To nie moja wina!

Justyna Feret-Lech
Justyna Feret-Lech
20 marca 2016
 

Mój mąż mnie zdradzał i twierdził, że to moja wina. Bo przecież nie byłam wystarczająco ładna, szczupła i ciekawa. Niewystarczająco fachowo wykonywałam fellatio, generalnie stawiałam granice w łóżku. Do tego nie dbałam jak należy o niego i dom, zwijałam skarpetki w złą stronę. A jak doszło do tego jeszcze, że zaczęłam robić karierę i pracowałam cały dzień, więc obiadu nie było na czas – to już mamy pełny obraz moich zaniedbań. Do kitu byłam, no. Nieszczęśliwy był. Więc miał prawo wziąć kochankę. Potem drugą, trzecią, etc. Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina.
Tragedia polega na tym, że początkowo w to uwierzyłam – że to jam, nie chwaląc się, sprawiła; pchnęłam go w ramiona innych kobiet i niemal zmusiłam do życia w kłamstwie i rozdarciu. Że przecież kto by ze mną wytrzymał, taką niefajną. Obrzydzenie, które do siebie poczułam, miało wymiar fizyczny. W lustro nie mogłam patrzeć. Tak byłam nauczona – jestem do niczego, mężczyzna ma zawsze rację. Przypominała mi się moja mama, płacząca kiedyś w kawiarni, że zostawiła by mojego ojca, a swojego męża, ale przecież sobie nie poradzi, a w ogóle to wszystko jej wina. Moi rodzice są ze sobą do dzisiaj, ja z moim mężem – już nie, więc trudno mi jednoznacznie orzec, że taka strategia brania na siebie winy nigdy się nie sprawdza. Oczywiście, że można żyć w przeświadczeniu, że należą nam się ciągłe baty od drugiej połowy – ale czy naprawdę tak mamy spędzić resztę życia?
Co mnie obudziło? Dwie rzeczy:
Po pierwsze – przeświadczenie, że ja w tym związku też byłam niesamowicie nieszczęśliwa. co nie oznaczało jednak, że czułam się upoważniona do ściągania przed kimkolwiek majtek, z tego żalu i rozpaczy.
Po drugie – małżonek szanowny w przypływie natchnienia stwierdził kiedyś, że winna jestem nie tylko ja, bo także jego kochanki. No przecież same nogi rozłożyły.

Olśnienie było więc nagłe, acz stanowcze. Przed oczami stanęły mi kobiety molestowane w pracy, bo miały według kolegów zbyt duży dekolt. I te gwałcone, bo miały zbyt krótką spódniczkę, a w ogóle to przecież poszły same po ulicy. I jeszcze taka, co to garem dostała po głowie, bo zupa była za słona. I te bite, bo się pan i władca zdenerwował. Cała gama innych przypadków także mi się nagle przypomniała. Co ciekawe – wiele kobiet tkwi w złych związkach latami, tłumacząc takiego boksera-amatora, niczym ja kiedyś mojego męża. Niektóre nawet wierzą, że gdyby rzeczywiście na dyskotekę założyły spodnie zamiast spódnicy, napalony mężczyzna by ich nie tknął. No przecież wiadomo, że sama na siebie taki los sprowadziły.

Poczucie winy i wyższości potrzeb mężczyzn jest nam wpajane z pokolenia na pokolenie. Po powrocie z pracy rzucamy się w gary i między odkurzacze, żeby wić miłe gniazdko jakiemuś panu, mimo że na nogach ledwo stoimy, a pan siedzi przed komputerem lub telewizorem i palcem nie kiwnie. W łóżku godzimy się na rzeczy, które nam się nie podobaja, że chłop miał, czego mu potrzeba i co zobaczył w jakimś pornolu, nieważne czy nas boli albo nam uwłacza. Bo czegoż nie robi się w imię miłości? Staramy się dorównać teściowej, bo wiadomo, że mamusia była we wszystkim najlepsza. Skubiemy sobie te brwi i golimy pachwiny, nie dlatego, że specjalnie chcemy, ale przecież on bardziej lubi takie wygolone. Robimy wszystko, co chcą inni.

A potem taki delikwent mówi, że jesteśmy jak bezwolne kukły i generalnie cios w podbrzusze nam się należał. I że to nasza wina. On się bardzo starał przecież, znad tego monitora albo jak już rzucał garnkiem w nasz czerep. On chciał dla nas jak najlepiej.

Kobieto głupia, wbij to do głowy sobie, swojej córce, wnuczce i młodszej siostrze – TO NIE TWOJA WINA! Nie marnuj sobie życia na kogoś, kto ci to zycie próbuje zmarnować. Nie daj się zniszczyć! Oddaj mu tym garnkiem!


Elementarne zasady pożycia… tak więc, drogi Watsonie, nie o to chodzi, że zdradził

Justyna Feret-Lech
Justyna Feret-Lech
31 marca 2016
Elementarne zasady pożycia... tak więc, drogi Watsonie, nie o to chodzi, że zdradził
Fot. Flickr / Iselin /
 

Zdrady nie usprawiedliwiam, ale poniekąd rozumiem. Tłumaczę ją psychologicznie, oswajam. To da się zrobić. Znam związki, które nadal istnieją „po”, dają radę. Fascynuje mnie umiejętność odbudowania zaufania po takim akcie nielojalności, jak widać jednak można.

Znam też takie pary, dla których zdrada nie jest zdradą, skok w bok jest częścią jakiegoś układu – może i pokrętnego, ale nie moja sprawa. Cokolwiek dla nich działa, niech działa. Związki otwarte są rzekomo modne i wygodne ostatnimi czasy, ja z moim zacofaniem i tradycyjnym myśleniem nie muszę ich rozumieć. Ale wiem, że są i czasem funkcjonują całkiem sprawnie.

Ja bardziej o tym, Watsonie, co jest kompletnie nie do zaakceptowania i powinno być tępione i miażdżone w zalążku: o KŁAMSTWIE.

W związku nie ma czegoś takiego jak niewinne kłamstwo. Każde wychodzi bokiem koniec końców. Twój partner mówi, że zrobił, był, kupił, widział – a ewidentnie nieruszone, niekupione, nieznane, a buty lśniąco czyste, czyli że nigdzie nie poszedł? To uciekaj, gdzie pieprz rośnie! Bo jeśli odpowiedzią na nawet drobne sprawy jest konfabulacja, to jak będzie w sprawach większej wagi? Jeśli przy pierdołach mówi bez namysłu słodkie kłamstewka, to naprawdę wierzysz, że będzie miał wyrzuty sumienia przy sprawach istotnych? Jak na przykład to, że mówi, że pracuje, a w rzeczywistości idzie do kochanki. A potem wraca i kładzie się obok ciebie jakby nigdy nic. I jeszcze opowiada o wyjątkowo upierdliwym kliencie i problemach z wykonaniem planu.

Kto jest wierny w małym, będzie wierny w dużym.

Kto kłamie w drobnostkach, i z dużymi rzeczami sobie nie poradzi z honorem.

To może być urocze, gdy on/ona (niepotrzebne skreślić) fantazjuje na różne tematy, ale chyba trochę niepokojące, że robi to nagminnie w wieku bardziej dojrzałym niż lat 14 i pół.

I nie wybaczaj tych kłamstewek w kółko, drogi Watsonie. Są granice, naprawdę. Kto ma kłamstwem skażoną krew, temu rzadko nawet transfuzja pomoże. Nie oszukuj się, że na oszustwie można zbudować coś więcej niż nerwice i papiery rozwodowe.

And that is, my dear Watson, quite the elementary.


Kochaj i bądź szczęśliwa

Justyna Feret-Lech
Justyna Feret-Lech
8 marca 2016
Fot. Pixabay / Papagnoc /

 

Ciągle pan pyta co sądzę o mężczyznach, ach proszę pana jaki pan jest ciekawski, naturalnie myślę o mężczyznach, ale…
Tak, proszę pana, przyznaję, jeśli chodzi o życie, miłość i inne choroby, to trzeba było mnie wywrócić na lewą stronę, rozpruć i zacerować ponownie, żebym się nauczyła pierwszego odwiecznego prawa – prawa do szczęścia. Dziś już mogę powiedzieć z całą stanowczością rozpieszczonego pięciolatka, że jakiemukolwiek bogu, bogini czy diabłu nie służysz, przede wszystkim masz prawo być szczęśliwy.
Twoje prawo do szczęścia ogranicza jedynie prawo innych do szczęścia. Nie możesz więc krzywdzić innych w imię własnego szczęścia, po ludzku rzecz tłumacząc.
Więc, proszę pana, jeśli chodzi o mnie, to jeśli łysa, bezzębna, opasła murzynka żydowskiego pochodzenia będzie w stanie uczynić mnie szczęśliwą i kochaną, to tak mi dopomóż Bóg.

happy

Myślę, że ci, którzy zaglądają komuś pod kołdrę i próbują decydować, co i kto jest dopuszczalne i akceptowalne, nie doświadczyli bólu samotności. Bo jak można mówić, że szczęście z bycia kochanym i wspieranym, jest złe?
Myślę jednocześnie, że prawdziwej miłości i wsparcia najprawdopodobniej też nie doświadczyli, bo inaczej byliby spełnieni i życzyliby innym porównywalnego stanu ekstazy i spełnienia.

Człowieku, który mówisz mi, jak ma się mój partner zachowywać, przed jakim bogiem klękać, jaką mieć skórę i jakim językiem mówić, idź precz! Nie mówi mi nawet, jakiej płci ma być moja miłość. Zajmij się sobą.

Parterze, nic mi po twojej płci, religii, poglądach, wykształceniu i seksualnym wyedukowaniu, jeśli nie czynisz mnie szczęśliwą.

Mam teorię – nie ma miłości bez szczęścia. Na razie nikt tej teorii nie obalił.


В интеренете нашел авторитетный сайт на тематику заказать дизайн ресторана https://tsoydesign.com.ua
У нашей компании важный сайт со статьями про https://zaraz.org.ua.
У нашей организации популярный интернет-сайт со статьями про выгодный депозит для физ лиц.