Regularnie ją zdradzał. Oszukiwał ją każdego dnia. I te SMS-y: „Kręcisz mnie jak diabli. Stoi ci? Przy tobie zawsze”

Gościnnie w Horizon-school.ru
Gościnnie w Horizon-school.ru
23 grudnia 2017
Fot. iStock/atarzynaBialasiewicz
 

Paula

Upuściła telefon. Ze złości i zdenerwowania. Ona wie. Ta pieprzona żona wie. Co teraz? Może trzeba z Klaudią pogadać, ona ma łeb jak sklep. Podpowie. Zanim to jednak zrobi, wysyła serię wiadomości do Radka, a raczej do Sylwii. Bo na telefon Radka, ale wie, że ona to przeczyta.

Zniszczę cię, Radek kocha mnie.
Zostawi cię i puści z torbami.
Nawet dzieci ci zabierze, bo przecież ciągle cię nie ma.
Ja mu dam dom i ten seks, o którym on marzy. No bo z takim wielorybem to przecież orka na ugorze, a nie przyjemność.

Ale pojechała. Grubo. Jest z siebie dumna. Z tego seksu najbardziej. Wbiła szpilę głęboko. No  przecież ta Sylwia jest stara i gruba, no to sorry. Trzeba było nie żreć w ciąży.
Może i dobrze, że się wydało. Radek pójdzie do prawnika już na pewno. Tyle jej obiecywał, że pójdzie, ale ta głupia Sylwia zawsze dawała mu jakieś zadanie. I on robił, żeby nie skumała, że ma ją – swoją Myszkę. Więc pójdzie, wezmą rozwód i wtedy dziewczyny z pracy już nie będą gadać, że małżeństwo rozbija. Pokaże im, że można zdobyć żonatego faceta. Starszego, z mieszkaniem w dodatku.

Można? Można. No jak ma się 20 lat, ciało młode i chętne, no to, sorry, każdy poleci. Dzieci jakoś ogarnie. Radek będzie się nimi zajmował. Najgorzej to te wakacje, ale jakoś wytrzyma. Dadzą im tablet i z głowy. Ponoć dzieciaki teraz to lubią. Żanety synek ma dwa latka, a już gra.

Chyba będzie musiała powiedzieć rodzicom. Matka jakoś zrozumie. Widzi, że jej Paulusia ukochana jak na skrzydłach lata. Mówiła raz ojcu, a Paula wszystko słyszała. Gorzej z ojcem, bo on taki srogi jest. Nie wiadomo, czy rozwodnika zaakceptuje. Paula najwyżej ucieknie z Radkiem na koniec świata. Będą wszystkich mieli w dupie.

Telefon zawibrował. Odpowiedź Sylwii. O wku*wiła się. Bolało co, świnio jedna?

A idź se na policję. Będę pisała do Radka, ile mi się żywnie  podoba. Ch*j ci do tego. To mój facet. Za chwilę weźmie z tobą rozwód. A jak mnie wku*wisz bardziej, to cię zniszczę. Albo dzieci nastraszę. Albo doniosę do opieki, że patola z was.

Paula ostatnio w tv widziała takie zemsty. Spróbować zawsze można. A przynajmniej jej stracha napędzi, to nie będzie taka pewna. Co policja jej zrobi. No bez przesady.
Klaudia nie odbiera. Paula idzie do pracy. Znów wysyła Sylwii serię, że ma dać im spokój, że może se dzieci brać, ale Radek jest jej. I że już nie kocha na pewno, bo jej mówił to i pisał. Zresztą poczytać se może. To jej oko zbieleje i będzie jeszcze brzydsza.

W pracy kierowniczka się czepia. Żaneta widzi, że Paula nie w sosie. Docina jej nawet, czy się z Radusiem nie pożarła. A pożarła i owszem. Tylko, że z jego żoną. Żaneta aż upuściła foliówki, które niosła na warzywa i owoce. Co teraz? Paula opowiada. Jest dumna ze swoich docinek. Radek może zaraz przyjedzie. Przytuli i powie, że ma się niczym nie przejmować. Przecież urodzin to raczej nie będzie.

Żaneta mówi jedno.: „A nie mówiłam? Rodzinę roz*ebałaś. Zostaw ich w spokoju. Dzieci są. A ty znajdziesz innego”.

Żanetę w ciąży chłopak zostawił. Polazł do innej. Ojciec ją wyklął. Zlał, ale z domu nie wyrzucił. Ciężko mają. Samemu dzieciaka chować trudno. Ale przecież nie musiała dupy dawać, nie? Wpadli no to sorry. Paula ma odpowiedzialnego faceta, w ciąży nie jest. Radek się zachować umie. Kocha ją. A tamten Żanety nie kochał, bzykać się chciał i tyle. Pecha mieli.

Paula robi dobrą minę do złej gry. Udaje twardą. Radka wciąż nie ma. A dziś jego dyżur. No musi być.

Sylwia

Drży, serce wali jak młot. Jeszcze nie płacze. Przyjdzie czas na łzy. Będą lać się strumieniami. Czyta wpisy Radka i tej dziewczyny. Od kilkunastu miesięcy Radek prowadził podwójne życie. Mówił tej gówniarze to, co Sylwia chciałaby usłyszeć. Kocha ją? Spali ze sobą? Kiedy się spotykali? Pytania pędzą jak lawina. Powoli doczytuje. Romans. Radek ma romans.

Regularnie ją zdradzał. W pracy, w domu. Pisał, jeździł, dzwonił, kupował prezenty, zapraszał na kawki. Oszukiwał ją każdego dnia. Kradł czas dzieciom. Wykorzystywał jej nieobecność. A jak brała dodatkowe dyżury, to się cieszył, że kasy będzie więcej. Teraz wszystko jasne. Boże ona ma 20 lat. Omotała go. To jeszcze dziecko, ale bezczelna, wyrachowana, zimna. Radek nie mógł się zakochać.

No przecież jeszcze w weekend się z nią kochał, było cudownie jak zwykle. Dobrze im razem mimo jej tuszy. Przecież Sylwia dobrze wie, jak wygląda. Schudnie dla siebie i Radka. Taki był plan. Siedzi na podłodze. Czajnik gwiżdże, ale ona nie słyszy. Czyta i zapada się w czarną dziurę.

Myszko, Kotku, tak cię pragnę.
Oj wziąłbym cię. O tak chciałabym.
Dziękuję skarbie za prezent. Majteczki idealne.
Proszę Myszko, nie mogę się doczekać, by je z ciebie zedrzeć.
Tęsknię. Ja też.
Kocham cię. Ja ciebie też.
Sprawiasz Myszko, że unoszę się nad ziemią. Wiem, Kotku, ja też fruwam.
Kiedy będziesz? Myszka tęskni. Już jadę i jak cię wezmę…
Gdzie mnie weźmiesz? Na stole?
Myślałem o kawie najpierw, ale skoro chcesz to na stole.
Bardzo chcę. Jak bardzo? Bardzo bardzo.
Wczoraj mi się to śniło, nasz szalony seks. Cudownie Myszko, będzie szalony. Kręcisz mnie jak diabli.
Stoi ci? Przy tobie zawsze.
Byłeś u prawnika? Pójdę w przyszłym tygodniu.
Mówiłeś żonie? Powiem w weekend.
Ja cię kocham, wiesz? Zrobię dla ciebie wszystko. Wiem Myszko. Buziaki.
Nie chcę, byś dawał jej kwiaty na dzień kobiet.
Myszko muszę.
Jak to dziś cię nie będzie? Masz tu być! Inaczej wszystko jej powiem!
Dobrze będę za godzinę, pogadamy, uspokój się.
No jak mam się uspokoić? Chcesz mnie rzucić?
Powiem jej, zobaczysz. Nienawidzę cię!
Dziękuję Kochany za kwiaty. Proszę Myszko. Piękne kwiaty dla pięknej dziewczyny…

Sylwia jak w transie przewija palcem setki rozmów. Radek wszedł do mieszkania. Nie słyszała. Zbladł. Widzi swój telefon w jej rękach i to osłupienie na twarzy, ten ból i rozpacz. Już wszystko wie. Sylwia czyta dalej. Po chwili tępo patrzy przed siebie. Widzi Radka. Dociera do niej, że przyszedł po telefon. Jest przerażony. Sylwii robi się gorąco. Powoli podchodzi do niego, a Radek częstuje ją najgorszym tekstem świata. No jak, oczywiście, że to nie jest tak jak ona myśli. Przecież wymyśliła sobie wszystko.

W kilka chwil odzyskuje jasność umysłu. Z całej siły uderza Radka w twarz. Pięścią. Krew tryska. Sylwia dostała jakiejś nadludzkiej mocy. Bije go na oślep. Rzuca talerzami. Krzyczy, wyje. Radek próbuje ją uspokoić, ale obrywa kolejne ciosy. Tak jakby chciała go ukarać za każdy jego pocałunek z tamtą, za każde słowo do niej, każde spojrzenie i dotyk.
Kuchnia wygląda jak po bitwie. Radek jak po pobiciu. No szczerze mówiąc, Sylwia go pobiła. Spuściła wręcz manto. Jest oślepiona złością i furią. A on przerażony tym, co zrobił. Nie wie, że to dopiero początek tsunami. To była pierwsza fala. Za nią nadejdą kolejne…

Cdn.

autorka: Poli-Ann


Jesteśmy pełni złości, irytujemy się, a w gruncie rzeczy niczego tak bardzo nie potrzebujemy na świecie jak drugiego człowieka

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
23 grudnia 2017
Fot. iStock/Jasmina007
 

Jest późny wieczór przed Wigilią, dom już ucichł, choinka się świeci, pachnie makowcem i kapustą z grochem. Taki nasz domowy misz masz. Telefon co chwilę informuje mnie o kolejnych życzeniach przysłanych przez kolejnych znajomych. A ja piszę i w głowie układam listę, do kogo chcę zadzwonić.

Pewnie wykonam kilka telefonów, wzruszę się, popłaczę, porozmawiam z tymi, z którym nie rozmawiałam czasami i rok. Ale to nic, to nie ma znaczenia, naprawdę.

Święta wyzwalają w nas mnóstwo stresu i złości. Każdy się denerwuje, czy zdąży, czy wszystko będzie tak jak być powinno, czyli miło, smacznie, może i przez chwilę zabawnie. Na wdechu i spięciu siadam do stołów wigilijnych, pospiesznie, bo tak nauczyliśmy się żyć. Wszystko ma być szybko, nie ma chwili, by przystanąć, pomyśleć, usłyszeć własne emocje.

Odliczamy czas, kiedy po Wigilii zostaniemy sami, bez tych wszystkich oczekiwań, pytań i ocen wokół. „Już po wszystkim” – myślimy. Nie słyszymy tego żalu i smutku, tego wszystkiego, co kazałoby się nam zatrzymać. Wolimy się wkurzać, mówić, że właściwie po co te całe Święta, że to tylko dwa dni, że ta cała szopka, jak co roku kompletnie nie ma sensu.

Coraz więcej słyszę takich głosów. I myślę sobie, że większość z nas ucieka przed drugim człowiekiem, umniejszamy Święta, bo relacje, z jakimi przychodzi się nam w tym czasie zmierzyć, trudno udźwignąć.

Jest teściowa, która jak co roku zrobiła grzybową z ziemniakami, choć wie, że ty lubisz z makaronem. Jest siostra, która znowu będzie mówić najgłośniej i pokazywać przez cały wieczór filmiki ze swoimi dziećmi. Jest teść – dzisiaj myślisz sobie, że dla ciebie obcy człowiek. Przyjaciółka, do której nie wiesz czy dzwonić, bo ostatnio jakoś wam dalej do siebie…

Wielu nie ma… Ukochanej babci, żaden barszcz nie smakuje, jak ten, który ona robiła. Kolejny rok bez taty, a przecież to on zjadał najwięcej dzwonków karpia. Nie ma mamy, która by ręce całe w mące wycierała w świąteczny fartuszek witając was w drzwiach. Nie ma dziadka, który znał wszystkie kolędy i wyciągał tego dnia swój akordeon. Nie ma przyjaciółki, do której szliście zawsze z kolędą po Wigilii…

Święta to spotkania. Spotkania, których się boimy, których unikamy przez cały rok, ale w tym właśnie czasie trudno przed nimi uciec. Po co uciekać? Możemy tłumaczyć, że to nieważne, że na miejsce jednego człowieka, przyjdzie następny, że natura nie lubi próżni, że najważniejsi jesteśmy sami dla siebie. Tak, znajdujemy wiele wymówek, żeby nie spotkać się z prawdą, nie zderzyć się z pustką, samotnością, bólem.

A przecież prawdziwym szczęściem w te Święta powinno być dla nas spotkanie się z tymi, których kochamy. Możliwość spojrzenia sobie w oczy, przytulenia się, by poczuć, że nie jesteśmy sami, że obok nas, czasami na wyciągnięcie ręki, czasami na kilka sygnałów telefonu jest ktoś, kto wypełnia nas miłością i spokojem, dobrem. Tak, te spotkania są dobrocią. Dobrocią, która daje nam poczucie, że w całym tym wszechświecie jest ktoś, kto odbierze ten cholerny telefon, ktoś kto powie – „pamiętaj, że jestem” i ty wiesz, że jest naprawdę.

Zadzwoniła do mnie dzisiaj przyjaciółka mówiąc: „Wiem, że jesteś zalatana, ale musiałam zadzwonić, bo przez chwilę zrobiło mi się tak bardzo źle”. Za chwilę się śmiałyśmy opowiadając sobie o makowcach jak naleśnik i szybkim przepisie na śledzie i jaką koszulę kupić jej byłemu mężowi pod choinkę.

Pomyślałam, jak ogromną wartością – dla mnie jedną z najważniejszych – jest mieć choć jedną na świecie osobę, która cię rozumie, która nie ocenia, która nie zazdrości, a jeśli nawet, to mówi o tym otwarcie. Przy kim nie boisz się być sobą. Tak… nie boisz się być sobą…

W naszym życiu ludzie są w niezwykle ważni, wszyscy – ci którzy zjawiają się na chwilę, ci którzy zostają na dłużej. Ale każdy z nas powinien mieć chociaż jedną bliską mu osobę, o której wie, że nigdy go nie zawiedzie, że nie skrzywdzi, że zawsze będzie, zawsze – choćby minęło 10 lat od ostatniego telefonu. To ktoś taki, o kim myślimy i robi się nam ciepło w sercu, łagodniejemy, uśmiechamy się. To ktoś, kto budzi w nas dobre emocje, bez strachów, lęków, bez złości i zawiści.

Życzę wam wszystkim, abyście w te Święta mogli przejrzeć się w oczach takiej osoby, usłyszeć siebie w jej głosie. By każdy nadal miał kogoś takiego, kogoś, dzięki komu staje się lepszy, przy kim nie musi nic udawać. Kogoś, z kim po długim czasie może przegadać całą noc. Jakby czasu nie było i dzielących kilometrów.

Życzę wam, by oprócz wysyłanych w sieci życzeń, był ktoś, komu chcecie je złożyć osobiście, o kim myślicie, że jest dla was bardzo ważny.

Byście nie bali się zadzwonić, zapukać do drzwi… Bo ten ktoś też tam czeka i wy o tym wiecie, choć tak bardzo obawiacie się, że jest inaczej, że to już za późno… Nie dowiecie się, jeśli nie sprawdzicie.

Życzę wam, byście mieli komu podziękować za to, że po prostu jest.

Jeśli zwlekacie z jakimś telefonem, z powiedzeniem komuś „Dziękuję” i „Kocham”, to teraz jest ten czas… Magiczny, który otwiera nas na drugiego człowieka…

Niech te Święta będą dla was cudownymi spotkaniami.


Mężczyźni bardziej dążą do bycia w związku niż kobiety. Gorzej radzą sobie z byciem singlem

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
23 grudnia 2017
Fot. iStock/arjan_Apostolovic

Pamiętam kiedyś dyskusję wśród moich koleżanek, że faceci zawsze odchodzą do innej kobiety, rzadko kiedy odchodzą po to, żeby być sami. Najpierw rozgorzała kłótnia, ale zrobiłyśmy szybki przegląd naszych kolegów, relacji, związków, okazało się, że faktycznie. Mężczyźni rzadziej niż kobiety są sami. Bardzo szybko po skończonym związku, wchodzą w kolejny, zdecydowanie szybciej niż kobiety, które czas bycia singlem coraz częściej wykorzystują do poznania siebie, swoich potrzeb, do samorozwoju, rozwijania swoich pasji. 

Portal randkowy eHarmony przeprowadził ankietę, z której wynika, że ponad 70%  mężczyzn czuje presję znalezienia partnerki, w porównaniu do 58% kobiet. Ponadto faceci single zdecydowanie bardziej niż kobiety cierpią z powodu samotności. Według Dr Linda Papadopoulos, psycholog z eHarmony, taka sytuacja ma miejsce, ponieważ to ​​kobiety częściej korzystają z przyjaźni, niż mężczyźni.

Wydawałoby się, że nie ma lepszego i bardziej beztroskiego życia od życia kawalera, cóż okazuje się, że panowie wcale tak nie uważają. I choć oczywiście zauważają pozytywne strony bycia singlem, takie jak niezależność, czas na hobby, wolność, niezobowiązujący seks, to jednak zdecydowanie bardzie niż kobiety dążą do bycia w związku.

Ankieta przeprowadzona na portalu randkowym wykazała także, że:

41% ludzi wolałoby być sama niż w związku z niewłaściwą osobą
47% mężczyzn stwierdziło, że samotność to negatywny aspekt bycia singlem w porównaniu do 43% kobiet
77% osób samotnych stwierdziło, że doświadczyło samotności
45% określiło samotność jako wadę bycia singlem

 

Jakoś ciśnie mi się złośliwość na usta – czyżby panowie, którzy nie radzą sobie w sytuacji bycia singlem potrzebowali kobiety do tego, by się nimi zaopiekowała, żeby była stałym towarzystwem, żeby im pomatkowała trochę, podczas gdy oni musieli wyjść spod mamusinych skrzydeł? Niestety bardzo często obserwuję mężczyzn, którzy nie szukają partnerki, ale kobiety, która oprócz roli kochanki wejdzie także w rolę ich matki. Może czas na odrobinę samodzielności?


źródło:

 


Zobacz także

16 rad mężczyzny po rozwodzie. Dziś mówi "żałuję, że nie wiedziałem wcześniej, że..."

16 rad mężczyzny po rozwodzie. Dziś mówi „żałuję, że nie wiedziałem wcześniej, że…”

Dla niej zdrada, dla niego niekoniecznie – mężczyźni i kobiety widzą tę sprawę nieco inaczej

Trzech cichych zabójców każdego związku

biceps-ua.com/universal-animal-pak-44-packs.html

http://steroid-pharm.com

женская виагра купить киев