Mówiłeś: „Chcę z tobą żyć”. Wybrałam inaczej… Bo jestem żoną

Seksualnie
Seksualnie
10 grudnia 2017
Fot. Unsplash / Alex Hockett /
 

Napisała wieczorem: „ Spotkałam go. Najpierw zobaczyłam go w samochodzie, potem w knajpie. Uznałam, że to nie przypadek. Napisałam SMS. Ucieszył się. Mieliśmy zjeść kolację, ale dzień przed napisał: „Przepraszam, nie jestem w stanie”. Dlaczego czuję się znów w nigdzie?”. Odpisałam: „Obudzisz się rano, będzie inaczej. Pamiętaj, tak zdecydowałaś. Jesteś żoną i matką”. Odłożyłam telefon, rozbiłam kotlety.

Mam w domu kolorowe lampki – nie lubiłbyś.

Kolację podaję na talerzach z Ikei – nie lubiłbyś.

Mieszkają ze mną zwierzęta – nie lubiłbyś.

W moim ciele zapomnianym Ty z kolei dawno już nie mieszkasz. Sam rozumiesz. Przemijanie. Widzę je tak bardzo w sobie, dlaczego nie miałabym widzieć w nas.

Czasem staję naga przed lustrem. Jestem tuż przed czterdziestką, wciąż mam piękną twarz i pod tłuszczem, gdzie się ukryłam przed namiętnościami, czuję dawną siebie. Ideał. Tak o mnie mówiłeś.

Chudość. Wystające biodra i kości policzkowe, mały biust. Kochałeś mnie chudą.

W rozmiarze 36 przeżywałam ekstazę Tobą. Dość tanią, sorry Gregory. Z tanim winem i seksem, który pewnie mogłabym mieć lepszy, ale był najlepszy, bo z Tobą. Z tymi wierszami i muzyką, o której nie mogę pisać, bo wszyscy się domyślą. Domyślisz się Ty. A dawno tego nie chcę.

Jestem żoną, jestem matką. Mam swój stały rytm dnia. Zobowiązania. Nie lubiłeś tego słowa. ZOBOWIĄZANIA. Zabijają namiętność, niszczą relację. Bo w życiu trzeba fru….(wać). Pamiętasz, ukrywałam się w Twoim mieszkaniu i mówiłam, że jest tylko tu i teraz. Serial, który puszczasz, wino, które podajesz i wyznania, którymi sprawiasz, że jestem spokojna.

Mówiłeś: „Chcę z tobą budować życie”. Śmiałam się i śmiałam.

Przepraszam. Trochę wciąż się śmieję.

Mówiłam, że świat jest czarno biały i nie pasujemy.  Mówiłeś: „Pozwól tylko, że cię umyję, że cię wykąpię”. A ja tak się śmiałam, że to takie tanie i puste, ale miałam najbardziej namiętnie w życiu i bardzo się boję, że już tego nie przeżyję.

Że nie zobaczę oczu tak we mnie wpatrzonych, nie usłyszę, że jestem w łóżku najlepsza i jak „nikt” i „nigdy”. Pamiętam nasz seks. Ciemność i wino zabierają wstyd. I to jak do siebie pisaliśmy…

Wyszłam za mąż za Niego.  Zestarzałam się kapeczkę. Wciąż kocham Ciebie. Smutne.

Jednak, gdyby ktoś mnie spytał, czy chcę mieć z Tobą dom – odpowiedziałabym, że nigdy. Że pewność i bezpieczeństwo to jest to, czego szukam.

Wiem, że mnie nienawidzisz, że oceniasz, że milion innych rzeczy. Przepraszam.

Nikomu nie mówię, że co noc płaczę. Nikomu.

Tłukę kotlety, szyję różności na przedstawienie dziecka. Jestem mamą perfekcyjną. Zrobię ciasto, zostanę na zawsze. Bo ze wszystkich mężczyzn najbardziej kocham mojego syna.  I kocham jego ojca najlepszą z miłości, bo bezpieczną. Nie mam już miejsca na Ciebie, przepraszam, choć jesteś jedynym człowiekiem, z którym odleciałabym w każdym hotelu i w każdej innej rzeczywistości. Ale mam tę rzeczywistość. Odpowiedzialną.

„Czy ona mnie jeszcze pamięta?” – spytałeś Ją.

„Pamięta bardzo”, odpowiedziała. I dodała: „Ale wybrała”.

Moja cudowna przyjaciółka. Która kocha męża, ale pamięta też jeszcze o kimś innym. Pat. Miłość niespełniona.

Choć oddałabym wszystko Tobie to jednak –  gdyby ktoś mnie przyparł do muru i spytał: „Kogo, ku**a, naprawdę kochasz, gdzie chcesz się budzić rano?!”

Odpowiedziałabym, że przy Nim, bo kocham świat bezpieczny  i jasny, gdzie poranki są takie jak wieczory, a „tak” zawsze znaczy to samo.

Bo za wiele przeszłam w domu, by móc dzisiaj wybierać źle.

Kochana moja przyjaciółko, olej, że tak odpowiedział, że przeprasza, ale nie jest w stanie. Wiesz jaka jestem gniewna i radykalna. Przecież gdyby chciał – spotkałby się.

Gdy kochasz – jesteś. Zawsze.

Jak mój mąż jest przy mnie. A  Ty gdzieś jesteś? BEZ WARUNKÓW? Bo to jest właśnie miłość… jesteś gdzieś?

Pozdro,

Słomka


„Mówisz, że on w te święta odejdzie od żony. A ja ci mówię, żebyś w końcu oprzytomniała, droga przyjaciółko”

Seksualnie
Seksualnie
19 grudnia 2017
Fot. iStock / Central IT Alliance
 

No cóż powiedziałabym Ci być może wszystko w twarz gdyby nie fakt, że zadzwoniłaś na chwilę, znów  tylko po to, żeby opowiedzieć o sobie. Że w te święta on na pewno odejdzie od żony, że to kretynka, znów robi aferę o pierniki i choinkę, ciągnie go do sklepów.

No a co ty dzisiaj robisz? – rzuciłaś krótko. Ja? No cóż, chyba niewiele różnię się od żony. Ciągam A. do sklepu, chcę ubrać choinkę, upiec ciasto. Wywaliłam rzeczy z szafy, układam. No wiesz, wszystkie te rzeczy, których nienawidzisz. „Nic takiego”  odrzekłam. Nie chciałam zamęczać cię głupotami. Gładko się pożegnałaś. W naszej przyjaźni zbliżamy się do ściany.

Starałam się być tolerancyjna, rozumiejąca, dobra. Więc kiedy powiedziałaś, że się zakochałaś, ucieszyłam się, choć nie ucieszyło mnie, że ona ma żonę i dziecko. Bo jednak jestem żoną i choć ty byłaś moją najlepszą przyjaciółką, rozumiałam też ją. Szczególnie, że sama byłam kiedyś zdradzona.

Przedstawiłaś mi jednak jego pewność i ból małżeński tak teatralnie i spektakularnie, że byłam kupiona. Wszyscy błądzimy, wiem. Dlaczego miałabym mu nie zaufać. Zaraz potem zabrał cię do Chorwacji. Wysyłałaś mi kolorowe zdjęcia, te bardziej intymne też wysyłałaś jako dowód, że jest wam wspaniale. Pisałam, że pięknie, że nawet zazdroszczę, szczególnie, że sama nie byłam w najlepszym momencie swojego małżeństwa. „Zaraz jej powie” tłumaczyłaś po powrocie. W porządku, przecież nie pytałam za wiele, nie chciałam wchodzić w twój świat w butach. Wciągnęłaś mnie jednak do niego. Wciągnęłaś mnie w wir emocji.

Siadałaś u mnie na kanapie z winem i opowiadałaś o waszym seksie. Że najlepszy, bardziej niż wyjątkowy. Opowiadałaś o zabawach i odlotach w przebieralni, w kinie, w hotelu.

– Czy myślisz, że nie kocha się  z żoną? – pytałam.

– Oczywiście, że nie. On nic do niej nie czuje – mówiłaś.

– Aha – odpowiadałam.

Przecież nie wiedziałam o nim wszystkiego.

Siadałaś u mnie na kanapie z kawą i płakałaś, że nie zadzwonił w ciągu dnia w sobotę.

– Może on po prostu jest z nią – sugerowałam.

– On nie ma lęku przed dzwonieniem. Ona nam nie zagraża.

– Aha – odpowiadałam.

Przecież nie mogłam wiedzieć, co jest dla was zagrożeniem.

Potem moja  kanapa stała się karuzelą twojego życia. Piekło, raj, piekło, raj.

Po czterech miesiącach poznałaś mnie z nim. Zrobiłam nawet kolację, i bardzo się starałam. Ale jednak nie polubiłam go. Intuicja nie zawodzi mnie nigdy, teraz mi mówiła, że jesteś na chwilę, że jesteś przystankiem. Próbowałam ci to nawet powiedzieć. Tyle, że się wściekłaś i tego samego dnia zadzwoniłaś do M. i zwierzyłaś się jej, że robię to, bo ci zazdroszczę.

Milczałam więc. A ty we mnie wlewałaś słowa i historie. Wciąż te same. Że on odejdzie, że znów spędziliście wspaniały weekend. Kiedyś spontanicznie spytałam czy nie czujesz się źle, że rozbijasz rodzinę, najeżyłaś się.

Kiedyś spontanicznie spytałam, czy nie uważasz, że on być może ma taki styl kontaktu z kobietami, pogrywa tobą, żoną, może kimś jeszcze, najeżyłaś się.

To już w sumie nie wiem co powinnam mówić.

A wiem. Miałam go nienawidzić, gdy nienawidziłaś go ty. Wtedy miałam się złościć i mówić, że jest idiotą.

Miałam go kochać, gdy kochałaś go ty. Rola przyjaciółki, tak.

Mija drugi rok tej naszej szarpaniny. Jesteś zmęczona, choć wciąż wierzysz. Widzisz, ja też jestem zmęczona. Tyle razy już ci tłumaczyłam, że romans jest raczej oznaką słabości, ale jeśli już jest niech prowadzi do jakiegoś celu.

Tak, zdarza się, że on naprawdę jest nieszczęśliwy i będziecie za chwilę razem, ale to nie trwa tak długo nigdy.  Poza tym proszę cię czasem, żebyś mi podała konkrety z waszej miłości.

Mówisz, że seks, że on ci powtarza, że jesteś wyjątkowa, jedyna, że nigdy aż tak. Że pisze. Że dzwoni, przyjeżdża, mówi. Że coś ci się śni i to dowód, że jesteście blisko.

A ileż ja razy mam ci powtarzać, że miłość to nie słowa?

Moim zdaniem on nigdy nie zostawi żony – ty nie chcesz tego słyszeć.

On nie szanuje jej, i ciebie nie szanuje – ty nie chcesz tego słyszeć.

Pat, co? A przecież jesteś taka mądra, taka wykształcona, masz tyle planów.

To dlaczego twoja głowa nie ostrzega serca?

Twoja przyjaciółka, czyjaś żona.


Kobiety, które czują, że nie są piękne muszą być w łóżku bardziej niż lepsze. Bywałam kochanką doskonałą, tworzyłam się na podobieństwo pragnień mężczyzny

Seksualnie
Seksualnie
8 grudnia 2017
Fot. iStock / sanjeri

Moje ciało to narzędzie. Szczupłe – znaczy, że posłuszne i kochane (np. przez mężczyzn), grube –  znaczy, że podłe, wstrętne, ohydne, znienawidzone (przeze mnie najbardziej). Potrafiło dać mi rzeczy wspaniałe. Dzięki niemu urodziłam dziecko, przeżywałam najpiękniejszy seks, dawałam go bliskim mężczyznom.

Przez większość życia ciało jest moim wrogiem. Muszę je ujarzmić, stłamsić, pokonać. Skatować na siłowni, albo przeżreć je tak, że nie mogę oddychać.  Muszę je zniszczyć. Czasem myślę: dlaczego? Przeżywam ostatnie lata młodości, mogłabym się nim cieszyć. Powinnam być z niego dumna – jest zdrowe, przenosi mnie z miejsca na miejsce, dzięki niemu mogę nie zastanawiać się, jak chodzę i się poruszam. Przytłacza mnie poczucie winy, bo wiem, że to co mam, jest wyjątkowe.

Bo widzę ludzi zgnębionych chorobą.

Bo widzę staruszków, dla których każdy centymetr jest sukcesem.

Widziałam śmierć, przemijanie, nie jestem niewrażliwa czy głupia.

I słyszę głos w swojej głowie: kiedyś docenisz, zrozumiesz, pożałujesz, podła Ty.

Dużo kobiet mówi mi, że jestem piękna (szczególnie, gdy szczupła), że jestem seksowna.

Dziś moja przyjaciółka ( śliczna dziewczyna) opowiadała, że chyba przestanie w siebie wierzyć, bo facet, którego kocha, nie pragnie jej, jakby chciała. Zasypia przy niej tak po prostu, bez przyspieszonego bicia serca, bez wyznań: „Rany, spać nie mogę, tak cię chcę”.

Bo nie pragnął jej tak bardzo były kochanek. Bo ktoś, gdy była nastolatką, powiedział, że ma za gruby tyłek. Stop, blokada, ona nie może już tego ciała pokochać – bo ono było odepchnięte przez ukochanych mężczyzn. Więc znów wraca do tego scenariusza.

To takie smutne, że to mężczyźni często nas tworzą. Że patrzymy na siebie ich oczami. Że z tego wzroku budujemy siebie.

Grzebię więc w historiach dawnych miłości. Nie. Każdy mężczyzna mówił mi, że jestem przepiękna i bardzo seksowna. Mój dawny partner wyznawał:„Twoje ciało to moc”, „Jesteś obłędna”.

Dziś nawet pomyślałam o tym mocniej – kobiety, które czują, że nie są piękne, muszą być w łóżku bardziej niż lepsze – jakby chciały nadrobić niedoskonałości ciała w doskonałości erotycznej. Więc bywałam kochanką (pewnie) doskonałą. Kochałam się zmęczona, gdy miałam miesiączkę i bolało mnie całe ciało, uprawiałam seks analny i każdy inny. Dzień dobry, jest pan w sklepie: „ona zrobi wszystko, zapraszamy”. Tworzyłam się na podobieństwo pragnień mężczyzny. Ja, feministka, kobieta ambitna, która wrzeszczy „nie” częściej, niż to „nie” wyszeptują grzeczne dziewczynki. Oddawałam świat za obłęd jego, za jego bezradność i słowa w sumie tak niewiele znaczące: „pragnę cię, umieram”.

Jednak czy to jest wolność musieć zasłużyć w seksie? Ile z nas to robi? Jak często nazywamy to niezależnością, równouprawnieniem? A poddajemy się, by być kochane i cenione…

Moje ciało to narzędzie. Gdy byłam, mała mój tata mówił, że jestem śliczna i że ładne dziewczynki dużo mogą.  Przepraszam, tej ostatniej części zdania nie wypowiadał. Ale widziałam, jak puszył się jak paw, gdy jego znajomi mówili: „Masz przepiękną córkę”, widziałam jego zachwyt , ale i obrzydzenie, gdy trochę tyłam. Ten surowy ton: „Co ty ze sobą zrobiłaś?” albo syk: „Nie, nie zjesz tego kawałka ciasta! Widziałaś się w lustrze?!”.

Tak dziewczynka uczy się, że jedzenie jest złe. Tak uczy się, że mężczyźni lubią ładne ciała. Tak uczy się, że ciało to w ogóle jest wartość. Bo gdy oceniają je inni– tata jest dumny.

Widziałam ostatnio taką scenę.

On. Trzydzieści .

Ona. Dziesięć

Ona: Tato, jestem głodna

On: Przecież zjadłaś pizzę

Ona: Jestem głodna

On: Zjadłaś dużo. Nie jesteś głodna.

Ona: Jestem.

On: Nie jesteś! Zobacz jak wyglądasz. Będziesz wyglądać jak spasiona świnia

Ona (bardzo smutna): Tato,  jestem głodna…

On (wściekły, do partnerki): Czy ty widzisz jak ona wygląda?! Koszmar.

Smutne, że tę scenę widziało kilka osób.

Ona na pewno będzie kiedyś  dobrą kochanką. Miękką, ciepłą, podążającą za swoim mężczyzną ( doskonale nauczyła się przecież podążać za ukochanym tatą, przepraszać i spełniać jego oczekiwania). Nie będzie chyba lubić siebie. Jej ciało to będzie narzędzie.

Tyle pięknych, mądrych, dobrych kobiet, które nie potrafią kochać swoich ciał tak  po prostu.

Tak, skatujmy je na siłowni, zgłuszmy je, albo obrośnijmy tłuszczem, żeby się z tym nie konfrontować.

I poczytajmy więcej poradników jak się wyprostować i wyprasować. Dobre kremy i preparaty na pewno rozwiążą wszystkie nasze problemy z duszą. Ukoją demony.

XXI wiek. Miej ciało idealne, bo inaczej – sorry – ale jesteś słaba.

SŁABA.


http://baden-medservice.ru/urologija-v-germanii/lechenie-adenomy-v-germanii/

виагра 100мг

купить солнечные очки