Dlaczego żona wybiera męża, a nie kochanka. To przecież jasne

Dziennik Niewiernej
Dziennik Niewiernej
10 czerwca 2016
Fot. iStock / PeopleImages
Fot. iStock / PeopleImages
 

Siedziałeś na fotelu z miną: „Nienawidzę cię, jesteś suczą”. Ja siedziałam na kanapie, podkulałam nogi i mówiłam. „Mam dziecko, musisz zrozumieć”. „Nic nie muszę rozumieć” powiedziałeś.

Nawet nie wiesz, że zostawiłam cię właśnie dlatego. Ta pewność, której nie ufałam. To uwodzenie, któremu nie ufałam. To przekonanie, że ja muszę decydować tu i teraz. Wyobraziłam sobie, że zawsze byś tak miał. Decyduj, wybieraj, teraz. W podtekście: wybieraj mnie.

„To po co to?!” spojrzałeś na mnie groźnie. Wiem, że wolałeś myśleć, że jestem zła, że ranię i uwodzę mężczyzn. „Jesteś moją karą za kobiety, które skrzywdziłem, mówiłeś.  Pokiwałam głową. Aha. Nie powiedziałam, że ty jesteś moim największym wyrzutem sumienia, największą namiętnością, ale i największą przegraną, bo kiedy leżałam u ciebie w łóżku zapominałam, kim jestem. I komu obiecywałam wierność i miłość.

Dlaczego to zrobiłam? Dlaczego się w tobie zakochałam?

Boże, miałam 24 lata jak wychodziłam za mąż. Nie było drgań serca, obłędu, był związek z przyjacielem. Z mężczyzną, który zakochał się we mnie i wyciągnął mnie z tego, co złe. Miałam 24 lata, myślałam, że miłość to walka. I zdobywanie. On pokazał mi, że miłość jest bezpieczna. Nasz związek był dobry i spokojny. Czy go kochałam? Dzień ślubu był najszczęśliwszym dniem mojego życia. Rzadko ma się tę pewność i to przekonanie. Ale to było być może przekonanie wynikające z tego, że on tak bardzo kochał mnie.

A ty? Znam cię przecież.  Nikogo nie kochałeś tak bezwarunkowo. Twoje miłości pełne były oczekiwań i wymagań. Ale zakochać się w tobie było łatwo. Tyle mówiłeś, tyle obiecywałeś, byłeś tak ciepły i tak bardzo czuły. Ja i on przeżywaliśmy kryzys. Mało się mówi o samotnych kobietach. Spaliśmy oddzielnie, a nawet jeśli obok – nie było seksu. Żyliśmy naszą córką. Tak, on mnie czasem dotykał. Mówiłam ci potem, dotykał machinalnie, dotykał tak, że bywało mi niedobrze. To dobry, wspaniały człowiek. Ale wtedy bywało, że czułam się zgwałcona. To smutne, co? Gdy obok ciebie śpi mężczyzna. Gdy jest dobry, wiesz, że cię kocha, a mimo to jego dotyk cię gwałci. Pat, co? Czujesz się winna.

Nikomu o tym nie mówiłam. Zawsze chciałam mieć rodzinę. I szczęśliwy związek. Jak wielu z nas. Upychałam problemy, zamiatałam pod dywan.

A potem poznałam ciebie. Nauczyłeś mnie wszystkiego o miłości, i seksie, i namiętności. Wcale nie dlatego, że byleś tak świetny (chyba). Przede wszystkim dlatego, że byłam w stanie poświęcić dla ciebie wiele. I zawsze chciałam się z tobą kochać. Wtedy myślałam, że to jest miłość. Uznałam, że mój związek jest pomyłką i kocham ciebie. Byłam opętana tą miłością. Szafa wyczyszczona, walizki spakowane

Zobaczyłam moją córeczkę, która uśmiecha się do taty, łapie go za rączkę. Wypowiada magiczne: „tata”. Zawróciłam z tej drogi. Dla dziecka, dla rodziny.

Wtedy na tej kanapie… pamiętam tę muzykę, kolor ścian w twoim mieszkaniu, zapach, płyty. Kubki, które ci kupiłam, lustro w przedpokoju, parkiet.

A jednak wybrałam, powiedziałam: „koniec”. Wróciłam do mojej stabilizacji, jak mi zarzucałeś.

Co mam po latach? Co może zrozumieć kobieta po romansie, która wybrała męża?

– Nie wybieraj męża tylko dla dziecka i dla rodziny. Jeśli chcesz zostać z mężczyzną, musisz wiedzieć, że on cię kocha. Że jest tego warty, że czujesz, że wiesz, że kiedyś znów go pokochasz. Albo wciąż go w środku kochasz. Jeśli tak nie jest – odejdź, szkoda czasu.

– Nie zostawaj jeśli naprawdę nie wierzysz w małżeństwo. Jeśli nie wierzysz, ono i tak się rozwali. Kłamstwo ma krótkie nogi.

– Jak masz wiedzieć czy kochasz męża? Zamknij oczy i wyobraź sobie życie bez niego. Co czujesz? Ulgę? Lęk? Strach? Jeśli nie wyobrażasz sobie życia bez niego, nie marnuj tego. Macie jeszcze szansę.

– Seks to nie wszystko. Jeśli masz romans, bardziej pragniesz kochanka. To jest obłęd, który przysłania ci wszystko. Ale potem pomyśl. Czy naprawdę chcę żyć z nowym mężczyzną? Czy poświęcisz wszystko? To tylko zauroczenie czy najlepszy, oczywisty wybór?

Ludzie mówią mnóstwo rzeczy o romansie. Że mężczyźni przedmiotowo, kobiety emocjonalnie. Olej to. Zamknij oczy. Z kim chcesz być? Kto zostanie z tobą, gdy będziesz cierpieć? Z kim chcesz się budzić i zasypiać? Czyją stratę łatwiej ci sobie wyobrazić? A potem wybierz. Bo podwójne życie jest niszczące:)

No chyba, że naprawdę to oddzielasz.


„Wiem, że bycie z tobą jest wyborem”. Czasem lepiej zdradzić niż tkwić w iluzji: „ja bym tego nigdy nie zrobiła”

Dziennik Niewiernej
Dziennik Niewiernej
27 maja 2016
Fot. iStock /  m-gucci
Fot. iStock / m-gucci

Gdy byłam mała mama chciała kupić mi nowego miśka. „Zobacz, ten jest zniszczony” powiedziała. Kusiła: „Kupię ci fajnego. Kolorowego, będzie pachniał nowością, starego wyrzucimy”. Spojrzałam na nią zadziwiona. Wyrzucimy starego? A gdzie wrażliwość, pamięć dobrych chwil? Gdzie miłość do tego, co już znamy? „Nie chcę nowego” powiedziałam. Misiek został, nowego nie było, zasypiałam szczęśliwa.

Oglądałam ostatnio swoje zdjęcia ze ślubu. Młodość i szczęście. Jestem jedną z tych kobiet, która w wieku 25 lat nie miała wątpliwości. Wychodziłam za mąż za najlepszego faceta, którego poznałam w życiu. Była chemia, przyjaźń była, seks był. Było wszystko. Są takie momenty w życiu, gdy wiesz, że masz wszystko i z właściwą osobą. Gdyby ktoś mnie spytał po co wychodzić za mąż, powiedziałabym, że właśnie dlatego. Żeby to poczuć. To szczęście i tę pewność. Jakiś czas temu pewien trzydziestolatek, mój znajomy napisał: „Chcę to poczuć. Wybierać z nią meble i wierzyć, że to na całe życie”. Nie jest to tani sentymentalista. Fajny, mądry facet, który swoim koleżankom mówi co czuje, nie bojąc się oceny.

Bo to strasznie niemodne być teraz sentymentalnym. A już pisać o tym. Ojoj.

Ale nie wierzę, że cokolwiek chroni nas przed codziennością i rutyną. Ani miłość, ani emocje. Może samodyscyplina, może twardy charakter, może religia.

Zdradziłam mojego męża. I co z tego? Co to mówi o mnie?

Na pewno mówi to o tym, że mieliśmy kryzys. Że czułam się samotna, że jakoś nieszczęśliwa. Tam i wtedy. Tyle.

Śmieszy mnie dorabianie historii do kryzysów w związkach małżeńskich. Te wszystkie: „nie powinni być razem”, „to się skończyło”, „zdrady nie można wybaczyć”. To, że one są złe, a oni skurwysynami.

Nie pasuję do obrazu suki bez uczuć, nasze małżeństwo też nie wygląda jak krajobraz po zdradzie. Jest raczej dowodem na to, że ludzie zostawią się czasem z różnych powodów. Najczęściej z powodu samotności, zranionych uczuć, smutku, oddalenia. Ale nawet wtedy mogą sobie dać szansę, żeby być razem. To zależy tylko od nich, tego co ich łączyło wcześniej, jak ta więź jest głęboka.

Gdy się poznajemy, jesteśmy na haju. Egzystować tak możemy wiele miesięcy, lat nawet. Pewnie, że myślałam, że mój mąż jest tym jedynym. Każda dwudziestolatka tak myśli, jak się okazuje. Prawie każda. Czy to znaczy, że nasze uczucia są gorsze? Należy je bagatelizować? Nie. Znam tę drogę doskonale. Od obłędnie zakochanej dwudziestolatki, po trzydziestolatkę w kryzysie, do czterdziestolatki, która całą sobą znów czuje to, co w wieku 20 lat. Wybrałam najlepiej. Nie dlatego, że wybrała ideał, ale dlatego, że już rozumie, że każdy ma wady, że ludzie spotykają się po to, żeby przerobić ze sobą setki sytuacji z dzieciństwa, spotkasz się z niezrozumieniem, czasem odrzuceniem, nieuwagą. Ale bycie ze sobą to coś najpiękniejszego, co może nas spotkać.

I właśnie takie bycie zwyczajne.

Na początku związku myślimy, że problem jest, ale u tej drugiej osoby…

W środku związku sądzimy, że jest u nas i u niego, chcemy to zmienić (czasem decydując się na rozstanie).

I to jest właśnie moment na weryfikację. Nie czy coś jest lepsze albo gorsze, ale czy przetrwa.

Bardzo dużo się pisze o tym, co zdrada zabiera miłości. I na pewno wiele zabiera. Zabiera świeżość, którą mają młodzi ludzie, zabiera złudzenia co do siebie (nikt z nas chyba przed trzydziestką nie sądzi, że mógłby zdradzić), zabiera jakąś część historii, jakąś intymność.

Ale wiele też daje.

Wiedzę. O sobie i swoich mechanizmach. Także o mechanizmach tej drugiej strony.

Złość, którą można wreszcie poczuć.

Emocje, które można zrozumieć, bo tak rozwalają, że trzeba im się przyjrzeć.

I wiele innych rzeczy. Nie możemy już ukryć się w stabilizacji, musimy codziennie konfrontować się z tym, co się stało.

Moje starsze ciotki mówiły kiedyś: „dobre małżeństwo przeżyje wiele”. Złościłam, gdy mówiłam, że miłość jest na zawsze,  i święta, i tak dalej.

Ale dorosłam. Słowa ciotek okazały się rzeczywistością. Dobry związek przeżyje wiele. Ludzie, którzy się naprawdę kochają też wiele sobie wybaczą. Ale muszą się kochać, muszą rozumieć, muszą chcieć.

Ktoś spyta: gdzie w dobrym związku miejsce na zdradę?

Pewnie go nie ma. Ale my dobrymi związkami głównie bywamy, poza tym wszystkim wciąż jesteśmy sami, ze swoimi ograniczeniami, pragnieniami i … samotnością. Możemy po zdradzie porzucić kogoś, możemy się odciąć, nienawidzić. A możemy też zrozumieć siebie. I tę drugą osobę. Dać sobie szansę, powiedzieć: „nigdy więcej”. Bo to jasne, że każdy pragnie wierności.

To tak oczywiste, że aż nudne. Ale trzeba być ślepym, żeby nie widzieć, że życie bywa różne…

– Czy wy możecie być po tym szczęśliwi– pyta mnie przyjaciółka. – Czy wy się wciąż kochacie?

Zasypiam wtulona w mojego męża i wiem, że bardzo go kocham. Mamy dom, psa, kota, naszą miłość, wspomnienia, śniadania, kolacje.

Czy wezmę całą winę na siebie? Nie. Najczęściej zdrada jest konsekwencją miesięcy samotności

Dlaczego ludzie ze sobą zostają? Pewnie czasem z przyzwyczajenia, ale często z prawdziwej miłości. Ktoś w pewnym momencie zawalczył, zrozumiał swoje błędy, przeprosił, znów się postarał.

Nie wrzucajcie nas, zdradzających, do jednego worka.