadek nastroju. Narzekamy, czujemy się nieszczęśliwi i jesteśmy pełni pretensji.
– Pogorszenie koordynacji ruchowej. Stajemy się niezdarni, tracimy równowagę i jesteśmy podatni na wypadki.
– Trudności intelektualne. Stajemy się zapominalscy i zdezorientowani.
– Spadek odporności. Przybieramy na wadze i cierpimy na problemy zdrowotne, od kiepskiej cery po nowotowy.”

„Uwaga: Jeśli budzisz się co dwie godziny, bo twoje dziecko płacze, po siedmiu godzinach snu możesz czuć się tak zmęczona, jak gdybyś spała przez jedyne cztery godziny. Dzieje się tak dlatego, że twój mózg nie ma szansy wydostać się z fazy płytkiego snu. On po prostu nie ma kiedy wkroczyć w błęboką, regenerującą 3.fazę snu NREM”.

/powyższe cytaty pochodzą z książki „Najszczęśliwszy śpioch w okolicy” Harvey Karp/

Jak widzicie zarówno niedobór snu jak i regularnie przerywany sen powoduje koszmarne skutki. Nic dziwnego, że jesteśmy rozdrażnione, zirytowane, nie mamy na nic ochoty i wszystko nas wkurza, a najbardziej komentarze wyspanych mężów: „super, że dziecko nam tyle godzin ciągiem przesypia!”. Tylko do tych naszych nocek dochodzi jeszcze zmęczenie w ciągu dnia, płacz dziecka, setki przewijań, karmień, godziny noszenia tych klocków na rękach czy w chuście, zabawa i pilnowanie by sobie nic nie zrobiły. Usypianie w ciągu dnia też nie zalicza się do najłatwiejszych, a po całym dniu wrażeń przychodzi wieczór gdzie dziecko wcale tak chętnie nie chce usypiać. Nie wiem jak starsze dzieci, ale nasz maluch finalnie usypia dopiero o 22.30. Kąpiemy ją po 19.00, więc od tego czasu do 22.30 mamy maraton marudzeń, płaczu, wiszenia na cycku, przysypiania i budzenia się (tak, nasz Aniołek marudzi. Głównie wieczorem).

Harvey Karp opisał to w ten sposób: „(…) Kontrola stanów emocjonalnych wyjaśnia jeszcze jedną tajemnice: dlaczego wiele niemowlaków często płacze w porze kolacji (w tzw. godzinie duchów). Pod koniec dnia dzieci ze słabą kontrolą stanów emocjonalnych po prostu „mają już dość” – po całym dniu wypełnionym ekscytującymi sprawami (i ze zdecydowanym niedoborem uspokajającego przytulania, kołysania i ssania). Ich zdolność do spokojnego prowadzenia łodzi po morzu temperamentu zostaje podważona i zamieniają się w zapłakane, wymachujące rękami wściekłe stworzonka. Nie martw się, jeśli twoje maleństwo ma słabą kontrolę stanów emocjonalnych – wyrośnie z tego. Ale to oznacza, że będziesz musiała włożyć więcej wysiłku w uspokajanie i usypianie go”.

Idealnie opisuje to naszą córkę. W dzień świetnie się bawi, śmieje, współpracuje, ale też wymaga sporo uwagi, natomiast wieczorem przychodzi pora murudzenia i męczących prób usypiania, które finalnie i tak kończą się uśnięciem na cycku o 22.30 mimo prób wcześniejszego usypiania na milion sposobów. Nawet jak przyśnie, to i tak się wybudza i uśnie sama o 22.30.

Pamiętam pierwsze tygodnie po porodzie, gdzie zmęczenie + brak snu wywoływało u mnie myśli, których nigdy nie chciałabym nikomu powiedzieć. Od zawsze mój organizm był w stanie funkcjonować jedynie przy odpowiednim wyspaniu się – czyli 8 godzin snu, bez wczesnego zrywania się z łóżka. Do tego jestem migrenowcem – więc tylko inni migrenowcy są w stanie zrozumieć co oznacza przewlekły niedobór snu dla osoby z migreną, zwłaszcza przy karmieniu piersią gdzie nie wolno brać leków. (Dziś jest u mnie ten cudowny migrenowy dzień po kilku męczących i stresujących dniach – badania u dziecka – oraz gorzej przespanych nocach).

Dlatego drogie Matki, pamiętajcie, że nie jesteście w tym same! Każda z nas przechodzi przez niedospaną mękę. Niech do tego dojdzie wspomniany wyżej ból głowy albo grypa to przestajemy pamiętać swoje imie a do sklepu potrafi wyjść w spodniach od piżamy i puchatych kapciach a jak ktokolwiek spróbuje nam powiedzieć: „dasz radę! super sobie radzisz przy dziecku!’ to mamy ochotę go zabić. Tak już jest i tak będzie.

Niektóre mamy mają to szczęście, że udaje się ustalić dyżury nocne z tatusiami, którzy wstają zmieniać pieluchy, przystawiają dziecko do maminego cyca (lub karmią butelką nie budząc przy tym mamy) i później usypiają pozwalając tym sposobem mamie się wyspać, ale niestety jednak z racji, że tatusuowie wstają do pracy to większość z nas odpuszcza takie układy i nocne dyżury zostawia tylko sobie.

Staramy się w ciągu dnia drzemać kiedy dziecko śpi, ale kto pozmywa, posprząta, ugotuje, upierze, zrobi zakupy, zapłaci rachunki? Za dużo spraw mamy, żeby te jedyne 2 godziny drzemki wykorzystać na spanie. Chociaż warto czasami rzucić do wszystko w cholerę i faktycznie położyć się obok dziecka i iść spać. Bo prędzej czy później nasz organizm sam się o odpoczynek upomni i „odwdzięczy” – spadkiem odporności i infekcjami, bólami głowy, histerią i ciągłymi konfliktami z całym światem. 


Parentingowe hejterstwo, czyli „wkurzasz mnie, bo masz spokojne dziecko!”

Zrozum Matkę
Zrozum Matkę
2 października 2016

Moja córka skończyła wczoraj 3-miesiące. Gdy byłam w ciąży nasłuchałam się: „pierwsze 3-miesiące najgorsze”, „nic nie można z tym dzieckiem robić – masakra”, „nudny ten okres i męczący, a dziecko nie zwraca na Ciebie uwagi”, „wytrzymaj te pierwsze miesiące, a potem już z górki…” itd. Jak dla mnie na razie to był jeden z najwspanialszych okresów w moim życiu! Nie przeszkadzały mi zmiany pieluch (nawet jak dziecko narobiło na mnie „pod ciśnieniem” na przewijaku czy jak musiałam piąty raz w ciągu minuty zmieniać pieluchę, bo „dorabiała sobie na raty”), wieczorne usypianie, nocne wstawanie, wiszenie na cycku czy płacz. To wszystko było dla mnie rozkoszne, urocze i cudowne!

Wiele osób teraz na pewno powie: „To dlatego, że masz spokojne dziecko! To Aniołek!”

Możliwe. Ale ten Aniołek też ma swoje wady i tego Aniołka trzeba w tej swojej aniołkowatości utrzymać, a to już zależy w dużej mierze od rodziców.

Oliwka urodziła się strasznym śpiochem i ogólnie tak zostało, chociaż w ciągu dnia drzemki są dość krótkie a sen płytki. Od początku nie budziła się zbyt często w nocy, a teraz praktycznie przesypia już całe, czasami z jednym krótkim karmieniem około 4-5 rano. Potrafi potem spać jeszcze do 8.00. ANIOŁEK. Nasz Aniołek jest z tych mało płaczących, potrafi sama zająć się sobą bawiąc się na macie edukacyjnej czy patrząc na karuzelę przez dobrą godzinę. Potrafi cierpliwie zaczekać aż rozwieszę pranie czy zrobię siku. Uśmiecha się często, śmieje się, łapie grzechotki i nie marudzi jak musimy pojechać do lekarza na badania (chyba, że chodzi o pobranie krwi, to już inna bajka). Czy taki ANIOŁEK ma swoje wady? Owszem ma. Niska płaczliwość wiąże się z tym, że nie zawsze w oczywisty dla otoczenia sposób komunikuje, że coś jej się nie podoba. Gdy nie chce być u kogoś na rękach wcale nie drze się na całe miasto albo nie wyrywa się, tylko spina całe ciało, rączki przyciąga do siebie i patrzy z zaciekawieniem na odbiorce. Czasami automatycznie spogląda w moją stronę błagalnym spojrzeniem. Czasami będąc u kogoś na rękach potrafi się nawet uśmiechać co zwykle jest mylone z tym: „ona chce u mnie być”. Jednak tylko matka widzi swoje dziecko 24h i odróżnia mimikę twarzy i mowę ciała. Gdy moja córka jest spięta, zaciska piąstki, trzyma je blisko albo wychyla głowę w moją stronę – nawet gdy się uśmiecha, nie chce być trzymana przez inne osoby na rękach. Co w tym złego? W sumie nic, poza tym, że ciężko to wytłumaczyć innym i zabrać dziecko w bezpieczne matczyne czy ojcowskie ramiona. ANIOŁKI poza tym, że są samodzielne i potrafią się bawić, to żeby takimi być wymagają dużo uwagi, miłości i współpracy z rodzicami. Tak naprawdę są to potrzeby wszystkich dzieci, bo jeśli ich nie zaspokoimy to nawet ANIOŁKI mogą zmienić się w małe potworki. Aniołki też potrafią godzinami wisieć na cycku, też potrafią być marudne i mieć trudności z usypianiem. Jak każde dziecko.

Żyję w otoczeniu młodych matek. W ciągu ostatniego roku urodziło ze dwadzieścia moich koleżanek, kolejne tyle urodziło jeszcze wcześniej, a ilość ciężarnych, które urodzą w najbliższym czasie ciągle się zwiększa do tego stopnia, że nie ogarniam kto już urodził a kto nie. W związku z tym zwiększa się też liczba rozmów na temat dzieci, wychowania, pielęgnacji. Im więcej piszę o swoim ANIOŁKU tym mniej rozmów prowadzę z innymi matkami 🙂 . Potem dowiaduje się po kątach, że wynika to z tego, że hejtują mnie, bo: „tak się chwali córką, bo ma spokojne dziecko”, „taka zadowolona, bo trafiło jej się złote dziecko”, „gdyby miała takie jak moje to ciekawe czy by też była taka radosna…” itd.

Drogie Mamy! Możliwe, że trafiło mi się Złote Dziecko, ze spokojnym temperamentem i przyjaznym usposobieniem. Ale jaki problem byłby z ANIOŁKA zrobić Potworka? ŻADEN. Utrzymanie spokojnego temperamentu u dziecka jest tak samo trudne, jak zmiana Potworka w Aniołka.

Co my – rodzice, robimy takiego, że nasze dziecko dalej jest takie spokojne?

Utrzymujemy spokój w domu

Oboje z mężem staramy się być przy dziecku spokojni, nie spieszymy się, nie krzyczymy, nie trzaskamy szafkami, nie hałasujemy. Zachowujemy się normalnie, ale nie nadmiernie głośno i chaotycznie. Nie zmieniamy szybko pieluch, zawsze mówimy dziecku co z nim robimy („teraz zmienimy pieluszkę”, „teraz założymy ubranko” itd). Siłą rzeczy to ja spędzam więcej czasu z dzieckiem więc zawsze staram się mówić do niej spokojnym głosem, nie za głośno, uśmiechać się często i mówić DO niej, a nie O niej. Ona jest człowiekiem, częścia naszej rodziny, więc czemu mam pomijać ją w dyskusjach? W ciągu dnia cały dzień potrafię z nią przegadać a ona swoim uśmiechem i guganiem lubi mi odpowiadać 🙂 . Nie włączamy telewizji (maluchy do 2 roku życia nie powinny w ogóle oglądać telewizji a puszczanie jej w tle może powodować, że będą dekoncentrować się na zabawie), nie robimy imprez, nie sprowadzamy tłumów do domu. Goście są od czasu do czasu, w godzinach dziennych (nie wieczornych, kiedy dziecko idzie już spać) i nie na długo. Wieczorami wyciszamy mieszkanie, przygaszamy światła, zachowujemy się ciszej niż w ciągu dnia. Unikamy tego co mogłoby wywołać w niej niepokój i lęk (jak np trzaskanie szafkami, drzwiami czy dźwięki z telewizora). Trzymamy się regularności i przewidywalności, mamy swoje rytuały (np. zawsze po obudzeniu się rano jest zmiana pieluchy, potem jedzenie, potem masaż, potem przebieranie w strój dzienny i zabawa). Tworzymy otoczenie w którym będzie czuła się bezpiecznie i dobrze.

Poświęcamy jej dużo czasu

Wiadomo, że przy takim maluchu głównym zajęciem jest karmienie, przewijanie, usypianie i uspokajanie, ale my staramy się poświęcać jej każdy możliwy czas, często kosztem własnym zajęć. Ona jest najważniejsza. Jak już pisałam dużo z nią rozmawiamy, ma czas na samodzielną zabawę, ale gdy widzimy, że potrzebuje nas w tej zabawie to bawimy się razem, dużo nosimy na rękach, przytulamy, stajemy przed lustrem, żeby mogła sobie popatrzeć i pouśmiechać do tej dziewczynki w odbiciu 🙂 , włączamy melodyjki, czytamy książki i bardzo często mówimy jak bardzo ją kochamy. I robimy to od pierwszych dni jej życia (no może wtedy jeszcze bez tych zabawek ;)).

Czytamy jej komunikaty, rozumiemy płacz i mowę ciała

Dużo uczymy się na temat mowy ciała niemowląt, rodzajów płaczu (bardzo pomogła nam książka Tracy Hogg „Język niemowląt” – mimo, że z wieloma metodami się nie zgadzam, to kwestie mowy ciała i rozumienia płaczu bardzo nam pomogły oraz samo podejście, żeby do dziecka podchodzić z szacunkiem, mówić co się z nim robi, słuchać, patrzeć w oczy, nie zostawiać do wypłakiwania się, ale też nie uciszać na siłę. Gdy Oliwka płacze najpierw skupiamy się na tym, żeby zrozumieć o co jej chodzi. Nie wtykamy jej od razu cycka za każdym razem jak płacze (ani smoka – ona nie wie co to smoczek!), bo czasami płacze z nudów, z nadmiaru bodźców, ze zmęczenia. Nie koniecznie płacze, bo jest głodna albo ma brudną pieluchę. Nie uciszamy jej na siłe, nie zatykamy ust. Ona płaczem komunikuje! Widzimy to. I albo odcinamy wszystkie bodźce, które ją denerwują albo zmieniamy otoczenie, bo to ją już znudziło, albo zmieniamy formę zabawy itd. I to działa. Częściej widzimy na jej twarzy uśmiech niż łzy 🙂

Pocieszamy i uspokajamy 

Wkurza mnie gdy słyszę: „nie noś jej tyle na rękach, bo się przyzwyczai”. Widziałam dzisiaj fajny obrazek w internecie w którym jedna mama mówi drugiej „nie noś jej tyle na rękach, bo się przyzwyczai”, a druga odpowiada „nosiłam ją 9 miesięcy i się nie odzwyczaiła”. Jeśli dziecko płacze, to znaczy, że ma jakąś potrzebę niezaspokojoną. Jeśli jest to potrzeba bliskości to nosimy na rękach. Jeśli ma skok rozwojowy, jeśli się czegoś boi, jeśli jest zmęczona, marudna – nosimy na rękach. Jesteśmy rodzicami i zaspokajamy jej potrzeby, a ona odwdzięcza się spokojną zabawą, snem i uśmiechem. I raz chce częściej na ręce a raz wkurza się gdy ją bierzemy, bo karuzela jest fajniejsza niż rodzice ;).

Śpimy razem

Tak. Śpimy razem. I w nosie mamy opinie typu: „przyzwyczai się i nie będzie chciała spać sama”. Też się tego bałam, ale rozmawiałam z mnóstwem rodziców, którzy śpią lub spali ze swoimi dziećmi i ci rodzice, którzy są świadomi, czytają potrzeby swojego dziecka, okazują dużo miłości, spokoju i czasu i każde z tych rodziców mówi, że nie było problemy żeby dziecko poszło spać samo. Musi po prostu być na to gotowe i rodzic musi ten moment znaleźć. Musi też dziecko odpowiednio wcześniej do tego przygotowywać, bo żadne dziecko oderwane z rodzicielskiego łóżka z dnia na dzień nie będzie spało spokojnie. To tak jak z karmieniem piersią. Oderwiesz dziecko z dnia na dzień od cycka – będzie dramat. Trzeba to robić stopniowo i ze spokojem. Ja wierzę, że nam się uda. Znam też rodziców, którym się nie udało. Spali z rodzicami i skończyło się porażką i płaczem. Byli to rodzice, którzy nie poświęcali dziecku wystarczająco dużo czasu i uwagi. Spanie z dzieckiem to było dla nich jedynie wygodne rozwiązanie przy karmieniu piersią, a nie zaspokajali dziecku potrzeby bliskości i bezpieczeństwa, dlatego dziecko nie czuło się na tyle dobrze, żeby spać samo i potrzebowało rodzica obok siebie, bo to był jedyny moment gdy czuło bliskość z rodzicami. Paradoksalnie rodzicom, którym się to udało, to w większości są osoby, które z wykształcenia są psychologami, pedagogami czy jest to w zakresie ich zainteresowań. Co też jest dla mnie argumentem, że mają dużą wiedzę w tym temacie i wiedzą jak to dobrze zrobić. Gdy Oliwka miała 5-tygodni sama rozmawiałam z psychologiem co robić, żeby zaspokoić jej wszystkie potrzeby. Byłam zielona w tym temacie. Polecam każdego kontakt z psychologiem, który zna się na dzieciach.

Kangurujemy
Tracy Hogg pisała, że to też złe rozwiązanie. My kangurujemy. Oliwka śpi nam na brzuchu, nosimy, przytulamy. Nie jest od tego uzależniona, ale gdy ma gorsze dni to tylko tam potrafi usnąć w ciągu dnia. Dajemy jej taką możliwość. Za to nie lubi chusty ani tuli. Niestety. Gdyby lubiła, nosilibyśmy ją cały czas.

Zapewniamy bezpieczeństwo i dajemy poczucie bliskości
Podstawa. Obserwujemy jej reakcje. Gdy jesteśmy w nowym miejscu, z nowymi osobami nie odstępujemy jej na krok. Pokazujemy, że jesteśmy blisko i nie musi się niczego obawiać. Po prostu jesteśmy przy niej. I musi to wiedzieć.

Filtrujemy złote rady ciotki-klotki
Każde dziecko jest inne i na każdego działa co innego. Na nasze działa to. Dzięki temu utrzymujemy jej spokojny temperament. Może w przyszłości się to rozjedzie i już tak nie będzie. Na pewno popełnimy błędy. Otrzymywaliśmy dużo dziwacznych rad o których nie chce mi się nawet pisać. Niektóre były przydatne inne przepuszczaliśmy przez filtr. Od początku słyszałam „daj jej smoczka”, „wisi ci na cycku”. Odruch ssania zanika ok 4 miesiąca. Mija trzeci i smoczka nie widziała na oczy. I nie, nie wisiała mi ciągle na cycku. Były gorsze dni gdy tego potrzebowała, przeważnie wieczorami, ale teraz domaga się cycka gdy jest głodna i przy skokach rozwojowych, co jest normalne. Trzeba to przeczekać i potem jest ok. Widzę jak matki na siłe dziecku wciskają smoka mimo, że dziecko wypluwa, albo po prostu nie ma potrzeby go ssać. Jeśli Oliwka jest niespokojna, tulimy ją na rękach, słuchamy jej potrzeb i je zaspokajamy. Smoczek nie potrzebny.Drogie Mamy, nie hejtujcie nas dlatego, że nasze dziecko nie płacze w sklepie czy usypia bez problemu. My też ciężko pracujemy, żeby to osiągnąć! Tak jak i Wy! A może Wasze dzieci płaczą, bo trzeba bardziej posłuchać co komunikują? Może atakuje je zbyt duża ilość bodźców? Może potrzebują ciszy i spokoju? Może nie chcą tylu gości? Może chcą tylko mamy i taty? Może się nudzą, albo są zbyt zmęczone? A może po prostu wymagają więcej uwagi? Może są zbyt wrażliwe i styl życia rodziców warto trochę dopasować pod nie? Zwolnić tempo i się rozluźnić? Dzieci wyczuwają nasze negatywne emocje.

Nie jestem doświadczoną matką. Jestem matką od 3 miesięcy, na pewno się mylę, na pewno popełniam błędy, na pewno popełnie ich jeszcze wielę, ale umiem słuchać i obserwować. Widzę co działa i co się sprawdza u innych rodziców. Wielu rodziców jest dla mnie autorytetem i biorę z nich przykład. Są to bardzo świadomi rodzice i mam nadzieję, że coraz więcej takich będzie. Zachęcam do słuchania swoich dzieci i obserwowania ich. Znajdźmy też dla nich odpowiednią ilość czasu, tyle ile potrzebują. A przede wszystkim je bardzo kochajmy i doceniajmy 🙂 

 


виагра недорого

вимакс инструкция по применению цена

аналоги препарата сиалис