„Zostanę u ciebie na noc”. Jak wolna kobieta bierze sobie seks

Seksualnie
Seksualnie
5 lutego 2016
Fot. iStock / Zhenikeyev
 

Przeczytałam dziś przypadkowo wpis jednego z blogerów. Znany. Prawie oplułam ze śmiechu klawiaturę. Nigdy nie usłyszał od kobiety: „Zostanę u ciebie na noc”. Marzy, żeby usłyszeć to od dziewczyny, to kręci i podnieca. Hmm, w innych wpisach chwalił się, że miał kilkaset kobiet. Mówił, że kazały się ze sobą flirtować i się zdobywać. Żadna, naprawdę żadna nie powiedziała: „zostaję?”. Trochę mnie to bawi, bo od swoich rówieśników słyszę zarzut, że kobiety są dziś łatwe. Kiedyś znany muzyk hip hopowy wyznał,  że laski chcą, żeby dawał im autografy na piersiach. Podchodzi dziewczyna do niego, odpina bluzkę i mówi: proszęęęę, daj.

Takie oto historie o dwudziestolatkach (niektórych).

Daleko mi do dwudziestolatek, ale też daleko do mojej mamy, która do łóżka poszła na randce którejś tam, ale przy okazji pozwoliła zjeść sobie duszę. I miała jednego mężczyznę przez całe życie. Dla której ciało to świętość i przespanie się z mężczyzną równa się długotrwały związek (i zjedzenie duszy). Aaaaa, mamo, to tylko seks. Całowanie, dotykanie, penetrowanie. Na miłość boską.

Śmieszą mnie też teorie o seksie na trzeciej randce. I w ogóle wszystkie teorie mnie śmieszą, bo godności i klasy kobiety nie mierzy się tym, kiedy pójdzie z kimś do łóżka. Niech sobie idzie nawet po pięciu minutach. Pod warunkiem, że to nie jest seks, który ma być żebraniem o miłość i uwagę, próbą zaciekawienia kogoś na dłużej czy demonstracją jakie jesteśmy wspaniałe.

Jeśli robisz teatr w łóżku – nie jesteś dojrzała, nawet jeśli jesteś dawno po trzydziestce.

Jeśli manipulujesz przez to mężczyzną – nie jesteś dojrzała, nawet jeśli jesteś grubo po trzydziestce.

Jeśli to narzędzie – też nie jesteś dojrzała nawet jeśli dawno skończyłaś czterdziestkę.

Seks po prostu jest. Jest mocą i siłą, energią. Czymś co mam, kiedy chcę, jak chcę i za co  ponoszę pełną odpowiedzialność.

Nie oszukuję się, że zbuduję po nim związek.

Nie oszukuję się, że nic nie poczuję.

Droga do pełnej świadomości jest, oczywiście, długa i trudno, żeby miała ją 17-latka. Jeśli takie są – to są darem tego świata, mocą swoich matek i ojców, ale to się zdarza rzadko.

Zostanę u ciebie na noc – świadoma kobieta mówi to mu po prostu. Jeśli chce, bo jak nie chce to nie mówi nic.  W „zostaję u ciebie na noc” kryje się właściwie wszystko o kobiecie. Jej moc, jej siła i jej pewność. I jej wybór.

Mądra kobieta mówi to, gdy…

– spotkała faceta, o którym wie, że chce spędzić z nim noc (wspaniale)

  gdy wie, że ten mężczyzna też chce spędzić z nią noc

– skąd to wie? Ze wszystkiego. Z jego spojrzenia, słów, które mówi, uwagi. Jeśli ma jakiekolwiek wątpliwości to on nie chce z nią spędzić nocy. I ona to wie, więc nic nie mówi. Bo świadomość nie równa się PAKOWANIE komuś do łóżka.

– jest pewna siebie. Nie zadufana w sobie, nie głupia, po prostu świadoma.

„Współczuję Ci, łatwa panno” pomyśli jakiś zadufany w sobie facet. Albo dziewczyna nie tak świadoma. A ja powiem tylko jedno.

Bzykaj się kiedy chcesz i z kim chcesz, ale nie zapominaj o kilku rzeczach:

– to może potem boleć, bo np. się zakochasz.  Albo pomyślisz, że on po tym seksie to ON musi chcieć czegoś więcej– nie, nie musi. Jeśli masz takie podejście– lepiej z seksu zrezygnuj

– zabezpiecz się

– nie rób tego z zemsty na kimś innym ( to może pomóc, ale nie musi). Okropne jest obudzić się w środku nocy, obok obcego faceta, z kacem często i pomyśleć: „Co ja tutaj, k…, robię”.

– skończ z tym jeśli widzisz, że relacja jest nie równa.

Poza tym jesteś wolna i naprawdę olej wszystkie teorie.

„Chcę zostać u ciebie na noc” powiedziałam do mojego aktualnego faceta.

I zostałam.

A on potem powiedział, że właśnie w tym się zakochał. W bezpośredniości, braku flirtu i przymusu.

Rano wstałam, wypiłam kawę i …. wyszłam, nie zostawiając telefonu. Naprawdę można być Kopciuszkiem jednocześnie mając wcześniej fajny seks.

Przestańcie wmawiać niezależnym kobietom co wypada, a czego nie wypada w łóżku. To jest śmieszne:)

Dziękuję.

Szczęśliwa trzydziestolatka


„Lubię jego awantury o jogurt i to, że bywa kiepski w łóżku”. Miłość spełniona. Czy na pewno takiej szukasz?

Seksualnie
Seksualnie
9 lutego 2016
Fot. Unsplash / Scott Webb /
 

Czy miłość może być po prostu dobra? – pytasz. Czy ty się nudzisz? No wiesz, z tym samym facetem.

Czy ty nie myślisz o innych? Czy ty… Och, jakże ja bym chciała mieć miłość stabilną – wyznajesz.

Wiem, też czasem pytam ciebie. Chociaż w zasadzie pytam mniej, bo już wiem, że żyjesz tylko w stanie ekstazy albo w stanie rozpaczy. Znam te rytmy. Akceptuję.

Chociaż dziś, gdy mówiłaś o A. która od 11 lat żyje bez seksu z ojcem swojego dziecka, to trochę się zdziwiłam. Spytałam nawet: A ona nie chciałaby odejść?

Usłyszałam: Ona boi się odejść. Aha.

Twój związek też analizujemy bez końca. Oczywiście w twojej rozpaczy, bo kiedy jest ekstaza to mówisz tylko „okej” i skupiasz się na pracy. Lubisz zapominać jak on cię rani, nie zauważa, bo przecież też jesteś DDA, a ktoś kto miał trudne dzieciństwo ma przedziwną umiejętność zapominania, dostosowywania się i nie rozmawiajmy o tym więcej, bo żyć i zapominać trzeba.

Ale nie trzeba, wiesz?

Patrzę wtedy na swoje spokojne życie, myślę o tym, że dziś On chrapał i nawet pomyślałam o drugiej w nocy ze wstrętem, że tego się da nie znieść po prostu i to potworne, że On wciąż nie zoperował sobie przegrody. Że to egoizm i nieuwaga. Bo przecież nie śpię i może się, do diabła, przeniosę na kanapę.

Ale nie bardzo mogę na tę kanapę, bo to właśnie przy Nim odnajduję  spokój.

No wiesz, miłość stabilna, miłość nudna, przewidywalna, nie targana żadną złością poza tą, że on chrapie, nie napisał SMS–a, nie odłożył.

Niektórzy z powodu „nie odłożył” nawet się rozwodzą, ale za dużo w życiu przeszłam, żebym mogła pomyśleć o rozstaniu z powodu skarpetek, jogurtu, czy łyżki. Ziew straszliwy, co?

Ale wybacz, kochanie, lubię tę pewność, którą daje stabilna miłość…

Że on obudzi się i kątem oka obserwuje jak wstaje. Sunie do łazienki, żeby umyć zęby. Takie śmieszne ludzkie nawyki, że oni nie zrobią czegoś bez czegoś. On nie zrobi kawy bez tych zębów, więc mogę nawet napisać plan tego poranka. Potem naleje wody, zapali papierosa, nie cierpię tego, zacznie sypać ziarna do ekspresu. Przepraszam, wiem, że wolisz szybciej, ale miłość stabilna ma swoją powolność.

Jeśli mówisz, że jej chcesz – zastanów się czy na pewno.

Lubię jego pośpiech w zbieraniu się do pracy…

„Zapłaciłaś rachunki?” „A co z bankiem, a gazem?”. Niektórzy nazywają to nudą, ale ja lubię patrzeć na niego w tym momencie przemiany. Z nocnej bezradności w siłę, inaczej patrzy, ton nabiera mocniejszej nuty. Wciąga na siebie spodnie, opakowuje się w rzeczy, w które opakowujemy się wszyscy. Ale ja jestem świadkiem jego przemiany co bywa intymniejsze niż seks. „No to hej”rzuca. Wiem, że powiesz, że „hej” jest nudne. Ale ja jestem wdzięczna za te same poranki przez lata, bo one są moją życiową pewnością. To przekleństwo albo dar. Wolę patrzeć na to jak na dar, sama rozumiesz.

Lubię nawet tę jego nieobecność w ciągu dnia…

Bo zawsze jest zapowiedzią powrotu. Nie boję się, gdy mówi: „spóźnię się”, „umówiłem się z T”. Bo wiem, że on mówi co czuje i nigdy nie oszukuje – naprawdę można mieć takiego mężczyznę. Ale ty przecież czasem mówisz, że lubisz się bać. 

Kroję marchewkę i tłukę kotlety. Jestem mieszczańska i taka przewidywalna w tych  kilku kulinarnych hitach. A on zawsze mówi, że dobre, wyśmienite.

Miłość stabilna jest czasem taka czułostkowa, zupełnie bez potrzeby. Z tym „misiu”, „kotku” i innymi zdrobnieniami, które żenują prawie każdego poza związkiem. Nas nie, bo nawet nie zauważamy. Jeśli mówisz, że chcesz tej miłości dobrej, zastanów się czy na pewno – przecież lubisz twardzieli.

A i seks. Ludzie tak czasem o to pytają. O ten seks w bardzo stałych związkach. Czy on jest boski, czy żaden. Istnieje czy ze świecą go szukać.

Lubię nasz seks…

Gdy on tym w sumie zawsze dość podobnym językiem i słowami, o których wiem, że je uwielbiam – doprowadza mnie gdzie chce. Albo raczej zabiera. Gdzie chcemy oboje.  I w tym seksie jest wszystko za czym tęsknią ludzie, bo i czułość, i prowokacja jest, przewidywalność i nieprzewidywalność. I absolutne poczucie, że to nasze.

No ale w gruncie rzeczy dotyka cię wciąż ten sam facet.

Jeśli mówisz, że chcesz stabilnej miłości, zastanów się, bo jednak to ten sam, a nie wciąż inny.

I seks nie jest narzędziem, ani uniesieniem, ani szaleństwem. Nie zawsze w każdym razie.

No i te wieczory.

Lubię, gdy on opowiada mi o sobie, gdy mości się na kanapie.

I w tej kanapie nie wieszczę końca miłości tylko raczej widzę jej siłę. Że oni dwoje ze sobą, bezpiecznie. Po prostu. Bez ciśnienia na jakąś oryginalność. Ale czy ty byś się w tym odnalazła? Na tej kanapie. Ona jest takim spektakularnym obiektem żartów, a obiecuję, że na tej kanapie jest przepięknie– jeśli kochasz.

Czy ludzie, którzy tak krzyczą, że brakuje im spokojniej miłości są w stanie znieść jej zwyczajność? Czasem– moim zdaniem– nie są i dlatego wciąż szukają innej. Groźnej, gorącej, niepokojącej. Albo chociaż namiętnej, kiedy kanapa służy tylko do bzykania.

Moja kochana przyjaciółko, jest mi smutno, że nie czujesz się w miłości pewnie i dobrze, że musisz wciąż zasługiwać. Że płaczesz i wciąż uczysz się odraczać emocje. Nie zadzwonię, nie napiszę, nie powiem.

Nie, ostatnio w ogóle nie myślę o tym, że mogłabym inaczej.

Tak, miłość może być po prostu dobra.

Ale nie wszyscy dobrą miłość potrafią w swoim życiu znieść.


Przygoda z Panem Znikającym… W słowach i seksie jesteś doprawdy mocny. W życiu już gorzej

Seksualnie
Seksualnie
14 stycznia 2016
Fot. Tookapic / Paweł Kadysz /

Hej Panie Znikający,

Na pewno wiesz, że do ciebie piszę. Albo, niestety nie wiesz, bo z autorefleksją u ciebie słabiutko.

Że też ja tego nie słuchałam uważniej. Zamroczona chemią bardziej uszy zatykałam niż je otwierałam. A szkoda. Nie miałabym tak zmarnowanego lata. Nie przepłakałabym tych paru nocy nie wiedząc o co chodzi. Ups. Słabiutko z moją bystrością.

Poza tym do tej pory spotykałam facetów stabilnych. Nawet jeśli pogubionych, to jednak myślących to samo wieczorem i rano. Dla których: „jesteś jedyna” coś znaczyło.  I nawet jeśli się rozstawaliśmy, to mieliśmy poczucie, że rozstanie jest efektem rozpadu, kryzysu, niezrozumienia. Ty jednak dzień przed tym, jak uznałeś, że nie powinniśmy się spotykać, pisałeś: myślę, tęsknię, tylko ty.

Ale potem szukałam jakiegoś znaku. Myślałam: gdzie popełniłam błąd? Jak osłabiona została moja czujność? I nic, no prawie nic,  bo jednak czasem zajęty sobą nie słuchałeś. I nie piałeś z zachwytu nad byłymi dziewczynami.

Co tam z nimi było? Hmm. Już wiem. Jedna piła za dużo piwa. Ty, biedaku, zorientowałeś się zaraz po tym, jak chciałeś ją porzucić, bo wcześniej nic nie podejrzewałeś  (na początku nie piła tego piwa, prawda?). Druga była wariatką (wstydziłeś się za nią w samochodzie, wśród znajomych), trzecia, czwarta. Zapomniałam. Wszystkie były złe. Poza A. która kiedyś cię zostawiła i M, która cię nie chciała. Jakoś nie udało mi się tego połączyć. Najbardziej kochasz te, których nie masz.

I generalnie nie lubisz kobiet. K. jest za głupia i za głośno się śmiała, M. szuka facetów dla kasy. I tak dalej.

Wtedy jednak nie było to takie proste do zrozumienia. Myślałam: jak taki fajny facet może nie mieć kobiety? Dlaczego spotykał same złe?

Do tej pory mam SMS–y od ciebie. I wiadomości na Facebooku. Zarchiwizowałam je tak na dowód mojego oszołomienia, ostatnio do nich wróciłam. Poczekaj, jak to brzmiało: jesteś wyjątkowa, wspaniała, podziwiam cię, ostatni raz czułem to dziesięć lat temu, seks z tobą jest naj.  A i jeszcze mój hit: sprawiasz, że czuję się lepszym człowiekiem. Czuję się za kogoś odpowiedzialny. Tak, wiem, że zieję jadem. Ale gdybyś tak to poczytał?

Hahahahaha, dobre. Najbardziej jednak dobre jest to, że w to uwierzyłam. W uroczym miasteczku K., spacerując nad Wisłą, gdzie po nocy mocnej, pełnej wina, wyznań i przełamywania twoich barier, bo przecież kiedyś tam jeździłeś tylko z nią. „Przy tobie o niej zapomniałem” wyznawałeś. No wiesz, w tym żółtym pokoju, w pensjonacie, gdzie myśleli, że od lat jesteśmy małżeństwem. Zaraz po tym, jak ten facet w sklepie powiedział, że tyle radości z nas bije. Bo biło, prawda?

A rano poszedłeś robić zdjęcia, zaraz potem wróciłeś do pokoju, bo nie możesz się skupić na niczym poza mną.

Poczekaj, jak to było. Całowaliśmy się na jakiejś imprezie, pijani. Nad ranem uciekłam. Pisałeś do mnie na Facebooku. „Hej, jak się czujesz?”, potem robiłeś wszystko, żeby ze mną się spotykać.

Wiem, kiedy miałeś pierwszy seks, jak bardzo skrzywdził cię ojciec i jak nienawidziłeś nauczycielki z podstawówki.  Tak, tej w której szyby waliłeś w złości.

Wiem o tobie wszystko, ty o mnie niewiele.

Nie wiedziałam tylko jednego. A może kilku rzeczy

– twoje słowa niewiele znaczą

– twoje emocje przychodzą i odchodzą. Są szybsze niż wiatr

– dajesz full, a potem zjadasz (jeśli ona zjeść ci się da) i znikasz.

O rany, do S. też mówiłeś, że jest wyjątkowa. Dlatego była taka zaskoczona jak ją porzuciłeś. Nic nie rozumiała. Tej nieczułości przy kawie, chociaż jeszcze niedawno….

No nic. W każdym razie dziękuję. Wielkich słów od lata unikam jak ognia. Nie wierzę nikomu, jestem sceptyczna. Pozdrów swoją Nową.

Tak, wiem co jej mówisz: No wiesz, spotykałem się z nią, ale ona była taka niezrównoważona/ niestabilna/ rozczarowała mnie/ za mało piła, za dużo/ za bardzo rozrywkowa, za mało. Ona w to wierzy i tak cię rozumie. Te złe kobiety w twoim życiu. A ty taki wspaniały.

My, twoje byłe, ogarniamy się.

Twoje panny „pół roku”, „kilka nocy”, „na dłużej”. Którym obiecywałeś miłość, przyjaźń, no i że będziesz. Zawsze.

Finał ten sam. Wielkie słowa z których zostaje wielkie G.

Jeśli tylko któraś odważy się kochać cię naprawdę.

Pozdrawiam, Panie Narcyzie, Twoją Nową.

I od razu złóż jej kondolencję.

Tak, też myślałam, że jestem wyjątkowa. Wiadomo. Tak jak ona myśli.

W słowach i seksie jesteś doprawdy mocny.

W życiu już gorzej.


http://biceps-ua.com/

http://unc-mps.com.ua

сиалис софт купить в украине