Rusz dupę i przestań się zastanawiać, jak twoja żona czy mąż cię unieszczęśliwia i ogranicza. Zrób coś w końcu dla siebie

Sziti Mąż
Sziti Mąż
9 kwietnia 2018
Fot. istock/skynesher
Fot. istock/skynesher
 

Niedaleko mnie mieszkała para staruszków. Co niedzielę szli do kościoła na tę samą godzinę. On w płaszczu, ona w kapelusiku, eleganccy, trzymali się zawsze za ręce. Widziałem, jak kiedyś on zrywał jej kwiaty z miejskiego klombu, a ona się śmiała i mówiła, że wariat. Piękni byli. Piękna musiała być ich miłość, skoro zaprowadziła ich aż tutaj.

A później ona umarła. Jego znaleziono w dniu pogrzebu, przy stole, na którym stały dwie filiżanki zaparzonej kawy. Nie żył. Odszedł zaraz za nią.

Człowiek rzadko kiedy może żyć bez drugiego człowieka. Zwłaszcza, gdy tak bardzo kochał.

Ale przecież dla niektórych po stracie życie toczy się dalej. Choć już nigdy nic nie będzie takie same.

Kiedy wymawiasz słowa przysięgi małżeńskiej, zakładasz obrączkę, twoja dusza łączy się z drugą osobą. Każda sekunda życia przestaje być już tylko twoją własnością. Część ciebie odciska swoją obecność w jej życiu, a ona w twoim. Tak to się dzieje.

Twoje życie nagle staje się nieskończenie ważniejsze niż wcześniej, bo teraz ty stajesz się odpowiedzialny nie tylko za swoje, ale też za czyjeś życie.

Pamiętaj – nie próbuj naprawiać swojego małżeństwa. Zobacz, przed każdym lotem dostajesz instrukcję bezpieczeństwa. Gdyby coś się działo, rodzice, którzy lecą z dziećmi, mają najpierw sobie założyć maskę tlenową, dopiero później dziecku, prawda?

Jest to sprzeczne z naszym instynktem, zawsze w pierwszej kolejności chcemy chronić dzieci. Im zapewni bezpieczeństwo. Ich dobro będzie dla nas zawsze najważniejsze.

Tak właściwie to przez całe życie uczymy się stawiać potrzeby innych ponad nasze. Rodzice, przyjaciele, koledzy z pracy – zawsze ktoś jest ważniejszy od nas samych.

Fakt, że z czasem niektórzy uczą się zdrowego egoizmu, mają odwagę zrobić coś w końcu dla siebie i w zgodzie ze sobą.

Prawda jest jednak taka, że jeśli nie potrafisz być dobry dla siebie i sam o siebie zadbać, to nie możesz być dobry dla kogoś innego. Jeśli nie masz na twarzy maski tlenowej, to jak uratujesz swoje dziecko, o które najpierw się zatroszczyłeś?

Zdradzę ci pewną tajemnicę. Jeśli nie potrafisz być prawdziwy, autentyczny, najlepszy w swoim małżeństwie, to ten związek na pewno się nie uda. Z góry jest skazany na porażkę.

Znacie tę śpiewkę: „To nie ja, to ty”, „To nie ja, to ona”. Zawsze ktoś musi być winny, zwłaszcza, gdy nieciekawie zaczyna się dziać w małżeństwie. „Ona była zupełnie inną kobietą kiedyś” – stary, wiesz ile razy ja to mówiłem? Ty też powtarzasz tę bzdurę? I pewnie ona tak myśli o tobie – że to nie ten sam chłopak, że obcy człowiek, że nie da się z tobą wytrzymać. Zdziwiony? Spytaj żony, może odważy się powiedzieć ci prawdę, która dla nikogo nie jest łatwa.

Dwoje smutnych, sfrustrowanych ludzi. Siedziałem z moją żoną na kanapie głupio gapiąc się w telewizor. Nie zamieniliśmy ze sobą słowa. Każde naburmuszone wykrzykując niemo setki pretensji i żalów, nigdy niewypowiedzianych głośno.

I jak ci dwoje, którzy czują się niekochani, niepotrzebni, wykorzystani, mają ze sobą współpracować naprawiając swoje małżeństwo?

Ja tak próbowałem z moją żoną. Nie było szans, żeby się udało, dlatego uważam, że ratowanie małżeństwa nie zaczyna się od próby współpracy, tylko od zadbania w końcu o siebie, o to co ja chcę.

Widziałem pary w trakcie terapii. To było straszne – nieustanne skakanie sobie do gardła i z jednej strony udowodnienie, kto jest lepszy, a z drugiej kto winny temu, że znaleźli się w gabinecie na kozetce.

Ona: „To wszystko przez niego, nic go nie obchodzę, przez niego czuję się beznadziejnie!”.

On: „Co jeszcze muszę zrobić, żeby ona w końcu była zadowolona?!?”.

Znacie ten schemat. Jedno chce zadowolić drugie, drugie próbuje to pierwsze i nikt nie myśli o sobie. Nikt nie pomyśli: „Co ja mogę zrobić dla siebie, żeby poczuć się lepiej”. Moja żona była wszystkiemu winna. Nawet temu, że po praniu ginęły mi skarpetki. Myślę, że o mnie myślała podobnie.

Więc może rusz dupę i przestań się zastanawiać, jak twoja żona czy mąż cię unieszczęśliwia i ogranicza. Jak sprawia, że twoje życie jest nieszczęśliwe.

Weź pomyśl, co możesz zmienić w sobie, żeby pokonać tę przepaść, która dzisiaj was dzieli. Jakby każde z was skupiło się w końcu na sobie, pobyło samolubnym starając się być jak najlepszym, to może łatwiej by było dawać i kochać bezinteresownie.

Jakiś czas temu przeczytałem, że może miłość to przepaść między dwojgiem ludzi, która jest nie do pokonania, choć my cały czas próbujemy ją przeskoczyć.


Romans jest jak alkohol: czasami po prostu chcesz wyjść i upić się bez względu na konsekwencje

Sziti Mąż
Sziti Mąż
24 kwietnia 2018
Fot. iStock/Pekic
Fot. iStock/Pekic
 

Romans. Na samo słowo przyjemny dreszcz przebiega po skórze. Myślę sobie, że romans jest jak alkohol – wymyśla emocje z powietrza. Potrafi stworzyć miraż miłości, może nas odurzyć wyimaginowanym szczęściem. Może dać nam złość i zazdrość tam, gdzie nie powinno w ogóle jej być i poczucie smutku i złamanego serca, kiedy nie ma na to logicznego wytłumaczenia.

Romans jak alkohol – tworzy przerysowany świat emocji i doznań, wyolbrzymia doświadczenia. Sprawia, że jest ci naprawdę dobrze przez większość czasu. Ale później, gdy wytrzeźwiejesz, czujesz się fatalnie – to ceną jaką należy zapłacić.

Romans jest jak alkohol, bo odurza nas i przekonuje, że to, co przeżywamy, jest jedynym prawdziwym uczuciem, jest jedyną rzeczą, która ma dla nas znaczenie. Tak się dzieje zwłaszcza, gdy jesteśmy młodzi. Jednak z upływem lat zdobywamy więcej doświadczenia, uczymy się, że należy coraz mniej ufać tym uczuciom, bo one przychodzą i odchodzą tak jak wszystko inne. Zachowujemy trochę dystansu, jesteśmy ostrożniejsi, bo świadomi, że wszystko, co ma swój początek, ma także i koniec.

Romans jak alkohol – może stać się uzależnieniem. Gdy nie potrafimy zapanować nad emocjami, pochłania nas, niszczy dotychczasowe życie, psuje relacje z tymi, którzy są nam najbliżsi. Mimo to są wśród nas ci, którzy nie mają go dość, mimo ceny, którą przychodzi im zapłacić. Szukają romansu w najmniej odpowiednich miejscach – spotykają się z byłymi, flirtują z dużo młodszą koleżanką z pracy, żoną przyjaciela. Będą kłamać, oszukiwać, kraść i krzywdzić innych tylko po to, żeby jeszcze raz doświadczyć uczuć, które niesie romans. Oni zawsze znajdą usprawiedliwienie dla swojego zachowania.

Romans jest jak alkohol, więc jeśli już się na niego decydujesz, upewnij się, że to ty go używasz, a nie że on używa ciebie. Tutaj umiar jest kluczem. Czasami trzeba wstrzyknąć sobie małą dawkę, aby dodać trochę radości do swojego miłosnego życia, czasami po to, by naoliwić koła starego i przesiąkniętego rutyną związku. Czasami potrzebujesz go, by intensywniej odczuwać ważne momenty życia. Ale pamiętaj, by nigdy się w nim nie zatracić.

Romans jest jak alkohol. Żaden nie jest zdrowy, gdy używa się go w nadmiarze. Z drugiej strony „trochę” jest lepsze niż nic.

Romans jest jak alkohol, bo jeśli odmówisz wzięcia w nim udziału, prawdopodobnie będziesz się nudzić na imprezach.

Romans jest jak alkohol, ponieważ zniekształca czas. Kilka sekund może wydawać się wiecznością, podczas gdy cały weekend może minąć w mgnieniu oka, a ty nie będziesz potrafił ogarnąć, co się tak naprawdę stało.

Romans jest jak alkohol: sprawia, że masz ogromną ochotę na seks. Czasami tak wielką, że idziesz do łóżka z kimś, z kim prawdopodobnie nigdy nie powinieneś się tam znaleźć.

Romans odurza jak alkohol. Czasami cały ten drobny dramat z nim związany – kłótnie, trzaskanie drzwiami, nieodebrane telefony, rozłączone połączenia, nieobecność zachwycają nas jak najpiękniejsze widoki.

Romans jest jak alkohol, ponieważ czasami potrzebujemy go, by wydostać się na zewnątrz nas samych, poczuć, żyć, oddychać i pozwolić być z innymi. To chemiczne narzędzie do pokonania naszej własnej błędnej psychologii. Ewolucyjna sztuczka do wiązania kultur i społeczeństw, które nas tworzą.

Kiedy byłem młody, nie wierzyłem w romans. Traktowałem go jak wiarę w Świętego Mikołaja lub wróżkę Zębuszkę – słodki sentymentalizm, który trochę mamił nasze umysły bajkowymi opowieściami.

Kiedy brałem ślub moja ignorancja na temat romansu była tak wielka, że dawała mi pewność, że romans się nie przytrafia, kiedy jesteś w w stałym związku z kochającą cię kobietą. Nigdy nie pochyliłem się nad nim próbując go zrozumieć, więc stałem się zupełnie bezbronny, gdy się pojawił. To mnie w żaden sposób nie usprawiedliwia, tylko pokazuje brak pokory wobec tego, co może się nam przytrafić. Jak z alkoholem – z czasem poznajesz swoje granice upojenia. Jednego dnia decydujesz się na jazdę bez trzymanki i imprezę, podczas której brak ograniczeń. Innym razem zachowujesz umiar, dawkujesz sobie emocje mając „pod wpływem” większą wyrazistość tego, co się dzieje.

Teraz, kiedy trochę dorosłem i dojrzałem, kiedy życie mnie doświadczyło, nauczyłem się trzymać alkohol i swoje emocje w ryzach. Nauczyłem się, że to, co jest dobre, nie zawsze jest takim naprawdę i to, że czegoś chcę, nie oznacza, że powinienem to mieć. To, że mówimy, że się kochamy, wcale nie świadczy o tym, że wiemy, czym jest miłość. Emocje mogą nas zranić i mogą nam pomóc. Mogą uczynić nas lepszymi, ale mogą też sprawić, że będziemy gorsi. Mogą być używane dla dobra i dla zła. Są naszym uzupełnieniem, nie definiują tego, kim jesteśmy.

Zrozumiałem, że ode mnie zależy, czy będę panował nad swoimi emocjami. Dzisiaj wiem, że z romansem jest jak alkoholem – możemy z niego korzystać, ale zawsze odpowiedzialnie. On może sprawić, że moje życie będzie dla mnie lepsze, ale muszę liczyć się z konsekwencjami.

Cóż, ale romans jest jak alkohol: czasami po prostu chcesz wyjść i upić się.


Chcesz, żeby ona poszła za pierwszym facetem, który okaże jej zainteresowanie? To dalej obwiniają ją o problemy w waszym związku

Sziti Mąż
Sziti Mąż
23 marca 2018
Nikt nie pierze tak, jak mamusia. Kiedy trzydziestolatek mieszka ciągle z matką, to wiedz, że coś się dzieje...
Fot. iStock/Pekic

„Zmarnowała mi pół życia” – usłyszałem ostatnio od kumpla. „Co ty, stary, gadasz?” – spytałem zaskoczony. Serio zaskoczony, bo już nie raz słyszałem takie głupoty, ale ile można?

„Rozwiodłeś się, wiesz, o czym mówię”. Stały tekst. Facetów niczego nie uczy rozwód, to i tak zawsze będzie jej wina, to ona wszystko zawaliła. Ona jest odpowiedzialna za to, że jego życie jest do dupy.

Ty też tak myślisz? Uważasz, że gdyby nie żona, twoje życie wyglądałoby zupełnie inaczej?

To teraz powiedz mi, w czym ona zawiniła? Trzymała cię na smyczy, nie pozwalała myśleć samodzielnie, podejmować decyzji? Ona cię do siebie przywiązała i każdego dnia mówiła, co masz robić? Bardzo chciałbym wiedzieć, jak ona zniszczyła ci życie?

To jedno. Drugie – to ona też była winna temu, że wasze małżeństwo się rozpadło. W końcu ty się starałeś prawda? Nigdy nie wiedziałeś, o co jej chodzi, kiedy płakała.

Baby są jakieś dziwne. Nie wiadomo, o co im chodzi. Najprostsze założenie, które nigdy nie pozwoli ci stworzyć z żadną kobietą dojrzałego i szczęśliwego związku. Wiadomo, tak najłatwiej. Jak chce się wygadać to przyjaciółkom, a nie tobie. Ja swojej żonie też tłumaczyłem, że pracuję, jestem zajęty, nie mam głowy do rzeczy, do których ona ma… I wydawało mi się, że to tłumaczenie wszystko załatwi. Nie dostrzegałem, że ona także pracując, zajmując się domem, dziećmi, ma czas pomyśleć o mnie w ciągu dnia. Wysłać SMS-a z buziakiem, zdjęcie miejsca, które się jej spodobało, kupić w sklepie mój ulubiony alkohol, bo chciała mi zrobić niespodziankę.

Ona o mnie pamiętała. Kiedy byłem na służbowym wyjeździe, biegała po aptekach załatwiając mi leki, bo się rozchorowałem. Zadbała o to, żeby leki do mnie dotarły. Po latach wyrzuciła mi, że nawet jej nie podziękowałem. Nie podziękowałem jej za nic. Nigdy. Wydawało mi się to takie naturalne, że ona o mnie dba, że tak dużo mi daje. W końcu jak chce, to nie będę jej zabraniał. Dziękować?Byłbym frajerem.

Pamiętam jedną rozmowę. Zadzwoniła do mnie, kiedy byłem w delegacji. Obiecałem oddzwonić, ale czas znalazłem późnym wieczorem. Od razu wyczułem, że coś nie gra, ale nie chciałem zaczynać awantury, choć ta wisiała w powietrzu. W końcu usłyszałem, że jak mogę o niej nie pamiętać, że tak trudno napisać, zadzwonić, zainteresować się, co u niej? Wkurzyłem się. Bo ja tu w pracy, mam tysiąc zadań, a jeszcze ona mi głowę zawraca jakimś pierdołami i bezsensowymi pretensjami.

Też tak myślisz? To teraz zastanów się, co dla ciebie jest w życiu najważniejsze? Praca? Koledzy? Czy może żona? Rodzina? Już wiesz? A teraz zrób sobie rachunek sumienia i odpowiedz na pytanie, czemu poświęcasz najwięcej czasu i uwagi? I jak? Spoko, jak praca jest dla ciebie najważniejsza – nie czepiam się. Ale jeśli nadal twierdzisz, że to bez żony nie wyobrażasz sobie życia, zacznij o nią w końcu dbać, a nie udawać, że jej nie rozumiesz i wszystkie nieporozumienia, które pojawiają się w waszym związku, są tylko i wyłącznie z jej winy.

Stary, zacznij jej słuchać. Ona ci mówi, czego jej brakuje. To nie jest gadanie dla gadania. Ona naprawdę czegoś od ciebie chce i potrzebuje. Tak trudno ci to zrozumieć? Serio? Myślisz, że to tylko widzimisię, żebyś poświęcił jej więcej swojej uwagi, dał więcej czułości, wyrozumiałości?

Jeden k*rwa durny SMS w ciągu dnia jest dla niej znakiem, że ty też o niej pomyślałeś. I nie o tym, co ma zrobić, kupić czy dla ciebie załatwić. Tylko taki specjalnie dla niej. Cokolwiek, co pokaże jej, że jest dla ciebie ważna nie dlatego, że ogarnia trzy czwarte twojego życia, ale dlatego, że ją po prostu kochasz. Stary, ustaw sobie nawet powiadomienie w telefonie, żeby o tym nie zapominać. Piszę zupełnie poważnie. Sam zobaczysz, że po jakimś czasie ona się zmieni nie do poznania. Złagodnieje, nie będzie mieć pretensji, fochów. Kobiety może i są skomplikowane, ale są rzeczy, które działają na nie od razu. Jak ta – twoja uwaga.

Więc może czas najwyższy przestać uważać, że to co złe w waszym związku, to jej wina – a konkretnie jej czepliwości, zrzędliwości, sfochowania. Czas przyjrzeć się sobie, wbić sobie do łba: „Skoro ona płacze, to może faktycznie powinienem posłuchać, co mówi i spróbować coś zmienić”. Jeśli się nad tym nie zastanowisz, ona pójdzie za pierwszym facetem, który okaże jej choć odrobinę zainteresowania, który w pracy przyniesie jej kawę do biurka i będzie pamiętał, z czym ona lubi kanapkę. I to on wieczorem do niej napisze SMS-y, podczas gdy ty frajerze będziesz siedział na kanapie obok przełączając kolejne kanały w telewizji i jak zawsze nie zwracając na nią uwagi.


www.binaryoptions21.com/%D8%AE%D9%8A%D8%A7%D8%B1%D8%A7%D8%AA-%D9%86%D8%B8%D8%A7%D9%85-%D8%A7%D9%84%D8%AA%D8%AF%D8%A7%D9%88%D9%84-%D8%AB%D9%86%D8%A7%D8%A6%D9%8A/

binaryoptions21.com/%D8%B4%D8%B1%D9%83%D8%A9-iq-option/

хостел киев цена