Nie przeszkadzało ci, że jesteś tą drugą? Chyba, że przekonywał cię standardowym schematem, że jednak tą pierwszą. List do kochanki męża

Magdalena Lis
Magdalena Lis
17 marca 2017
Fot. iStock/AdrianHancu
 

Droga Ka,

Totalny przypadek sprawił, że niecały rok temu dowiedziałam się o twoim istnieniu. Chciałam odebrać e-fakturę i pomyłkowo weszłam na konto pocztowe Darka, mojego męża, z którego zapomniał się wylogować. Tam, w uporządkowanym folderze o nazwie Ka. widniało mnóstwo wiadomości, które dostawał od ciebie. Kliknęłam na pierwszą, drugą, kolejną. Setki słów pełnych intymnych detali, zdjęcia, zdania zadające mi w jednej sekundzie niezliczone pokłady bólu. Mój świat zaczął wirować. Czułam, że gasnę, że umieram. Rwałam włosy z głosy, wszystko mnie bolało. Chciałam, żeby to nie była prawda. Chciałam cofnąć czas, chciałam tego nigdy nie przeczytać. Chciałam, żeby to był sen. Chciałam, żebyś nie istniała.

Wiedziałam, że w moim małżeństwie nie jest idealnie, że od jakiegoś czasu coś się psuje między nami. Darek często wracał z pracy, siadał do komputera, zasłaniał się zaległościami, chronicznym zmęczeniem. Nie byłam naiwna, po prostu mu wierzyłam. Oddalaliśmy się od siebie, myślałam, że może to chwilowe, że przechodzimy kryzys, że wielu ludziom tak się zdarza, rozważałam nawet małżeńską terapię. Kiedy miałam wrażenie, że udaje nam się wydostać z marazmu i wyjść na całkiem już prostą drogę, okazało się, że trafiłam na niebezpieczny zakręt, za którym się kryłaś.

Mój mąż zaczął chodzić na siłownię. Wymienił całą swoją garderobę, kupował dobre wody toaletowe, coraz częściej wyjeżdżał służbowo. Miał wysokie stanowisko, mieliśmy kredyt na dom, myślałam, że ciężko pracuje. Często wracał nad ranem, całował mnie w czoło, przepraszał, że przedłużyło mu się spotkanie. Dobrze się kamuflował. Zdarzało się, że czułam od niego zapach papierosów i alkoholu. Nigdy nie pachniał twoimi perfumami.

Wiedziałaś o mnie od początku. Ja w pełni oddana pracy zawodowej, obowiązkom domowym, organizacji naszego życia wszystkie potencjalne sygnały alarmowe zwyczajnie przegapiłam. Intuicja czasem mi coś podpowiadała. Kiedy Darek mimo późnej pory nie wracał do domu, bywało, że do niego dzwoniłam. Nie odbierał. Nie spałam, czuwałam, znowu dzwoniłam. Zapewne musiałam wam przeszkadzać. Zawsze oddzwaniał, ale po jakimś czasie.

Nie przeszkadzało ci, że jesteś tą drugą? Chyba, że przekonywał cię standardowym schematem, że jesteś jednak tą pierwszą. Może dostawałaś ten stek mrzonek, jak to jest mu ze mną źle, jaka jestem zła, niedobra i jak męczy się ze mną w domu. Te wszystkie sztampowe opowieści niewiernych mężów, o tym, jak to im się w życiu nie układa. Nie było u nas sielankowo, ale było poprawnie. Przykro mi to mówić, ale wówczas mój mąż cię okłamywał. Nie planował, tak jak tobie mówił, naszego rozwodu. Nie rozmawialiśmy nigdy o sprzedaży domu i jego zamianie na dwa mniejsze mieszkania. Uprawialiśmy seks, przytulaliśmy się, a nasze wieczory nie zawsze polegały na zwyczajnym mijaniu się w domu. Oglądaliśmy razem kabarety, które oboje uwielbiamy. Planowaliśmy wspólne wakacje. Awantury w naszym domu były ograniczone do minimum. Przykro mi, że byłaś przekonana, że jest inaczej.

Moja najlepsza przyjaciółka nosi takie samo imię jak ty. Ka – do dziś mam dreszcze na plecach, kiedy słyszę je w pełnym brzmieniu. Na szczęście jak mówi stare przysłowie czas leczy rany, pogodziłam się z zaistniałą sytuacją, coraz lepiej się w niej odnajduję. Kiedy komuś o tym opowiadam, jest pełen podziwu dla mojego spokoju. Przyjaciółka powiedziała mi, że mówię tak, jakbym nie mówiła o sobie. Może coś w tym jest? Może to jakiś rodzaj wyparcia?

Wiedziałaś o mnie prawda? Obejrzałaś moje zdjęcia na Facebooku i Instagramie. Co czułaś patrząc na mnie? Czego się spodziewałaś? Że zobaczysz smutną, szarą, niewiele wartą kobietę? Że twoim oczom ukaże się zgorzkniała dziewczyna, która nic dobrego nie może swojemu mężowi zaoferować? Czy zastanawiałaś się, kiedy mamy i czy obchodzimy kolejną rocznicę naszego ślubu? Czy wiedziałaś, że na twoją rzecz mój mąż wzgardził moimi urodzinami? Czy przypuszczałaś, że kiedy się o was dowiem, mój świat legnie w gruzach i będę gryzła kołdrę z rozpaczy? Powiedz, czy chociaż raz o mnie tak zwyczajnie, po ludzku jak o kobiecie pomyślałaś? Odpowiem za ciebie. Nie. Nigdy. Zupełnie się mną nie przejmowałaś.

Nie będę cię obwiniała. Nie wiem, kto kogo uwiódł, nie będę dochodzić, czyja to mogła być wina. To nie ma znaczenia, mleko się rozlało, wszyscy ponosimy tego konsekwencje. Zakochałaś się? Ja też. Mój mąż był najważniejszym człowiekiem na świecie dla ciebie? Dla mnie też. Przystojny, elokwentny, czarujący, zabawny, jeżdżący dobrym autem, szarmancki. Mam nadzieję, że dobrze się bawiłaś, że sobie korzystałaś. On zmęczony pracą i życiem, ty zawsze mająca czas i ochotę. Żeby pójść do łóżka, pocieszyć, wysłuchać. Żeby dać wszystko to, czego ja zła żona – jak twierdził, nigdy mu nie dawałam.

Przyjrzałam się tobie na portalach społecznościowych. Przyjrzałam się tym wszystkim wysłanym i odebranym mailom, zgrałam je sobie. Wiesz, że jesteśmy nawet nieco podobne do siebie? Drobne brunetki, w zbliżonym wieku. Pracownice korporacji, ładne, zadbane. Czego szukał u ciebie? Może jakiejś cząstki mnie, która w ferworze codziennych obowiązków powoli znikała. Może ognia w sypialni, który tli się mniejszym płomieniem po wielu wspólnych latach. Może towarzyszki rozmów, powierniczki, dziewczyny, która da mu wyraz swojej miłości. Może ja mu tej miłości za mało dawałam?

Jak smakują samotne święta, kiedy wiesz, że ukochany spędza je z żoną? Czym pachną samotne noce, kiedy tęskni się za kimś obłędnie? Jak jada się samotne śniadania, kiedy ktoś, z kim spędziłaś noc, wybiega w samym jej środku z hotelowego pokoju? Jak doświadcza się zakazanej miłości? Jak się wierzy, ufa, doświadcza szczęścia, wiedząc, że buduje się je na czyjejś krzywdzie i notorycznym kłamstwie?

Współczuję ci. Wierzyłaś, że mnie zostawi. Chciałaś, żeby wam się udało. Chciałaś być żoną, matką, priorytetem, a nie opcją. Rozczaruję cię pewnie trochę. Wasze wiadomości znam niemal doskonale, niemal na pamięć. Podobne słowa kilka dobrych lat temu z jego ust słyszałam ja sama. Mnie też uwiódł miłością do winylowych płyt, starych gramofonów, czytania dawno zapomnianych przez świat książek. Nigdy się nie bałaś? Że i ty przestaniesz kiedyś być tą jedną, wyjątkową, niezastąpioną? Że skoro raz potrafił zdradzić, będzie robił to nadal? Że się kiedyś tobą znudzi, że już zawsze będziesz się bała? Nigdy myślałaś, że podzielisz mój los przechodząc odwrócony, tak dobrze znany ci schemat?

Wiem, że jesteś teraz sama. Mam nadzieję, że kiedyś uda ci się poukładać swoje życie, że wyciągniesz z tej lekcji adekwatne wnioski i sumiennie odrobisz pracę domową. Że nigdy nie będziesz musiała poczuć, jak twój żołądek wiążę się na supeł, a po twarzy lecą łzy, kiedy musisz się rozstać z miłością swojego życia. Bo choć może przez chwilę myślałaś tak o moim mężu, to zapewniam cię, że on nią nie był. Szukał odskoczni, tego co nieznane i obce. Szukał czegoś, czego nie ma z przydziału, czegoś co może zwyczajnie zdobyć.

Kiedyś życzyłam ci źle. Wyobrażałam sobie, jak przychodzę do ciebie do pracy, uderzam cię w twarz, perfekcyjnie odgrywam teatralną scenę. Jak demonstracyjnie szarpię cię za włosy, jak płoniesz ze wstydu, jak tracisz grunt pod nogami i siły.

Dziś jest inaczej. Dziś staramy się pozbierać rozsypane puzzle naszego małżeństwa. Darek się zmienił. Ja się zmieniłam. Podczas procesu rozwodowego udało nam się dowiedzieć sporo o sobie. Małymi krokami na nowo zbliżamy się do siebie. Miłość wszystkiemu wierzy, wszystko przetrzyma, we wszystkim pokłada nadzieję. Zupełnie tak, jak ja sama.

Chciałam, żebyś zniknęła, cierpiała, żebyś umarła. Dziś wiem, że nigdy nie powinnam była tak myśleć, od dawien dawna wiadomo, że karma wraca. Dziś, kiedy piszę do ciebie ten list, jestem w szpitalu. Jutro zacznę przyjmować kolejną chemię. Dziś Darek jest przy mnie, podobnie jak wczoraj, i dwa tygodnie temu. Tylko raz słyszałam, jak dzwonił do ciebie, przechadzając się po szpitalnym korytarzu. Prosił, żebyś go więcej nie niepokoiła. Dziś parzy mi herbaty, przynosi śniadania. Pisze zabawne wiadomości na dobranoc, przywozi książki, głaszcze po policzku, tuli, kiedy płaczę. Obiecuje, że jak tylko wyzdrowieję, to kupimy psa, pojedziemy na koncert, i nad morze.

Moja diagnoza to rak, brzmi jak wyrok, ale mam wielką wolę walki, do życia, do kochania. Tyle przetrwałam, że paradoksalnie jest we mnie ogromna siła. Uśmiecham się, czerpię z życia garściami, staram się unikać smutku.

Piszę do ciebie, żeby zamknąć pewien etap. Nie chcę już dla ciebie źle. Chcę, żebyś kiedyś była szczęśliwa. Dla siebie, droga Ka. I dla mężczyzny twojego życia, którego kiedyś los postawi na twojej drodze. Pamiętaj, szczęścia wymagaj głównie od siebie. Niech nikt ci go nigdy nie odbiera.

Życzę ci tego z całego serca.

Jak kobieta kobiecie.

 

 

 


Żegnaj Hygge, nadchodzi Lagom. Czyli sztuka bycia szczęśliwym, z tym, co już mamy

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
18 marca 2017
Fot. iStock/shironosov
 

Świat zwariował na punkcie duńskiego Hygge, rytuałów odnajdowania radości w drobnych życiowych przyjemnościach, celebrowania chwili przy domowym cieście i filiżance kakao, a także budowania odpowiedniej atmosfery w miejscu, w którym przebywamy. Ale nadchodzi nowy, skandynawski trend, tym razem ze Szwecji. Wydaje się, że Lagom (możemy przetłumaczyć to słowo jako „umiar”) ma szanse mocniej wpłynąć na nasz styl życia, bo jego siła tkwi w dążeniu do… uproszczania, osiągnięcia równowagi i życia w zgodzie z naturą.

Na czym to wszystko polega? W dużym skrócie, Lagom to branie tylko tego, co potrzebujesz, bez potrzeby poświęcania rzeczy, które kochasz. To próba wykorzystywania tylko tego, co już masz, by być naprawdę szczęśliwym. Bo nie potrzebujesz do szczęścia wielu materialnych rzeczy, możesz je osiągnąć małym kosztem, dzięki ponadczasowym przedmiotom codziennego użytku lub rzeczom wykonanym własnoręcznie.

Jak być Lagom?

1. Bądź bardziej świadomy tego, na co wydajesz pieniądze

Czyli na przykład, częściej płać gotówką, niż kartą (płacąc kartą często „nie widzimy” jak szybko i ile wydajemy). Pilnuj, aby twoi znajomi zwracali zaciągnięte u ciebie pożyczki. Notuj swoje wydatki, przewiduj stałe opłaty, zrezygnuj z „pustych wydatków” (na przykład z subskrypcji, z których nie korzystasz). Zamiast kupować nowe, korzystaj z tego, co już masz i co dobrze ci służy. Miej finanse pod kontrolą

2. Zwróć uwagę na to, jak wpływasz na środowisko

Pamiętasz, jak mama powtarzała: „gaś światło?!”, nie lej tyle wody”…? Może nawet nie zdajesz sobie z tego sprawy, ale codziennie wpływasz na środowisko – wyrzucając jedzenie do kosza, odkręcając do oporu gałkę kaloryfera, kupując ciągle nowe, plastikowe torby, choć masz ich w domu całe mnóstwo… Warto zmienić te szkodliwe nawyki.

3. Nie pozwól twojej pracy zdominować twojego życia

Również wtedy, kiedy w niej jesteś…Czyli ciesz się i korzystaj z przerwy na lunch, czy kawę, nie jedz odgrzewanego lunchu przy biurku, nie połykaj go pośpiesznie na kolanach, jeśli pracujesz w domu. A kiedy wrócisz do domu, nie zerkaj nieustannie na ekran telefonu czy komputera sprawdzając emaile. Rano przecież ciągle tam będą…

4. Zaakceptuj fakt, że rzeczy w twoim życiu są wystarczająco dobre

To pewnie najtrudniejszy punkt. My przecież stale chcemy więcej, lepiej… Tymczasem okazuje się, że z reguły to, co mamy, to o wiele więcej niż nam się wydaje. Że osoby, które nam w życiu towarzyszą, są tymi właściwymi, mimo wad i słabości.

Jak widzicie, Lagom wcale nie jest rewolucyjnym trendem. Jednak zwraca naszą uwagę na to, o czym często zapominamy,  pomaga wyrzec się nierealistycznych oczekiwań i zawraca nas na nowo, ze ścieżki szalonego konsumpcjonizmu na tę, gdzie możemy być bliżej – ze sobą, z innymi i z naturą. To typ podejścia do życia który ma je upraszczać, sprawiać by było przy tym tańsze i bardziej radosne. Do przemyślenia :D.


8 rzeczy, które musisz wyeliminować, jeśli nie chcesz nie utonąć we własnej goryczy

Anika Zadylak
Anika Zadylak
17 marca 2017
Fot. iStock/Viktor_Gladkov

Jest kilka dróg, które prowadzą do zgorzknienia. I jeśli nie zdasz sobie sprawy, co koniecznie musisz wyeliminować ze swojego życia, utoniesz we własnej goryczy.

1. Pesymizm

Najgorszy jest ten ciągły, nieustanny, niezależnie od pory dnia czy roku. Myślenie, że nigdy nic się nie uda, może doprowadzić do depresji. Niestety, groźne są też nawyki marudzenia i dostrzegania ciemnych stron, nawet, gdy sytuacja wygląda inaczej. Albo, gdy jeszcze nie wiemy, jak wszystko się potoczy, ale z góry zakładamy, że: „na pewno nigdy nie uda mi się kupić tego samochodu”, „moja przyjaciółka się nigdy nie zmieni” lub, że „mój mąż mnie nigdy nie doceni”. Takie podejście sprawia, że przestajemy widzieć wyjście z impasu, sami odbieramy sobie energię, radość. Nic nam nie wychodzi, bo przepełnia nas rezygnacja i smutek. Warto?

2. Nieudolność wybaczania innym

Przebaczenie to uwolnienie się od zatruwającej życie zemsty i wyplątanie się z toksycznego żalu  oraz pretensji do drugiej osoby.  To także akceptacja fakt, że to co złe wydarzyło się w naszym życiu, to już przeszłość, a tę trzeba zostawić, żeby móc iść dalej. Jeśli nauczymy się trudnej sztuki, wybaczania innym, nie oznacza to, że wyrządzona nam krzywda, stanie się mniejsza. Ale za to, obniży nasz stres i podwyższy samoocenę. Warto więc to zrobić dla własnych korzyści.

3. Czarno-białe myślenie

Podejście, które bardzo zawęża pole widzenia. „Wszystko albo nic”, to podłoże większości problemów emocjonalnych, od poczucia beznadziei do ataków paniki nawet. Takie myślenie sprawia, że problemy stają się groźniejsze, niż w rzeczywistości są, natomiast sukcesy i dobre rozwiązania przestają być zauważane. A przecież życie składa się również z odcieni szarości, a każda sprawa, która tyczy się nas, czy naszego otoczenia, nie ma tylko dwóch kolorów. Dobrze jest o tym  pamiętać.

4. Naucz się wybaczać przede wszystkim sobie

Prześladujemy siebie samych ciągłym poczuciem winy, rozpamiętywaniem, wracaniem do zdarzeń, które już przecież się stały, a czasu nie można zawrócić. Żal, wstyd, przeświadczenie o tym, że jesteśmy przez kiedyś popełniony błąd gorsi i nic nie warci, sprawiają, że wpadamy w zgorzknienie. A czy nie lepiej by było sobie odpuścić, żeby zrobić krok do przodu i przestać bezsensu oglądać za siebie. Ciągle cofać?

5.Wiara w mity

Nie ma niczego gorszego od przekonania, że jeśli uda nam się skończyć studia, schudnąć, zmienić kolor włosów, przeprowadzić do innego miasta – to w naszym życiu, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, wszystko się zmieni. I zacznie się układać po naszej myśli. A odkładanie szczęścia „na potem”, to oddawanie kontroli losowi i przypadkowi. Przez takie myślenie tracimy bardzo wiele, ponieważ widzimy tylko cel. A przecież droga do niego może być fascynująca i zaskakująca.

6. Brak wdzięczności

Wdzięczność – zarówno za duże czy małe rzeczy i gesty sprawia, że życie staje się prostsze i przyjemniejsze. Zamiast narzekać i wściekać się na to, że czekamy zbyt długo na zamówienie w restauracji, rozejrzyj się. I bądź wdzięczny za towarzystwo, w którym właśnie jesteś, za dobre wino, za uśmiechniętego pana za oknem i słońce, które świeci coraz wyżej. Lepiej, prawda?

7. Wymaganie od innych więcej niż od siebie

Oczywiście, że możesz mieś zwykłego pecha do ludzi i stąd twoje ciągłe rozczarowanie postępowaniem innych. A może jednak zastanowić się nad tym głębiej i odkryć, że to my, postawiliśmy poprzeczkę zbyt wysoko. Zdarza się też, że problem polega na braku akceptacji u innych tych cech, których nie znosimy u siebie. Bądź tych, których nam brakuje – np. pewność siebie czy perfekcjonizm. A nie lepiej zrozumieć, że każdy z nas jest po prostu inny, obdarzyć zwyczajną empatią i patrzeć, jak zaskakujące i pozytywne skutki może to przynieść?

8. Przekonanie o braku kontroli

Bezradność na jaką sobie zbyt często pozwalamy, sprawia, że tracimy kontrolę nad naszym życiem. I zaczynamy myśleć, że nie warto nawet próbować niczego zmieniać. To pierwszy krok do depresji. Przestańmy się karmić myśleniem, że nie mamy siły, że nie damy rady, że wszystko, o czym pomyślimy jest bez sensu. Bo tylko wtedy zyskamy szansę, że nasze życie znajdzie się na właściwym torze i ułoży według naszych planów i zamierzeń. Nasze życie jest w naszych rękach i tylko my możemy mieć nad nim właściwą kontrolę.


 

źródło:


Zobacz także

Dlaczego boimy się odejść? 6 powodów, dla których zostajemy w złych związkach

Kiedy miłość boli. Każda historia ma swój początek i koniec

10 powodów, dla których warto na nowo zakochać się w swoim partnerze

buysteroids.in.ua

http://steroid-pharm.com

https://pillsbank.net