„Prowadzę podwójne życie. Nie rozumiem histerii wokół romansu, biorę, nie oczekuję” List mężatki, która zdradza od pięciu lat

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
15 grudnia 2017
Fot. iStock / alphaspirit
 

W niedzielę mail: Czytam te wasze histeryczne historie o romansach i nie rozumiem. Czy ja jestem jakaś inna? Czy te listy piszą nastolatki. Od pięciu lat mam romans z żonatym facetem. Jestem mężatką, mam dwoje dzieci. Mój drugi partner, bo właściwie tak już o nim mówię, też ma dzieci. Pasuje nam taki układ.

Odpisuję: To wyrachowanie czy poukładanie?

Odpowiedź: Poukładanie.

Monika (bo tak ma na imię autorka listu) pisze: Dużo znam kobiet, które mają albo miały romanse. Tak, część z nich zakochuje się, niszczy rodzinę, małżeństwo, niektóre nie potrafią zdecydować, więc częściej są załamane, nieobecne emocjonalnie niż szczęśliwe. Ja wychodzę z założenia – romans jest tylko po to, żeby dać radość, każdy inny nie ma sensu. Oddzielam swoje dwa życia. On, mój kochanek też oddziela.

Ja żona i matka

Poukładany dom – to mogę powiedzieć o swojej rodzinie. Lubię męża, gdyby tak nie było, być może bym się z nim rozwiodła. Ale na pewno też tego nie mogę wiedzieć, bo mamy dom, ogromny kredyt, opiekujemy się swoimi rodzicami. No i dzieci. Gdybym chciała rozwieść musiałabym w jakimś sensie zrezygnować z dzieci – mąż jest z nimi bardzo związany i chciałby opieki pół na pół. A ja nie mogłabym powiedzieć: „nie”. Nasze życie nie jest żadnym dramatem. Już nie. Od kiedy mam kogoś przestałam od mojego męża oczekiwać, że w końcu stworzę go na wzór swoich marzeń. Przestałam robić awantury, że jest nieczuły, trudny, egoistyczny. Jest jaki jest. „Nie pasuje ci – poszukaj kogoś kto zaspokoi twoje wygórowane potrzeby” potrafił krzyknąć do mnie. Nie pasowało mi, więc znalazłam.

W nocy śpimy w tym samym łóżku, pod dwiema różnymi kołdrami. Zdarza się, że zasnę w pokoju córki i obudzę się w nim rano. On nigdy nie przychodzi spytać czy idę do łóżka. Ale rano pijemy wspólnie kawę, śmiejemy się przy śniadaniu komentując polityczne wydarzenia, albo denerwujemy się. W niedzielę byliśmy razem z dziećmi na manifestacji. W naszym domu pachnie ciastem i choinką. W weekend piekliśmy pierniki. Mamy kota i świnkę morską. Na Sylwestra jedziemy ze znajomymi w góry. Gdy mąż ma problemy w firmie – dzwoni do mnie. Jestem jego powierniczką, myślę, że osiągnął sukces zawodowy dzięki mnie i mojemu wsparciu.

Co jest więc nie tak? Nie tak jest seks, który zawsze był średni. Nie tak jest życie jak para kumpli. Nie tak jest brak czułości, chłód emocjonalny. Nie chciałam tak się zestarzeć – samotnie, pod własną kołdrą, nie dotykana i niekochana jak kobieta.

– Jak wyglądam?

– No normalnie wyglądasz?

– Ale ładnie?

– No normalnie mówię.

Tak mniej więcej zawsze wyglądały dialogi dotyczące mojego wyglądu, tego jak mam wyjść ubrana, co mam zrobić.

Najśmieszniejsze jest to, że on mi mówi, że mnie kocha. Może po prostu miłość bywa różna. Niestety, on mnie kocha w sposób którego nie jestem w stanie zaakceptować.

Ale nie chcę się rozwodzić, bo za dużo zbudowałam. Bo dzieci. Bo wciąż jest mi bliski. Bo może na starość właśnie się odnajdziemy? Kto wie?

Ja kochanka

Oboje spotkaliśmy się w kryzysie. Mi umarła mama, on był klasycznym pracoholikiem, wyczerpanym pędem. Dwoje zmęczonych, z czterdziestką na karku. Nie poszliśmy od razu do łóżka, nie oszaleliśmy dla siebie. Spotkanie na płaszczyźnie zawodowej, wspólny projekt. Przez dwa miesiące chyba flirtowaliśmy. Bez zobowiązań. Potem zaczęliśmy do siebie pisać. Mój mąż nigdy do mnie w ciągu dnia nie dzwoni, on przejął tę rolę. Potrafiłam przegadać z nim całą drogą do pracy (40 minut). Opowiadałam mu co robi szef i dlaczego nie lubię koleżanki. Rozumiał mnie, słuchał. Nie radził – mój mąż zawsze radził.

Pierwszy seks. Hotel. Pod miastem. Ja powiedziałam, że jadę w delegację, on powiedział to samo. Nie spaliśmy całą noc. Rano zjedliśmy hotelowe śniadanie. Poczułam się kobietą. No sama rozumiesz. Kobietą. Pożądaną.

Nie czułam, że zdradziłam. Nie można zdradzić kogoś kto cię nie dotyka. Bardziej potem miałam poczucie, że zdradzam jego. Ale też bez przesady. Nagle poczułam, że jestem po prostu sobą, a oni dwaj tworzą mojego idealnego partnera.

„Dlaczego to zrobiłeś? spytałam jego.

„Bo się w tobie zakochałem, jesteś drugą kobietą po mojej żonie w której się zakochałem”.

Więcej słów nie było. Czasem może. O innym życiu, razem. Raczej żartem, i w łóżku.

Kiedyś nie wierzyłam, że ludzie robią to w pokojach hotelowych. Że uciekają na lunch, a tak naprawdę uprawiają seks. Że tak bardzo potrafią się podzielić. Że mają dobry dom, a jednocześnie mają namiętność gdzie indziej. I że to nie musi się wykluczać.

Ale nie chodzi o seks. Bo nie spotykamy się tak często. Bo mam dwoje dzieci, on ma dwoje dzieci. Ale codziennie rozmawiamy przez telefon, dużo do siebie piszemy.

„Z nikim tak nie rozmawiam jak z tobą” mówi on. I ja mówię wierzę. Bo ja też tak nie rozmawiam.

Ale nie oczekuję więcej niż mogę dostać, nie mam planów. Biorę co dostaję. Nie tęsknię, gdy nie muszę. Ta relacja mi dodaje energii, a nie ją zabiera.

Ja rywalka

Czasem czuję wyrzuty sumienia, ale najczęściej ich nie czuję. Bo jego żony w naszym życiu nie ma. A ja nie robię sobie krzywdy oglądając jej zdjęcia czy porównując się. Dawno przyjęłam zasadę – im mniej wiem tym lepiej. Siłą rzeczy jednak rozmawiamy. Wiem, że byli u rodziców w weekend. Czasem na u widzę ich zdjęcia. „Taka super niedziela” oznaczają się w wakacje we Włoszech czy w weekend w knajpie.

Najczęściej jednak się nie oznaczają.

Ja też czasem mówię: mam fajną rodzinę. I to wszystko jest prawdą.

To może napisz o tym.

Pozdro,

Monika


Mów wprost. Trudne? Sprawdź co cię ogranicza, bo grunt to właściwie wyrażać swoje zdanie!

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
16 grudnia 2017
Fot. iStock / sdominick
 

Mów to, co naprawdę myślisz! Pytasz dlaczego? Z kilku prostych powodów. Po pierwsze, zaoszczędzisz sobie i innym nieporozumień. Po drugie, przy konsekwentnym stosowaniu tej zasady, łatwiej będzie ci wywalczyć „swoje”. Po trzecie, nie będziesz musiała się denerwować, gdy wpakujesz się w niewygodną i niezręczną sytuację tylko dlatego, że nie wyraziłaś w pewnym momencie zdania sprzeciwu.

Oczywiście, bywają sytuacje, w których mówienie wprost co nam leży na sercu, może być trudne. Co nas tak ogranicza? Najbardziej chyba obawa przed urażeniem czyichś uczuć. No i jeszcze, wiecznie krępujący niektórych lęk przed tym, co powiedzą lub też pomyślą o nas inni. Strachy na lachy! Nie urazimy niczyich uczuć (przy założeniu że mamy do czynienia z osobą całkowicie zdrową na umyśle), jeżeli swoje zdanie wyrażamy zawsze w sposób taktowny. Jednak urodzonych dyplomatów jest wśród nas naprawdę niewielu. Jeśli więc czujecie potrzebę dokształcenia się odrobinę w kwestii: „mówię co myślę”, przeczytajcie.

Po pierwsze: empatia przede wszystkim

Jeśli mówisz o kimś, wyrażasz swoją opinię o czyimś zachowaniu, czyjejś pracy, dokonaniach (albo ich braku), mów tak, by było jasne, że starasz się tę drugą osobę zrozumieć. Wytłumacz, dlaczego masz takie a nie inne zdanie. Powiedz, co myślisz, ale zadaj też pytanie, które mogłoby naprowadzić twojego rozmówcę na jakieś konstruktywne wnioski.

Źle: Szczerze? Beznadziejnie ci to wyszło.

Dobrze: Moim zdaniem, można to było w kilku miejscach przeprowadzić lepiej. Pamiętasz dlaczego w tym momencie akurat tak postąpiłeś?

Po drugie: spokój

Bardzo często w ferworze dyskusji, kiedy już złapiemy wiatr argumentów w żagle i dodatkowo czujemy, że piłka jest po naszej stronie, unosimy się kilka metrów nad ziemią. W tym uniesieniu dostajemy czasem szewskiej pasji starając się wytłumaczyć swojemu adwersarzowi, że słuszność jest po naszej stronie. I że ogóle to naszym zdaniem zaczął wszystko od złej strony. Nie każdemu spodoba się to, co masz do powiedzenia. Przecież to jak najbardziej normalne: różnić się. Nie róbmy więc jednej wielkiej awantury z zarzutami sprzed kilku lat. Zatem szybko: głęboki wdech i żadnego brania „ za bardzo do siebie”, żadnych osobistych wycieczek.

Źle: ###[email protected]@@!!! (nerw i brzydkie słowa przeplatane rzeczowymi, wykrzyczanymi argumentami)

Dobrze: Oddychasz, mówisz spokojnie, ale rzeczowo

Po trzecie: nie czekaj

Czasem dyskusja toczy się tak szybko, że wątki uciekają jeden za drugim. W domu czy w pracy, jeśli chcesz by twój głos był zauważony i wzięty pod uwagę mów od razu, dziel się swoją opinią bez kozery. Jeśli twój rozmówca upaja się swoim potokiem słów – przerwij taktownie, ale zdecydowanie. W innym wypadku, musztarda po obiedzie. Albo nikt nie będzie chciał wracać do sprawy, którą uznano za „obgadaną”, albo dostanie ci się za to, że nie przedstawiłaś swoich wątpliwości od razu.

Źle: ———————– (czyli cisza)

Dobrze: Przepraszam, chcę coś powiedzieć. Myślę jednak inaczej…

Po czwarte: nie bój się ludzi, którzy przerywają

Chcesz bardzo powiedzieć co ci leży na sercu, ale masz do czynienia z rozmówcą, który nie zamierza (albo nie umie) czekać z wyrażaniem własnej opinii, aż skończysz. Z kimś, kto nie daje ci dojść do sedna sprawy, bo kocha „przegadywać” innych, albo celowo chce cię zbić z pantałyku. Dąż do tego, by spokojnie przedstawić swój punkt widzenia o A do Z. Poproś wprost, by ci nie przerywano.

Źle: Yyyy, aaaa no dobrze, mów.

Dobrze: Zaczekaj proszę aż skończę. To ważne.

Po piąte: mów zwięźle

To ważne, bo zwięzłość bardzo wzmacnia twój przekaz i niepotrzebny mu wówczas ani podniesiony głos, ani skomplikowane środki stylistyczne. Jeżeli chcesz powiedzieć coś przykrego, tym bardziej stosuj tę zasadę. Nie oznacza to: sucho przedstaw swoje argumenty. Nie zapominaj o empatii. Oczywiście nie chodzi o to, by męczyć rozmówcę i rozwodzić się nad jego beznadziejnym posunięciem. Uważaj, możesz po prostu powiedzieć za dużo i rzeczywiście kogoś zranić.

Źle: Moja babcia też miała kiedyś taki problem. Miała też dziadka. To znaczy, wiesz, z dziadkiem nie miała problemu tylko z tym, co ty. Długo nie mogła się z tym pogodzić. Właściwie to aż do śmierci, w ’96. Babcia to fajna była. I miała fajnego kota, wiesz? Nie pamiętam jak on się nazywał.

Dobrze: Jeśli pytasz mnie o zdanie, myślę, że powinieneś jak najszybciej zaczerpnąć porady specjalisty.

Tak więc mów, co masz do powiedzenia i nie bój się potencjalnych konfliktów. Wyrażając jasno swoje opinie ułatwisz sobie i innym życie oraz wyeliminujesz nieporozumienia. Jeśli będziesz konsekwentna, twój rozmówca prędzej czy później to zrozumie :).


Nie jestem matką, nie chcę mieć dzieci, nie mogę. Bo nie. I co mi zrobisz?

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
15 grudnia 2017
Fot. iStock / mediaphotos

„Od razu mówię: nie mam dzieci, nie mam męża”, a ja się zastanawiam: „Po diabła się tłumaczy?”, koleżanka, której nie widziałam kilka dobrych lat, i którą chciałam spytać, po prostu, co u niej słychać.

Nie zdążyłam zapytać, bo uprzedziła mnie swoim oświadczeniem. I co z tego, że nie ma dzieci? Piękna kobieta, która realizuje się zawodowo, robi fantastyczne rzeczy, pomaga młodym ludziom wyjść na prostą, a tłumaczy się z tego, ze nie ma dzieci? To było spotkanie na zjeździe szkoły średniej. I kiedy stanęłam z boku i posłuchałam: „Ale jak, masz dwie córki? No co ty?”, „A ile twój syna ma lat? O rety tyle, co mój”, „Kiedy zostałeś tatą, nic wiedziałam, nie pochwaliłeś się?”, pomyślałam: „No tak, nie masz dzieci, o czym z tobą rozmawiać”… „Nie masz dzieci – no co ty, nie możesz mieć, jesteś chora, ale starasz się tak?”.

„Nie nie mam, bo nie” – pada krótka odpowiedź. Zazwyczaj następuje żenująca cisza, nieudolna próba zmiany tematu. Ale ta kobieta już wie, że została oceniona. Bo jak to, dobiega 40-tki i nie ma dzieci?!?

Nie jesteś matką, jesteś nieatrakcyjna towarzysko

„Może jest lesbijką”, ktoś rzuca na boku. Ktoś inny tłumi śmiech. „Ona zawsze była dziwna, pewnie żaden facet z nią nie wytrzymał”, dodaje ktoś inny szeptem. Może jakaś znajoma pomyśli: „Szczęściara, jest sama bez tych wszystkich obowiązków, nic dziwnego, że tak świetnie wygląda. Ma czas dla siebie”. Za plecami, w towarzystwie każdy nie-matkę wytyka palcami. Nie bardzo wie, o czym porozmawiać. Bo o pogodzie, ileż można. Dzieci to taki neutralny i zdrowy temat. Wywołuje uśmiech, potok słów, setki zabawnych historii. O dzieciach można rozmawiać całą noc właściwie. Więc o czym rozmawiać z kimś, kto dzieci nie ma? Co robi, gdzie bywa? Nie ma dzieci – nie ma rozmowy. Uprzejma wymiana zdań i unikanie, jak trędowatego. Nie możesz powiedzieć: „Wpadnij z mężem i dziećmi, świetnie jak się poznają”. Bo co zaprosisz kobietę bez dzieci, a sama będziesz podczas rozmowy smażyć naleśniki, pomagać w zadaniu domowym. A ona tego nie zrozumie, bo nie wie, co znaczy być matką.

Nie jesteś matką, jesteś karierowiczką

„Robi karierę, a na starość nikt jej nie poda szklanki wody”, „I co z tego, że tak świetnie jej idzie zawodowo. Kariery do grobu nie zabierze, nic po niej nie zostanie”. Rozmowa dwóch matek, o córce trzeciej z nich, która rozgoryczona opowiada, że syn dał jej wnuki, a co z córką? „Ona nic nie rozumie, przecież dziecko, to największy skarb”. Dla ciebie – mamo. Dla niej wartość stanowi coś zupełnie innego, czy przez to gorszego? „Jej koleżanki mają dzieci, jest chrzestną, widzi, że dzieci to radość, pełnia szczęścia”. A jeśli nie widzi? Jeśli pamięta swoją mamę umęczoną opieką nad dziećmi, bez prawa głosu w domu, bez swoich pieniędzy, bez marzeń, zależną od męża? Jeśli słyszy od przyjaciółek, jak są zmęczone, jak dla dzieci są z facetem, którego nie kochają? Tak, spotykała mężczyzn, ale żaden z nich nie zatrzymał jej na dłużej. Każdy chciał, by to ona nim się zaopiekowała. Nie dawali jej spokoju, poczucia bezpieczeństwa i spełnienia w związku. A ona spełnia się w pracy. Tak jest jej dobrze. Ona wybrała, to co dla niej najlepsze. Nie jest matką, ale jest kobietą szczęśliwą. Tak, to możliwe.

Nie jesteś matką, jesteś egoistką

Największym wrogiem kobiety – matki jest egoizm. Ona się go boi, unika, udaje, że nie zauważa. Tłumi swoje potrzeby i siebie zawsze stawia na końcu rodzinnego układu pokarmowego, nie tylko gdy chodzi o jedzenie, ale o wszystko. Egoizm dla niej równa się poczucie winy i wyrzuty sumienia, więc jak nazwać kobietę, która nie ma dzieci? No oczywiście jest egoistką, typową. Nie poświęca się rodzinie, nie gotuje obiadów codziennie dla dzieci, nie piecze tortów na ich urodziny, nie czyta im wieczorem książki, tylko siada z lampką wina przed telewizorem. Albo co gorsze – robi, to co kocha. Na przykład podróżuje po świecie. Myślisz: „Cwaniara, nie ma dzieci, to sobie może podróżować”. A kiedy ona mówi: „Chciałabym mieć dzieci, ale nie znalazłam jeszcze odpowiedniego faceta”, myślisz: „No tak, pieprzona egoistka, też mi wytłumaczenie. Przecież nigdy idealnego faceta nie znajdzie”. A nawet jak nie znajdzie, to co z tego?

Nie jesteś matką, jesteś wygodna

„Ciekawe, czemu nie mają dzieci? Oni tacy wygodni. Widzisz ich i dziecko?!? Kto by się nim zajmował?”. Tymczasem ONI nie mają dzieci, bo ONA w wieku 16. lat dowiedziała się, że nie może być matką. Wada, która wyklucza macierzyństwo. „Myśleliśmy o tym, żeby adoptować dziecko, był też pomysł z su rogatką, która, by naszą ciążę donosiła, ale nie mogliśmy jakoś podjąć konkretnej decyzji. Mąż miał dużo wątpliwości, czy podoła wychowaniu dziecka adopcyjnego – nie wszyscy się przecież nadają. W końcu powiedział: „A może tak ma być, tak natura zadecydowała za nas.” Ona była mu wdzięczna za te słowa, nigdy nie obarczył jej poczuciem winy, że nie mają dzieci. Oboje dbają o swoją kondycję fizyczną, o zdrowie. Sport stanowi bardzo dużą część ich życia: „Przecież wiem, że jak będę stara, nikt nie poda mi szklanki wody, dlatego muszę dbać o ty, by być sprawna jak najdłużej.” Po chwili dodaje: „Wiesz, że jesteś pierwszą osobą, która otwarcie spytała, czemu nie mamy dzieci? Wiem, że inni snują różne domysły, że na oceniają. Nie pytają, a ja nie chcę im się tłumaczyć”.

Nie jesteś matką, bo nie możesz nią być, bo nie chcesz, bo nie czujesz, że macierzyństwo to twoje powołanie. Mówimy: „Nie każda kobieta nadaje się na matkę” – tylko dlaczego to „nadaje się” nie napawa optymizmem, zrozumieniem? Wręcz przeciwnie – jest negatywnie oceniające, bywa pogardliwe. Nie-matka to wybrakowana kobieta. Kiedy następnym razem zechcesz ocenić czyjeś życie przez pryzmat tego, że nie jest matką, zastanów się, czy dla każdej kobiety bycie matką musi dawać pełnię szczęścia? Uwierz, nie musi.


Zobacz także

Będziesz poetką, jeśli uwierzysz, że miłość jest spotkaniem…

Będziesz poetką, jeśli uwierzysz, że miłość jest spotkaniem…

5 (nieoczywistych) sposobów na zwiększenie siły woli

Żyłam złudzeniami, dziś potykam się o rzeczywistość. Miałam wszystko, nie mam nic

profvest.com

www.steroid-pharm.com

https://steroid-pharm.com