„Co z tymi facetami?! Ranią albo wymagają opieki jak dzieci”. Singielka o tym, dlaczego wybiera życie w pojedynkę

Listy do redakcji
Listy do redakcji
11 czerwca 2016
Fot. iStock / milos-kreckovic
 

Mam 30 lat, jestem singielką. Nie, nie jestem sama, samotna, smutna też nie jestem. Moje życie jest bezpieczne. Tego mi brakowało. Najpierw w dzieciństwie, gdy ciągle byłam świadkiem kłótni rodziców. I potem, gdy z kolejnymi mężczyznami próbowałam budować związek.

Mój chłopak z liceum. Cztery lata razem, potem on zdał na Akademię Teatralną. Wsiąkł w nowe zadania, zajęcia. Codziennie wracał do domu koło 23.00, weekendy były zajęte przez szkołę. Odsunęliśmy się od siebie. On miał świat kolorowy, ja spokojny świat studentki polonistyki.

Rozstanie było dla mnie trudne i bolesne. Choć to ja powiedziałam słowo „koniec”, czułam się porzucona i zostawiona. Potem przez kolejne lata nie potrafiłam w nikim się zakochać. Spotykałam kolejnych chłopaków, uprawiałam z nimi seks, byłam bliżej, dalej. W końcu odchodziłam. Czasem odchodzili oni.

Moja kolejna wielka miłość to architekt. Był starszy o osiem lat, miał fajną pracę, dużo marzeń, podróżowaliśmy. Poznałam jego rodzinę, zaprzyjaźniłam się z siostrą. Znów się otworzyłam. Po trzech latach odkryłam jego korespondencję z inną kobietą. Kiedy wyprowadzałam się z mieszkania, w którym wspólnie mieszkaliśmy, przysięgłam sobie: „nigdy więcej”. Dwa razy byłam zaangażowana, dwa razy skończyło się źle.

Tę miłość też odchorowywałam, ale już krócej. Pomogła mi złość i urażona duma. Uciekłam w pracę, i ta praca była najbardziej wdzięczną miłością. Bo przewidywalna, poukładana. Dużo dawałam, dużo dostawałam. Wiedziałam czego się spodziewać. Miałam poczucie kontroli, siły, mocy.

Mijały lata. Poznawałam kolejnych mężczyzn. Ale już nie potrafiłam się zaangażować. Widziałam, że robię się wymagającą singielką. Jedną z tych, o których czytałam. Skoncentrowaną na pracy, krytyczną wobec mężczyzn. Urządziłam swoje mieszkanie jak chciałam. Postawiłam kanapę tam gdzie chciałam, pomalowałam ściany jak chciałam, w sypialni mam toaletkę –  na co mój architekt nie chciał się zgodzić. Jest tak, jak chciałam.

Patrzę na znajome małżeństwa…

Kilka się już rozpadło, kilka jest chyba szczęśliwych. Zazdroszczę im, jak pakują rowery i wyjeżdżają w taki weekend jak ten na żagle czy kajaki. Widzę szczęście. Radość. Wspólne dzieci. Tylko…..

Dwóch tych „szczęśliwych” mężów po pijaku dobierało się do mnie. Jeden obraził się, bo kiedy zaczął mnie bajerować ostro powiedziałam: spadaj. Okej. To tylko dwóch, wynaturzenia są wszędzie.

Trzeci, fantastyczny mąż, za którego dałabym się pokroić właśnie kilka tygodni temu odszedł do innej. Zbieram moją przyjaciółkę rozsypaną w kawałeczki. Parzę melisę, podaje wino, wyciągam na imprezy, zajmuję się jej dziećmi. I, kurczę, jestem wdzięczna losowi, że już tego nie przeżywam, że już nie cierpię.

Czy jestem ślepa? Czy obracam się w jakimś chorym środowisku…

A dobre życie toczy się gdzieś poza mną? Czy naprawdę ludzie mają tylko parę lat gwarancji na szczęście, a potem zawsze się coś psuje? Bo kryzys, bo dziecko, bo brak seksu, bo seks z kimś innym? Czy stabilizacja zawsze ma cenę? Kompletną destabilizację później?

Nie chcę tak żyć. Nie chcę żyć w lęku, że kogoś stracę. Ktoś powie, że w miłość jest wpisane ryzyko utraty– być może. Ale ja nie chcę więcej tracić. Za wiele bliskich ludzi straciłam. Wybieram letniość w damsko– męskich relacjach. Dlaczego wydaje mi się, że więcej na tym zyskuję?

Po pierwsze. Naprawdę jestem wolna. Układam rzeczy w lodówce gdzie chcę, jadę na wakacje gdzie chcę. Nikt mi nie mówi, że wydałam za dużo na buty, nie muszę się tłumaczyć, ile kosztują moje sukienki.

Po drugie. Nie czekam. Jeśli czekam to jeden dzień. Poznaję faceta, spotykam się, ta randka jest udana, jest miło. Rzeczywiście dzień po czekam na telefon. Super jeśli on się odzywa znów. Jeśli nie, pozbieranie się po tym zajmuje mi jeden dzień. Jeden dzień gorszego nastroju, lodów przed telewizorem. Tyle.

Po trzecie. Mam seks, mam czasem nawet zauroczenie, ale nie dochodzi do momentu znużenia. Zdecydowana większość z nas stara się tylko na początku. Mężczyźni, którzy się ze mną spotykają, wykonują pracę, żeby było fajnie. To jest kolacja, wyjście, drobiazgi, które mi dają, bo wiedzą, że coś lubię. Ja robię to samo. Staram się.

Dlaczego to się kończy? Bo ja uciekam. Jeśli jesteś trzydziestolatką i rozejrzysz się wokół widzisz, że fajni faceci są zajęci. Po świecie fruwają szaleni single i żonaci. Żonaci mnie nie interesują, single nie nadają się na związek. Bo są niczym sieroty.

Mają depresje, wątpliwości, ciągle nie wiedzą czego chcą. Nie potrafią walczyć o siebie w pracy, nie potrafią wziąć się w garść, podejmować decyzji.  Potrzebują opiekuńczych ramion kobiety. Sorry, mam to gdzieś, nie będę się nikim opiekować. Już sobie wyobrażam taką sierotę jako ojca. Nie chcę. Miałabym wpuścić go do swojego świata, a on by na mnie żerował, karmił się moją siłą.

Dlaczego miałabym wybrać to, a nie po prostu seks bez zobowiązań?

Nie potrafią słuchać. Chcą po prostu mówić i mówić o sobie. Nawet jeśli im tłumaczysz, że bycie ze sobą to też słuchanie– pamiętają o tym przez dwadzieścia minut.

Mają zero inicjatywy. W zdecydowanej większości. Jeśli wykazują jakąś inicjatywę to dlatego, że się starają, zależy im na zrobieniu dobrego wrażenia. A potem…

I cóż, w większości mają nadopiekuńcze mamy. Nie muszą robić nic, za nich zrobi się wszystko. SIĘ to oczywiście jakaś kobieta.

Jeśli mam być z kimś być, to z prawdziwym mężczyzną. W końcu jestem atrakcyjną, mądrą trzydziestolatką. Znam cztery języki, potrafię na siebie zarobić, wymienić koło w samochodzie, ubezpieczyć siebie, dom, znam się na polityce i wiem gdzie należy oszczędzać.

Takiego faceta chciałabym poznać.

I takiego, który by nie zranił. Za dużo? Czasem myślę, że za dużo.

To trudno, zostanie jak jest.


Fish pedicure, naturalny sposób na gładkie stopy. Skusisz się?

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
12 czerwca 2016
Fot. iStock / olesiabilkei
 

Pedicure kojarzy się nad przede wszystkim z domowymi zabiegami lub wizytą w gabinecie kosmetycznym. Dzięki pedicure pozbywamy się starego, martwego naskórka ze stóp, przywracamy ich skórze zadbany wygląd i miękkość. To już nie fanaberia, a zwykła konieczność, by kobieta mogła się poczuć naprawdę zadbana. 

Jak się okazuje, wyżej wymienione sposoby troski o stopy, to nie jedyna możliwość, jaka została zaoferowana rzeszy kobiet.

Fish pedicure. Rybki zjedzą nadmiar skóry

Fish pedicure to specyficzny rodzaj pedicure’u, w którego trakcie martwy naskórek zjadany jest przez egzotyczne rybki pływające w akwarium. Ryby te, brzany ssące, zamieszkują w naturze wody Jordanii, Syrii i Turcji, osiągając ok 14 cm długości.  Tam również rybki również żywią się martwym naskórkiem, ponieważ wody w których żyją są ubogie w składniki odżywcze. W akwariach które dostępne są w ofercie salonów wellness,  rybki oczyszczają skórę nie tylko stóp, ale także rąk. Wystarczy w gabinecie zdezynfekować kończyny i włożyć do akwarium, a rybki podpływają same, zeskrobując martwy naskórek. Po zabiegu, skóra jest miękka i lepiej ukrwiona dzięki specyficznemu masażowi skubiących ją rybek. Uczucie podczas fish pedicure, porównywany jest do miłego mrowienia, wpływającego relaksacyjnie na nastrój osoby poddającej się zabiegowi.

Dla kogo ten zabieg?

Mimo wątpliwości natury higienicznej, naukowcy z brytyjskiej Health Protection Agency ocenili ryzyko infekcji podczas kuracji rybkami jako niezwykle niskie, przy zachowaniu zasad higieny. Z fish pedicure mogą korzystać praktycznie wszyscy, jedynie osobom o osłabionym systemie immunologicznym zaleca się rezygnację z tego.


źródło: 

 


Jak u diabła przetrwać ten piłkoszał?!

Agnieszka Sierotnik
Agnieszka Sierotnik
11 czerwca 2016
Fot. iStock / itsmejust

Z każdej strony patrzy na ciebie Robert, w lodówce czeka piwo bez glutenu, a na szafce kolejna biografia piłkarza. Nawet jeżeli kochasz piłkę nożną, a Biało-Czerwonych widzisz z trofeum, kolejny miesiąc może stać się jednym z najtrudniejszych w ciągu roku. Czy istnieje sposób, żeby bezboleśnie przeżyć EURO?

Ograniczone zaufanie

Trzeci raz z rzędu zagramy w tej prestiżowej imprezie, co tylko dodaje ogromu optymizmu, bo przecież „do trzech razy sztuka”!  Pod wodzą trenera Adama Nawałki, piłkarze grają jak natchnieni, dodając wiary, która mogłaby przenosić góry. W piłce nożnej, tak jak wszędzie, obowiązuje jednak zasada ograniczonego zaufania. Nie kupuj telewizorów do każdego pokoju, licząc na to, że Nasi wejdą do półfinału. Leo Beenhakker, który jako pierwszy wprowadził Polskę do EURO, uspokajał kibiców słynnym „step by step”, więc krok po kroku, a (może) będzie finał! (I zwrot pieniędzy za telewizory)

Plan, a raczej jego brak

Jeżeli chciałaś wyciągnąć swojego faceta na grzyby, ryby czy romantyczny wypad nad morze, przygotuj się na odpowiedź, że jedynym wypadem o jakim marzy, jest ten do Francji. Jeżeli piłka nożna cię nie interesuje, a sama wizja polubienia jej brzmi jak najgorszy koszmar, przeznacz ten czas dla siebie. Optymiści powiedzą, że masz go do 10 lipca, pesymiści natomiast dadzą ci go do 21 czerwca. Tak naprawdę czas na jogę, naukę gotowania, pisanie czy malowanie masz do połowy lipca, bo każdy mecz jest ważny!

Ania Lewandowska i kulki mocy

Brownie z buraka? A może pudding chia z jagodami goi? Legenda głosi, że potęga polskiej reprezentacji zaczyna się w kuchni Państwa Lewandowskich. Żona Roberta to nie tylko kolejna WAGs (z ang. WAGs- wifes and girlfriends – żony i dziewczyny sportowców), ale sportowiec, dietetyk i trenerka Polek. Po jednym z wielkich meczy Lewego, Ania pochwaliła się „kulkami mocy”, dzięki którym Robert strzelił cztery bramki w pięć minut! Może zamiast kolejnej twarzy piłkarza w domu, tym razem na opakowaniu chipsów, napoju lub czegokolwiek niezdrowego, pora na kuchenne rewolucje w twoim wykonaniu? Każdy fan doceni przekąskę w stylu Lewego, a ty nieźle zapunktujesz!

Francja elegancja

Nawet jeżeli miłość do piłki nożnej wyssałaś z mlekiem matki, uroda piłkarzy wcale ci nie przeszkadza. Nie ma co oszukiwać, piłkarze to przystojne chłopaki! Sport i moda to pełna symbioza. W polskiej kadrze pod tym względem króluje Grzegorz Krychowiak. 26-latek grający w hiszpańskiej Sevilli słynie ze swojej miłości do mody, choć jak sam podkreśla, lubi się po prostu dobrze ubrać i do tego samego zachęca swoich kolegów. Kilka miesięcy temu  „Krycha” zamieścił zdjęcie w płaszczu z futrzanym kołnierzem, chwilę później nawiązała się gorąca dyskusja między nim a prezesem Polskiego Związku Piłki Nożnej – Zbigniewem Bońkiem, który dopytywał czy „męskich nie było”. Piłkarz nie pozostał jednak dłużny i oznajmił, że Prezes nie jest jeszcze gotów na wspólne zakupy w Paryżu. Może jednak zamiast zakupów, wystarczy wycieczka po garderobie Krychowiaka, która zajmuje całe piętro jego hiszpańskiego domu?

Messi?

Chcesz zabłysnąć, pochwalić się swoją wiedzą w męskim gronie, więc rzucasz, że najlepszym piłkarzem EURO 2016 i tak zostanie Messi. Jeżeli nie chcesz wysłuchać wykładu na temat pochodzenia tego przystojnego piłkarza, lepiej uciekaj! (Albo zaproponuj kulki mocy!) Lionel Messi urodził się w Argentynie i to właśnie ten kraj reprezentuje. Wielokrotny zdobywca Złotej Piłki (najważniejszej nagrody dla piłkarzy, przyznawanej przez FIFA) jest jednym z najlepszych piłkarzy świata, którzy grają jak natchnieni. Jeżeli jednak chciałabyś z klasą wybrnąć z wpadki o jego udziale w EURO, do końca czerwca trwa Copa America – południowoamerykański odpowiednik naszych Mistrzostw Europy. W  tym roku, po raz pierwszy w historii jest on rozgrywany poza Ameryką Południową – w Stanach Zjednoczonych.

Łączy nas piłka

Jeżeli 90 minut, a już nie daj Boże 120 i jeszcze trochę na rzuty karne, to dla ciebie za dużo,   przeznacz te kilkadziesiąt minut na zagłębianie się w… kulisy naszej reprezentacji! Od kilku lat, PZPN funduje kibicom filmy zakulisowe. To właśnie dzięki nim, cała Polska dowiedziała się, że Kamil Grosicki oszalał przez „Oczy zielone”, Wojciech Szczęsny gra na pianinie, a najlepszym izotonikiem stosowanym przez większość piłkarzy jest po prostu mieszanka wody, cytryny, miodu i pieprzu cayenne.

„Łączy nas piłka” to kanał prowadzony przez Łukasza Wiśniowskiego, który każdy dzień zgrupowania spędza ‚śledząc’ kadrowiczów ze swoją kamerą sportową. To jedyna okazja, żeby przekonać się, jacy tak naprawdę są nasi piłkarze bez błysku fleszów, sloganów reklamowych, hektolitrów potu, a czasem i makijażu na potrzeby sesji zdjęciowej czy spotu reklamowego.

Biała sukienka i czerwona szminka

Każde kibicowanie polskim reprezentacjom to okazja do wykorzystania barw narodowych w outficie, który pochwaliłby sam wcześniej wspomniany Krychowiak! Wianki na głowach, niczym pełnoprawne Słowianki, koszulki z godłem, a może biała sukienka? Pewnego Francuza zapytano, na co najbardziej czeka w związku z EURO w jego kraju. Ten bez wahania odpowiedział, że liczy na przyjazd pięknych Polek.

Może wspólne kibicowanie w pubie czy strefie kibica to dobra okazja do zabłyśnięcia niczym Natalia Siwiec cztery lata temu?

EURO spoko!

Gdybyś jednak kochała piłkę nożną, zaopiekuj się koleżankami, które dopiero próbują zrozumieć ten fenomen. Sport łączy ludzi, choć czasem niemiłosiernie ich dzieli. Cokolwiek się nie stanie, „biało-czerwone to barwy niezwyciężone”, a jak nie tym razem, to następnym!


Zobacz także

krytyka w związku

Konstruktywna krytyka w związku? Ryzykowna sprawa, ale nie niewykonalna

5 kroków pozwalających odbudować zaufanie w związku

Fazy rozwodu i rzeczy, których nigdy rozwódka nie chciałaby słyszeć. A słyszy…

http://biceps-ua.com/

www.buysteroids.in.ua/poslekursovaya-terapiya.html

steroid.in.ua/products/boldabol-